Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Retoryczny hołd albo myślenie życzeniowe
2010-11-30
Przemysław Żurawski vel Grajewski
Przygotowany wspólnie przez PISM i MGIMO raport z rekomendacjami dla przyszłego rozwoju stosunków UE-Rosja jest, z racji współudziału w jego autorstwie analityków polskich, tekstem zadziwiającym. Skala oderwania od rzeczywistości głoszonych tez i przedkładanych projektów oraz brak odpowiedzi na pytanie, co wynikałoby dla interesów Rzeczypospolitej z wprowadzenia w życie proponowanych rozwiązań, jest podstawową słabością raportu.

Autorzy proponują Rosji miejsce w procesie integracji europejskiej wzorowane na pozycji Szwajcarii i Norwegii. Jej istotą miałoby być przyjmowanie przez Rosję acquis communautaire – to znaczy prawa tworzonego w Brukseli bez udziału Moskwy. Jest to powielenie błędu popełnianego przez Unię Europejską w dwóch ostatnich dekadach, kiedy to europejska klasa polityczna, uwiedziona doświadczeniem procesu akcesyjnego, w ramach którego państwa Europy Środkowej przyjmowały prawo wspólnotowe, usiłowała traktować Rosję niczym duży kraj akcesyjny, tyle że bez perspektywy akcesji. Tymczasem nadzieja na to, że Moskwa ochotnie będzie akceptowała podległość prawu tworzonemu przez ośrodek zewnętrzny, jest nierealistyczna, a także sprzeczna ze znanymi rosyjskimi dokumentami określającymi strategię stosunków UE-Rosja z perspektywy Moskwy.

Autorzy twierdzą, że „rozwój Rosji – kraju przynależnego do cywilizacji europejskiej – nie może się odbywać wbrew procesom zachodzącym na pozostałej części kontynentu”. Jest to oczywista nieprawda. Rozwój Rosji zawsze tak się przecież odbywał, a w XX wieku sprzeczność ta (komunizm) miała charakter drastyczny.

Raport abstrahuje od faktu, że celem rządzących Rosją nie jest dobrobyt jej obywateli, lecz potęga państwa i niezachwiana pozycja polityczna rządzącej nim elity oraz zachowanie przez nią wynikających z władzy profitów. W tych realiach wskazywanie na „konieczność” modernizacji Rosji w oparciu o wartości europejskie i poszanowanie wszelkich standardów społeczeństwa obywatelskiego jest albo retorycznym hołdem dla poprawności politycznej, albo myśleniem życzeniowym.

Kreml inaczej rozumie modernizację i projektując unijną politykę wobec Moskwy nie wolno ignorować tego faktu. Poprzednie rosyjskie modernizacje (Piotr I, Katarzyna II, Aleksander II, Piotr Stołypin, sowiecka industrializacja) nie miały nic wspólnego z demokratyzacją. Każda z nich była natomiast groźna dla sąsiadów (w tym Polski), gdyż ich celem było wzmocnienie ekspansywnej siły państwa rosyjskiego. Obecne hasło modernizacji kraju jest rozumiane w Rosji w podobny sposób – to znaczy jako proces niezbędny dla wzmocnienia pozycji międzynarodowej Rosji, a nie jako instrument podniesienia poziomu życia jej obywateli. Ten ostatni efekt może także wystąpić, ale jest on celem wtórnym w stosunku do pierwszego – zasadniczego. Proponowanie Moskwie statusu odbiorcy ustawodawstwa europejskiego pozostaje więc w drastycznej sprzeczności z rzeczywistym celem rosyjskiej modernizacji.

W raporcie przyjęto jako aksjomat mocarstwowy charakter Unii Europejskiej „jako jednej z największych światowych potęg (...) politycznych”. Pogląd ten jest iluzją wykształconą znów na bazie doświadczeń relacji między państwami akcesyjnymi a UE w ostatnich kilkunastu latach, kiedy to Bruksela nabywała poczucia własnej mocarstwowości w kontaktach z podatnymi na jej sugestie polityczne krajami chcącymi przystąpić do Wspólnoty. W relacjach z Rosją (i z innymi mocarstwami – USA, Chinami, Iranem, Izraelem, Turcją) mechanizm ten jednak nie działa. Moskwa nie postrzega Unii Europejskiej jako całości. Dąży do bilateryzacji stosunków w ramach koncertu mocarstw, a system traktatu lizbońskiego, marginalizujący małe państwa, ułatwia jej tę grę. Rzeczywistymi partnerami do rozmów są dla Putina szefowie rządów RFN, Wielkiej Brytanii i Francji, a nie urzędnicy Unii Europejskiej.

Brakuje bilansu skali zbieżności i rozbieżności celów politycznych Brukseli i Moskwy – nie takich, jakimi chcieliby je widzieć autorzy raportu, lecz takich, jakimi one są w rzeczywistości. Bez niego trudno o nakreślenie podstawy Strategicznego Partnerstwa UE-Rosja. Z polskiego punktu widzenia brakuje także oceny skali zgodności celów obu wymienionych podmiotów z interesami i celami Rzeczypospolitej. Brakuje także odpowiedzi na pytanie o wpływ ewentualnej akcji forsowania Strategicznego Partnerstwa UE-Rosja na spoistość wewnętrzną Unii. Realia rosyjskie wskazują bowiem, że część narodów środkowoeuropejskich, mających złe i stosunkowo świeże doświadczenia relacji z Moskwą, uzna hasła budowania współpracy z Kremlem w oparciu o wartości europejskie za li tylko ozdobnik retoryczny, mający przykryć realizację interesów wiodących mocarstw Unii Europejskiej i Rosji kosztem słabszych państw regionu. W raporcie nie ma ani słowa na temat sposobu przełamania tej nieufności. Występowanie Polski w charakterze państwa, które na ten temat milczy i którego ośrodek półoficjalnych analiz rządowych (PISM) nie dostrzega tego typu problemu i obaw – na przykład naszych bałtyckich sąsiadów – źle służy interesom Rzeczypospolitej. Ukazuje ją bowiem jako ośrodek uwiarygodniania czystości intencji Kremla. Wiara w ich czysty charakter byłaby natomiast przedwczesna.

Rosja ma dostateczną liczbę for współpracy z Zachodem (dialog strukturalny w ramach PCA UE-Rosja, to znaczy: szczyty UE-FR, Stała Rada Partnerstwa na poziomie ministerialnym, Komitet Współpracy, Parlamentarny Komitet Współpracy, konsultacje z KPiB UE). Ma też cztery wspólne przestrzenie UE-Rosja. Zanim zaproponujemy jej następne struktury i następne fora współpracy, dobrze byłoby przekonać się, że w ramach już istniejących działa ona zgodnie z duchem integracji europejskiej i wartościami promowanymi przez Unię Europejską. Inaczej będziemy mieli jedynie sukces medialny. Kazus przyjęcia Rosji do Rady Europy pokazuje zaś, że Moskwa nie przestrzega reguł organizacji, której jest członkiem, a jej karne za to z niej usunięcie grozi wstrząsem politycznym trudnym do zaakceptowania przez pozostałe państwa członkowskie; skutkiem jest więc nie wprowadzanie standardów europejskich do Rosji, lecz rosyjskich do Europy. Nie jest to zjawisko, na którego wzmacnianiu powinno nam zależeć.

Jedynym godnym poważnego rozważenia fragmentem raportu jest akapit poświęcony promocji turystyki historycznej na terytorium Obwodu Kaliningradzkiego, a także na Ukrainie i na Białorusi. Jest to realistyczny konkret, którego celem minimum powinno być zaangażowanie środków unijnych w ratowanie zdewastowanych zabytków kultury europejskiej (polskiej, węgierskiej, niemieckiej, żydowskiej, ormiańskiej itd.). Skoncentrowanie się na tym zagadnieniu, wskazanie na sojuszników w Unii Europejskiej i na kierunki poszukiwań budżetowania związanych z nim przedsięwzięć byłoby znacznie bardziej pożyteczne niż snucie dywagacji na temat niezawisłości rosyjskich sądów i zwalczenia korupcji w Rosji jako podstawie przyszłego partnerstwa między Moskwą a Brukselą.


Przemysław Żurawski vel Grajewski jest adiunktem na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Członek Instytutu Europejskiego w Łodzi, pracownik badawczy Centrum Europejskiego Natolin.

--
Zobacz także:
Andrzej Szeptycki Rosja to nie Norwegia
Sławomir Dębski Długofalowa integracja
Dominik Jankowski Partnerstwo Wschodnie oczami Brukseli
Elżbieta Kaca Dajmy szansę Miedźwiedziowi
Olga Nadskakuła Kropla drąży skałę
Katarzyna Pisarska Demokratyzacja Rosji to mrzonki
Łukasz Adamski Konfederacji barscy AD 2010

Polecamy inne artykuły autora: Przemysław Żurawski vel Grajewski
Powrót
Najnowsze

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Wojna o ukraińską tożsamość

27.07.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Grant dla polskich dziennikarzy

25.07.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu