Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wygrana w przedbiegach
2017-02-09
Anna Głąb

Władimir Putin oświadczył, że przedterminowe wybory prezydenckie są „możliwe, ale niepotrzebne". Niezależnie od wszystkiego, rok 2017 będzie czasem kampanii wyborczej. Wczoraj pod znakiem zapytania stanął start w nich Nawalnego.

Po raz pierwszy rozpisanie wcześniejszych wyborów prezydenckich zaproponował Aleksiej Kudrin – latem 2015 roku. Przyspieszenie konstytucyjnego terminu (przypadającego na marzec 2018 roku) miało zmobilizować elektorat i pozwolić Putinowi utrzymać społeczny mandat na kolejnych sześć lat. Według Kudrina w trakcie następnej kadencji Władimira Władimirowicza powinny zostać przeprowadzone niezbędne i niepopularne społecznie reformy (takie jak podniesienie wieku emerytalnego czy zwiększenie podatków). Sam prezydent twierdzi – powiedział to na grudniowej konferencji prasowej – że przedterminowe wybory są „możliwe, ale niepotrzebne". To o tyle ciekawa opinia, że wcześniej uważano odwrotnie: że są potrzebne, ale niemożliwe – bez rozstrzygnięcia niuansów prawnych, związanych między innymi z prawem obecnego prezydenta do wystartowania w nich.

Pomysł był rozważany dość poważnie – szczególnie wiosną 2016 roku, kiedy niskie ceny ropy naftowej powodowały gwałtowne topnienie rezerw mających pokryć deficyt budżetowy. Niższe przychody to bowiem mniejsze możliwości sponsorowania rozległych wydatków socjalnych, a bez tych ostatnich poparcie dla władzy również może topnieć.

 

Obserwatorzy

Rosyjski prezydent lubi być postrzegany jako silny i zdecydowany lider, którego zazdroszczą Rosji nawet obywatele innych państw. Lubi też „błyszczeć", szczególnie wśród światowych przywódców. Kiedy był marginalizowany na szczycie G20 w Australii, wyjechał przed jego zakończeniem. Gdy jesienią ubiegłego roku prezydent Francji François Hollande zdecydował o obniżeniu rangi wizyty Putina z oficjalnej na roboczą, do spotkania w ogóle nie doszło.

W tym kontekście trzeba pamiętać, że latem 2018 roku oczy całego świata będą zwrócone na Rosję i rozgrywane tam mistrzostwa świata w piłce nożnej. Rozpoczną się one tylko trzy miesiące po konstytucyjnym terminie wyborów prezydenckich oraz miesiąc po zaprzysiężeniu głowy państwa. Trudno przewidzieć, jakie nastroje będą panować wówczas w Rosji – gdy władza zapewni igrzyska, ale nie chleb. To, co będą wtedy widzieć odbiorcy na całym świecie, nie będzie przekazem państwowych mediów, lecz setek tysięcy wyposażonych w smartfony zagranicznych kibiców. Na Mundialu Rosja „sprzedaje" swój wizerunek, a protesty czy rozprawianie się z przeciwnikami Kremla w obecności zagranicznych gości byłoby dla władz kłopotliwe.

Prawdopodobieństwo wybuchu masowych protestów zmalało jednak wraz ze wzrostem ceny ropy naftowej. Od jesieni 2016 roku ponownie do rosyjskiej kasy napływają dodatkowe petrodolary. Sytuacja społeczna wygląda dość stabilnie, wsparta dodatkowo odpowiednią narracją państwowych mediów. Jeśli obecne okoliczności się utrzymają, z wyborami można „przeczekać" do wiosny 2018 roku. To oznacza, że wprowadzanie reform – o ile władze w ogóle zdecydują się na taki krok – będzie można rozpocząć dopiero jesienią 2018 roku (czyli po Mundialu i przerwie wakacyjnej).

 

Aktorzy

Półtoraroczna przerwa między wyborami parlamentarnymi oraz prezydenckimi to w Rosji nowość – jest skutkiem reformy konstytucyjnej z 2008 roku. Wcześniej w grudniu odbywały się wybory do Dumy, a w marcu następnego roku elekcja głowy państwa. Po takim maratonie następowało kilka lat spokoju i pokoju. W każdej kampanii zakulisowe gry odbijały się bowiem na życiu polityczno-gospodarczym (najczęściej przejawiały się w głośnych aferach i aresztowaniach, odważnych oświadczeniach czy listach otwartych). Obecnie okres między wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi się wydłuża, powodując dodatkowe napięcia wewnątrz elit. Sama elekcja stanowi jedynie formalność, stąd jej przyspieszenie byłoby pożądane.

Ewentualna organizacja wcześniejszych wyborów nie będzie generowała też dodatkowych wydatków, ponieważ budżet federalny na 2017 rok przewiduje fundusze na wybory prezydenckie. Centralna Komisja Wyborcza (CKW) otrzymuje pełną pulę środków w momencie startu kampanii przedwyborczej, a ta – w razie zachowania konstytucyjnego terminu – rozpocznie się w grudniu bieżącego roku. Tak samo było w przypadku wyborów prezydenckich 2012 roku: pieniądze na ten cel przewidywał już budżet na 2011 rok.

 

Wyborcy

Wysokie notowania Putina nie są zagrożone. Na pierwszy plan wysuwa się więc konieczność zapewnienia odpowiedniej frekwencji. Za prezydentem mają się opowiedzieć masy nie wirtualne, lecz realne. To cel odwrotny niż w przypadku wyborów do Dumy, gdy władzom nie zależało tak bardzo na wysokiej aktywności. Nieoficjalnie mówi się, że kremlowski plan przewiduje uzyskanie przez kandydata władzy ponad 70 procent poparcia przy frekwencji również na poziomie minimum 70 procent (aczkolwiek organizatorzy nie będą starać się osiągnąć fantazyjnych rezultatów). Wyborców trzeba jednak zachęcić do głosowania, a przekonanie o pewnej wygranej ich kandydata będzie działać na nich demotywująco. Trzeba więc wykreować wyborczą „intrygę". Dyrektor Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM) Walerij Fiodorow w wywiadzie dla portalu RBK stwierdził, że można ją zbudować w oparciu o kandydatów lub program wyborczy. Przydatna może być też sytuacja międzynarodowa – obywatela łatwiej zmobilizować, gdy przekonana się go, że w nieprzyjaznym i zmiennym świecie wielkość Rosji jest zagrożona. Decyzja o sposobie zachęcenia obywateli do pojawienia się przy urnie wyborczej będzie należeć do Kremla.

Władimir Putin, podobnie jak w przypadku poprzednich kampanii, nie poinformował jeszcze o swoim starcie w wyborach. W rozmowie z kolektywem jednego z wizytowanych zakładów produkcyjnych snuł natomiast między słowami marzenia emeryta-podróżnika. Tymczasem zaczynają się pojawiać wypowiedzi osób publicznych, zachęcające Putina do kandydowania (jest to zwyczaj praktykowany przed każdymi wyborami). Taką nadzieję wyraził już rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow. Jak na razie na największą śmiałość w nawoływaniu szefa państwa do wystartowania w elekcji zdobył się aktor Wasilij Liwanow. W jego opinii Putin nie może zrezygnować z kandydowania i nawet jeśli zwróci swe oczy ku niebu, usłyszy głos Ojczyzny-Rosji mówiący: „Nawet o tym nie myśli".

 

Statyści

Jako pierwszy chęć startu zapowiedział Aleksiej Nawalny. Jeszcze w grudniu 2016 roku rozpoczął organizowanie wolontariuszy oraz zbiórkę środków finansowych. Odbyło się to niedługo po głośnej decyzji rosyjskiego Sądu Najwyższego, który uznał wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Na jego mocy wznowiono jeden z procesów wytoczonych opozycjoniście. Podobno uchylenie wyroku było wynikiem kalkulacji Kremla, planującego dopuścić Nawalnego do startu w wyborach prezydenckich. Jeśli takie plany były, właśnie się z nich wycofano.

Sprawa Nawalnego została rozpatrzona ponownie w ekspresowym tempie (nie wznowiono śledztwa, powtórzono jedynie sam proces sądowy). Wydano po raz kolejny wyrok skazujący w zawieszeniu – opozycjonista podkreślił, że od poprzedniego orzeczenia nie różni się on nawet interpunkcją i błędami. Zapowiedział również, że nie zmienia swojej strategii i dalej zamierza prowadzić kampanię przedwyborczą. To, czy będzie mógł kandydować na prezydenta, staje jednak pod znakiem zapytania. Konstytucja wyklucza w tym przypadku jedynie osoby osadzone w więzieniu, jednak ustawa o prawach wyborczych wskazuje ogólnie na osoby skazane prawomocnym wyrokiem za ciężkie przestępstwo (niezależnie czy „w zawieszeniu" czy nie). Pytanie więc, czy ustawa zwyczajnie precyzuje normę konstytucyjną czy ją rozszerza (czego dokonywać nie może). Opinie prawne w tej kwestii są rozbieżne. Ostateczną decyzję będzie musiał podjąć Sąd Konstytucyjny, Nawalny obiecał bowiem walczyć do końca.

Swój start z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji zapowiedział ostatnio również Władimir Żyrinowski. Jego populistyczne hasła i awanturniczy charakter mają pozytywnie wpłynąć na frekwencję, zyska więc akceptację Kremla. Kandydatów poszukują dwie inne partie systemowe – Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej oraz Sprawiedliwa Rosja. Ich dotychczasowi kandydaci – odpowiednio Giennadij Ziuganow i Siergiej Mironow, mają małe szanse na zmobilizowanie wyborców. W tym przypadku w wyścigu mogą pojawić się nowe twarze, jednak będą miały tę samą rolę do odegrania, jaką tradycyjnie mieli ich liderzy: „statystów".

 

Klakierzy

Barometrem trwałości systemu były jesienne wybory parlamentarne. Ich wyniki były dla Jednej Rosji zaskakująco dobre. Oznacza to, że państwowa administracja na niższych poziomach jest w stanie zagwarantować władzy wystarczająco wysokie poparcie. Jest jednak jeszcze druga strona medalu. Władza federalna w praktyce poniosła porażkę, ponieważ nie tak miał wyglądać podział sił w Dumie obecnej kadencji. Władze regionalne postarały się za bardzo. Później sam Putin musiał przywracać równowagę i zaproponował, by mimo większej liczby deputowanych Jednej Rosji, podział stanowisk i miejsc w roboczych komitetach pozostał taki sam, jak w poprzedniej kadencji parlamentu. Dodatkowych dowodów na nadgorliwość prokremlowskich urzędników dostarczyła przewodnicząca CKW Ełła Pamfiłowa. W czasie spotkania z prezydentem wskazała, że naruszenia wyborcze dotyczą dwudziestu trzech podmiotów federalnych, z czego w niektórych są bardzo poważne. Winą za taką sytuację obarczyła regionalnych liderów, nadużywających zasobów administracyjnych. Podjęcie decyzji o tym, jak ukarać winnych, pozostawiła Putinowi.

Widząc łatwość z jaką Jednej Rosji przyszło „naginanie" wyników wyborów parlamentarnych, w przypadku elekcji prezydenckiej władze regionalne mogą być mniej czujne i ostrożne. A przecież plebiscyt nie będzie dotyczyć teraz parlamentarzystów, ale samego Putina – chęć przypodobania się poprzez zapewnienie mu jak najwyższego poparcia będzie większa. Mniejsza ostrożność to więcej dowodów dla niezależnych obserwatorów oraz działaczy. I chociaż możliwości ich oddziaływania nie należy przeceniać, ich raporty, wnioski mogą sprawić, że poza Rosją pojawią się zastrzeżenia co do legitymizacji całego systemu. A Putin nie chce dopuścić żadnych wątpliwości.

***

Wyborcza intryga rozpocznie się jednak po formalnym zakończeniu kampanii prezydenckiej. Od pierwszego dnia kolejnej kadencji można oczekiwać rozmów na temat „problemu 2024 roku", kiedy to prezydentura Putina formalnie powinna dobiec końca i – jak w przypadku „problemu 2008 roku" – ponownie pojawi się kwestia konstytucyjnego ograniczenia do dwóch kadencji z rzędu.

 

Anna Głąb jest doktorem nauk ekonomicznych, absolwentką Stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej. Publicystka „Nowej Europy Wschodniej".

 

Fot. Wanwa (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Anna Głąb
Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu