Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pogranicze światów
2016-12-13
Albert Jawłowski, Zbigniew Rokita

Buriaccy buddyści twierdzą, że Itigiełow, który niemal sto lat temu wszedł w stan głębokiej medytacji, wciąż żyje. Inni uważają, że jest demonem. Z autorem książki Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów Albertem Jawłowskim rozmawia Zbigniew Rokita.

 

ZBIGNIEW ROKITA: W Wydawnictwie Czarne ukazała się Twoja książka Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów. Tytułowy lama, który jest pretekstem do snucia opowieści o Buriacji, to buddyjski przywódca XII Pandito Chambo Lama Daszi-Dorżo Itigiełow – urodził się w 1852 roku i odszedł w 1927 roku. Dlaczego dziś cieszy się on tak wielkim kultem?

ALBERT JAWŁOWSKI: W 2002 roku wykopano ciało XII Pandito Chambo Lamy Itigełowa, które przetrwało w bardzo dobrym stanie. Eksperci nie byli zgodni, co mogło być przyczyną zachowania się ciała, bo nie była to typowa mumifikacja. Niektórzy z nich zaczęli studzić emocje. Twierdzili, że nawet jeśli nie mogą wytłumaczyć nietypowego stanu ciała Itigiełowa, nie oznacza to, że mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym – nauki przyrodnicze nie wszystko potrafią wyjaśnić w stu procentach.

Itigiełow zaczął oczywiście budzić ogromne zainteresowanie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w różnych tradycjach buddyjskich silne jest przekonanie o tym, że zaawansowani jogini potrafią zachowywać swoje ciała nawet po ustaniu podstawowych funkcji życiowych, nie powinno nas zbytnio dziwić, iż kult wiecznotrwałego ciała Daszi – Dorża Itigełowa rozwinął się dość szybko. Buddyjska Tradycyjna Sangha Rosji (BTSR) pod obecnym przywództwem XXIV Pandito Chambo Lamy Damba Ajuszejewa przyczyniła się do rozwoju kultu. Zaczęli się zjeżdżać pielgrzymi z Rosji i zagranicy. Do Itigiełowa jeździli prezydent Mongolii, Dmitrij Miedwiediew czy Władimir Putin. To sytuacja z jednej strony niepoważna, z drugiej strony trudno ją całkowicie zanegować.

 

Jaki jest stosunek naukowców do wiecznotrwałego ciała Itigiełowa. Czy lama zachowuje funkcje życiowe?

Widziałem na własne oczy, gdy Chambo Lama Ajuszejew mówił, że Itigiełow się spocił, biegano wokół niego z ręcznikiem i ocierano pot. Ale potu nie widziałem, nie mogę tego potwierdzić. Tkanki Itigiełowa nie wyglądają dokładnie jak u żywego człowieka, ale mają bardzo podobny stan białkowy. Nie zdegenerował się jego kręgosłup, który w przypadku mumifikacji zawsze się degeneruje. Naukowcy chcieli zbadać go rentgenen, ale lamowie odmówili, twierdząc, że zaszkodzi to ciału. Później nie przeprowadzono też badania tomografem.

Lamowie coraz rzadziej zwracają się do ekspertów, a ci z kolei trochę uciekają od tego tematu: dywagowanie na temat tego, czy człowiek pochowany niemal sto lat temu wciąż żyje, nie licuje z powagą nauki. Na corocznych konferencjach organizowanych przez dacan iwołgiński występują głównie związani z BTSR filozofowie, religioznawcy i historycy. Przedstawiciele nauk przyrodniczych oddali im pole.

 

Kim był Itigiełow?

Cofnijmy się nieco w czasie. Lamowie mongolscy i tybetańscy przywędrowali na północny kraniec stepu mongolskiego, do dzisiejszej rosyjskiej Buriacji, w XVII wieku. W tym samym czasie pojawiają się tam rosyjscy Kozacy. W dziejach regionu to niezwykle ciekawy i ważny okres. Na wschodniosyberyjskich stepach zaczyna się okres wielkich zmian. Rosjanie nie do końca rozumieją miejscową kulturę, ale muszą jakoś zarządzać nową prowincją. Napotykają tu także nową, szybko rozwijającą się religię – buddyzm. Decydują się objąć ją protekcją i wykorzystać do własnych celów. Krótko mówiąc: chcą użyć buddyzmu jako narzędzia sprawowania kontroli na nowo zajętych terytoriach. Uważają, że religią, która ma czytelną hierarchię, da się łatwo zarządzać. W połowie XVIII wieku jeden z liderów zabajkalskich buddystów, niejaki Zajajiin – lama, który przeszedł do historii pod zrusyfikowanym nazwiskiem Zajajew, uznał Katarzynę Wielką i Elżbietę I za wcielenia Białej Tary, Matki Wszystkich Buddów. Uznał w ten sposób również zwierzchnictwo dworu w Petersburgu. Administracja Katarzyny Wielkiej odwdzięczyła się mu stwierdzając, że od teraz wszyscy buddyści ze Wschodniej Syberii powinni podporządkować się właśnie jemu. W buriackiej tradycji buddyjskiej Itigiełow uchodzi za kolejne wcielenie Zajajewa. W ten sposób opowiadając o losach Itigiełowa-Zajajewa dochodzimy do momentu przyłączenia obszaru dzisiejszej Buriacji do Rosji, widzimy jak na dłoni okoliczności, w jakich do tego doszło. Można by pójść jeszcze dalej. Itigełow uchodzi wszak za dwunastą inkarnację pewnego jogina znad Gangesu, który potem kilkakrotnie miał odradzać się w Tybecie, co wiele mówi o konotacjach cywilizacyjnych kultu ciała Itigełowa.

 

Itigiełow był wyjątkowym buddystą?

Oczywiście nie była to szeregowa postać. Był sprawnym liderem religijnym, potrafił być skutecznym politykiem, zawsze pozostawał lojalnym państwowcem. Ale czy był niezwykły i wyjątkowy? Raczej nie. Kimś naprawdę wielkim stał się dopiero w 2002 roku, gdy go odkopano. Żył za to w bardzo ciekawych czasach. Jego kariera nabrała rozpędu na początku XX wieku. Kiedy piął się po szczeblach hierarchii buriackiej sanghi, Rosją wstrząsały wojna z Japonią, rewolucja 1905 roku, potem I wojna światowej, rewolucja lutowa, październikowa i rozpętana w konsekwencji wojna domowa. To również czas kiedy Buriaci, dotychczas przede wszystkim identyfikujący się ze swoimi rodami i grupami plemiennymi, stają się nowoczesnym narodem. Podążając za biografią Itigełowa dotykamy więc kilku niezwykle ważnych okresów w dziejach trzęsącej się w posadach Rosji i jej wschodniosyberyjskich prowincji. Widzimy upadające imperia Romanowów i Qing. Wszystkiemu możemy przyglądać się z perspektywy pogranicza Rosji, Chin i Azji Środkowowschodniej.

 

Co się w 1927 roku dzieje z Itigiełowem?

Tak się złożyło, że moment, w którym odszedł, był dość symboliczny. 1927 rok to początki kolektywizacji, mniej więcej wtedy komuniści przestają kokietować mniejszości narodowe. Maski spadają, zbliża się stalinowski terror. To dość istotny element powstałego dziś mitu. Często można usłyszeć, że Itigełow odszedł po to, by przechować tradycję, religię, tożsamość i powrócić, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Wykopano go w 2002 roku, kiedy instytucje religijne działały już od dekady przy pełnej aprobacie państwa.

 

A czy lamowie nie obawiali się, że niczego w grobie nie znajdą?

Wiadomo, że co najmniej dwukrotnie zaglądano do jego grobu – prawdopodobnie w latach 1955 i 1973. Zmieniono mu wówczas odzież, ciało zasypano solą, być może wymieniono drewniany sarkofag. Nie wiem, co myśleli ludzie, którzy wówczas tam zaglądali. Jeżeli jednak mieliby stuprocentową pewność, że jest to ciało zachowującego świadomość jogina, to po co by sypali sól? Tuż po wydobyciu lamowie sami nie wiedzieli, co się wydarzy. Obawiali się, że ciało się szybko rozłoży. Dziś oczywiście lubią mówić, że od początku było wiadomo, że on wszedł w medytację i tak dalej. Z biologicznego punktu widzenia sprawa jest dość prosta. Wygaśniecie podstawowych funkcji życiowych, czyli to co nazywamy śmiercią kliniczną i następująca po niej śmierć mózgu, kończy sprawę – ale dla wierzącego buddysty kwestia życia i śmierci jest znacznie bardziej skomplikowana.

Buriaci wierzą, że Itigiełow wciąż żyje?

Niektórzy tak, niektórzy nie. Wielu ludzi skupia się na problemach życia codziennego, a nie na tym czy Itigełow żyje czy nie, a jeśli tak – to w jakim sensie może żyć. Są też tacy, którzy twierdzą, że „wiecznotrwałe ciało" to dla niektórych sposób załatwiania spraw czysto ideologicznych, a nawet maszynka do zarabiania pieniędzy. Niektórzy buddyści uważają, że podczas ostatniej medytacji Itigiełowa coś poszło nie tak, wydarzyło się coś złego i dlatego pozostał w takiej postaci. Utknął między życiem i śmiercią, jego świadomość nie jest w stanie wcielić się w nową formę. To bardzo ciekawe rozważania, ale najbardziej interesuje mnie to, co się dzieje wokół Itigełowa. To przecież bardzo symboliczna, pojemna znaczeniowo i ideologicznie figura. Wielowymiarowy mit stworzony w ciągu ostatnich dziesięciu lat wokół tej postaci jest żywy i witalny.

 

O czym więc opowiada Twoja książka?

Chciałem żeby Milczący lama był książką o Rosji widzianej z perspektywy jej buriackiego pogranicza; książką o jego kulturze, historii, tożsamości, społecznych i narodowych mitach. Staram się te mity odtworzyć, przyjrzeć się im. Zastanowić się nad tym, jak powstają, co mogą oznaczać i co się za nimi kryje. Staram się opisać Buriację nie tylko z perspektywy wielkiej polityki, źródeł cywilizacyjnych, kulturowych. Sporo miejsca poświęcam temu, w jaki sposób żyjący dziś, współcześni ludzie rozumieją i interpretują nie tylko historię, ale i czasy, w których przyszło im żyć. Staram się, żeby ta opowieść była mocno zakorzeniona w egzystencjalnym kontekście lokalnego świata.

 

W jakim stopniu po latach rusyfikacji i sowietyzacji buddyzm w Buriacji jest dziś silny?

Radykalna rusyfikacja zaczęła się w czasach stalinowskich. W latach trzydziestych XX wieku całkowicie zlikwidowano klasztory buddyjskie, zamykano i uśmiercano buriackich liderów społecznych i politycznych, miejscowych komunistów i ogromne masy zwykłych ludzi. Podczas II wojny światowej Buriaci zachowali się jednak bardzo lojalnie wobec państwa radzieckiego. To im się opłaciło. Po 1945 roku otwarto nowy klasztor w okolicach Ułan-Ude, przywrócono również działalność historycznego klasztoru agińskiego. Powstał całkowicie uzależniony od aparatu partyjnego Centralny Duchowny Zarząd Buddystów ZSRR. Do tego dochodzi półoficjalne, potajemne praktykowanie „ludowego buddyzmu" w buriackich wioskach. Mimo to kolejne pokolenia Buriatów wyrastające w ZSRR, tak jak dziesiątki innych narodowości, coraz bardziej traciły język, tradycję i kulturę. Po upadku ZSRR buddyzm w pełni odzyskał status tradycyjnej religii wspieranej przez państwo rosyjskie. Centralną Duchowną Radę Buddystów ZSRR przemianowano na Buddyjską Tradycyjną Sanghę Rosji, która przejęła po niej uprzywilejowaną pozycję w relacjach z państwem. Buriaci potrafili przetrwać nawet najbardziej niesprzyjające okresy w historii.

 

A czy wciąż silna w Buriacji jest tradycja szamańska?

Jeżdżąc od prawie dziesięciu lat po różnych zakątkach Buriacji kilkakrotnie usłyszałem, że Buriat stoi na dwóch nogach – jedna z nich to buddyzm, druga to tradycja szamańska. Jedno nie wyklucza drugiego. Dzisiaj ponad 80 procent Buriatów żyjących w Republice Buriacja określa się jako buddyści. Często jest to jednak po prostu deklaracja przynależności narodowej. W uproszczeniu: jestem Buriatem, więc jestem buddystą; tak samo jak jestem Rosjaninem, więc deklaruję prawosławie. W Buriacji tradycja szamańska jest oczywiście znacznie starsza niż buddyzm. W dalszym ciągu pozostaje silna i bardzo żywotna. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku odrodzenie tradycji szamańskiej było bardzo intensywne.

 

Albert Jawłowski jest adiunktem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Polsko-Syberyjskiej Grupy Roboczej przy Wydziale Artes Liberales UW. W Wydawnictwie Czarne pod patronatem NEW ukazała się jego książka Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów (Wołowiec 2016).


Polecamy inne artykuły autora: Albert Jawłowski
Polecamy inne artykuły autora: Zbigniew Rokita
Powrót
Najnowsze

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Aktualność Giedroycia w Krakowie

08.06.2017
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Debata: „Wybory bez wyboru? Czy rok 2018 przyniesie zmiany w Rosji?”

08.06.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu