Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Diagnoza: zagrożenie autorytaryzmem
2011-01-25
Piotr Andrusieczko
W sobotę 22 stycznia obchodzono Dzień Jedności Ukrainy. W 1919 roku doszło tego dnia do zjednoczenia Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Dziewięćdziesiąt dwa lata później trudno mówić o politycznej jedności kraju, brakuje jej nawet wśród polityków opozycji. Poszczególne partie organizowały mityngi w różnych miejscach. Słuchając niektórych wystąpień polityków w popularnych politycznych talk-show, miało się wrażenie, że dyskusja dotyczy nie tyle „jedności”, ile raczej „podziału” Ukrainy. Nie zważali na to ukraińscy obywatele, którzy wyszli licznie na ulice Kijowa i innych miast, aby świętować w jedności.

Połączeni łańcuchem
Jedną z ciekawszych akcji przeprowadzonych 22 stycznia był „żywy łańcuch”, który połączył prawy i lewy brzeg Kijowa. Było to nawiązanie do znacznie większego przedsięwzięcia z 21 stycznia 1990 roku. Wtedy największa opozycyjna siła polityczna Ruch zorganizowała „żywy łańcuch” poświęcony zjednoczeniu URL i ZURL. Początkowo planowano, że będzie on sięgał z zachodu Ukrainy aż do Charkowa. Okazało się jednak, że na wschodzie kraju – podobnie jak obecnie – nie da się skłonić do wyjścia na ulice większej liczby osób. Ostatecznie „żywy łańcuch” połączył Kijów – Żytomierz – Równe – Tarnopol – Iwano-Frankowsk – Lwów. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podało informację o 450 tysiącach uczestników, organizatorzy mówili o milionie osób.

Powtórzyć skalę akcji z 1990 roku udało się dopiero podczas pomarańczowej rewolucji w 2004 roku. Obecnie tak duża mobilizacja społeczeństwa jest marzeniem opozycji. Na mityngu 17 stycznia przed Administracją Prezydenta pod hasłami obrony uczestników „Placu Przedsiębiorców”, przeciwko którym wszczęto sprawy kryminalne, zebrało się około 150-200 osób. Zresztą niektórzy demonstrujący zostali „zorganizowani” przez jedną z „europejskich” partii wchodzących w skład opozycji. Stepan – znajomy deputowany z tarnopolskiej rady, który współorganizował mityng – żalił się, że Wiktor Juszczenko w takim stopniu „zepsuł” idee narodowe, iż ludzie nie reagują już na te hasła. Jego zdaniem, jedynie kwestie ekonomiczno-społeczne są w stanie zmobilizować niezadowolonych. Tak było w przypadku „Placu Przedsiębiorców”, kiedy przeciw nowemu Kodeksowi Podatkowemu wystąpili wspólnie przedstawiciele małego i średniego biznesu z południa, zachodu i wschodu kraju. Jeśli Stepan ma rację, to powodów do mobilizacji niezadowolonej części społeczeństwa będzie wiele. Władza przygotowała pakiet podwyżek, które dotkną większość obywateli. Nieco inaczej obecną sytuację widzi ukraiński politolog i specjalista od technologii politycznych Taras Berezowec. Według niego, albo ponownie nastąpi rozkwit radzieckiej opozycji kuchennej, czyli krytykujących jedynie w domowym zaciszu, albo do głosu dojdą ekstremiści.

Represje polityczne
Zanim rzeczywiście pojawił się ekstremizm, minister spraw wewnętrznych Anatolij Mohyliow oświadczył, że 22 stycznia planowany jest „przelew krwi” i w związku z tym podległe mu struktury będą działały adekwatnie do zagrożenia. Być może na wyobraźnię ministra podziałał „akt terrorystyczny” z 31 grudnia ubiegłego roku, kiedy wysadzono w Zaporożu popiersie Józefa Stalina ustawione przez miejscowych komunistów. Zatrzymano podejrzanych aktywistów radykalnej nacjonalistycznej organizacji Tryzub. Trudno jednak spodziewać się szybkich rezultatów śledztwa. Działania organów ścigania powodują raczej pojawianie się komentarzy porównujących wybuch w Zaporożu z pożarem Reichstagu 27 lutego 1933 roku, który stał się podstawą skasowania praw i swobód obywatelskich w Niemczech i przejęcia pełnej władzy przez nazistów. Porównanie to, póki co, wydaje się zbyt daleko idące, jednak niepokojące symptomy zostały już dostrzeżone.

22 stycznia do „przelewu krwi” nie doszło, MSW zresztą sprostowywało tę informację (chociaż opozycja oskarża milicję o utrudnianie swoim zwolennikom dojazdu do Kijowa). Możliwe, że do stróżów prawa dotarły uliczne komentarze. Na wspomnianym już mityngu z 17 stycznia można było usłyszeć:
– Słyszałeś o tym, jak Mohyliow straszy przelewem krwi?
– A co, poderżnie sobie żyły 22 stycznia?
– Mógłby od razu iść do stacji krwiodawstwa.
– A kto przyjąłby tak zatrutą krew?

Ludzie ironicznie wypowiadają się o władzy, ale atmosfera jest coraz mniej optymistyczna. Na ulicach Kijowa widać wzmocnione patrole milicji, część placu Niezależności 16 stycznia została otoczona stalowymi barierami.

Obecnie nie wszystkie działania milicji muszą być następstwem bezpośrednich rozkazów, już raczej wynikają one z atmosfery, przyzwolenia kierownictwa i polityki „przykręcania śruby”. Na przykład przeciw organizatorom „Placu Przedsiębiorców” wszczęto postępowanie karne między innymi w sprawie uszkodzenia w czasie ich akcji dwudziestu trzech granitowych płyt na placu Niezależności. W tej sprawie przesłuchano już osiemdziesięciu dziewięciu świadków (sic!). Jak stwierdził redaktor „Komentari” Ołeh Połyszczuk, jeśli organy porządkowe wykazywałyby się tak wielką determinacją w innych sprawach, to na Ukrainie nie byłoby przestępczości.

Wszystko to niestety przypomina kopiowanie rosyjskiego modelu. Z tej perspektywy ostatnie zatrzymanie aktywistki Femen jest tyleż absurdalne, ile dające pewną diagnozę. 16 stycznia w centrum Kijowa Inna Szewczenko przeprowadziła wraz z tygodnikiem „What’s on” akcję połączoną z fotosesją z okazji Międzynarodowego Dnia Przytulania. Milicjanci mieli im za złe, że „chodzą w zbyt licznej grupie”. Problemem była również zbyt kusa spódniczka aktywistki Femen, którą w końcu aresztowano za naruszenie porządku. Taras Berezowec uważa, że obecna władza boi się śmieszności, i to wiele mówi o jej stanie psychicznym.

Siłowy sektor Janukowycza
Zastępca szefa Administracji Prezydenta Ukrainy Hanna Herman w niedawnym wywiadzie dla Kanału 5 mówiła o pewnej nieadekwatności działań milicji. Wspomniała zwłaszcza akcję organów przeciw znanej pisarce Marii Matios, która miała być wywołana jednym ze sformułowań w jej książce. Podobnie „niezręcznie” wyglądała operacja milicji przeciwko blogerce Ołenie Biłozerskiej, której przeszukano mieszkanie i zarekwirowano sprzęt fotograficzny i komputerowy. Powodem było podejrzewanie jej o posiadanie informacji dotyczących akcji o charakterze terrorystycznym. Herman twierdzi, że podobne działania przynoszą ujmę wizerunkowi prezydenta, a milicjantów trzeba wychowywać i uczyć. Tymczasem winnicki obrońca praw człowieka Dmytro Grosman zaznacza: „w naszym kraju, jeśli człowiek mówi, że chce służyć w milicji, jest to równoznaczne ze słowami »chcę kogoś zabić, pobić, coś ukraść«”. Ta ostra ocena znajduje potwierdzenie w opinii wielu mieszkańców Ukrainy, u których milicja zajmuje ostatnią pozycję w rankingu zaufania.

Nie chodzi zresztą o samą milicję, ale również o Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, Prokuraturę Generalną, czyli cały sektor siłowy, który jest kontrolowany przez najbliższe otoczenie Janukowycza. A nawet szerzej, chodzi o styl obecnej władzy. Zapewnienia o tym, że zainteresowanie prokuratury trzynastoma byłymi wysokimi urzędnikami z rządu Julii Tymoszenko nie ma nic wspólnego z polityką, a jest wyłącznie potwierdzeniem konsekwencji w walce z korupcją, nie wzbudzają zaufania. Przede wszystkim dlatego, że na Ukrainie nie ma prawdziwie niezależnego sądownictwa. System prawny został złamany już przez poprzednie ekipy, a „pomarańczowi” przyłożyli do tego sporo wysiłku. Z tej perspektywy udzielenie azylu Bohdanowi Danyłyszynowi przez Czechy jest w pełni uzasadnione. Jest to – póki co – najsilniejsze uderzenie w reputację obecnej władzy. Za granicę nie uciekł były minister spraw wewnętrznych, lider Ludowej Samoobrony i jeden z „komendantów polowych” Majdanu z 2004 roku Jurij Łucenko, chociaż jego współpracownicy podobno rekomendowali mu takie rozwiązanie. W konsekwencji od grudnia przebywa w areszcie.

Tymoszenko twierdzi, że Janukowyczowi nie uda się jej zmusić do opuszczenia kraju i niemal codziennie przychodzi do prokuratury, aby zapoznać się z wielotomowymi aktami w swojej sprawie. – Jak do pracy – zauważa.

Łukaszenizacja Ukrainy?
Nikt nie twierdzi, że oskarżeni o nadużycia są „czyści”, wręcz przeciwnie: wiele informacji wskazuje, że dochodziło do licznych naruszeń. Z tym że „konsekwentna” walka z korupcją musiałaby dotknąć nie tylko opozycji, ale również własnych szeregów – deputowanych, członków rządu, przedstawicieli prokuratury, sądów, milicji i tak dalej. Więcej o „zdecydowanej” walce z korupcją mówi brak zgody na przyjęcie Ustawy o korupcji, która zmuszałaby osoby publiczne do ujawniania pełnych informacji majątkowych. Tym samym słowa Hanny Herman o tym, że organizacja Freedom House zbyt surowo ocenia problemy z demokracją na Ukrainie, nie brzmią przekonywająco.

To, co się dzieje aktualnie nad Dnieprem, może wkrótce skończyć się bólem głowy dla Polski, zwłaszcza z perspektywy jej prezydencji w Unii Europejskiej. Obecnie polskie władze są pochłonięte sytuacją na Białorusi. Z ukraińskiej perspektywy wygląda to na brak zainteresowania lub na brak strategii wobec Ukrainy. A tymczasem niektórzy z ukraińskich ekspertów alarmują, że już wkrótce za wschodnią granicą Polski może pojawić się reżim przypominający białoruski. Chociaż takie prognozy wydają się zbyt pesymistyczne, to potrzebne jest pisanie różnych scenariuszów dla Ukrainy, w zależności od rozwoju sytuacji w tym państwie.

Piotr Andrusieczko

Polecamy inne artykuły autora: Piotr Andrusieczko
Powrót
Najnowsze

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu