Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ryszard Kapuściński na Kaukazie. W dziesiątą rocznicę śmierci Reportera
2017-01-23
Wojciech Górecki

Z jednej strony dokumenty źródłowe, opracowania naukowe i popularne (niektóre całkiem świeże, przedstawiające obecny stan wiedzy), wspomnienia świadków (którzy nie muszą szczegółowo pamiętać tego, co zdarzyło się kilkadziesiąt lat temu). Z drugiej – siedem tekstów Ryszarda Kapuścińskiego, który nigdy nie specjalizował się w Kaukazie: opowieści o Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie z tomu Kirgiz schodzi z konia (Zaproszenie do Gruzji, Wanik, czyli druga Armenia i Kraj pogranicza – Azerbejdżan) oraz cztery reportaże w książce Imperium (kolejno o: Armenii, Gruzji, Azerbejdżanie i Górskim Karabachu). Reporter wychodzi z tej konfrontacji zwycięsko.

Kapuściński był na Kaukazie trzykrotnie: wiosną 1967, jesienią 1989 roku i późnym latem roku 1990. Pierwsza podróż przypadła na interwał między dwoma pięcioletnimi pobytami Reportera na placówkach Polskiej Agencji Prasowej: w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Do ZSRR pojechał, aby napisać serię reportaży na pięćdziesięciolecie rewolucji październikowej. Teksty, które złożą się na wydaną w roku 1968 książkę, będzie zamieszczać w „Życiu Warszawy". Wiele lat później powie Romanowi Warszewskiemu: „Zawsze interesowałem się trzecim światem i Kirgiz schodzi z konia miał być książką o tej części ówczesnego Związku Radzieckiego, która była najmniej rozwinięta gospodarczo, najbardziej nierosyjska i najbardziej tubylcza". A o samej książce w Imperium napisze tak: „I oto pojechałem do nie-rosyjskich republik ówczesnego Imperium. Co rzuciło mi się w oczy? Otóż mimo sztywnego, koszarowego gorsetu sowieckiej władzy, udało się tutejszym małym, ale prastarym narodom zachować coś ze swojej tradycji, swojej z konieczności ukrywanej dumy i godności własnej. Odkryłem tam rozłożony w słońcu dywan wschodni, który w wielu miejscach zachował jeszcze dawne barwy i przyciągał uwagę różnorodnością swoich oryginalnych wzorów".

Kirgiz skupiał się na historii, tradycji i kulturze, ignorując rzeczywistość polityczną – nawet nazwa „Związek Radziecki" pada tam sporadycznie. Zakończywszy pracę, Reporter obliczył, że na jedną napisaną stronę przypadło ponad sto przeczytanych. O tych proporcjach wspominał potem wiele razy, stały się wizytówką jego warsztatu. Pisząc zwracał uwagę na rzeczy najistotniejsze. W przypadku Azerbejdżanu była to jego „przejściowość" (biorąca się z położenia między Europą a Azją, chrześcijaństwem a islamem) i peryferyjność, rozumiana jako oddalenie od centrów ortodoksji (co przez wieki umożliwiało współistnienie rozmaitych kultur, wyznań i tradycji – „zdumiewa mnie, ilu heretyków, odszczepieńców, bezbożników, sekciarzy, innowierców, mistyków, jamników, pustelników i kacerzy znajdowało tu dla siebie schron i ambonę"). Dostrzegł zawieszenie Azerbejdżanu pomiędzy Orientem, Zachodem a Rosją, czego jaskrawym przejawem stały się trzy alfabety, używane do zapisu języka azerbejdżańskiego w XX wieku (arabski, łaciński i cyrylicki). Nie mogąc mówić wprost o wystawnym życiu partyjnych bonzów wymienił... liczne tytuły naukowe, jakie – najczęściej ze snobizmu – nosili najważniejsi sekretarze. A potem skwitował: „Uczony pięknie mieszka, zarabia krocie i jeździ wołgą".

Dwie kolejne podróże odbył zbierając materiał do książki o rozpadającym się radzieckim Imperium. Pierwszą zaczął od Armenii (potem był w Gruzji, a na końcu w Azerbejdżanie). Następnie poleciał na Kaukaz jeszcze raz: znów do Erywania, skąd przedostał się nielegalnie do Górskiego Karabachu, należącego do radzieckiego Azerbejdżanu, ale zamieszkanego w większości przez Ormian (w ówczesnym karabaskim obwodzie autonomicznym trwał stan wyjątkowy i wpuszczano tam wyłącznie osoby z karabaskim meldunkiem). I znowu trafiał w sedno. Pisząc o Armenii zastanawiał się, „czy istnieje możliwość, żeby przeszłość minęła?" (mając na myśli pamięć o rzezi Ormian w 1915 roku). W tekście o Gruzji zauważał z kolei (mając na myśli cały Kaukaz): „Kiedy rozmawia się z tymi ludźmi, uderza, jak każdy z nich ma doskonałą, drobiazgową wiedzę o swojej okolicy. Gdzie kto mieszka, z jakiego plemienia, ilu ich jest, jakie były między nimi stosunki kiedyś, wczoraj, jakie są dzisiaj". Niektóre zawarte w Imperium myśli antycypowały wydarzenia i procesy późniejsze, do tego nie ograniczone do Kaukazu, ale odnoszące się do całego szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu. Jedną z takich myśli była uwaga o zawężającej się przestrzeni „między dyktaturą lokalnych kacyków a islamskimi fundamentalistami".

O rzetelności Reportera świadczą szczegóły, które z jednej strony pełnią rolę namacalnego konkretu, z drugiej – metafory. Jednym z takich szczegółów była informacja (którą specjalnie sprawdziłem), że lotnisko w Stepanakercie, stolicy Górskiego Karabachu, nie miało oświetlenia umożliwiającego starty i lądowania po zmroku. Dziennikarz i wieloletni korespondent w Moskwie (oraz przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego) Sławomir Popowski zanotował we wstępie do Imperium: „Pamiętaj – powtarzał Ryszard – najważniejszą zasadę każdego reportera – ty tam byłeś, widziałeś, dotknąłeś i to jest twój najważniejszy argument. Tego nikt ci nie odbierze".

 

Wojciech Górecki jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej", autor szeregu książek o Kaukazie, między innymi Toastu za przodków (Wołowiec 2010).

 

Wykorzystane zdjęcie: Mariusz Kubik (cc by 2.5) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Szaleństwo smoka

20.04.2018
Sema Kaygusuz
Czytaj dalej

W stronę rewolucji

18.04.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

„Wisła” po raz jedenasty w Moskwie

17.04.2018
NEW
Czytaj dalej

„Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” – fragment

16.04.2018
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Festiwal kina gruzińskiego

15.04.2018
NEW
Czytaj dalej

Ankieta „Ukąszeni przez Wschód – czyli jak zainteresowaliśmy się Europą Wschodnią i nie tylko” – Rozum wyprzedził serce

13.04.2018
Wojciech Górecki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu