Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wizyta korzystna dla wszystkich
2017-01-20
Kamil Całus

Świeżo upieczony mołdawski prezydent Igor Dodon udał się do Moskwy. Zapowiedział rozwiązanie konfliktu naddniestrzańskiego według rosyjskiego planu i zbliżenie z Unią Euroazjatycką. Ale – dla proeuropejskiej koalicji w Mołdawii to dobre wieści.

Uchodzący za polityka jednoznacznie prorosyjskiego Dodon już w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną złoży w Moskwie. Obiecał, że będzie zabiegał o poprawę relacji dwustronnych, które jego zdaniem ucierpiały w ciągu ostatnich siedmiu lat rządów w Kiszyniowie nominalnie proeuropejskiej koalicji.

Choć wizyta trwała aż trzy dni i obfitowała w spotkania z kluczowymi postaciami rosyjskiego życia politycznego (na czele z Władimirem Putinem), gospodarczego (między innymi szef Gazpromu, Aleksiej Miller) i duchowego (patriarcha Cyryl), Dodon wrócił do kraju bez wymiernych osiągnięć i twardych obietnic. Mimo to jego wyjazd do stolicy Federacji Rosyjskiej stanowił ogromny sukces wizerunkowy: zarówno dla niego, jak i dla kontrolującego kiszyniowski rząd oligarchy Vlada Plahotniuca. Ten ostatni formalnie jest w opozycji wobec prezydenta i pozostaje w – łagodnie mówiąc – nienajlepszych relacjach z Kremlem.

 

Skóra na niedźwiedziu

Goszczący w Moskwie Dodon szczodrze szafował obietnicami – w przeciwieństwie do Rosjan. Poinformował między innymi, że chciałby wypowiedzieć umowę stowarzyszeniową z UE, podkreślając przy tym, że nie tylko nie przyniosła ono Mołdawii do tej pory żadnych korzyści, ale doprowadziła do utraty kluczowego dla mołdawskich producentów rosyjskiego rynku. Zadeklarował także chęć uzyskania przez Mołdawię statusu obserwatora przy kierowanej przez Rosję Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, co miałoby stanowić pierwszy krok na drodze ku integracji Kiszyniowa z tą strukturą. Powtórzył również, że chciałby rozwiązania konfliktu naddniestrzańskiego na drodze federalizacji kraju. Odwołał się przy tym do tak zwanego Planu Kozaka, lansowanego przez Rosję na początku XXI wieku. Wedle tej koncepcji Naddniestrze miałoby stać się częścią sfederalizowanej Mołdawii, zachowując przy tym znaczną odrębność administracyjną, własne władze i – co najważniejsze – prawo weta wobec decyzji Kiszyniowa o znaczeniu geopolitycznym. W rezultacie mołdawska federacja nie mogłaby kontynuować procesu integracji europejskiej lub na przykład starać się o przyłączenie do NATO, gdyż obydwa te warianty byłyby blokowane przez Tyraspol.

Mówiąc o Naddniestrzu Dodon nie poprzestał jedynie na kwestiach ustrojowych. Niemały skandal i zdumienie wywołała w Mołdawii jego wypowiedź, w której uznał gazowy dług Naddniestrza za mołdawski. Tyraspol od wielu lat nie płaci za otrzymywany z Rosji, a kontraktowany przez stronę mołdawską surowiec. W rezultacie dług wobec Gazpromu wyrósł już do około 6 miliardów dolarów, co niemal odpowiada wartości mołdawskiego PKB oraz stanowi sześciokrotność naddniestrzańskiego. Do tej pory Kiszyniów jednoznacznie obstawał przy stanowisku, że dług ten obciąża wyłącznie stronę naddniestrzańską jako odbiorcę i konsumenta gazu. Wypowiedź Dodona, która paść miała podczas jego spotkania z Millerem, stanowi precedens, który będzie w przyszłości wykorzystywany przez stronę rosyjską. Co więcej, Dodon stwierdził wprost, że dług naddniestrzański w obecnej sytuacji jest de facto niespłacalny, a jego kwestia musi być rozwiązana pakietowo, wraz z uregulowaniem konfliktu naddniestrzańskiego. Słowa te również stanowiły wyraźny ukłon w stronę Moskwy, która już wcześniej wiązała możliwe zmniejszenie lub umorzenie długu gazowego z daleko idącymi ustępstwami Kiszyniowa w kwestii naddniestrzańskiej.

Póki co szumne i wzbudzające wiele kontrowersji w Mołdawii i na Zachodzie obietnice Dodona to tylko przysłowiowe dzielenie skóry na niedźwiedziu. Mołdawski prezydent ma bardzo ograniczone kompetencje, a obecny rząd oraz sam Vlad Plahotniuc robią wszystko by prerogatywy głowy państwa ograniczyć jeszcze bardziej. Dodon oraz jego Partia Socjalistów (posiadajaca jedną czwartą miejsc w parlamencie) nie może więc wypowiedzieć umowy stowarzyszeniowej, samodzielnie decydować o sposobie rozwiązania konfliktu naddniestrzańskiego, czy prowadzić poważnych negocjacji w sprawie ewentualnego przystąpienia Mołdawii do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Oczywiście Moskwa świetnie zdaje sobie z tego sprawę, o czym zresztą otwarcie mówił podczas konferencji prasowej z Igorem Dodonem Władimir Putin. Rosjanie wiedzieli, że niczego realnie od Dodona nie otrzymają i z tego też powodu nic konkretnego mu nie zaoferowali. Nowej mołdawskiej głowie państwa pozwolili jednak „grzać się w świetle reflektorów” i w ten sposób budować kapitał polityczny swój i swojej partii. Wizytę tę traktować należy jako huczne rozpoczęcie długodystansowej kampanii wyborczej przed planowanymi na koniec przyszłego roku wyborami parlamentarnymi. Dopiero gdy Socjaliści zdołają zdobyć w nich większość, Dodon stanie się dla Kremla rzeczywistym partnerem do rozmów.

 

Ostoja proeuropejskości

Dodon jest się w wymarzonej sytuacji. Może obiecywać swym wyborcom właściwie wszystko, a winą za niepowodzenia w urzeczywistnianiu tych obietnic obciążać „skorupowane i zoligarchizowane proeuropejskie władze”, które uniemożliwiają mu realizację jego polityki i ograniczają kompetencje. W efekcie im mniej Dodon będzie mógł zrobić, tym bardziej wiarygodne staną się jego zarzuty wobec obecnego rządu. I choć publicznie proeuropejska koalicja krytykuje deklaracje złożone w Moskwie przez mołdawskiego prezydenta, de facto jest z nich bardzo zadowolona. Silnie prorosyjski i rzucający antyeuropejskimi hasłami prezydent legitymizuje w oczach zachodnich partnerów niecieszący się zaufaniem mołdawski rząd oraz kierującego nim Vlada Plahotniuca. Koalicja wykorzustując Dodona posuwa się do szantażu: zarówno wobec Zachodu, jak i własnych wyborców. Przedstawia nowego prezydenta (oraz szerzej: działania Kremla) jako poważne zagrożenie dla proeuropejskiego kursu Kiszyniowa, a siebie samą jako jedyną realną (szczególnie wobec słabości proeuropejskiej opozycji w Mołdawii) siłę polityczną, która jest w stanie ten kurs utrzymać i kontynuować reformy. I choć ani mołdawski elektorat, ani UE nie ufają już obecnym władzom i zarzucają im imitację reform oraz ogromne nadużycia korupcyjne, to chcąc uchronić kraj przed wpadnięciem w orbitę Rosji nie mają oni wyjścia i muszą ją poprzeć.

Koncepcję straszenia zagrożeniem rosyjskim dla budowania poparcia w kraju i za granicą koalicja – a raczej Plahotniuc – stosuje co najmniej od roku. Nie dziwi więc, że podczas kampanii wyborczej obecny prezydent wspierany był przez konglomerat medialny Plahotniuca oraz nieoficjalnie przez aparat kontrolowanej przez oligarchę Partii Demokratycznej. Wielu analityków dowodzi, że Dodon i Plahotniuc – mimo deklaratywnie przeciwnych agend politycznych – w rzeczywistości ściśle ze sobą współpracują, co przynosi im obopólne korzyści. Wizyta Dodona w Moskwie potwierdza tę teorię. Kiedy Dodon będąc w stolicy Rosji budował swój wizerunek, koalicja rządząca w Kiszyniowie stanowczo i sprawnie reagowała na kolejne deklaracje prezydenta, kreując się w ten sposób na ostoję idei europejskiej w Mołdawii. Co więcej, mocne, antyeuropejskie oświadczenia głowy mołdawskiego państwa nie mogły umknąć uwadze zachodniej prasy, w tym tak uznanym tytułom jak New York Times czy Finacial Times. Dla mołdawskiego rządu była to kapitalna możliwość budowania proeuropejskiego wizerunku wśród zachodnich partnerów. Każda ze stron wyciągnęła z prezydenckiej delegacji swoje korzyści.

 

Pyrrusowe zwycięstwo?

Wizyta Dodona w Moskwie była historycznym wydarzeniem. Po raz pierwszy od niemal dekady mołdawski prezydent przyjechał do stolicy Federacji Rosyjskiej na oficjalne zaproszenie tamtejszej głowy państwa. Mimo jego doniosłości i deklaracji, jakie padły, wydarzenie to należy rozpatrywać przede wszystkim w kontekście wewnątrzmołdawskiej walki politycznej. Realne zmiany może przynieść dopiero radykalne przetasowanie układu sił w mołdawskim parlamencie, ale na dwa lata przed wyborami nie sposób prognozować ich wyników. Mimo że póki co prezydencka Partia Socjalistów wygrywa w sondażach, a Plahotniuc i kontrolowana przez niego większość parlamentarna boryka się z – mówiąc łagodnie – niechęcią społeczeństwa, to nic nie jest jeszcze przesądzone. Sam Plahotniuc wielokrotnie udowodniał już, że łącząc niezwykły talent do politycznych intryg z potężnym zapleczem finansowym i medialnym jest w stanie zawsze postawić na swoim. Jest więc całkiem możliwe, że wbrew obawom wystraszonych deklaracjami Dodona zachodnich mediów i polityków, obecny, nominalnie proeuropejski obóz zdoła zachować władzę, a kraj nie dokona zwrotu na Wschód. Niestety, w takiej sytuacji będzie to dla Zachodu pyrrusowe zwycięstwo. Pozostająca bowiem pod władzą skupionego na ochronie własnych interesów polityczno-biznesowych Vlada Plahotniuca Mołdawia kontynuować będzie drogę imitacji reform i powierzchownej europeizacji. To z kolei będzie pogłębiać rozczarowanie prozachodniego elektoratu: nie tylko władzami w Kiszyniowie, ale – co ważniejsze – popierającą je Unią Europejską i całą europejską ideą. Wspieranie przez UE zdyskredytowanych władz w imię interesu geopolitycznego Zachodu w długoterminowej perspektywie może więc okazać się dla tego właśnie interesu bardzo niekorzystne.

 

Kamil Całus jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

 

Polecamy także znakomitą pracę Kamila Całusa Państwo niedokończone. 25 lat mołdawskiej niepodległości, która dostępna bezpłatnie jest tutaj.

 

Wykorzystane zdjęcie: Kremlin.ru (cc by 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Apel w 70 rocznicę akcji „Wisła”

28.04.2017
ZUWP
Czytaj dalej

Górę nad faktami bierze mitologia

28.04.2017
Piotr Tyma
Czytaj dalej

Podróż przez Międzymorze

26.04.2017
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

26.04.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Niebezpieczne związki

24.04.2017
Dominik Wilczewski
Czytaj dalej

Spotkania z Maciejem Jastrzębskim w Krakowie

21.04.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu