Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kto sieje burzę
2017-01-02
Iza Chruślińska

Wojnar pisząc o negatywnej konotacji pomników UPA w Polsce, nie widzi po polskiej stronie oporu wobec funkcjonowania w RP innych niż nasza historycznych narracji i symboli. Poza tym: na Ukrainie jest około stu nielegalnych upamiętnień polskich"…

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Prezentujemy polemikę z artykułem Marka Wojnara Problem rzeczywisty, błędy również. To dalsza część dyskusji dotyczącej apelu Związku Ukraińców w Polsce: polecamy także głosy Jakuba Bornio, Andrzeja Szeptyckiego i Piotra Tymy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od ponad dwudziestu lat uczestniczę w wielu działaniach inicjowanych i współinicjowanych przez Związek Ukraińców w Polsce na rzecz polsko-ukraińskiej współpracy i dialogu. Brałam udział w procesji 26 czerwca w Przemyślu zaatakowanej przez polskie nacjonalistyczne bojówki, byłam współinicjatorką apelu „Wołanie z Werchraty" oraz uczestniczką wyjazdu-protestu przeciw niszczeniom ukraińskich grobów w Werchracie i Monasterzu. Nie umiem więc pozostać obojętna na tekst Marka Wojnara Problem rzeczywisty, błędy również, który został opublikowany na stronie internetowej NEW, a w którym pojawiają się zarzuty pod adresem Związku Ukraińców w Polsce. Odnoszę się jedynie do najważniejszych, w mojej ocenie, spraw w tym kontekście.

 

Słowa ubolewania, które nie padły

Artykuł ten przywodzi mi na myśl taktykę, jaką często stosują adwokaci osób oskarżonych o gwałt – „bo to ofiara gwałtu sama sprowokowała gwałciciela!".

Według tekstu Problem rzeczywisty, błędy również „działalność ZUwP jawi się nieraz jako niepokojąco otwarta na nacjonalizm tyle, że ukraiński". Dowodzi się też, że to „swoimi działaniami częściowo Związek »zasiał wiatr«" ataków na społeczność ukraińską w Przemyślu. A więc – idąc tym tokiem myślowym – niech w tej sytuacji Związek nie alarmuje, że w Polsce wzrasta niepokojąco fala polskiego nacjonalizmu, której przede wszystkim ofiarami – obok osób o innym kolorze skóry – pada społeczność ukraińska i jej upamiętnienia.

Kierując tego typu słowa pod adresem Związku Ukraińców w Polsce, reprezentującym część społeczności ukraińskiej w Polsce, autor tekstu nie chce pamiętać o tym, że społeczność ta sama jest ofiarą historii XX wieku; ma ona za sobą tragiczne doświadczenie zbrodni wojennych z lat 1944 roku (w tym w nieodległych od Przemyśla miejscach), deportacji w ramach akcji Wisła 1947 roku, obozu koncentracyjnego w Jaworznie i wieloletniej antyukraińskiej propagandy komunistycznej. Ponadto, większość społeczności ukraińskiej w tym jej przedstawiciele z Przemyśla pochodzi z rodzin i z miejscowości, które w latach 1944-47 przeżyły pacyfikacje oddziałów AK, NSZ, Ludowego Wojska Polskiego lub milicji: w Pawłokomie, Piskorowicach, Małkowicach czy Brzózce. Wielu członków ich rodzin zginęło tam z polskich rąk. Nie wspomnę już, że społeczność ukraińska w Polsce nie doczekała się słów ubolewania, czy współczucia za te zbrodnie…

Jednak mimo tej traumatycznej historii polskiej społeczności ukraińskiej Związek Ukraińców w Polsce z determinacją i konsekwencją uczestniczy aktywnie w budowaniu pojednania polsko-ukraińskiego. Wszyscy trzej dotychczasowi prezesi Związku (Jerzy Rejt, nieżyjący Miron Kertyczak i Piotr Tyma) wraz z liderami organizacji w różnych regionach Polski (w tym Przemyśla) samodzielnie inicjują wiele działań lub włączają się w przedsięwzięcia zainicjowane przez środowiska działające na rzecz pojednania w Polsce i Ukrainie.

 

Akty dobrej woli

Tych działań i aktów dobrej woli są dziesiątki, przypomnę tylko kilka najważniejszych.

Istotne było Posłanie do narodu Polskiego, które wystosował I Kongres Ukraińców w Polsce 6 kwietnia 1997 roku. Znalazły się w nim następujące słowa: „Ciężko doświadczeni przez historię Ukraińcy w Polsce dobrze rozumieją cierpienie i ból niewinnych ofiar ostatniej wojny i okresu powojennego. (…) Przyłączamy się do ukraińskich głosów, które mówią: »Przebaczamy i prosimy o przebaczenie«".

Słowa w podobnym duchu zawierała również Uchwała Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce przyjęta w siedemdziesiątą rocznicę tragedii wołyńskiej 20 kwietnia 2013 roku. Brzmiały one: „W sposób szczególny odczuwamy ból Polaków, którzy ucierpieli z rąk ukraińskich. Czcimy pamięć poległych, a rodzinom tych, którzy doznali niesprawiedliwości wyrażamy głębokie współczucie i ludzką solidarność. (…) Nasz hołd składamy również pamięci tysięcy Ukraińców, którzy zginęli z rąk różnych polskich formacji zbrojnych".

Z kolei w dniach 6-7 lipca 2013 roku w Pawliwce-Porycku oraz w Sahryniu miejscach upamiętnień ofiar krwawego konfliktu polsko-ukraińskiego lat 1943-1944 miało miejsce „spotkanie nad grobami" Ukraińców i Polaków. Zainicjowane było przez różne środowiska z Ukrainy we współpracy ze Związkiem Ukraińców w Polsce. W gronie Ukraińców, którzy przyjechali wówczas do Pawliwki-Porycka, aby oddać hołd polskim ofiarom, znaleźli się także deportowani do ZSRR w 1946 roku byli mieszkańcy Chełmszczyzny, Sahrynia i okolicznych wiosek. To tam w marcu 1944 roku polskie oddziały AK przeprowadziły w ciągu jednego dnia zmasowaną pacyfikację ukraińskiej ludności cywilnej. Na uroczystości zjawili się także Ukraińcy z Polski, których rodziny dotknęły deportacje w ramach akcji Wisła.

A dzisiaj, po tym wszystkim, polski rząd odmawia ZUwP wsparcia finansowego projektów upamiętniających siedemdziesiątą rocznicę akcji Wisła, która przypada w kwietniu 2017 roku!

 

Słuszna i niesłuszna pamięć

Po pierwsze, oskarżenie o „zasianie wiatru" w Przemyślu jest niestety, w moim odczuciu, taką samą manipulacją faktami, jak oskarżenie Związku o nacjonalizm. Brałam udział razem z innymi obywatelami RP narodowości polskiej nie w „Święcie Ukraińskiej Pamięci Narodowej", jak napisał Marek Wojnar, a w procesji religijnej w niedzielę 26 czerwca na Ukraiński Cmentarz Wojenny w Pikulicach. Nasza procesja o charakterze religijnym (w której uczestniczyli duchowni cerkwi grecko-katolickiej i prawosławnej, metropolita biskup Eugeniusz Popowicz, dzieci, młodzież, kobiety, ludzie w starszym wieku) zamieniła się nie w „incydent", a w atak bojówek przyznających sobie prawo do nazywania siebie „prawdziwymi Polakami". Owi bojówkarze obrzucili uczestników procesji pełnymi nienawiści inwektywami, grozili im śmiercią, pobiciem i wyrzuceniem z Polski. Podczas procesji nie miały miejsca „przepychanki", a jednostronny napad na pokojową procesję o charakterze religijnym, z napadem czynnym na jednego z jej uczestników, oraz szturchaniem i popychaniem biorących udział wprocesji.

Uczestniczyłam w marszu również w 2015 roku, przebiegł spokojnie. Tyle że w roku 2015 jakoś „wiatr nie był zasiany" dziwnie pojawił się on dopiero w roku 2016 i trudno nie wiązać tego z nagonką na społeczność ukraińską i niepokojącym wzrostem liczby antyukraińskich wystąpień, z którymi mamy do czynienia odubiegłego roku.

Po drugie, w kwestii pomników autor upraszcza sytuację i postrzega problem wyłącznie na zasadzie: „Związek Ukraińców broni niesłusznych mogił". Tak jest najprościej. Rzeczywista sytuacja jest bardziej złożona. Gros ukraińskich symbolicznych upamiętnień oraz grobów na terenie RP zostało ustanowione nie przez ZUwP, ale inne organizacje ukraińskie z Polski lub byłych mieszkańców danych miejscowości, obecnie zamieszkałych na Ukrainie. Większość podnoszących to zagadnienie komentatorów nie chce dostrzec, że od 1989 roku społeczność ukraińska w Polsce jest pluralistyczna, więc obwinianie za wszystko i doszukiwanie się złych intencji wyłącznie u ZUwP nie odpowiada prawdzie. Autor pisząc o negatywnej konotacji pomników UPA, nie chce zauważyć po polskiej stronie głębszego zjawiska, jakim jest opór wobec funkcjonowania w polskiej przestrzeni publicznej innych niż historycznych narracji i symboli. Przypomnę choćby opór władz Chełma wokół upamiętnienia w sto pięćdziesiątą rocznicę urodzin historyka, działacza społecznego Mychajła Hruszewskiego, który przyszedł w tym mieście na świat. Albo przywołam kontrowersje wokół tablicy poety Bohdana Igora Antonycza w Sanoku, ulicy Tarasa Szewczenki w Przemyślu, czy kilkunastoletnią epopeję z przywróceniem właściwego imienia i nazwiska łemkowskiemu malarzowi Nikiforowi Epifaniuszowi Drowniakowi. Historia z antyukraińską w swojej wymowie tablicą na Ukraińskim Cmentarzu Wojennym w Pikulicach pokazuje, że problem tkwi nie tyle w Związku i jego ideowych wyborach. Dla przybliżenia kwestii krótka informacja: na ogrodzeniu Cmentarza Wojennego w Pikulicach, w marcu 2015 roku (nota bene, gdy Związek przygotowywał uroczystości z okazji dziewięćdziesiątej piątej rocznicy zawarcia polsko-ukraińskiego sojuszu politycznego i wojskowego, tak zwanej umowy warszawskiej z 1920 roku) umieszczono tablicę informacyjną, zawierającą fałszywe i prowokacyjne treści. Odbyło się to bez konsultacji ze społecznością ukraińską. Na tablicy napisano: „W okresie II Rzeczypospolitej mniejszość ukraińska organizowała tu uroczystości religijne i manifestacje o charakterze nacjonalistycznym i antypolskim". W rzeczywistości organizowane od lat dwudziestych XX wieku co roku uroczystości religijne odbywały się legalnie i nie miały „nacjonalistycznego i antypolskiego" charakteru. Ich celem było oddanie czci pochowanym w Pikulicach żołnierzom Ukraińskiej Armii Halickiej i Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, których setki zmarły na terenie miejscowego obozu internowania wskutek chorób i złych warunków. Rodzi się pytanie: czy w odniesieniu do autorów i decydentów, którzy zatwierdzili tę tablicę, nie uprawniony byłby zarzut o „sianie burzy"?

 

Destabilizacja na pograniczu

Po trzecie, wspomniane przez Marka Wojnara porozumienia zawarte pomiędzy ZUwP i ROPWiM z czerwca 1995 roku przestało obowiązywać w wyniku decyzji Andrzeja Przewoźnika, dawnego sekretarza generalnego ROPWiM. To on zadecydował (i całkowicie zawiesił kontakty z ZUwP), że jego partnerem w kwestii ukraińskich grobów i pomników na terenie RP może być wyłącznie ukraińska strona rządowa, a konkretnie Międzyresortowa Komisja do Spraw Upamiętnienia Ofiar Wojny i Politycznych Represji (obecnie Upamiętnienia ATO, Ofiar Wojny i Represji politycznych). O efektywności współpracy rządowych Polski i Ukrainy, świadczy między innymi fakt, że kwestia upamiętnienia w Hruszowicach nie została uporządkowana od 1994 roku, a więc ciągnie się już dwadzieścia trzy lata. Pomimo potwierdzenia i przekazanie do ROPWiM jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku dokumentów potwierdzających, że w Hruszowicach mamy do czynienia z realnym pochówkiem, co jakiś czas urzędnicy Rady pod wpływem presji różnych środowisk i polityków ogłaszają, że mamy do czynienia z „symbolicznym upamiętnieniem". Andrzej Kunert, ówczesny sekretarz ROPWiM, publicznie wygłosił taką tezę w 2013 roku. W kwestii pomników stało się normą, że brak profesjonalizmu, długoletnie zaniechania oraz uleganie presji antyukraińskich środowisk w Polsce jest „przykrywane" zarzutami wobec Związku Ukraińców w Polsce, bądź powtarzaniem niesprawdzonych informacji.

Jednocześnie sygnalizuję tylko jako temat do refleksji dla tych, którzy tak łatwo szafują tematem nielegalnych upamiętnień ukraińskich w Polsce że na terenie Ukrainy znajduje się około sttak zwanych nielegalnych upamiętnień polskich…

Po czwarte, zniszczenie lub sprofanowanie „realnych grobów" w Hruszowicach, Monastyrzu, Werchracie, Mołodyczu, Pikulicach, Liskach, Radrużu (część z nich, co ważne, jest zlokalizowana na dawnych ukraińskich cmentarzach) nie spowodowało właściwych reakcji urzędników zajmujących się kwestią upamiętnień, czy mniejszości narodowych. Dzieje się tak, pomimo obowiązywania polsko-ukraińskiej umowy o ochronie grobów cmentarzy z 1994 roku. W żadnym z tych przypadków, w tym niszczenia legalnych, ustanowionych przez ROPWiM grobów, nie ustalono sprawców. Fakt, że temat ten jest podnoszony przez ZUwP, nie jest dowodem na „ideologiczne błąkanie się" członków Związku, a na inercję struktur Państwa Polskiego i prowokacje, których celem jest destabilizacja sytuacji na pograniczu. Ponadto, zwracam uwagę, że w sprawach tych apeluje nie tylko ZUwP, ale także my jako środowisko polskie chociażby w apelu „Wołanie z Werchraty" w październiku 2016 roku, podpisanym przez prawie siedemset osób.

 

Niebezpieczna obojętność

W przypadku kolejnego zarzutu, dotyczącego przyjazdów do Przemyśla aktywistów partii Swoboda Iryny Farion i Ołeha Pankewyczcza, warto aby Wojnar przed sformułowaniem zarzutu sprawdził, czy ZUwP był stroną zapraszającą. Czy aby na pewno organizacja odpowiada za poglądy głoszone przez te osoby, a ich wizyta stanowi dowód na nacjonalizm społeczności ukraińskiej w Polsce? A może autor powinien najpierw przyjrzeć się kwestii finansowania przez fundację Wolność i Demokracja (dotowaną z budżetu Państwa) osób ze społeczności polskich we Lwowie, których poglądy polityczne są sprzeczne z głoszonymi przez Państwo Polskie priorytetami polityki zagranicznej? A może autor nie widzi różnicy między wystąpieniem w Przemyślu osób, które przybyły z własnej inicjatywy, a wspieraniem finansami osób o wątpliwych poglądach?

Obecnie w Polsce mamy do czynienia z groźnymi zjawiskami, a ich skutki są trudne do przewidzenia. Mamy jednak za sobą tragiczne doświadczenie XX wieku, dlatego w ich świetle powinniśmy wykazać się wzmożoną wrażliwością społeczną i obywatelską na wszystkie zjawiska, które w ocenie wielu polskich i zagranicznych analityków (wniosków zawartych między innymi w raporcie Centrum Analiz Polityki Europejskiej Obrona i docelowe zwalczanie technik dezinformacyjnych Rosji z sierpnia 2016 roku), stanowią jeden z istotnych elementów wojny hybrydowej i prób destabilizacji krajów EU.

W tekście apelu „Wołanie z Werchraty" zamieściliśmy słowa, którymi zakończyłabym mój tekst, gdyż pozostają aktualne: „Obojętność, podobnie, jak mowa nienawiści, pełne agresji napisy na domach, niszczenie nagrobków, atakowanie ludzi idących w procesji, modlących się na grobach przodków niszczą nasz wspólny dom. Zatruwają myśli naszych dzieci. Prowadzą do pożaru, w którym nie będzie wygranych.

Apelujemy szczególnie do środowisk inteligenckich, gdyż to one kształtują społeczną świadomość, co oznacza, że biorą za nią odpowiedzialność. (…)

Wołamy do Was, do nas wszystkich znad zdewastowanych grobów ze wsi Werchrata, i Monasterz. Postępujmy tak, byśmy nie musieli stanąć na grobami ludzi, którzy będą ginąć, bo będzie za późno aby temu zapobiec".

 

Iza Chruślińska jest publicystką i działaczką społeczną. Angażuje się w działania na rzecz dialogu polsko-ukraińskiego. Autorka książek poświęconych paryskiej „Kulturze" oraz Ukrainie, między innymi Ukraiński palimpsest (Wrocław 2013), Ukraina. Przewodnik Krytyki Politycznej"  (Warszawa 2009). Obecnie przygotowuje wywiad-rzekę z Josyfem Ziselsem.

 

Wykorzystane zdjęcie: Paweł5586 (public domain) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Iza Chruślińska
Powrót
Najnowsze

VII Kongres Inicjatyw Europy Wschodniej

18.09.2018
NEW
Czytaj dalej

Niekończąca się lekcja historii

27.08.2018
Jakub Herold
Czytaj dalej

Paryżanka w Tbilisi

22.08.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu