Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Prawdziwy Kaukaz – Kadyrow czy dżiny?
2011-01-29
Zbigniew Rokita
Matrioszek jest zawsze kilka – w większej mniejsza, potem jeszcze mniejsza i tak dalej. Tak samo z matrioszką dagestańską i czeczeńską. Pierwsza wygląda jak Rosjanka. A czy kolejne różnią się od niej? Opisywana w książce kobieta łącząca w Rosji rozmowę z Dagestanem zapytała: „a to rozmowa zagraniczna, tak?”. Może jednak wszystko nie jest takie czarno-białe i rzeczywiście matrioszek jest wiele? Może Czeczenia i Dagestan a Rosja to dwie różne rzeczy? Może ta pierwsza matrioszka to trochę „ściema”?

Nasze pierwsze skojarzenia z Czeczenią. Kto tam mieszka? Źli muzułmańscy terroryści. Co robią? Na zmianę porywają, strzelają i wysadzają coś w powietrze. Zależy, którą nogą wstaną rano z łóżka. Po co? Do końca w sumie nie wiadomo. Chyba chcą mieć swoje państwo. A co z Dagestanem? Jest blisko, więc pewnie tam jest tak samo. Skąd to wiemy? Tak się mówi, tak słyszeliśmy.

W Matrioszce w hidżabie autorzy na nowo odpowiadają na te pytania. Skąd wiedzą, jak jest naprawdę? Byli tam nie raz. Rozmawiali z ludźmi, za ich radą unikali dżinów (lepiej nie wypróżniać się do dziury w ziemi, bo może być zamieszkała przez dżina, ostrzegł mnie jeden z kaukaskich znajomych!) i mieli masę przygód. Jednym słowem, na własnej skórze doświadczyli tego, o czym piszą. Autorami książki są Iwona Kaliszewska i Maciej Falkowski. Kim są? Kaliszewska jest etnologiem zajmującym się Dagestanem i Czeczenią. Falkowski, obecnie dyplomata w Erywaniu, przez wiele lat pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich, zajmując się Kaukazem i Azją Centralną. Mogą więc obalić istniejące mity. I to właśnie stanowi największą wartość książki – demityzacja Kaukazu! Jakie są główne stereotypy dotyczące tego regionu?

Mit pierwszy – Kaukaz to Kaukaz, jest monolitem, nie jest wewnętrznie zróżnicowany. Na przykład, jeśli Abchazowie, Osetyńcy czy Ormianie karabascy chcą niepodległości, oznacza to, że na Kaukazie każda wioska chce żyć na własny rachunek. Kłamstwo! Jeśli w Czeczenii i Inguszetii często dochodzi do aktów terrorystycznych, oznacza to, że generalnie na Kaukazie jest niebezpiecznie. Kłamstwo! Autorzy pokazują, że nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka, bo różnice dostrzega się na każdym kroku – między państwami, narodami, rodami czy ludźmi. Dotyczy to na przykład duchowości. Książka świetnie przedstawia odmienności w pojmowaniu sfery nadprzyrodzonej, religii wśród społeczności dagestańskich i czeczeńskich. Podróżując z autorami, spotkamy szejcha (przywódcę religijnego), który potrafi przemieszczać się w czasie i przestrzeni. Nie wierzycie? Umiejętności potwierdza certyfikat wiszący na ścianie. Dla leniwych Europejczyków szejch przygotował również zaświadczenie w formie elektronicznej. Dlaczego więc, potrafiąc takie cuda, podróżuje wielkim dżipem? Kiedy indziej można wysłuchać opowieści dotyczących dobrych i złych dżinów, czasami porządnie dającym ludziom w kość. W tej mozaice kaukaskiej swoje miejsce mają również wahabici, czyli muzułmanie surowo przestrzegający koranicznych wymogów, postulujący powrót do „czystego islamu”.

Mit drugi – na Kaukazie są źli, niebezpieczni ludzie! Z jednej strony rosyjskie służby siłowe (wojsko, pogranicznicy, milicja), a z drugiej – górale terroryści. Znowu kłamstwo! Idąc takim tokiem myślenia, dopuszczamy się dwóch nadużyć. Zapominamy o zwykłych, niezaangażowanych w polityczne i wyznaniowe spory ludziach. Ze stron książki wyłania się ich obraz jako gościnnych, mądrych i pomocnych osób. Wyciągamy również za daleko idące wnioski. Wielką zaletą reportaży Kaliszewskiej i Falkowskiego jest pokazanie aktorów konfliktu w Czeczenii i Dagestanie takich, jacy są naprawdę, nie tylko przez pryzmat wybuchów, porwań i strzelanin. Okazuje się, że rosyjski żołnierz wcale nie jest zadowolony z faktu, że musi patrolować ulicę Groznego. Poznajemy dziewiętnastoletniego chłopaka, może z Kaliningradu, może z Pskowa albo Petersburga. Pewnie zostawił dziewczynę, tranzystorowe radyjko i dostał przydział nie wiadomo gdzie. Podobnie jak wspomniana telefonistka, prawdopodobnie nie wie nawet, czy dalej jest w Rosji. Wszyscy w mieście, widząc go, przechodzą na drugą stronę ulicy – w końcu ten młody żołnierz jest potencjalnym celem ataku terrorystycznego. Może też trochę za nim nie przepadają – „czego u nas szuka, nam dobrze”. A on trzęsie portkami i ma gdzieś Putinowską „dbałość o zaprowadzenie konstytucyjnego porządku w republikach Kaukazu Północnego”. A kto stoi po drugiej stronie barykady? Niejednokrotnie wykształcona dziewczyna, trochę nieakceptowana przez otoczenie i szukająca sensu życia, który znalazła w ortodoksyjnym islamie. Albo chłopak, który musi ukrywać swoje poglądy, żeby nie stać się obiektem kpin albo represji. W tym celu trzyma zawsze do połowy pełną flaszkę w lodówce. W razie kontroli pokaże, że on „narmalnyj cieławiek, napitsja toże lubit”. Autorzy nie wartościują, nie mówią, że ktoś robi dobrze, a ktoś źle. Ale piękne jest to, że pokazują tych ludzi takimi, jacy są na co dzień, i po co robią to, co robią.

Inne mity? Na przykład status żenszcziny. Kobieta muzułmanka kojarzy się z nieszanowaną, gnębioną przez mężczyzn. Czytamy z jednej strony opowieść o polach, które przez górzyste ukształtowanie terenu trudno uprawiać. Jak opowiada rozmówca, ani traktor, ani nawet byk nie dadzą rady. I co z tym fantem zrobić? Babę posłać! A jak skończy to do Rostowa po cebulę. Ale nic nie jest czarno-białe, bo w innym miejscu dowiadujemy się, że coraz więcej kobiet zajmuje się przemytem. A dlaczego? Jeśli milicja lub celnicy znaleźliby przy mężczyźnie jakąś kontrabandę, to spuszczono by mu porządny łomot. Z kobietą jest inaczej – na Kaukazie, szczególnie w krainach tradycyjnie muzułmańskich, każdy zastanowi się dwa razy, zanim wyrządzi kobiecie krzywdę – cieszą się one bowiem szczególnym poważaniem.

Problemów poruszonych w książce jest cała masa. Opowiedziane są za pomocą anegdot: czy to o wpadkach przy kontakcie z innymi kulturami, czy o grupce gapiów oglądających z nudów obstrzał budynku opanowanego przez terrorystów. Poznajemy bohaterów dzisiejszych konfliktów kaukaskich jako znajomych od kieliszka, a nie przez kulturowe archetypy. Dowiadujemy się wreszcie, że często owe konflikty pozostają na marginesie życia codziennego, gdzie o wiele ważniejsze niż abstrakcyjna dla niektórych niepodległość, jest przygotowanie rytualnego baranka na kolację czy wyswatanie córki przez rodziców za pomocą internetowych czatów. Zachęcam do odbycia podróży po Czeczenii i Dagestanie z Iwoną Kaliszewską i Maciejem Falkowskim.

Zbigniew Rokita


Iwona Kaliszewska, Maciej Falkowski, Matrioszka w hidżabie. Zbiór reportaży z Dagestanu i Czeczenii, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2010

Powrót
Najnowsze

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu