Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Terror tożsamości
2017-01-06
Piotr Oleksy

Dyskusja o reintegracji Mołdawii i Naddniestrza się ożywia. Połączenie dwóch brzegów Dniestru bez uwzględnienia kwestii kulturowych i tożsamościowych spowoduje jednak powstanie kolejnej bomby z opóźnionym zapłonem.

Pierwszym wyraźnym sygnałem wzrostu zainteresowania świata tematem reintegracji Mołdawii było wznowienie rozmów w formacie 5+2 – doszło do niego w czerwcu 2016 roku. Celem spotkań jest regulacja statusu parapaństwa, a ich uczestnikami są strony konfliktu (Naddniestrze i Mołdawia), negocjatorzy (Rosja, Ukraina i OBWE) oraz obserwatorzy (USA i UE). Prace tej grupy przez dwa lata były zawieszone, co wynikało z ich torpedowania przez Tyraspol. Wznowienie spotkań wiązało się z objęciem przewodnictwa w OBWE przez Niemcy, które włożyły wiele wysiłku, aby przedstawiciele Kiszyniowa i Tyraspola zasiedli przy jednym stole. Dość szybko w środowisku dyplomatycznym i eksperckim pojawiła się opinia, ze Berlinowi zależy na osiągnięciu sukcesu w czasie swojego przewodnictwa, a konflikt naddniestrzański jest najlepszą ku temu okazją.

 

Mołdawia – pierwsza ofiara?

Popularna była również opinia, ze celem Niemców jest poprawa relacji z Rosją, a konflikt naddniestrzański miałby dawać pole do wspólnego działania i budowy zaufania. Prawdopodobnym wydawało się, że regulacja statusu Naddniestrza jest traktowana jako próba generalna przed określeniem statusu separatystycznych republik na Ukrainie.

Po spotkaniu z czerwca 2016 roku część mołdawskich ekspertów, publicystów i dziennikarzy podniosła raban. Sugerowano, że Moskwa i Berlin znalazły wspólny język w kwestii Naddniestrza, a ich celem jest reintegracja Mołdawii, która może negatywnie wpłynąć na suwerenność tej ostatniej. Trwałe związanie Kiszyniowa i Tyraspola, przewidujące „specjalny status" dla Naddniestrza, sankcjonowałoby wpływy Rosji w połączonej Mołdawii.

Rzeczywiście: latem ubiegłego roku Berlin mocno naciskał na Mołdawię, aby ta poczyniła ustępstwa wobec parapaństwa. Miały one dotyczyć kwestii technicznych i formalnych, jednak według Kiszyniowa podważały pozycję Mołdawii wobec separatystycznego regionu oraz sankcjonowały jego odrębność (chodziło między innymi o uznanie dyplomów naddniestrzańskiego uniwersytetu – Kiszyniów sprzeciwiał się słowu „państwowy" w nazwie uczelni, która widniała na dyplomie).

Jesienią sprawa przycichła, przede wszystkim ze względu na sezon wyborczy – prezydenta wybierano po obu stronach Dniestru. W międzyczasie Niemcy zakończyły przewodnictwo w OBWE. Mołdawian zaniepokoiły jednak sygnały o zmianie podejścia USA do sprawy Naddniestrza. Do tej pory Waszyngton wspierał Kiszyniów, gdy ten decydował się na „jastrzębią" politykę wobec parapaństwa. Wypowiedzi ambasadora Stanów Zjednoczonych w Mołdawii z ostatnich miesięcy pokazywały, że USA przychylnie odnoszą się do idei „specjalnego statusu" Naddniestrza.

Pozornie nie ma w tym nic dziwnego. Należy jednak mieć na uwadze, że pojęcie „specjalnego statusu" jest promowane przez Moskwę. Pod tym terminem kryje się rozwiązanie akceptowane przez Moskwę, a więc dające Naddniestrzu znaczne prerogatywy. Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA ponownie zaniepokoił część mołdawskich ekspertów i dyplomatów. Pojawiła się obawa, że Mołdawia może stać się jedną z pierwszych „ofiar" zbliżenia Moskwy i Waszyngtonu.

W międzyczasie wybory prezydenckie w Mołdawii wygrał Igor Dodon – polityk posługujący się prorosyjską retoryką i promujący plan federalizacji Mołdawii. Również Naddniestrze ma nowego przywódcę, którym został Wadim Krasnosielski – reprezentant lokalnej elity biznesowej (a konkretnie firmy Szeryf).

Reintegracja kraju nie leży w interesie ani mołdawskiej, ani naddniestrzańskiej elity, z czego wszyscy zdają sobie sprawę. Nie można wykluczyć, że w przypadku pojawienia się na świecie sprzyjających warunków do zjednoczenia, Tyraspol i Kiszyniów będą po chichu wspólnie bojkotować ten proces. Póki co Dodon może spokojnie szermować hasłem federalizacji, gdyż jako prezydent ma głównie symboliczne prerogatywy. Klimat wokół Naddniestrza wyraźnie się jednak zmienił. 4 stycznia doszło do spotkania Dodona i Krasnosielskiego. Pierwsze spotkanie dwustronne na tak wysokim szczeblu od pięciu lat odbyło się w niespotykanej wcześniej, niezwykle przyjaznej atmosferze.

Zjednoczenie, ale jakie?

Nie można wykluczyć, że w najbliższych latach pojawią się warunki, które umożliwią reintegrację Mołdawii. Czy jednak reintegracja, której efektem byłoby państwo stabilne pod względem społecznym i politycznym, jest możliwa?

Tak, ale tylko wtedy, gdy któraś ze stron wyrzekłaby się swojej orientacji geopolitycznej i tożsamości kulturowej. Innymi słowy: gdyby Naddniestrze przestało ciążyć ku Rosji lub Mołdawia ku Zachodowi. Co niezwykle ważne, mołdawskie społeczeństwo jest podzielone w kwestii wyboru geopolitycznego mniej więcej po połowie. Przyłączenie Naddniestrza bezwzględnie przechyliłoby szalę na stronę Rosji.

Mołdawscy politycy oraz wielu zachodnich dyplomatów wciąż chętnie wyrażają jednak przekonanie, że mieszkańców Naddniestrza da się „nawrócić" na opcję prozachodnią oraz da się sprawić, iż europejska Republika Mołdawii będzie dla nich atrakcyjna. Od lat powtarza się argument, że znaczące podniesienie poziomu życia w Mołdawii i uczynienie z niej atrakcyjnego projektu społecznego spowoduje, że Naddniestrzanie sami zechcą być jego częścią. Przeczy to jednak społecznej rzeczywistości w Naddniestrzu oraz logice procesów społecznych w ogóle.

Główne siły napędowe powstania oraz funkcjonowania naddniestrzańskiej (para)państwowości to: interesy Rosji w regionie, dążenie lokalnej elity do zysku oraz silna tożsamość kulturowa lokalnej społeczności. Reintegracja Mołdawii – jak już wspominałem – może przysłużyć się umocnieniu wpływów Rosji w regionie. Naddniestrze powstało z inicjatywy kadry kierowniczej miejscowych fabryk – tak zwanych czerwonych dyrektorów. Obecnie pełnię władzy w nieuznanej republice przejęła nowa elita gospodarcza, również czerpiąca zyski z funkcjonowania parapaństwa, co w przyszłości będzie utrudniało reintegrację.

 

Doświadczenie ćwierćwiecza

Czerwoni dyrektorzy" nie byliby jednak w stanie zmobilizować lokalnej ludności do walki o państwowość, gdyby nie silna tożsamość kulturowa. Naddniestrzanie nie przystąpili do wojny w 1992 roku w obronie interesów ekonomicznych, lecz pod hasłami zachowania swojego stylu życia i radzieckich wartości, postrzeganych przez nich jako antynacjonalistyczne. Gdyby w nieuznawanej „republice" silna tożsamość kulturowa by nie występowała, trudno byłoby również utrzymać parapaństwo przy życiu pod względem demograficznym. W trakcie wojny i zaraz po niej w regionie tym nie doszło do eksodusu podobnego do tego, jaki w ostatnich latach obserwowaliśmy w Donbasie. Liczba ludności przed konfliktem i po nim zmieniła się nieznacznie. Ludzie zaczęli masowo wyjeżdżać z Naddniestrza dopiero w latach dwutysięcznych, co było spowodowane pogarszającą się sytuacją gospodarczą (obecnie sytuacja demograficzna regionu jest dość stabilna).

Mieszkańcy lewobrzeża Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, wśród których mniej więcej równe grupy tworzyli Ukraińcy, Rosjanie i Mołdawianie, w znakomitej większości posługujący się językiem rosyjskim, mobilizowali się do obrony radzieckiego państwa. Należy pamiętać, że w latach 1989-1991 „separatystyczny" był Kiszyniów, który dążył do maksymalnego uniezależnienia się od radzieckiego centrum. Silne przywiązanie do radzieckości było w tym wieloetnicznym i industrialnym regionie (którego produkcja odgrywała dużą rolę w skali państwa) dość naturalne. Zwłaszcza, że przytłaczająca większość jego mieszkańców przybyła tu w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku.

Już po rozpadzie ZSRR radziecka tożsamość dość szybko przekształciła się (z pomocą odpowiedniej polityki symbolicznej) w przywiązanie do kultury i dziedzictwa rosyjskiej cywilizacji, nazwanych później ruskim mirem. Owa „rosyjska tożsamość cywilizacyjna", czy też „nadetniczna tożsamość rosyjska", jak określają to zjawisko w Tyraspolu, jest tam wciąż najważniejszym uczuciem, które kieruje postawami społeczeństwa.

Co ciekawe, efektem ubocznym istnienia tej radziecko-rosyjskiej tożsamości oraz warunków geopolitycznych, które umożliwiły powstanie i funkcjonowanie Naddniestrza na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, jest pojawienie się przywiązania do własnego państwa wśród lokalnej ludności; czyli pojawienie się tożsamości naddniestrzańskiej. Bycie Naddniestrzaninem, nierozerwalnie związane z byciem „rosyjskim człowiekiem", staje się tam ważniejsze niż bycie Ukraińcem czy Mołdawianinem.

Nie ma w tym nic dziwnego. W parapaństwie wyrosło całe pokolenie. Obecny trzydziestolatek nie pamięta rzeczywistości innej niż naddniestrzańska. Zarówno ci młodzi ludzie, jak i ich rodzice, spędzili ostatnie ćwierćwiecze w określonym organizmie społecznym i politycznym, mającym swoje symbole (oficjalne i nieoficjalne), specyficzne doświadczenia, rządzącym się własnymi prawami, kreującym własny język czy poczucie humoru. To wszystko ma znaczenie nie mniejsze niż oficjalna polityka narodotwórcza naddniestrzańskiej władzy (dość spójna i intensywna).

 

Jesteśmy, ale kim?

Czy można powiedzieć, że w Naddniestrzu wykształcił się odrębny naród? Na to jeszcze za wcześnie, tym bardziej, że w polskiej kulturze słowo to niesie specyficzny ładunek emocjonalny, związany z wielowiekową kulturą i historią. Pojęcie wieloetnicznego narodu państwowego jest dla nas wciąż obce.

Bezwzględnie jednak w Naddniestrzu wykształciła się – i wciąż się kształtuje – wspólnota opierająca się na przywiązaniu do „republiki, o którą walczyliśmy", wspólnocie doświadczeń oraz rosyjskim fundamencie kulturowym. Tożsamość naddniestrzańska bez wątpienia jest i będzie wtórna wobec tożsamości rosyjskiej. W tym względzie bycie Naddniestrzaninem oznacza bycie „rosyjskim człowiekiem" znad Dniestru, a tamtejsza państwowość jest formą ochrony tej tożsamości.

Naddniestrzańska wspólnota powstała na naszych oczach, trudno nam więc w nią uwierzyć. Brakuje uświęcającej roli historii, widzimy złożoność i przypadkowość czynników, które ją uwarunkowały, a wszystko to sprawia, że wydaje się być sztuczna. Nie oznacza to jednak, że nie jest prawdziwa – tak jak prawdziwe są emocje z nią związane.

Czy w tej sytuacji możliwe jest więc „nawrócenie" Naddniestrzan, tak by ze względu na lepsze warunki życia chcieliby zostać obywatelami Republiki Mołdawii i dążyć do integracji z Zachodem (zakładając, że stworzenie tych lepszych warunków na prawym brzegu jest możliwe)? Historia społeczna nie raz udowadniała, że nie racjonalne wybory ekonomiczne lecz warunkowane kulturowo idee i emocje dają paliwo najsilniejszym ruchom społecznym (choć również sama idea nie wystarczy: kwestie kulturowe i ekonomiczne muszą współgrać).

***

Połączenie dwóch brzegów Dniestru w jeden organizm państwowy bez uwzględnienia kwestii kulturowych i tożsamościowych spowoduje powstanie kolejnej bomby z opóźnionym zapłonem w Europie Południowo-Wschodniej. Uwzględnienie zaś tych warunków oznacza „specjalny status" Naddniestrza, co wzmocni pozycję Rosji w tej części świata. Okazuje się, że również dla nas obecny status quo może być najbardziej korzystny.

 

Piotr Oleksy jest adiunktem w Instytucie Kultury Europejskiej UAM w Gnieźnie i współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej".


O tożsamości Naddniestrzan więcej przeczytać można w książce Piotra Oleksego Wspólnota z przypadku. Studium Tożsamości mieszkańców Naddniestrza (Instytut Kultury Europejskiej UAM, Gniezno 2016). Darmowy ebook znajduje się tutaj.

 

Wykorzystane zdjęcie: TheFlyingDutchman (cc by 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Piotr Oleksy
Powrót
Najnowsze

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

Walka z Ukrainą i czasem

24.11.2017
Tadeusz Iwański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu