Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zgubny dyskurs kresowy
2011-01-24
Andrzej Szeptycki
W sobotę wieczorem gościłem na kameralnym przyjęciu w gronie „krewnych i znajomych” zorganizowanym w jednej z warszawskich restauracji. Sporo gości miało, podobnie jak ja, związki z różnymi państwami Europy Wschodniej, co nie pozostało bez wpływu na tematykę naszych rozmów. Takie nieformalne spotkania zawsze są kształcące. Z tego sobotniego najbardziej utkwiła mi rozmowa z pewnym miłośnikiem Białorusi. Rodzina mego rozmówcy wywodzi się z zachodniej Białorusi, gdzie miała przed wojną majątek. Dlatego, jak w przypadku wielu Polaków, przyszło mu odwiedzić ten kraj w poszukiwaniu swoich korzeni. Owa „podróż sentymentalna” zrobiła na nim niezapomniane wrażenie, tak że pokochał kraj swoich przodków. Jest to jednak miłość dość szczególna…

„Na Białorusi – mówił z nostalgicznym uśmiechem – żyje się dobrze, skromnie, ale dobrze. Każdy ma rodzinę na wsi, dzięki czemu jedzenia jest pod dostatkiem. Nie są to może wielkie luksusy, ale im to wystarcza. Ludzie są dla siebie dobrzy, życzliwi – nie to, co w Polsce. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, byli zadowoleni z życia; narzekali tylko taksówkarze, ale oni wszędzie są tacy. Pewnego wieczoru byliśmy na dyskotece. Przy jednym ze stołów siedziała grupka dziewczyn, niczego sobie. Wtem do jednej z nich podszedł młody chłopak i poprosił do tańca. Popatrzyła na niego z góry, pokręciła głową. U nas w Polsce w takiej sytuacji poleciałyby »k*rwy«, a tu chłopak przepraszająco skłonił się i chyłkiem, wciąż patrząc na dziewczynę, wycofał. Taka kultura”.

„Mówi się – kontynuował – że nie ma na Białorusi demokracji, ale to im niepotrzebne. Łukaszenka ma 80 procent poparcia w społeczeństwie. Po tym, co przeszli w okresie sowieckim, to najlepsze, co mogło ich spotkać. On ich uratował z rąk Rosjan. Tymczasem żałosna polityka polskich władz wpycha Białoruś w objęcia Moskwy. Mówi się, że to dyktatura, ale przecież takie rozwiązanie czasem jest potrzebne. Pomyślcie o Kubie – kiedyś była półkolonią amerykańskiej mafii: chłopcy pracowali jako kelnerzy, dziewczyny jako prostytutki. Nic dziwnego, że wybrali rządy Castro. Albo Chile – to tam zabili te trzy tysiące czy ileś ludzi, zrzucali ich z samolotów, ale przecież to byli wywrotowcy, komuniści. U nas niby jest demokracja, ale to pozory, fałsz. Na Białorusi sytuacja przynajmniej jest jasna. Mógłbym tam zamieszkać – westchnął – jeśli, oczywiście, Łukaszenka oddałby mi majątek babci”.

Ta krótka rozmowa ilustruje problemy, jakie często napotyka nasze myślenie o Wschodzie. Pierwszy z nich to idealizm, czy może raczej sentymentalizm, towarzyszący nam przy powrocie na ziemie przodków. Przekraczamy granicę i to już jest wejście (szczególnie, odkąd żyjemy w strefie Schengen) do Innego Świata. Każdy przysypany historią ślad, który odkrywamy, przypomina nam o naszych korzeniach. Zarazem towarzyszy nam tak wyczekiwana podczas podróży egzotyka – nieco inny język, który jednak da się zrozumieć, nieco inna kuchnia, ale przecież tak podobna do babcinych dań, tylko z nazwy inne trunki etc. Wszystko to sprawia, że patrzymy na wschodnioeuropejską rzeczywistość trochę jak przez różowe okulary.

Drugi grzech to mniej lub bardziej świadome stosowanie podwójnych standardów. Innym – w tym przypadku Białorusinom – wystarczy proste życie; po tym, co przeszli, nie trzeba im więcej. Nie potrzebują demokracji.

Takie rozumowanie przypomina tradycyjny dyskurs kolonialny, jaki znamy z krajów zachodnich. Czymże zresztą były Kresy, jeśli nie swoistą formą polskiej kolonii? Ów dyskurs kolonialny opierał się na dwu elementach: antynomii metropolia – kolonia i idealizacji podporządkowanego sobie, przetworzonego świata. Mieszkańcy kolonii w Afryce i Azji – był to fakt znany w XIX wieku – nie zasługiwali na demokrację, gdyż do niej nie dorośli. To, co było być może dobre dla Europejczyków, było nieodpowiednie dla ich kolorowych poddanych. Życie w koloniach było sielanką, niosło mieszkańcom nadzieję na postęp i lepsze jutro. W praktyce jednak dobrze żyło się głównie kolonizatorom: wielu chętnie wróciłoby na Wschód, gdyby odzyskali majątki. Mało kto byłby gotów mieszkać w Mińsku czy Kijowie, korzystając z pomocy krewnych z prowincji.

Kolonizator tak naprawdę nie chciał poznać ani zrozumieć Nowego Świata. Chciał odkryć to, czego szukał, i sobie porządkować. Kolumb szukał Indii i w swoim mniemaniu je znalazł: to, że fakty się nie zgadzały, nie miało znaczenia. My też patrzymy na „polskie Kresy” przez pryzmat własnych wyobrażeń na ich temat. Jeśli komuś wpojono w dzieciństwie, że to piękne strony, płynące mlekiem i miodem, to tak właśnie będzie je postrzegał, mimo postsowieckiego bagażu. Jeśli innemu utkwiły wspomnienia o płonących wsiach wołyńskich – za nic nie da się przekonać, że Ukraińcy nie marzą dziś o mordowaniu Polaków.

Dlatego w myśleniu o naszych wschodnich sąsiadach potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze, wiedza. Łukaszenka nie ma 80 procent poparcia. Białoruś powoli, ale jednak się zmienia. Warto mieć to na uwadze. Po drugie, krytycyzm. Zainteresowanie Wschodem jest jak najbardziej wskazane. To są nasi sąsiedzi, a sytuacja tam bezpośrednio wpływa i na nasz kraj. Zainteresowanie to nie może jednak przesłaniać nam prawdy (patrz punkt powyżej). Inaczej będziemy żyli w świecie złudzeń i marzeń o wyśnionych Kresach. „Algieria tatusia się skończyła” – mawiał Charles de Gaulle. Miał rację.

Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego. Stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

Powrót
Najnowsze

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu