Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Who is Mr Karapetian?
2017-02-06
Ewa Polak

Karen Karapetjan do niedawna był dyrektorem jednej ze spółek Gazpromu, od jesieni jest premierem Armenii. Stał się najpopularniejszym armeńskim politykiem. Kim jest nowy premier – tajną bronią Moskwy czy nowym narodowym liderem?

To był największy błąd mojej prezydentury!" – miał według gazety „Hajkakan Żamanak" powiedzieć Serż Sarkisjan, odnosząc się do mianowania jesienią ubiegłego roku na stanowisko premiera Karena Karapetjana: młodego, sprawnego menadżera z dobrymi kontaktami na Kremlu. Prezydent nie zdementował tej pogłoski i pozwolił jej rozprzestrzenić się po najważniejszych krajowych portalach internetowych. Bowiem, nawet jeśli tak nie powiedział, wielu uważa, że ma pełne prawo tak myśleć. W ormiańskiej polityce pojawił się człowiek, który może zagrozić władzy prezydenta.

 

Ratunek z Moskwy

Jeśliby przyjąć, że w historii każdego narodu są miesiące szczególne, to dla Ormian byłyby to kwiecień, lipiec i wrzesień. Nie inaczej było w ubiegłym roku. W kwietniu doszło do „wojny czterodniowej" z Azerbejdżanem w Górskim Karabachu, która obnażyła słabości armeńskiego państwa. W lipcu miała miejsce okupacja posterunku policji w erywańskiej dzielnicy Erebuni. Sfrustrowani wyborcy od lat domagają się zmian, a brak poprawy ich losu wielu pcha do udziału w coraz liczniejszych i gwałtowniejszych protestach (od sprzeciwu wobec wzrostu cen za transport miejski i zabudowania parku Masztoca do Elekrycznego Erywania i marszów poparcia dla ekstremistów z grupy Sasna Tser). Serż Sarkisjan uznał, że jeśli rządząca i prezydencka Partia Republikańska ma wygrać wyznaczone na kwiecień 2017 roku wybory parlamentarne, nie można ze zmianami czekać aż do wiosny. Wrzesień przyniósł nominację Karena Karapetjana na stanowisko nowego premiera Armenii. Ściągnięcie z Moskwy dyrektora spółek należących do Gazpromu miało tchnąć nowego ducha w lekko zatęchłe armeńskie życie polityczne – w światek od lat wypełniony tymi samymi twarzami, pełny zgranych kart.

Wydawałoby się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Energiczny, uśmiechnięty, ale i stanowczy premier-menadżer zrobił bardzo dobre wrażenie na większości Ormian: zakasał rękawy i zapowiedział walkę z korupcją oraz monopolami, czyli ze znienawidzonym przez mieszkańców Armenii „układem". Najważniejsze krajowe media pomogły wykreować Karapetjana na nowego narodowego lidera. Z jego ust płynęły wyłącznie dobre wiadomości. Złe musieli przekazywać pozostali członkowie rządu (na przykład Karapetjan powiedział: „W nadchodzącym roku spodziewamy się wzrostu gospodarczego na poziomie 3,2 procent"; następnie minister finansów dodał, że wzrost ten nie będzie oznaczać podwyżek emerytur i świadczeń socjalnych). Premier w iście Łukaszenkowskim stylu interweniował, gdy w stolicy nielegalnie ścięto drzewa lub niezgodnie z prawem burzono budynki. Zdaniem rzecznika Partii Republikańskiej dołączenie Karena Karapetjana do rządzącej partii przysporzyło jej 7 tysięcy nowych członków – i to tylko w ciągu jednego dnia od deklaracji premiera o zamiarze dołączenia do Republikanów.

Przy błyszczącym polityku inni jego partyjni koledzy wypadają niepokojąco blado. W przypadku Serża Sarkisjana stało się coś niewyobrażalnego: po raz pierwszy w najnowszej historii Armenii w sondażach premier przegonił prezydenta. Według listopadowych badań Gallup International Association 14,9 procent ankietowanych w pełni popiera działalność prezydenta, podczas gdy premier cieszy się poparciem na poziomie 23 procent. Ponadto 86,1 procent respondentów pozytywnie odnosi się do faktu objęcia przez Karena Karapetjana funkcji szefa rządu. W podzielonej na liczne frakcje Partii Republikańskiej sondażowa „detronizacja" Sarkisjana musiała zrobić mocne wrażenie.

 

Między Erywaniem a Moskwą

Czy Serż Sarkisjan sam ściągnął sobie na głowę zagrożenie w postaci Karena Karapetjana? Jest kilka scenariuszy, jednak w każdym dobre kontakty nowego premiera w Moskwie ma znaczenie. Karapetjan ociepla wizerunek Rosji, która poważnie straciła w oczach ormiańskiego społeczeństwa – głównie poprzez swoją bierną postawę wobec starć granicznych pomiędzy Ormianami i Azerbejdżanami. Ormian cieszy wynegocjowana przez szefa rządu nowa umowa z Gazpromem, która będzie oznaczać obniżki cen gazu i mniejsze obciążenie dla domowych budżetów. Cieszy ich też poczucie, że Armenia jest w stanie prowadzić aktywną politykę względem Rosji i bronić swoich interesów. Dla wielu nie jest szczególnie istotne, dlaczego stało się to dopiero w momencie, gdy Karapetjan zasiadł po drugiej stronie tego samego negocjacyjnego stołu – wcześniej reprezentując rosyjską stronę w armeńsko-rosyjskiej de facto państwowej spółce ArmRosGazprom.

Zwraca też uwagę ostatnia, nagła wizyta premiera w Moskwie, gdzie spotkał się ze swoim odpowiednikiem – Dmitrijem Miedwiediewem. Jest to pierwsza od dziesięciu lat oficjalna wizyta premiera Armenii w rosyjskiej stolicy. Dotychczas monopol na kontakty z Kremlem miał prezydent Sarkisjan. W Armenii spotkanie szybko okrzyknięto sukcesem, a lokalne media podkreślały, że wszystkie propozycje przedstawione przez Karapetjana spotkały się z pozytywnym odzewem. Propozycje – podkreślmy – sprowadzające się do pogłębienia ekonomicznej integracji Armenii i Rosji w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, stworzenia wspólnego armeńsko-rosyjskiego funduszu inwestycyjnego, włączenia się rosyjskiego kapitału do tworzonej przy armeńsko-irańskiej granicy (swoją drogą: kontrolowanej przez rosyjskie służby graniczne) strefy wolnocłowej oraz możliwości wjazdu do Armenii dla obywateli Rosji jedynie na podstawie paszportu wewnętrznego (odpowiednik polskiego dowodu osobistego). Obwołanie niespodziewanej wizyty w Moskwie sukcesem i pominięcie prezydenta Sarkisjana może oznaczać coś jeszcze ważniejszego: Karen Karapetjan wrócił z Rosji z jarłykiem. Kreml jasno zasygnalizował swoją sympatię wobec premiera, który nie po to porzucił stanowisko dyrektorskie w Gazpromie, by tylko przez moment zagrzać miejsce w Erywaniu.

Partia Republikańska ogłosiła, że jeśli wygra wybory, Karen Karapetjan ponownie zostanie mianowany na stanowisko premiera. Słowo „mianowany" może okazać się kluczowe, odkąd okazało się, że obecnie sprawujący swoją funkcję premier, może nie spełniać formalnych warunków, by wystartować w wyborach. Żeby zostać włączonym na listę, musiałby przez ostatnie cztery lata mieszkać w Armenii, a do jesieni 2016 Karapetjan rezydował w Moskwie.

Dużo ciekawszym pytaniem jest jednak: co dalej? Armenia po wyborach parlamentarnych wejdzie w okres przejściowy – z systemu prezydenckiego do parlamentarnego, który zakończy się wraz z kadencją obecnego prezydenta w kwietniu 2018 roku. Czy Karapetjan utrzyma się w polityce do tego czasu? Czy „nie wykluczający żadnego scenariusza" Serż Sarkisjan sam zostanie wtedy premierem lub namaści na to stanowisko kogoś pewniejszego (na przykład faworyzowanego ostatnio – o zupełnie przypadkowo zbieżnym nazwisku – ministra obrony Vigena Sarkisjana)?

Karen Karapetjan bez wątpienia poprawia wizerunek Partii Republikańskiej. Możliwe jednak, że przy tym szkodzi Serżowi Sarkisjanowi, na co ten łatwo się nie zgodzi.

 

Ewa Polak

 

Artykuł wyraża prywatne poglądy autorki.

Wykorzystane zdjęcie: Government.ru (cc by 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Litewski kalejdoskop

21.08.2017
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Skandal „rakietowy”?

18.08.2017
Paweł Kost Mychajło Samus
Czytaj dalej

Dlaczego Europa nie rozumie Rosji?

15.08.2017
Michael Romancev
Czytaj dalej

Wykopcie i zlikwidujcie ten polski, szpiegowski brud

11.08.2017
Andrzej Nowak Ireneusz Dańko
Czytaj dalej

Nie z pozycji siły

10.08.2017
Aleksander Radczenko
Czytaj dalej

Petersburg. Miasto Snu

09.08.2017
Joanna Czeczott
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu