Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gruzja nie dla Saakaszwilego
2017-01-13
Wojciech Wojtasiewicz

Rozpad ugrupowania Micheila Saakaszwilego, Zjednoczonego Ruchu Narodowego, stał się faktem. Z partii odeszli niemal wszyscy deputowani. W Gruzji życie polityczne zdominuje teraz partia władzy, co sprzyjać może tendencjom autorytarnym.

Ugrupowanie byłego prezydenta Gruzji znalazło się w poważnych tarapatach. Wewnątrz partii w ostatnim czasie walczyły dwa obozy: pierwszy chciał wybrać nowego lidera, drugi domagał się, aby pod nieobecność Micheila Saakaszwilego ugrupowaniem tymczasowo zarządzała sześćdziesięcioosobowa rada polityczna. Przebywający od kilku lat na emigracji Saakaszwili został pozbawiony gruzińskiego obywatelstwa i nie może oficjalnie być przewodniczącym partii politycznej w Gruzji. Teraz w partii doszło do rozłamu i mimo że ludzie Saakaszwilego utrzymają najpewniej w niej władzę, poważnie osłabia on zarówno samo ugrupowanie, jak i gruzińską opozycją w ogóle.

 

Rozłam

Wszystko zaczęło się od decyzji tbilisikiego sądu apelacyjnego, który tuż przed prawosławnymi świętami Bożego Narodzenia zdecydował o skróceniu kary więzienia i wypuszczeniu na wolność Gigiego Ugulawy: byłego burmistrza Tbilisi i jednego z liderów ZRN. Ugulawa został skazany we wrześniu 2015 roku na karę czterech i pół roku pozbawienia wolności za niegospodarne rozporządzanie środkami publicznymi. Tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2012 roku miał on zatrudnić w ratuszu 760 aktywistów swojego ugrupowania, którzy teoretycznie mieli zajmować się sprawami miasta, a de facto prowadzili kampanię wyborczą ZRN. Były burmistrz Tbilisi nie przyznał się do winy i uznał, że wyrok był motywowany politycznie.

Zaraz po uwolnieniu Gigi Ugulawa zabrał głos w sprawie trwającego w jego ugrupowaniu konfliktu. Nie ukrywał, że popiera frakcję antysaakszwilowską. Ugulawa zdecydował się na odważne posunięcie: 12 stycznia oświadczył, że opuszcza szeregi ZRN. Podobną decyzję podjęło też pięćdziesięciu dziewięciu polityków, w tym dwudziestu jeden z dwudziestu siedmiu deputowanych ZRN (między innymi były sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa Giga Bokeria, były przewodniczący parlamentu i kandydat na prezydenta w wyborach w 2013 roku Dawid Bakradze, sekretarz generalny partii Sergo Ratiani) oraz wielu szefów oddziałów regionalnych.

Wychodźcy zapowiedzieli przejście do małego ugrupowania Europejska Gruzja, które w ostatnich wyborach startowało w koalicji ze ZRN. Zadeklarowali też, że ich celem będzie walka z rządem Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji, oligarchą Bidziną Iwaniszwilim oraz przygotowanie do wyborów samorządowych, które odbędą się jesienią 2017 roku. O rozpad partii oskarżyli Micheila Saakaszwilego, który, w ich ocenie, utracił moc przywódczą. Nie wykluczone, że do rozłamowców dołączą kolejni deputowani ugrupowania.

Do sprawy w emocjonalnym tonie odniósł się Saakaszwili, który uznał, że „w partii rządy ludzi przegranych dobiegły końca”. Jego zdaniem ZRN jest obecnie tak silny i zjednoczony, jak jeszcze nigdy w swojej historii, o czym zaświadczyć ma zbliżający się kongres partyjny. Saakaszwili zapowiedział, że w przyszłości trzeba będzie uchwalić prawo pozbawiające mandatów deputowanych, którzy opuszczają swoje ugrupowania w czasie kadencji parlamentu. Były prezydent twierdzi, że ostatnie wydarzenia są elementem planu Bidziny Iwaniszwilego.

To nie pierwszy rozłam w ZRN w ostatnich latach. Tuż przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi ugrupowanie opuściło czterech deputowanych, którzy założyli Nowe Polityczne Centrum – Szyszka. W tym czasie odszedł również poseł Giorgi Waszadze, który powołał partię Nowa Gruzja. Obydwa ugrupowania, startujące w koalicji z partią Państwo dla Ludzi śpiewaka operowego Paaty Burczuladzego, przepadły w październikowej elekcji.

 

Niepewna przyszłość

Obie frakcje, które dotychczas tworzyły ZRN, wychodzą z konfliktu znacznie osłabione. Ugrupowanie praktycznie straciło swoją reprezentację parlamentarną. Partię najpewniej czeka marginalizacja, a bez przywództwa Micheila Saakaszwilego – który nie może wrócić do Gruzji, ponieważ ciążą na nim zarzuty prokuratorskie i grozi mu aresztowanie – czeka ją ostateczny upadek. Większe szanse na przetrwanie i umocnienie swojej pozycji ma grupa, która przeszła do Europejskiej Gruzji. Jeśli odetnie się od negatywnej spuścizny rządów Saakaszwilego, rozliczy się z błędów i przedstawi atrakcyjny program dla gruzińskiego społeczeństwa, za kilka lat może liczyć na przejęcie władzy.

Póki co gruzińska opozycja jest jednak dramatycznie słaba i rozbita, partia rządząca uzyskała na scenie politycznej hegemonię. Gruzja wraca do modelu wielopartyjnego, w którym wyraźnie dominuje jedno ugrupowanie. Ten schemat Gruzini znają dobrze, panował za wszystkich dotychczasowych prezydentów – Zwiada Gamsachurdii (koalicja Okrągły Stół-Wolna Gruzja), Eduarda Szewardnadzego (Gruziński Związek Obywatelski) i Micheila Saakaszwilego (Zjednoczony Ruch Narodowy). Również liberalna opozycja (Nasza Gruzja – Wolni Demokraci, Partia Republikańska, ewentualny nowy projekt byłego spikera parlamentu Dawida Usupaszwilego) ma dziś niewielkie wpływy i egzystuje na marginesie życia politycznego.

Narastające problemy społeczno-gospodarcze (między innymi niski wzrost PKB, dalsze słabnięcie waluty narodowej – lari) mogą jednak doprowadzić do spadku poparcia dla rządzącego Gruzińskiego Marzenia – Demokratycznej Gruzji bądź do rozłamu w jej łonie. Mogą na tym zyskiwać, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, ugrupowania populistyczne i prorosyjskie, takie jak mający skromną reprezentację parlamentarną Sojusz Patriotów Gruzji, w mniejszym stopniu partia Nino Burdżanadze Ruch Demokratyczny – Zjednoczona Gruzja. Beneficjentami mogą być też nowe siły, które być może pojawią się w najbliższych miesiącach.

Obecny kryzys powinien w końcu uświadomić Micheilowi Saakaszwilemu, że jego czas w gruzińskiej polityce dobiegł końca. Były prezydent nie ma co liczyć na powrót do władzy – nawet za kilka lat. Jego jedyną polityczną szansą jest walka o wpływy na Ukrainie.

Gruzińska scena polityczna ponownie pogrąża się w turbulencjach i przetasowaniach, trudno stwierdzić, w jakim kierunku będzie ewoluowała. Ponowny brak równowagi partyjnej może jednak skutkować wzrostem tendencji autorytarnych partii władzy.

 

Wojciech Wojtasiewicz

 

Wykorzystana fotografia: Voa (public domain) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Spotkania z Maciejem Jastrzębskim w Krakowie

21.04.2017
NEW
Czytaj dalej

Stać po stronie ofiar

21.04.2017
Zbigniew Rokita Grzegorz Motyka
Czytaj dalej

Donbas: taktyka zamiast strategii

20.04.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Czas bić na alarm

19.04.2017
Zbigniew Rokita Małgorzata Nocuń Paweł Kowal Bartłomiej Sienkiewicz
Czytaj dalej

Nieuleczalnie nieposłuszny

18.04.2017
Zbigniew Rokita Aleksander Podrabinek
Czytaj dalej

1% dla „Nowej Europy Wschodniej”

16.04.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu