Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wojna podczas pokoju

Analitycy są zgodni: Rosja rozważa atak na Ukrainę, który polegać będzie na odcięciu dopływu energii w dużej części kraju oraz paraliżu informacyjnym, co wywoła panikę, chaos i protesty społeczne. Zapewne idealny okres dla takich działań to szczytowe mrozy.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (styczeń-luty 2017). Co jeszcze w numerze?

 

W lutym 2013 roku szef Sztabu Generalnego rosyjskiej armii Walerij Gierasimow mówił: „W XXI wieku widoczna jest tendencja do zacierania się różnic między stanem wojny i pokoju. Wojny już nie są ogłaszane i toczą się według niestandardowego szablonu. Proporcja między niemilitarnymi i militarnymi zasobami wynosi 4:1".

Według Gierasimowa, w wojnie nacisk należy kłaść na instrumenty polityczne, gospodarcze, energetyczne, informacyjne i humanitarne. Szczególne miejsce w jego koncepcji zajmuje „obniżenie potencjału militarno-gospodarczego państwa poprzez sparaliżowanie w krótkim czasie krytycznie ważnych obiektów infrastruktury wojskowej i cywilnej".

Ukraińscy analitycy nie bez racji odebrali owe wystąpienie jako zapowiedź rosyjskich planów agresji wobec Ukrainy. „Energetyczna komponenta" – podobnie jak: inwigilacja służb specjalnych, wojny handlowe i operacje informacyjne – była i pozostaje jednym z najistotniejszych elementów w działaniach hybrydowych Kremla.

Gazowe wojny Ukrainy z Rosją nie tylko finansowo wycieńczały Kijów, ale też wpływały na zdolności obronne Ukrainy. Pierwsza wojna gazowa (2006 rok) doprowadziła do wzrostu znaczenia w kraju nad Dnieprem środowisk biznesowych blisko związanych z Kremlem. Rezultatem drugiej wojny gazowej (przełom 2008 i 2009 roku) było podpisanie niekorzystnych umów, na mocy których Kijów płacił zawyżoną cenę za surowiec. Na skutek umów charkowskich (2010 rok) zniżka na gaz została okupiona przedłużeniem stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie. Zwieńczeniem tego łańcucha wydarzeń były umowy z 17 grudnia 2013 roku, które skazywały na zależność znaczną część ukraińskich obiektów przemysłu zbrojeniowego, przekreślały szanse na uniezależnienie w sferze gazowej oraz generowały krytyczne zadłużenie finansowe Kijowa wobec Moskwy. Jednak Majdan wniósł swoje korekty do ustaleń „na górze".

 

Cios w serce

Celem wojsk okupacyjnych, zarówno na Krymie, jak i na Donbasie, było zajmowanie obiektów energetycznych. W ręce resortów siłowych Ukrainy trafi ł pochodzący z 2015 roku i opracowany w Petersburgu dokument, w którym rosyjscy wojskowi otrzymali szczegółowe zestawienie obiektów infrastruktury „krytycznej" na Ukrainie (obszar od Czernihowa do Doniecka). W dokumencie (w większości) wymieniono obiekty systemu energetycznego (podano dokładne współrzędne, odległość od granicy i większych miejscowości).

Niestety nie da się wykluczyć ponownej eskalacji działań militarnych na Donbasie, co sprawia, że bezpieczeństwo energetyczne winno być rozpatrywane także w tym kontekście. Od dawna wiele mówi się o przebijaniu korytarza z Rosji na Krym. Oznaczałoby to dążenie Moskwy do kontrolowania Enerhodaru (elektrownia jądrowa i elektrownia cieplna) i elektrowni wodnej w Nowej Kachowce. Ale wydaje się, że byłby to zupełnie szalony scenariusz wymagający zaangażowania znacznie większych liczebnie sił, z nieuniknionymi ogromnymi stratami w ludziach po obu stronach i rezonansem międzynarodowym. Dlatego są podstawy, by powątpiewać w taki przebieg wydarzeń.

Inaczej wygląda aktywność militarna w skali lokalnej. Na okupowanym terytorium znajdują się dwie elektrownie cieplne: Zujewska i Starobesziwska, ale w bezpośredniej odległości leżą cztery kolejne (Szczastia, Switłodarsk, Słowiańsk i Kurachowe). Wszystkie te obiekty są szczególnie zagrożone, zwłaszcza w przypadku eskalacji działań wojennych. Warta przypomnienia jest ofensywa sił rosyjsko-separatystycznych na Marjinkę i Kurachowe w czerwcu 2015 roku. Motywy ataków były co najmniej dwa. Pierwszym była chęć przejęcia kontroli nad odcinkiem drogi Bachmut-Mariupol, a drugim chęć zajęcia elektrowni cieplnej w Kurachowe. To jeszcze jeden dowód na znaczenie infrastruktury energetycznej w tej wojnie.

Innym obiektem energetycznym zasługującym na szczególną uwagę jest węzeł gazowy na północy obwodu ługańskiego w Nowopskowie. Z tego rejonowego miasta biegną dwie magistrale gazowe: jedna w kierunku zachodnim, którą rosyjski surowiec jest transportowany do Europy Zachodniej, i druga w kierunku południowowschodnim, którą rosyjski gaz płynie na południe obwodu ługańskiego i z powrotem do Rosji. Gdyby Kijów zechciał przerwać te dostawy, część terytorium Rosji bezpośrednio granicząca z Ukrainą miałaby problemy z zaopatrzeniem w błękitne paliwo. Latem 2016 roku w Nowopskowie odbywały się przedterminowe wybory do rad lokalnych – głosowanie szczególną uwagą obdarzyły media rosyjskie. Można się domyślać, że przyczyny tego tkwią w infrastrukturze regionu. Siły wspierane przez Kreml poniosły jednak porażkę.

Według danych Centrum Globalistyki Strategia XXI z Kijowa, Moskwa poważnie rozważała ataki na chłodnie kominowe elektrowni atomowej w Enerhodarze (największej w Europie). Jeśli dodać do tego fakt używania rosyjskich dronów nad obwodem zaporoskim, to taka informacja nabiera realnych i ponurych barw. Warto przypomnieć, że sąsiadem zaporoskiej elektrowni atomowej jest największa ukraińska elektrownia cieplna, co czyni Enerhodar sercem ukraińskiej energetyki, a zarazem obszarem podwyższonego ryzyka. Dodatkowym czynnikiem mogącym motywować Rosję do ataków na elektrownie jądrowe jest fakt, że paliwo jądrowe dostarczane z tego kraju jest stopniowo zastępowane surowcem amerykańskiej firmy Westinghouse. W tym roku uda się zmniejszyć uzależnienie od Rosji z 95 do 70 procent.

Ponadto Kreml snuł plany wysadzenia w okresie szczytowych mrozów linii wysokiego napięcia w obwodzie czerkaskim, co mogłoby doprowadzić do paraliżu systemu energetycznego na Ukrainie południowej, centralnej i wschodniej. Warto w tym miejscu dodać, że podobne plany istniały i nawet były wstępnie realizowane wobec ukraińskiej GTS (magistrali transportującej gaz): w kwietniu i czerwcu 2014 roku doszło do wybuchów na odcinkach w obwodach połtawskim i iwano-frankiwskim. Jednak plany te szybko spaliły na panewce z uwagi na unikalną cechę magistrali, która powoduje, że awaria nawet w kilku miejscach jednocześnie nie spowoduje przerwy w tranzycie. Według ocen Mychajła Honczara, dyrektora Centrum Globalistyki Strategia XXI, aby do tego doszło, GTS należałoby uszkodzić aż w dwudziestu dziewięciu wybranych miejscach jednocześnie.

Kijów co najmniej od czasu Mińska 2 (uzgodnień zawartych pomiędzy Kijowem i Moskwą dotyczących zawieszenia broni na Donbasie) podkreśla, że dokłada szczególnych starań w zakresie opracowania planów reagowania na potencjalne zagrożenia dla infrastruktury krytycznej. Na przykład rozważane było otoczenie elektrowni atomowych opieką przeciwlotniczą. Również poprawiono fizyczną obecność sił odpowiedzialnych za ochronę obiektów. Jednak nadal nie wiadomo zbyt wiele na temat prac nad projektem ustawy o ochronie obiektów infrastruktury krytycznej, w której byłyby wyliczone takie obiekty i precyzyjnie opisana procedura postępowania w warunkach ekstremalnych oraz środki zapobiegawcze w okresie względnego spokoju. Każdy taki obiekt powinien otrzymać „paszport potencjalnego zagrożenia", czyli informację zawierającą dane mówiące o specyficznych zagrożeniach dla konkretnej infrastruktury. Narodowy Instytut Badań Strategicznych regularnie podnosi tę kwestię, ale postępów legislacyjnych nie widać.

 

Niewojenne warunki: nieprzejrzysta współzależność

Zagrożenia dla ukraińskiej energetyki wynikają z zależności elektroenergetyki i przemysłu węglowego. Dwa wzajemnie się dopełniające aspekty są niezwykle istotne: po pierwsze, mamy do czynienia z ukraińsko-rosyjską współzależnością. Na Ukrainie funkcjonuje czternaście elektrowni cieplnych produkujących energię elektryczną i ciepło, przy czym połowa z nich pracuje wyłącznie na węglu wysokokalorycznym (antracycie), a pozostałe na węglu grup gazowych. Ukraina zależna jest od dostaw antracytu z terytoriów okupowanych lub z Rosji. Z drugiej strony Ukraina ma ważne narzędzie wpływu na Moskwę, jakim są dostawy prądu i wody na okupowany Półwysep Krymski, co studzi zapał Kremla w naciskach na Kijów. Ukraina już skorzystała z tego instrumentu w ubiegłym roku. Jednak aktywne działania dywersyfikacyjne Rosji (rozpoczęcie budowy dwóch elektrowni w Sewastopolu i Symferopolu, początek prac nad budową mostu energetycznego Kubań-Krym) powodują, że w perspektywie dwóch, trzech lat czynnik ten przestanie odgrywać ważną rolę oddziaływania na Kreml. Dlatego rozwiązanie kwestii zależności od antracytu musi być priorytetem dla Kijowa. Doraźnym rozwiązaniem są dostawy z RPA, USA i Australii, ale w dłuższej perspektywie potrzebne jest przeorientowanie elektrowni cieplnych na węgiel grup gazowych, którego na kontrolowanym przez Ukrainę terytorium nie brakuje. Jednak dochodzi do tego z niezwykłym trudem.

Drugim aspektem współzależności w elektroenergetyce jest wpływ wielkiego biznesu na bezpieczeństwo Ukrainy. Sytuacyjnym sojusznikiem Moskwy w tej grze są ukraińskie struktury biznesowe – DTEK Rinata Achmetowa i Donbasenerho, którego końcowym beneficjentem według mediów jest syn Wiktora Janukowycza Ołeksandr. Łącznie w ich władaniu znajduje się pięć z siedmiu „antracytowych" oraz jedenaście spośród czternastu wszystkich elektrowni cieplnych. Zarówno DTEK, jak i Donbasenerho posiadają kopalnie wydobywające antracyt na terytoriach okupowanych, co powoduje, że są przeciwne modernizacji obiektów.

DTEK i Donbasenerho prowadzą dialog z władzami z pozycji siły (wytwarzają bowiem około 30 procent krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną). Elektrownie cieplne są niezwykle ważne, ponieważ w odróżnieniu od największych producentów prądu – elektrowni atomowych, mają zdolności do manewrowania mocami przerobowymi w zależności od zapotrzebowania. Czynnik ten jest ważny zwłaszcza w okresie największych mrozów.

Oczywiste jest, że Moskwa będzie dążyć do zachowania tego układu. Wysiłki Kremla będą w dłuższej perspektywie skoncentrowane na zachowaniu lub nawet pogłębieniu zależności Kijowa od firm prywatnych, a de facto od Rosji. Najważniejszym zabiegiem w tym zakresie będzie stwarzanie preferencyjnych możliwości współpracy z Rosją dla wspomnianych struktur biznesowych, co stanowi motywację dla oligarchów do zachowywania się według obecnego klucza. Ponadto powtarzać się będą operacje informacyjne mające na celu dyskredytację prac ukierunkowanych na minimalizowanie zależności: zastąpienie antracytu gazem oraz import surowca z innych rynków.

Sukcesy Kijowa w przeciwdziałaniu tym zagrożeniom wyglądają skromnie. Można je ograniczyć do doraźnego importu antracytu z alternatywnych źródeł, rozpoczęcia prac nad połączeniem elektrowni cieplnej w Szczastiu i północy obwodu ługańskiego z resztą systemu energetycznego oraz rozpoczęciem modernizacji dwóch bloków Zmijiwskiej elektrowni cieplnej (obwód charkowski). Zatem dopóki Kijów nie przyspieszy działań w tym zakresie, dopóty Ukraina pozostanie wrażliwa na naciski Kremla.

 

Trzeci element – Zachód

Po raz pierwszy zagrożenie cybernetyczne pojawiło się na Ukrainie w grudniu 2015 roku. Krótkotrwały atak wirusa BlackEnergy na Prykarpattia Oblenerho doprowadził do przerwy w dostawach prądu w kilku rejonach obwodu. W tym samym czasie zaatakowano także centra dyspozycji obiektów energetycznych DTEK oraz jeden z czołowych kanałów telewizyjnych ICTV. Amerykańscy specjaliści po dokonaniu analizy ataków orzekli, że przygotowania do nich rozpoczęto jeszcze w 2013 roku: dokładnie i długo obserwowano sieci operatorów obiektów energetycznych, po czym zdobyto dane tych operatorów. To pozwoliło dokonać zsynchronizowanego ataku. Eksperci do dziś spierają się, czym był ów atak, ale najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja mówiąca o „próbie generalnej", polegającej na obserwacji zachowania ukraińskich władz. Ofiarami, oprócz państwowych obiektów energetycznych, padły prywatny monopolista na rynku energii elektrycznej DTEK oraz jeden z kanałów telewizyjnych. Pozwala to snuć przypuszczenie, że w przyszłości rozważany jest atak, którego istotą będzie błyskawiczne odcięcie dopływu energii (w języku specjalistycznym blackout) na dużej części terytorium Ukrainy przy jednoczesnym paraliżu informacyjnym, co wywoła panikę, chaos i protesty społeczne. Zapewne idealny okres dla takich działań to szczytowe mrozy, a obiekty najwyższego ryzyka to wspomniany już Enerhodar, centra dyspozycji Ukrenerho, Enerhoatomu i Ukrtranshazu. Niezwykle trudny do oceny jest poziom ukraińskiej gotowości na takie wyzwania. Niestety wydaje się, że nie jest on wysoki. Bezpieczeństwem cybernetycznym nad Dnieprem nie zajmowano się na poważnie przez lata. Są istotne poszlaki, by twierdzić, że w tym czasie Rosja intensywnie się przygotowywała do użycia broni cybernetycznej. Nie jest przecież przypadkiem, że ataki cybernetyczne (nie tylko na Ukrainie) zintensyfikowano po aneksji Krymu i agresji na Donbasie. Ekspert portalu Cyberdefence24. pl Andrzej Kozłowski zwraca uwagę, że rosyjskich hakerów, oprócz wyników śledztwa dotyczącego zestrzelenia MH-17, interesowały dane operatorów energetycznych firm europejskich, a także media (francuski „Le Monde") – czyli obiekty tego samego typu co zaatakowane na Ukrainie. Z punktu widzenia Ukrainy budujące są oznaki nie tylko otrzeźwienia, ale także kontrataku. Mowa o ujawnionych przez ukraińską grupę hakerów Cyberjunta danych z poczty elektronicznej Władisława Surkowa, z których jasno wynika, że bliski współpracownik prezydenta Władimira Putina brał udział w destabilizowaniu sytuacji wewnętrznej na Ukrainie.

Energetyczna wojna hybrydowa ma także wymiar międzynarodowy – to choćby kwestia budowy gazociągów omijających Ukrainę. Rosyjsko-ukraiński konflikt będzie odczuwalny nie tylko dla tych dwóch sąsiadujących ze sobą krajów. Na przykład założenia Rosji dotyczące zapotrzebowania na energię elektryczną na Krymie – przekraczające obecne zapotrzebowanie o blisko 800 megawatów – wskazują na plany dalszej militaryzacji półwyspu. Czyli tego, co tak niepokoi Zachód. Tymczasem niemiecka kompania Siemens przez rok na poważnie rozważała dostawy turbin dla przyszłych krymskich elektrowni.

Najwyższy czas, by w Europie zrozumiano, że Zachód też jest uwikłany w wojnę hybrydową, którą Rosja toczy na Ukrainie. Niestety, październikowe decyzje Komisji Europejskiej o zwiększeniu dozwolonej dla Gazpromu przepustowości gazociągu OPAL (wschodnia odnoga przedłużenia lądowego Gazociągu Północnego) i prawdopodobne zaniechanie kar za łamanie prawa przez rosyjskiego monopolistę pokazują, że na razie są to pobożne życzenia. I fakt, że doszło do tego bezpośrednio po kolejnym przerwaniu rozejmu na Donbasie, bombardowaniach cywilów przez rosyjskie lotnictwo w Aleppo i demonstracyjnym łamaniu praw człowieka w Rosji, jest gwarancją, że kolejne hybrydowe ataki Moskwy są przed nami.

 

Paweł Kost jest członkiem Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie. Stały współpracownik portalu Defence24.pl.

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (styczeń-luty 2017). Co jeszcze w numerze?

 

 

Wykorzystana fotografia: Raimond Spekking (CC BY-SA 4.0) (via Wikimedia Commons)


Polecamy inne artykuły autora: Paweł Kost
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu