Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Różnić się pięknie
2016-12-29
Sylwia Frołow, Zbigniew Rokita

Odszedł profesor Jerzy Pomianowski: tłumacz literatury pięknej z języków rosyjskiego i niemieckiego, pisarz, eseista, znawca Europy Wschodniej, założyciel i redaktor naczelny pisma „Nowaja Polsza". Z osobistym sekretarzem profesora Sylwią Frołow (w latach 2002-2008) rozmawia Zbigniew Rokita.

ZBIGNIEW ROKITA: Jak Jerzy Pomianowski postrzegał przemiany, które zachodziły po 1991 roku w byłych republikach radzieckich?

SYLWIA FROŁOW: Mówił o tym bez przerwy. Był gorącym zwolennikiem głoszonej przez Juliana Mieroszewskiego na łamach paryskiej „Kultury" doktryny ULB. Na początku lat dwutysięcznych można było odnieść wrażenie, że w Polsce odchodzimy od tej doktryny, wiele osób usprawiedliwiało taki zwrot. Tymczasem profesor Pomianowski twardo przy niej obstawał i dziś widzimy, że miał rację. Wierzył, że musimy wspierać niezależność Ukrainy, Litwy i Białorusi, że to nasz interes, że Polska musi mieć pas ochronny na wschodzie, który będzie oddzielał ją od Rosji.

Jerzy Pomianowski był człowiekiem wielu talentów, między innymi był tłumaczem. Przekładał między innymi Aleksandra Sołżenicyna, Izaaka Babla, Michaiła Bułkahowa, Antona Czechowa. Do którego ze swoich przekładów był najbardziej przywiązany?

Do Babla. Niewątpliwie tłumaczenie Archipelagu Gułag Sołżenicyna – do dziś jedyne na język polski – można uznać za rzecz najważniejszą w jego dorobku translatorskim, ale emocjonalnie był bardziej związany z autorem Dziennika 1920. On go lubił, Babel był intrygującą postacią, połączyła ich wspólnota myśli, emocji i poczucia humoru. Pomianowski będąc w Rosji poznał nawet wdowę po Bablu, to też miało dla niego znaczenie. Sołżenicyna również poznał osobiście, byli w kontakcie listownym i wyniknął między nimi spór intelektualny: Pomianowski cenił autora Oddziału chorych na raka, ale niekoniecznie się z nim zgadzał. Widziałam, że są między nimi duże różnice światopoglądowe. Sołżenicyn prezentował przecież koncepcje panslawistyczne, później nawet imperialistyczne. Dywagowaliśmy z profesorem, czy gdyby Sołżenicyn dożył dzisiejszych czasów, popierałby Władimira Putina? Pomianowski miał poczucie lojalności wobec autora Archipelagu Gułag, więc nie chciał powiedzieć tego wprost. Wręcz się spieraliśmy, ale wiem, że po cichu przyznawał mi rację. Dobrze znał Rosję i Rosjan, zwłaszcza duszę pisarzy… Babel był jednak jego największą miłością.

 

Dziełem profesora Pomianowskiego było wydawane od 1999 roku pismo „Nowaja Polsza". Powstało z inspiracji Jerzego Giedroycia, z którym dobrze się znali.

Profesor zawsze podkreślał, że czuje się pomazańcem Giedroycia, czuł się wyróżniony, iż Redaktor właśnie jemu powierzył wydawanie tego pisma. „Nowaja Polsza" według Pomianowskiego miała być mostem porozumienia między Polakami i Rosjanami, chciał tworzyć pismo dla rosyjskiej inteligencji po rosyjsku. Uważał, że o ile przed 1989 roku dla ZSRR oknem na Zachód były pisma z Polski, o tyle później niewiele się zmieniło. Nie czuł wyższości kulturowej, traktował to jako nasz obowiązek. Jego stosunek do wydawania takiego periodyku dobrze ilustruje pewna sytuacja. Michał Jagiełło opowiadał mi kiedyś, jak na początku lat osiemdziesiątych wezwano go do Moskwy. Jeden z tamtejszych ważnych polityków powiedział mu wówczas na osobności: „Polska zawsze była dla nas ważnym filtrem. Rosji zagrażają idee, które idą do nas bezpośrednio z Zachodu. Gdy jednak są przefiltrowane przez Polskę, trafiając do nas, nie czynią już tak wielkich szkód". Tak o roli Polski wobec Rosji myślał Pomianowski, tym kierował się wydając pismo „Nowaja Polsza" – przekazując idee z Zachodu do Rosji w łagodniejszem formie, aby nie szkodziły Rosji.

 

W latach 2002-2008 byłaś osobistym sekretarzem profesora. Jakim był człowiekiem?

Był szalenie otwarty. Rozmawiając z nim na tematy obyczajowe – nawet gdy był już w zaawansowanym wieku – miało się wrażenie, że naprzeciwko siedzi młody człowiek. Jego poglądy z latami nie stawały się coraz bardziej konserwatywne, był postępowy, jego umysł był żywy do końca. Weźmy Sołżenicyna – po latach stał się zasklepionym imperialistą, a Pomianowskiemu nigdy to nie groziło.

Zastanawiałam się dziś, co napisałabym na jego nagrobku. Krótko: „Jerzy Pomianowski – antologia literatury polskiej i rosyjskiej XX wieku". We wspomnieniach najróżniejszych ludzi kultury znajdujemy informacje o nim. Korespondował z każdym: począwszy od Witolda Gombrowicza i Witkacego przed wojną, po wszystkich polskich najważniejszych pisarzy powojennych. Archiwizowałam jego korespondencję. Przez moje ręce przechodziły listy takich ludzi jak Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Władysław Broniewski, Maria Dąbrowska, Jan Kott, Sławomir Mrożek, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Gustaw Herling-Grudziński, Stefan Kisielewski, Jerzy Giedroyc… Mogłabym jeszcze tak długo.

 

Pomianowski urodził się w 1921 roku, Witkacy zginął w 1939 roku – zdążyli nawiązać kontakt?

Oczywiście. Pomianowski już jako nastolatek zaczął z nim korespondować i to on namówił autora Szewców, aby ten przeczytał Ferdydurke, do której Witkacy był negatywnie nastawiony – napisał mu, żeby najpierw zapoznał się z książką, a potem wypowiedział. W ostatnim liście Witkacego do Pomianowskiego przed popełnieniem samobójstwa, pierwszy przyznał: „Przeczytałem Ferdydurke, ma pan rację".

Przeżył całą epokę na własnej skórze – od międzywojnia w Łodzi, gdzie jego polonistą był Mieczysław Jastrun, przez wojnę, pracę w kopalni na Donbasie, studia medyczne w Tadżykistanie i w powojennej Moskwie, członkostwo w PPR i PZPR, rzucenie legitymacji w obronie profesora Kołakowskiego, emigrację na Zachód oraz powrót do niepodległej Polski – Polski, którą naprawdę kochał.

Opowiadał mi wiele niesamowitych historii. Na przykład w międzywojniu zdążył dotknąć go jako studenta filozofii antysemityzm. Dopiero jego opowieść uzmysłowiła mi, jak to potrafiło być groźne. Studenci żydowskiego pochodzenia musieli iść na zajęcia w większej grupie, bo tylko w ten sposób byli w stanie przetrwać. Przed bramą uniwersytetu czekały na nich bojówki ONR, których członkowie trzymali kije, a na kijach umocowane żyletki, którymi cięli na oślep... Opowiadał mi o Marku Hłasce, z którym wynajmowali wspólnie pokój, o polowaniach z Igorem Newerlym, o małym Karolku Modzelewskim i równie małym Andrzejku Żuławskim. I o Josifie Brodskim, który demonstrował mu pooperacyjną bliznę.

Moje sześcioletnie sekretarzowanie to był czas żywego obcowania z literaturą, teatrem i filmem. I czas wspaniałej dyskusji. Bywało, że się różniliśmy poglądowo. Ale zawsze różniliśmy się pięknie.



Sylwia Frołow w latach 2002-2008 była osobistym sekretarzem Jerzego Pomianowskiego. Pisarka, autorka m.in. książek Dzierżyński (Kraków 2014) i Bolszewicy i apostołowie (Wołowiec 2014). Redaktorka i korektorka „Tygodnika Powszechnego".

 

 

Wykorzystane zdjęcie: Ja Fryta (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org








Polecamy inne artykuły autora: Zbigniew Rokita
Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu