Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Pussy Riot skończyły się na Kill’em all
2017-02-07
Kuba Benedyczak

Po pięciu latach od czasu występu w Cerkwi Chrystusa Zbawiciela, idea Pussy Riot pękła jak bańka mydlana, a po tamtym zespole nie pozostało prawie śladu. Ot, historia jak każda inna. Tylko rozczarowanie bardziej boli, bo przecież chodziło o coś znacznie więcej.

Kobietę konstytuuje rewolucyjna dusza

Ruch politycznego punk-feminizmu przyszedł do krajów Europy Środkowo-Wschodniej ze Stanów Zjednoczonych. Na początku lat 90, na bazie trzeciej fali feminizmu- atakującej media i popkulturę za utrwalanie szkodliwych stereotypów płciowych, oraz queercore- gatunku muzycznego obracającego się wokół problematyki tożsamości mniejszości seksualnych- powstał ruch Riot grrrl, skupiający wokół siebie przede wszystkim kobiecie grupy punk rockowe. Miejscem narodzin nowego nurtu była Olimpia, stolica stanu Waszyngton, gdzie powstały takie zespoły jak Bikini Kill, The Frumpies, Bratmobile, Adickdid, Sleater-Kinney, The Butchies czy Emily's Sassy Lime.

Fundamentem działalności punk feministek była sieć wzajemnej pomocy, czyli samodzielnie drukowane magazyny, stworzone na własny użytek wytwórnie płytowe, podnajmowanie tanich studiów nagraniowych czy organizowanie koncertów w zaprzyjaźnionych klubach muzycznych. Nikt nie korzystał z pomocy managerów, producentów muzycznych, nie podpisywano kontraktów z wielkimi wytwórniami płytowymi. Performerki działały zgodnie z maksymą brytyjskich punkowców lat 70, „do it yourself”. Podobno jedna z zasad mówiła „graj na instrumentach, na które cię nie stać”. Rzeczywiście nagrania sygnowane Riot grrrl nie stanowiły najbardziej dochodowego i wysublimowanego prądu twórczego w przemyśle muzycznym. Magazyn The Rolling Stone napisał o pierwszym albumie Bikini Kill, że brzmi jak coś pomiędzy „wyciem bezmózgiej szkapy, a wymiotami w trakcie napadu furii”. Sama Courtney Love, rozpoczynająca karierę w ruchu Riot (tu poznała przyszłego męża Kurta Cobaina) przyznała po latach, że ona i jej koleżanki tworzyły bardzo słabą muzykę.

Po koncertach zespoły organizowały dyskusje na temat płci, dyskryminacji, rasizmu, aborcji, mniejszości seksualnych, przemocy domowej, równouprawnienia, kobieciej tożsamości, kultury patriarchalnej itd. To nie sex, drugs and rock n’ roll napędzały ruch, a uświadamianie publiczności. Szesnasty punkt manifestu Riot grrrl, brzmiał: „Wierzę całym umysłem, sercem i ciałem, że kobietę konstytuuje rewolucyjna dusza, która jest w stanie i naprawdę zmieni świat”.

Okres świetności ruchu trwał mniej więcej 5 lat. Co prawda wiele z zespołów powstałych ponad dwie dekady temu wciąż koncertuje, ale stanowią podziemie podziemia. Jak na ironię skrytobójczyniami żeńskiej punk rebelii stały się… kobiety spod znaku „Girl Power!”, np. Spice Girls czy Britney Spears, które ukradły hasła feministycznej punk rewolucji, a następnie sprzedały w różowo plastikowym opakowaniu. Za sporą sumę, rzecz jasna.

Zespół otwarty

Kiedy w sierpniu 2011 roku zakładano PR, zespół liczył około trzydziestu osób, a deklaracja programowa głosiła „otwartość na każdego”, co miało także uzasadnienie pragmatyczne. PR nie organizowały koncertów i nie nagrywały płyt, występowały za to na dachach budynków lub środków komunikacji miejskiej, w galeriach handlowych, na stacjach metra oraz w najbardziej zatłoczonych przejściach podziemnych Moskwy. A to wymagało skomplikowanej logistyki i obsługi technicznej. Tym bardziej, że wszystkie akcje przeprowadzały nielegalnie, nie prosząc władz miasta o wydanie zezwolenia. Sekwencja wydarzeń była zawsze taka sama. Zespół wyskakiwał z podziemi i wykrzykiwał tyle, ile zdążył do czasu przyjazdu policji.

PR nazywały siebie zespołem punk rockowym, ale stanowiło to umowną etykietę, używaną raczej z braku innych pojęć. Zespół balansował na pograniczu street performance, garażowego punk rocka, feminizmu, rebelii politycznej, antyputinizmu i protest songu. W warstwie muzycznej utwory były albo kakofonią albo onomatopeją, bo wytwarzany jazgot stanowił jedynie pretekst do społeczno-politycznego performance’u. Członkinie PR mówiły: „sztuka i polityka są dla nas nierozerwalne! Upolityczniamy sztukę i odwrotnie, wzbogacamy politykę sztuką współczesną!”.

PR dążyły do tego, by uznano je za prekursorki rosyjskiego feminizmu wojującego. Przy czym wojujący feminizm nie ograniczał się li tylko do bitwy patriarchalnej czy po prostu ruchu na rzecz praw kobiet, kakofoniczny teatr miał zaaplikować rosyjskim zmaganiom o demokrację i społeczeństwo obywatelskie nieobecną do tej pory dawkę kobiecości. Żądały, by głos kobiet włączyć w język i poczynania opozycji. Dlatego też występowały w maskach, nie brały za występ pieniędzy, a do czasu aresztowania ukrywały swoje imiona i nazwiska. Każda akcja była bowiem krzykiem w słusznej sprawie, a nie promocją własnego wizerunku.

Bogurodzica motywowana nienawiścią religijną

Pussy Riot podążały szlakiem amerykańskich protoplastów i sięgały po podobne środki wyrazu, ale działając w mniej sprzyjających warunkach forsowały ideę ponad jej założenia i wytrzymałość. Członkinie kobiecych zespołów z USA przekazywały swoje muzyczne manifesty w klubach czy salach koncertowych, a nie na dachach trolejbusów lub w kościołach protestanckich. Nie wspominając o tym, że atakowały społeczne status quo i w przeciwieństwie do PR, nie marzyła im się rozbiórka całego systemu społeczno-politycznego.

Prawie pięć lat temu, 21 lutego na ołtarz Soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie wbiegły cztery kobiety ubrane w kolorowe maski i ubrania. Z podkładem punk rockowego utworu „Bogurodzico, przepędź Putina”, zaprezentowały choreografię dzikiego tańca, polegającą na wymachiwaniu nogami i pięściami, biciu pokłonów do ziemi oraz wykonywaniu znaku krzyża. Po mniej więcej minucie ochrona cerkwi przerwała „punk-nabożeństwo”- używając terminu nadanego przez same PR.

Trzon PR tworzyło wówczas pięć dziewczyn, ale świat dowiedział się tylko o trzech, ponieważ w kilkanaście dni po incydencie aresztowane zostały Nadia Tolokonnikowa i Masza Aliochina, a w następnym tygodniu Katia Samucewicz. Usłyszały zarzut „ekstremizmu i chuligaństwa o charakterze zorganizowanym”, podlegający karze do 7 lat więzienia. Sąd nakazał umieszczenie kobiet w areszcie, gdzie spędziły całą rozprawę. W międzyczasie Katia Samucewicz, w związku z okazaną skruchą została zwolniona z odpowiedzialności, a wobec Nadii i Maszy zmieniono kwalifikację prawną czynu. Ostatecznie zostały skazane za „chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną” na 2 lata kolonii karnej, wliczając w to czas spędzony w więzieniu od momentu aresztowania. Wyszły kilka miesięcy wcześniej na mocy putinowskiej amnestii darowanej z okazji Zimowej Olimpiady w Soczi 2014.

Jednak już podczas rozprawy i w czasie odbywania dwuletniego wyroku, wokół PR narosły całe kołtuny brudu, o których nie pisano w prasie zagranicznej. Do dzisiaj w wielu kręgach, także opozycyjnych, uważa się, że punk-nabożeństwo było wyreżyserowaną prowokacją FSB przeciwko Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która w tamtym czasie podnosiła za wysoko głowę. Po drugie, tak nagłe wypuszczenie Katii Samucewicz, która zaraz potem zniknęła z horyzontu mediów, było wielce podejrzane. Do dziś pada pytanie za co ją wypuszczono i co powiedziała śledczym. Nadia i Masza wyraźnie zaprzeczają, by Katia „zdradziła”. Jednak najwięcej oskarżeń pojawiło się wokół męża (byłego?) Nadii Tołokonnikowej, czyli Piotra Wierziłowa. Artystyczna Grupa Wojna, do której niegdyś wraz z Nadią i Maszą wspólnie należeli, oficjalnie oskarżyła go o współpracę z organami ścigania. Dla zainteresowanych, w rosyjskim Internecie znajduje się sporo materiałów na ten temat- poszlak jest co najmniej kilka… Co więcej, podczas gdy Nadia i Masza nie zdążyły jeszcze dojechać do łagru, Wierziłow z prawnikami już próbował opatentować w sądzie trade mark Pussy Riot. Jego żona i Masza musiały wydać z więzienia oficjalne oświadczenie, że nie wolno mu tego robić, gdyż łamie kodeks PR, zakazujący czerpania zysków z zespołu. Do czasu wypuszczenia dziewczyn to on spijał śmietankę sukcesu i męczeństwa, jeżdżąc od CNN po BBC czy osobiście odbierając nagrodę od Yoko Ono. To on wystąpił obok Nadii i Maszy w trzecim sezonie House of Cards. Dla oddania sprawiedliwości trzeba też powiedzieć, że przez dwa lata opiekował się Gierą- córką swoją i Nadii.

Make vagina great again

Kiedy Masza i Nadia opuściły więzienie, zajmowały się swoimi sprawami- podróżowały po świecie, dawały wykłady, udzielały wywiadów, założyły fundację monitorującą system penitencjarny w Rosji- głównie więźniarek, Nadia napisała książkę, wspólnie nagrały piosenki do kilku wideoklipów, między innymi ballady I can’t breathe, gdzie ubrane w strój OMON-u są zakopywane w ziemi. Od mniej więcej roku, Masza zaprzestała współpracy z PR, angażując się w miński undergroundowy Belarus Free Theatre. Jednak PR nadal nagrywa, choć tak naprawdę nagrywa Nadia Tołonnikowa. Na początku zeszłego roku wypuściła bardzo dobry klip Chaika (od nazwiska Prokuratora Generalnego Rosji Jurija Czajki, pełniącego swoje obowiązki nieprzerwanie od 2006 roku), wcielając się w rolę prokuratora torturującego więźniów. W dniach 25-27 października opublikowała na Youtube dzień po dniu trzy wideoklipy: Straight Outta Vagina nagrany z raperkami Desi Mo i Leikeli47, Organs nawiązujący do stylistyki wizualnej Rammsteina oraz najgłośniejszy Make America Great Again, w którym zagrała samą siebie- rosyjską imigrantkę, policjanta maltretującego imigrantkę, dziennikarkę i Donalda Trumpa.

Wszystkie teledyski są profesjonalne, dobrze nakręcone i kosztowały znacznie więcej niż te z początków twórczości PR. Nagrane utwory świetnie brzmią, słychać, że nie były „klejone” w domu, tylko siedzieli nad nimi zawodowi producenci i muzycy. Dzięki temu twórczość PR przestała być wyłącznie artefaktem socjologicznym, a stała się sztuką. Tym samym jednak upadł mit siostrzanego przymierza broni i kolektywnej, egalitarnej walki rosyjskich dziewczyn o wspólną rosyjską sprawę. Górę wzięła silna osobowość liderki, która od początku przyciągała uwagę kamer ze względu- jak na ironię- na nieprzeciętną urodę, a dopiero potem na nieprzeciętną osobowość (Ukraiński Playboy zaproponował jej sesję). W tej chwili nie ma już rosyjskiego wojującego feminizmu, nie ma rosyjskiej kobiety w rosyjskiej opozycji, jest za to Nadieżda Tołokonnikowa, nagrywająca utwory w nowojorskich studiach i występująca w teledyskach na tle anonimowych statystów. Jest feministka epatująca własną seksualnością i cielesnością w sosie popkulturowej makabreski, eksploatująca i zasilająca własne konto ideą niegdyś wielu ludzi. Jest wreszcie show biznes, w którym Nadia swoją twórczością mówi tyle, co Madonna i Bono podczas koncertowych wieców.

W bardzo starej książce Micka Walla pt. „Guns N’ Roses. Najniebezpieczniejszy zespół na świecie” jest taka scena, gdy w długim pozascenicznym korytarzu dziennikarz spotyka basistę Duffa i gitarzystę Slasha. Zmarnowanych, milczących, niepoznających żadnego człowieka wokół. „Muszę przyznać, że doznałem szoku- pisze Wall.- Chociaż z drugiej strony, po dziesięciu latach opisywania wzlotów i niefortunnych upadków wielu gwiazd rockowych, powinienem był już być uodporniony na zmienne nastroje tych kapryśnych dzieciaków. Żadne ich słowa czy zachowania nie powinny być dla mnie zaskoczeniem. A jednak tak się stało- w tym konkretnym wypadku”.

Z Pussy Riot jest podobnie, niby stała się rzecz normalna, która w tej branży ma miejsce regularnie, a jednak zawsze wprawia w zdumienie, gdy na naszych oczach ulatuje coś, co do tej pory urzekało. Bo przecież tutaj nie chodziło o muzykę ani o sławę, nawet nie o sztukę. I może właśnie dlatego całkiem niezłe utwory Nadieżdy Tołokonnikowej mają całkiem złą oglądalność? Walka o sprawę, jak głosi przysłowiowy żart o Metallice, skończyła się na Kill'em all.



Powrót
Najnowsze

Walczący z Lalkarzem

24.02.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Skonfliktowana pamięć

23.02.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Film zły

17.02.2017
Marek Wojnar Taras Wozniak
Czytaj dalej

Dlaczego tłumaczymy przetłumaczone?

16.02.2017
Małgorzata Nocuń
Czytaj dalej

Donbaska lekcja historii

14.02.2017
Denis Kazański
Czytaj dalej

Znacznie więcej niż uroda

13.02.2017
Małgorzata Nocuń
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu