Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosja chce się godzić
2017-02-02
Paweł Kost

Moskwa chce zakończyć konflikt z Kijowem na własnych warunkach, ale żeby to osiągnąć, musi nie tylko destabilizować Ukrainę, ale też przekonać do siebie jej mieszkańców. Od pewnego czasu zabiega o pojednanie.

O pierwszych „przyjaznych gestach" Kremla mówiono, gdy ten zaczął sprzyjać polityce Nadii Sawczenko. Pokojowe inicjatywy posłanki spotkały się z ciepłą reakcją Rosji, Doniecka i Ługańska. Groteskowość postaci lotniczki spowodowała jednak, że swoimi działaniami szybko roztrwoniła swój autorytet i nadwyrężyła mit „niezłomnej Nadii" – próby przekonania ukraińskiej opinii publicznej do dialogu Sawczenko z donbaskimi marionetkami Kremla spaliły na panewce.

Wielu obserwatorów uważa jednak, że mamy do czynienia z realizacją przemyślanego kursu Moskwy, którego Sawczenko jest tylko jednym z trybików (świadomie lub nie). Ekspert organizacji Opór Informacyjny Wiaczesław Husarow na jednej z kijowskich dyskusji twierdził wręcz, że – w zakresie polityki informacyjnej – Kreml przechodzi obecnie do kolejnego etapu swojej polityki wobec Ukrainy – chce zmusić ją do zawarcia pokoju. Oczywiście, na swoich warunkach.

 

Zmęczyć Ukraińców

Od podpisania porozumieniach mińskich w lutym 2015 roku polityka Moskwy, w tym informacyjna, znacznie ewoluowała. Po trwającym od Majdanu do Mińska-2 okresie silnej konfrontacji politycznej, gospodarczej i militarnej, Moskwa skupiła się na destabilizowaniu zachodniego sąsiada. Etap ten trwa po dziś dzień, choć co najmniej od połowy ubiegłego roku ma nowy element. Jest nim wzmożenie przyjaznych gestów i rosnąca aktywność mediów prorosyjskich nad Dnieprem oraz korelowanie ich działalności z przekazem płynącym z mediów w Rosji.

Moskwa stara się wywołać rozmaite kryzysy nad Dnieprem, a jej kluczowym zadaniem jest doprowadzenie do przedterminowych wyborów parlamentarnych. Najświeższym przykładem takich wysiłków jest eksponowanie konfliktu pomiędzy kluczowymi siłami tworzącymi rządzącą koalicję w Radzie Najwyższej – Blokiem Petro Poroszenki i Frontem Ludowym. Jedną z najważniejszych postaci tego ostatniego ugrupowania jest minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, a wyolbrzymianie sporów, dyskredytacja reformy policji i prowokowanie dymisji Awakowa to jedno z ulubionych zajęć prorosyjskich polityków i mediów nad Dnieprem. Taka dymisja niemal na pewno skutkowałaby koniecznością rozpisania nowych wyborów parlamentarnych.

Siły prorosyjskie skupiają także uwagę na rzeczywistych lub wyimaginowanych nadużyciach korupcyjnych. Wyolbrzymiają przy tym problem i stawiają znak równości między obecnymi władzami a reżimem Wiktora Janukowycza. Wyjątkowo eksploatowany jest też temat podwyżki cen usług komunalnych, która to dla mieszkańców Ukrainy ma być dowodem na rzekomo błędny kurs Kijowa na uniezależnienie energetyczne od Rosji. Wiele mówi się także o rosyjskich próbach paraliżu ukraińskiego systemu energetycznego, zwłaszcza w okresie największych mrozów (ich ostatni akord spodziewany jest na przełomie pierwszej i drugiej dekady lutego). Nie porzucono też wiecznie budzących duże emocje kwestii językowej i religijnej – Kijów sam zresztą niekiedy pomaga w pogłębianiu tych sporów.

Pozostaje jeszcze temat Donbasu. Na jego przykładzie widać najlepiej, jak ewoluuje kremlowska polityka informacyjna. Kontynuacja konfliktu o zmiennej intensywności (czego ostatnim przykładem są starcia na łuku switłodarskim i w Awdijiwce) i towarzyszące mu straty ludzkie ma między innymi wywołać nad Dnieprem społeczne oburzenie. Celem długoterminowym jest z kolei zmęczenie ukraińskiego społeczeństwa wojną i, w rezultacie, gotowość Ukrainy do przeprowadzenia wyborów na Donbasie oraz reintegracja jego okupowanych rejonów według modelu proponowanego przez Kreml. W ten sposób Kreml przechodzi z etapu „destabilizacyjnego" do „destabilizacyjno-pojednawczego".

 

Pinczuk, „zaporoscy rolnicy" i deputowani

O tym, że w zacytowanym stwierdzeniu Husarowa o próbach zmuszenia do zawarcia pokoju, jest sporo prawdy, świadczy szereg zjawisk. Pod koniec grudnia zeszłego roku „The Wall Street Journal" opublikował artykuł czołowego ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka, w którym ten postulował wypracowanie kompromisu z Rosją. Według Pinczuka kompromis ów powinien polegać na tymczasowej rezygnacji Ukrainy z Krymu i oficjalnych dążeń do integracji z UE i NATO. O ile takie pomysły można jeszcze wytłumaczyć trzeźwą oceną rzeczywistości, o tyle propozycję zgodzenia się na wybory na Donbasie bez odzyskania kontroli nad granicami Ukrainy należy uznać za kapitulację. Opinie te powtórzył między innymi przewodniczący zarządu wpływowego Międzynarodowego Centrum Badań Perspektywicznych w Kijowie Wasyl Filipczuk, co pokazało, że pogląd Pinczuka nie jest odosobniony.

W grudniu 2016 roku ukraiński portal Detector Media pisał o fali fałszywych informacji, która przetoczyła się przez ukraińską przestrzeń medialną między wrześniem i grudniem zeszłego roku. Media, które można umownie nazwać prorosyjskimi, aktywnie rozpowszechniały informacje, jakoby kierownictwo wielu obiektów przemysłowych na Ukrainie skierowało pisemny apel do Petro Poroszenki – miano w nim prosić o odnowienie kontaktów gospodarczych z Federacją Rosyjską. Przedstawiciele wszystkich tych zakładów zaprzeczyli jednak, by kiedykolwiek podpisywali podobny apel i opublikowali sprostowanie (to jednak nie zostało szerzej zauważone). Co więcej, w przypadku trzech spośród wyżej wspomnianych zakładów stwierdzono nawet powstanie fikcyjnych stron internetowych, na których umieszczono sfałszowane apele. Media dodatkowo podgrzewały atmosferę sięgając po kontrowersyjne tytuły. Dla przykładu: Obwód połtawski błaga Kijów o przyjaźń z Rosją czy Zaporoscy rolnicy wymagają od Poroszenki pogodzenia się z Rosją. Logiczną kontynuacją tej operacji informacyjnej było masowe rozpowszechnianie fałszywek przez rosyjskie media, wśród których były „Rossijskaja Gazieta", Lenta.ru czy agencja TASS.

Kampanii informacyjnej towarzyszyły działania niektórych posłów ukraińskiego parlamentu. Na początku września ubiegłego roku (czyli wraz z początkiem publikacji tych doniesień) regularnie pojawiały się apele kilku deputowanych, utrzymane w podobnym tonie. Wygłaszali je przedstawiciele różnych frakcji: Jakiw Bezbach (niezrzeszony), Anton Kisse (Odrodzenie), Mykoła Skoryk (Blok Opozycyjny), Jewhen Murajew (niezrzeszony) czy Oleg Nedawa (Blok Petro Poroszenki). Z wyjątkiem ostatniego wszyscy w przeszłości należeli do Partii Regionów lub Bloku Opozycyjnego. Bezbach zainicjował nawet utworzenie specjalnej grupy poselskiej stawiającej sobie za cel „odnowienie gospodarczych relacji z Rosją", w tym – wzajemne zniesienie sankcji. Nie trudno się domyśleć, że takie decyzje wymagałyby licznych ustaleń, których centralnym punktem byłyby warunki reintegracji okupowanych rejonów Donbasu.

Udział w tych i wielu innych akcjach informacyjnych biorą te same ukraińskie media: kanały telewizyjne Inter, 112 i NewsOne oraz portale Westi, Strana.ua, Golos.ua, Korespondent.net, Podrobnosti.ua i gazeta „Argumenty i fakty w Ukrainie". Wszystkie one są jednoznacznie kojarzone albo z poprzednią władzą, albo ze środowiskiem Bloku Opozycyjnego i Wiktora Medwedczuka.

 

Mocny impuls informacyjny"

W polityce informacyjnej Kremla wobec Ukrainy widać więc dwie równoległe linie. Jedną jest kontynuacja kursu na wspieranie procesów destabilizacyjnych nad Dnieprem, drugą zaś jednoczesne zachęcanie do pokojowego współistnienia na określonych warunkach. Dotychczasowe zabiegi w tym zakresie były jednak daleko niewystarczające. Zdaniem Husarowa Moskwa potrzebuje „mocnego impulsu informacyjnego", który ostatecznie przekona opinię publiczną na Ukrainie, że nie istnieje alternatywa wobec pokoju z Rosją.

Od kilku miesięcy w Kijowie mówi się, że Kreml prowadzi kuluarowy dialog z przedstawicielami ukraińskiego biznesu o powrocie do dawnego modelu „przyjaznych" relacji. Oczywiście – nie za darmo. Można się domyślać, że jednym z kolejnych przekazów informacyjnych Kremla będzie ogłoszenie gotowości do udzielenia preferencji w kontaktach handlowych z Ukrainą. Taki krok zostanie przedstawiony jako panaceum na wszelkie bolączki ukraińskiej gospodarki, a także – problemów socjalnych prostych Ukraińców. Wystarczy „tylko" rozwiązać sprawę Donbasu. I jeszcze najlepiej zmienić władzę w Kijowie.

Kijów wcale nie jest jednak na straconej pozycji. Rezultaty, jakie dotychczas osiągnął Kreml w tym zakresie, pokazują, że Moskwa i jej prorosyjscy sojusznicy na Ukrainie są dalecy od osiągnięcia celu. Jeśli zatem ukraińskie władze nie popełnią kardynalnych błędów, zmuszanie Kijowa do pokoju będzie przeciągać się w nieskończoność.

 

Paweł Kost jest członkiem Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie. Stały współpracownik portalu Defence24.pl.

 

Fot. Kremlin.ru (cc by 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Paweł Kost
Powrót
Najnowsze

Rycerz w mitycznej skórze

11.12.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu