Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Historia jednego przekłamania
2017-01-12
Wojciech Górecki

Przez polskie media przetoczyła się fala publikacji o zdewastowaniu w miejscowości Cebelda w Abchazji kościoła i polskiego cmentarza. Problem polega na tym, że w Cebeldzie nie ma i nigdy nie było ani polskiego cmentarza, ani tym bardziej kościoła. Witamy w świecie postprawdy.

 

Aktu wandalizmu mieli dopuścić się stacjonujący w separatystycznej republice rosyjscy żołnierze, którzy budują tam poligon. Informację w najlepszej wierze powielił w mediach społecznościowych szereg poważnych publicystów, 11 stycznia przetoczyła się przez polskie media.

Jak doszło do przekłamania? W mediach abchaskich, gruzińskich i rosyjskich temat krążył od kilku dni. Bodaj jako pierwszy napisał o nim portal „Sputnik-Abkhazia.ru". W materiale z 6 stycznia pod tytułem Kosti na tankowom poligonie (Kości na poligonie dla czołgów) opisano jak podczas prac na poligonie – niwelowano małe wzniesienie, przeszkadzające w strzelaniu – żołnierze nieumyślnie rozkopali pozostałości grodziska, znajdując między innymi ludzkie kości. Oto fragment artykułu: „– To wzniesienie nazywa się »Polska« – mówi miejscowy radny Fiodor Szynkuba. – Tutaj w czasach stalinowskich zsyłali Polaków. Mieli tu cmentarz wokół cerkwi". Po interwencji abchaskiego „Ministerstwa Kultury" prace na poligonie wstrzymano. W wydanym 10 stycznia oświadczeniu akt dewastacji ostro potępił prezydent Gruzji Giorgi Margwelaszwili: „W celu budowy poligonu wojskowego siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zburzyły cerkiew z XIX wieku i historyczny polski cmentarz. () Zwracamy się do wspólnoty międzynarodowej, UNESCO i innych organizacji międzynarodowych, aby dały właściwą ocenę bezprawnym działaniom Federacji Rosyjskiej na terytorium Gruzji i zareagowały na nie w odpowiedni sposób." Zauważmy, że z powyższych wypowiedzi nie wynika, by między cmentarzem a cerkwią był jakikolwiek związek, nie jest też jasne, z jakiego dokładnie okresu miałby pochodzić „polski cmentarz".

W okolicy rzeczywiście mieszkało trochę Polaków. Jednym z nich był Teodor Lisowski, relegowany z Uniwersytetu Wileńskiego i zesłany na Kaukaz za przynależność do tajnej organizacji. W 1837 roku Lisowski został pierwszym rosyjskim administratorem Cebeldy. Mieszkał na terenie twierdzy Mramba, budowanej w latach 1837-1840 (trwała jeszcze wojna kaukaska, która w tej części regionu zakończyła się w roku 1864). Wiadomo, że w 1840 roku w twierdzy służyło trzynastu Polaków. Po zakończeniu służby (albo – dezercji) co najmniej kilku Polaków osiedliło się w okolicy, żeniąc się z Abchazkami. Należy sądzić, że zakończyli tam życie i zostali pochowani, jednak groby się nie zachowały (jeden z podróżników opisał świeżą mogiłę niejakiego Andrzeja Szapkowskiego, zmarłego w 1881 roku; pokazał mu ją jego syn Dżidż – dzieci tych Polaków nosiły już abchaskie imiona). Na marginesie – w tej części Abchazji instytucji cmentarza nie znano. Zmarłych chowano w obejściu, żeby czuwali nad żywymi.

Po ostatecznym zwycięstwie Rosji nad góralami środkowa Abchazja opustoszała – wielu Abchazów, podobnie jak przedstawicieli innych ludów czerkieskich, zostało zmuszonych do emigracji do Imperium Osmańskiego (exodus zyskał nazwę machadżyrstwa). Na opustoszałych ziemiach zaczęli osiedlać się Gruzini i zwłaszcza Ormianie – dziś Cebelda jest w przeważającej większości ormiańska. To właśnie Ormianie nazwali pobliskie uroczysko „polskim" – zapewne dlatego, że w okolicy otrzymało działki kilku wyższych carskich oficerów polskiego pochodzenia. Cytowany w artykule na stronach „Sputnik-Abkhazia.ru" Fiodor Szynkuba najpewniej słyszał, że dzwonią, ale nie do końca kojarzył, w którym kościele. Wiedział o Polakach i grobach, ułożył sobie historyjkę, a może nawet, jak się nieraz na Kaukazie zdarza, sam w nią uwierzył i powtórzył bez złej woli, zaś dziennikarze puścili ją w świat. Oczywiście, „za Stalina" żadnych Polaków do Abchazji nie zsyłano.

W okolicy Cebeldy jest jeden zachowany polski grób, ale on akurat nie został zniszczony. Spoczywa w nim Aleksandra Progulbicka, żona zesłanego na Kaukaz Nikołaja Woronowa. Mogiła znajduje się na terenie posiadłości Jasoczka, która zyskała nazwę od jasnych włosów pani Aleksandry. W 1874 roku na otrzymanej przez męża działce wzniosła ona… polski dworek szlachecki. Opisałem go w mojej Abchazji: „Jasoczka leży w górach, trzydzieści kilometrów na wschód od Suchumi. Gdy zza dwóch potężnych jesionów wyłaniają się zabudowania, nie ma wątpliwości, że jesteśmy na miejscu. Przed nami stoi dwór: z drzewa, lecz podmurowany i otynkowany, niewielki, lecz zewsząd chędogi. Taki ze spadzistym dachem i wysuniętym gankiem. Ze wspartym na czterech kolumnach trójkątnym frontonem. Brama na wciąż otwarta ogłasza przechodniom, że byli tu gruzińscy gwardziści (prawdę mówiąc, niewiele z tej bramy zostało)".

 

Wojciech Górecki jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej", autor szeregu książek o Kaukazie, między innymi Abchazji (Wołowiec 2013).

 

 

Wykorzystana fotografia: Interlaker (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Szaleństwo smoka

20.04.2018
Sema Kaygusuz
Czytaj dalej

W stronę rewolucji

18.04.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

„Wisła” po raz jedenasty w Moskwie

17.04.2018
NEW
Czytaj dalej

„Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” – fragment

16.04.2018
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Festiwal kina gruzińskiego

15.04.2018
NEW
Czytaj dalej

Ankieta „Ukąszeni przez Wschód – czyli jak zainteresowaliśmy się Europą Wschodnią i nie tylko” – Rozum wyprzedził serce

13.04.2018
Wojciech Górecki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu