Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Dokąd zmierza Ukraina?
2010-05-24
Z Leonidem Krawczukiem rozmawia Tomasz Kułakowski
Tomasz Kułakowski: Panie prezydencie, jak pan ocenia sytuację polityczną na Ukrainie po objęciu prezydentury przez Wiktora Janukowycza? Krytykował pan tego polityka, strasząc między innymi, że pod jego rządami Ukraina może stać się satelitą Rosji.

Leonid Krawczuk: Zawsze, kiedy do władzy dochodzi nowa ekipa, zastanawia się, jaki kurs w polityce obrać: kontynuować działania poprzedników czy iść własną drogą. Janukowycz wybrał tę drugą opcję. Popieram to podejście, bowiem po kadencji Wiktora Juszczenki wiele trzeba zmienić w naszej polityce – i w stosunkach z Rosją, i z Zachodem. Ale uważam, że polityka dotycząca obydwu kierunków powinna być wyważona i przemyślana, zaś Ukraina powinna w pierwszej kolejności bronić swoich interesów narodowych. Pierwsze kroki Wiktora Janukowycza świadczą o tym, że on tą zasadą się nie kieruje. Za wcześnie, by oceniać, czy jego kurs w polityce jest błędny, ale na pewno powinien być bardziej przejrzysty, otwarty, a poza tym należałoby przeprowadzać konsultacje ze społeczeństwem – przede wszystkim w sytuacjach, które dotyczą bezpieczeństwa Ukrainy, jej suwerenności i niezależności.

Tymczasem Wiktor Janukowycz podjął już szereg kroków wskazujących, że jest nastawiony prorosyjsko. Mam na myśli przede wszystkim zgodę na przedłużenie stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie w zamian za tańszy o około 30 procent gaz.

Każdy prezydent może prowadzić taką politykę, jaką chce – albo opartą na sile niezależności, albo na sile zależności. Janukowycz jeszcze nie podjął działań, które dawałyby podstawy do myślenia, że prowadzą one do utraty naszej niepodległości. Pragnąc poprawić poziom życia obywateli, może tak prowadzić interesy z Rosją, że nie zauważa narastania problemów związanych z zagrożeniem naszego bezpieczeństwa. Ale my wskazujemy mu te błędy i go poprawiamy. Ukraińska inteligencja stworzyła Komitet Obrony Ukrainy, który dyskutuje, radzi, daje prezydentowi materiały, do których ten powinien zajrzeć.

Ale stacjonowanie obcych wojsk na terytorium Ukrainy jest niezgodne z Konstytucją.

Tak, ale jest jeden szczegół – te wojska już tutaj były, zanim uchwalono Konstytucję. Niepodległa Ukraina nie pozwoliła obcym wojskom tu przyjść, to była baza radziecka. Janukowycz nie powinien był podpisywać dokumentu o przedłużeniu stacjonowania Floty, ale podpisał i przyjął go parlament. Natomiast nie zgadzam się z tezą, że to zagraża utracie niepodległości, choć na pewno negatywnie wpływa na naszą suwerenność. Poprzez stacjonowanie wojsk rosyjskich na Krymie Ukraina jest wciągnięta w politykę Rosji, czy tego chce, czy nie.

Nie obawia się pan, że Wiktor Janukowycz buduje autorytarny reżim na wzór Białorusi?

Nawet gdyby Janukowycz chciał stworzyć taki reżim, to mu się to nie uda. Przez prawie dwadzieścia lat niepodległości Ukraina mocno zakorzeniła się w europejskich strukturach, a Ukraińcy zrozumieli wartości demokracji, wolności i niepodległości. Ponad pięć lat temu pomarańczowa rewolucja poświadczyła, że Ukraińcy inaczej, bardziej świadomie niż na przykład Białorusini postrzegają swój naród.

Jednak są już przykłady takich autorytarnych działań, choćby niekonstytucyjne powołanie nowej koalicji.

Zdaję sobie sprawę, że Konstytucja i inne ustawy często są naruszane na Ukrainie, ale tak samo było za poprzednich rządów. Kwestia nieprzestrzegania Konstytucji jest bardzo ważnym i wciąż nierozwiązanym problemem Ukrainy.

Jaki jest obecnie największy problem Ukrainy? Fatalna sytuacja gospodarcza, wciąż niepewna sytuacja polityczna czy może jakieś inne kwestie?

Oczywiście Ukrainę, tak jak inne kraje europejskie, dotknął poważny kryzys ekonomiczny. Ale w moim kraju na kryzys gospodarczy nałożył się kryzys polityczny, dlatego na Ukrainie te kryzysy miały ostrzejszy przebieg. Do tego doszły wybory prezydenckie, które jeszcze bardziej zaogniły konflikt polityczny, przez co popadliśmy i w polityczne, i w gospodarcze tarapaty. Obecnie gospodarka zaczyna stawać na nogi, a sytuacja polityczna stabilizuje się, mimo że z naruszeniami norm konstytucyjnych oraz prawa.

Jak pan widzi dzisiejsze stosunki polsko-ukraińskie? Podczas pomarańczowej rewolucji Polska jednoznacznie opowiedziała się po stronie Wiktora Juszczenki, czyli przeciwko dzisiejszemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi. Poza tym doszło do zbliżenia Polski z Rosją, co niektórzy ukraińscy eksperci oceniają jako pozostawienie przez Polskę Ukrainy samej sobie.

Polska nie powinna zmieniać swojej polityki wobec Ukrainy. Mnie udało się podpisać z prezydentem Lechem Wałęsą porozumienie o przyjaźni i współpracy polsko-ukraińskiej. Położyliśmy fundament pod normalne, przyjazne, partnerskie stosunki między oboma narodami. Następni prezydenci – Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko – równie dużo zrobili dla pogłębienia relacji między Polską i Ukrainą, wspólnie z polskimi władzami rozwiązywali trudne problemy historyczne. Polska zawsze wyciągała do nas pomocną dłoń, wspierała podążanie Ukrainy europejską drogą, i my postrzegamy was tylko w tej roli. Nie moglibyśmy zrozumieć, gdyby Polska odsunęła się od nas i nasze stosunki miałyby się pogorszyć. To już niemożliwe.

Ale historia wciąż nas dzieli. Nie da się z niej wymazać przywódcy ukraińskich nacjonalistów z okresu II wojny światowej Stepana Bandery ani Ukraińskiej Powstańczej Armii, która mordowała Polaków na Wołyniu. Z polskiej strony była akcja „Wisła”. Jakie działania trzeba podjąć, by historia nie stała już na przeszkodzie w naszych dwustronnych relacjach?

Przede wszystkim takie, które nie będą drażniły współcześnie żyjących. Poza tym nie można konfliktów i problemów z przeszłości wykorzystywać do podgrzewania atmosfery. Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski odsłonili w 2003 roku pomnik ofiar tragedii wołyńskiej, a nasze parlamenty przyjęły wspólne oświadczenie w tej sprawie. Politycy powinni iść tą drogą, rozwiązywać bieżące problemy, a historykom zostawić dokumenty w archiwach. Poza tym jeden naród nie może obwiniać drugiego za dawne krzywdy. Powinniśmy pamiętać również, że w ten konflikt Ukrainę i Polskę wciągnęły dwa duże mocarstwa: III Rzesza i Związek Radziecki.

Ważna data: 8 grudnia 1991 roku, miejscowość Wiskule. Co pan czuł, rozwiązując z prezydentem Borysem Jelcynem i z przewodniczącym Rady Najwyższej Białorusi Stanisławem Szuszkiewiczem Związek Radziecki?

Bardzo chciałem, by Ukraina była niepodległym państwem. W 1991 roku mojemu pokoleniu udało się po raz pierwszy w historii stworzyć niepodległe państwo ukraińskie. Po raz pierwszy Polska ma za wschodnią granicą niepodległe państwo – od tej pory nie Stalin, nie Breżniew, nie Miedwiediew, tylko Krawczuk, Juszczenko i Janukowycz są odpowiedzialni za stosunki z Polską.

Kiedy przestał pan wierzyć w Związek Radziecki?

W 1988 roku, choć w zasadzie nigdy głęboko w niego nie wierzyłem. Urodziłem się na polskiej ziemi, na Wołyniu, będącym wówczas województwem II Rzeczypospolitej. W 1988 roku jako kierownik wydziału ideologicznego dostałem polecenie przestudiowania materiałów związanych z Wielkim Głodem lat trzydziestych i innymi represjami. Kiedy wgłębiłem się w te archiwa i przejrzałem tysiące okropnych dokumentów, po raz pierwszy w życiu zrozumiałem, że Związek Radziecki istnieć nie może, ponieważ dusi i niszczy ludzi.

W przyszłym roku będziemy świętowali dwudziestolecie niepodległej Ukrainy. Co w tym czasie udało się osiągnąć, a jakich oczekiwań ukraińskich elit nie udało się zrealizować?

Przede wszystkim mamy ukraińskie państwo i to jest najważniejsze. Mamy nowe pokolenie ludzi, które żyje i myśli inaczej niż w Związku Radzieckim. Budujemy gospodarkę narodową, obiekty strategiczne, rozwiązujemy problemy, z którymi w ZSRR nie mogliśmy się zmierzyć.

Nie udało się natomiast stworzyć jednego ukraińskiego narodu, efektywnych władz i budować Ukrainy zgodnie z interesem całego społeczeństwa, bo takiego wspólnego interesu nie ma. Nie udało się określić kierunków w polityce zagranicznej ani pojednać mieszkańców wschodu i zachodu kraju. Nie udało się pokonać biedy, korupcji i nieefektywnego zarządzania.

Leonid Krawczuk był prezydentem Ukrainy w latach 1991–1994.

Rozmowa nadana w Programie I Polskiego Radia w sobotę 22 maja o godzinie 7.15.

Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu