Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosyjska gorączka sztuki
2011-03-02
Wojciech Konończuk
Nowa elita finansowa Rosji szybko stworzyła wspaniałe kolekcje sztuki. Dla większości bogaczy jest to rozrywka, pójście za trendem, ewentualnie dobra inwestycja. Powstała również niemała grupa kolekcjonerów świadomych, nazywana przez rosyjskie media „oświeconymi”. Pojawienie się Rosjan zatrzęsło międzynarodowym rynkiem sztuki.

Rosja ma wielkie tradycje kolekcjonowania sztuki. Siergiej Szczukin, Iwan Morozow i Paweł Tretiakow należeli do najwybitniejszych kolekcjonerów w Europie przełomu wieków XIX i XX. W okresie komunizmu na prywatne zbiory mogli sobie pozwolić nieliczni, tradycja więc podupadła. Dopiero po 1991 roku w Rosji ponownie zaczął się rozwijać rynek sztuki, a Rosjanie znowu mogli nabywać dzieła. Działo się to na taką skalę, jakby próbowali nadrobić stracony czas. Szczególnie w ostatnich latach Rosję ogarnęła prawdziwa gorączka posiadania dzieł sztuki. Kolekcjonowanie sztuki dawnej i współczesnej stało się jednym z ulubionych zajęć bogatych Rosjan, modą, jakby kolejną ich „zabawką”. Kupno obrazu, szczególnie najsławniejszych artystów, daje bowiem możliwość szybkiego wydania wielkiej sumy pieniędzy oraz zaprezentowania przed innymi swoich możliwości finansowych. I co najważniejsze – posiadanie kolekcji uznaje się za istotny wyznacznik statusu finansowego i społecznego. Sztuka, jak każde dobro luksusowe, stała się w Rosji towarem pożądanym przez wielu bogaczy. W rezultacie powstała tam prawdziwa armia kolekcjonerów. Rynek rosyjski jednak szybko okazał się dla nich niewystarczająco zasobny w dzieła sztuki najwyższej klasy. Rosjanie stali się więc jednymi ze znaczniejszych klientów wielkich domów aukcyjnych.

Rosjanie szturmują aukcje
Pojawienie się rosyjskich kolekcjonerów stało się w ostatnich dziesięciu latach jedną z najbardziej zauważalnych tendencji na międzynarodowym rynku sztuki. Przede wszystkim Rosjanie, gotowi zapłacić każde pieniądze za interesujący ich obraz czy inny zabytkowy przedmiot, wywindowali ceny. Jeśli nawet nie popsuli rynku, to mocno nim zachwiali, stając się jednymi z najbardziej wpływowych graczy na rynku aukcyjnym. Dość powiedzieć, że według rankingu rosyjskiego „Forbes’a” z 2010 roku majątek sześćdziesięciu dwóch (!) Rosjan wart jest co najmniej miliard dolarów i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że większość z nich „kolekcjonuje”. Pokazuje to skalę rosyjskich możliwości finansowych. Zachodni marszandzi twierdzą, że Rosjan interesuje każdy rodzaj sztuki – od malarstwa dawnego i ikon, przez impresjonizm i postimpresjonizm, po sztukę współczesną. Najbardziej kochają oczywiście sztukę rosyjską. Od kilku lat każdej wiosny i jesieni dosłownie setki rosyjskich kolekcjonerów i marszandów pielgrzymują do Londynu na tradycyjne kilkudniowe aukcje sztuki rosyjskiej najważniejszych domów aukcyjnych świata (Sotheby’s, Chritie’s MacDougall, Bonham’s). Największe z nich zresztą w ostatnim czasie otworzyły również swoje przedstawicielstwa w Moskwie. Rosjanie są zwykle jednymi z głównych kupujących na Art Basel, prestiżowych targach sztuki współczesnej. Skalę zainteresowania sztuką pokazuje też liczba pięćdziesięciu tysięcy odwiedzających cykliczne Moskiewskie Światowe Targi Sztuki.

W krótkim czasie nowa rosyjska elita finansowa stworzyła wspaniałe kolekcje. Dla jej większej części jest to głównie rozrywka, pójście za trendem, ewentualnie dobra inwestycja, jednak powstała również niemała grupa świadomych wielbicieli sztuki, nazywana przez niektóre rosyjskie media „oświeconymi”, którzy kontynuują najlepsze tradycje przedrewolucyjnego rosyjskiego kolekcjonerstwa. Zjawiskiem towarzyszącym tej obsesji na punkcie kolekcjonerstwa jest wysyp w Moskwie prywatnych galerii i centrów sztuki współczesnej, pokazujących prace młodych artystów i nowe prądy artystyczne. Głównym zadaniem tych miejsc jest jednak organizowanie wernisaży, będących bardziej okazją do spotkań towarzyskich niż do dyskusji o sztuce. Jakiś czas temu „The Economist” drwił, że bogate Rosjanki żądają od swoich mężów nie diamentów, a prywatnej galerii sztuki. Najbardziej znanym takim miejscem jest Centrum Kultury Współczesnej „Garaż”, finansowane przez Romana Abramowicza, jednego z najbogatszych Rosjan.

Rosjanie pojawili się na międzynarodowym rynku sztuki na dużą skalę około 2004 roku, co nie przypadkiem nałożyło się na obserwowany wówczas wzrost cen surowców na rynkach światowych. Imperia rosyjskich oligarchów w większości powstały przecież dzięki sprywatyzowanemu po 1991 roku sektorowi surowcowemu. Rosyjska gorączka sztuki pokazuje, na co przeznaczane są rosyjskie „petrodolary”, i może być jeszcze jednym lustrem, w którym odbija się elita rządząca Rosją.

Nuworysze...
Zachowanie typowego rosyjskiego kolekcjonera na międzynarodowej aukcji sztuki przypomina działanie nuworysza i sprowadza się do prostej zasady: „kupować najdroższe”. Oczywiście, często najdroższe nie oznacza – najlepsze. Większość rosyjskich „kolekcjonerów” nie potrafi jednak tego ocenić, bo nie zawsze rozróżnia dzieło Pabla Picassa od obrazu Salvadora Dalego. Dlatego wynajmują oni odpowiednich doradców, którzy podpowiedzą, co najlepiej kupić. Dzieła sztuki nabywane na zachodnich aukcjach służą następnie do dekoracji podmoskiewskich rezydencji lub domów w dobrej dzielnicy Londynu czy na francuskiej riwierze. Przy takim zapotrzebowaniu trudno się dziwić, że w rekordowym 2007 roku aukcje sztuki rosyjskiej Sotheby’s i Christie’s przyniosły trzysta dwadzieścia cztery miliony dolarów obrotu. Około trzydziestu procent wszystkich kupujących na jednej z największych w ostatnich latach aukcji impresjonizmu i modernizmu w 2009 roku (Christie’s w Nowym Jorku) pochodziło z Rosji lub pozostałych krajów poradzieckich. Wśród ich nabytków znalazły się obrazy między innymi Franza Marka (dwadzieścia pięć milionów dolarów), Paula Signaca (sześć milionów), Camille’a Pissarro (pięć milionów) i Aleksieja Jawleńskiego (osiemnaście milionów).

Istnieje również grupa, która sztukę traktuje przede wszystkim jako inwestycję. W trakcie hossy na rynku sztuki marszandzi i różnego rodzaju doradcy wskazywali konkretne dzieło sztuki, sugerując kupno za każdą cenę, bo przecież w przyszłości i tak wzrośnie ona kilkukrotnie. Rzeczywiście, Rosjanie pobili wiele rekordów cenowych za obrazy słynnych malarzy. W 2006 roku Borys Iwaniszwili, oligarcha pochodzenia gruzińskiego, kupił na aukcji Sotheby’s w Nowym Jorku obraz Dora Maar z kotem Picassa za 95,2 miliona dolarów. Nikt wcześniej nie zapłacił więcej za obraz tego artysty. Niewiele droższych od niego dzieł sztuki znajduje się w prywatnych rękach. Rosjanie kupują nie tylko obrazy, ale i zabytkowe meble, wyroby artystyczne z cennych metali lub porcelanę. Tę ostatnią upodobała sobie Jelena Baturina, żona byłego mera Moskwy Jurija Łużkowa i wciąż najbogatsza kobieta w Rosji, która kolekcjonuje carską porcelanę i do niedawna była częstym gościem londyńskich aukcji.

Rosjanie wywindowali ceny przede wszystkim malarzy rosyjskich XIX i XX wieku. Dotyczy to zarówno słynnych twórców mieszkających w Rosji (Ilja Repin, Walientin Sierow, Iwan Szyszkin, Borys Kustodijew, Kuźma Pietrow-Wodkin, Kazimierz Malewicz czy Piotr Konczałowski), jak i tych z Rosją związanych z racji urodzenia, bez których trudno wyobrazić sobie sztukę światową (Marc Chagall, Chaim Soutine, Mark Rothko, Wassily Kandinsky). W rezultacie rosnącego popytu dzieła rosyjskich malarzy należą dzisiaj do najdroższych na świecie. Dobrze pokazuje to przypadek Natalii Gonczarowej, słynnej awangardowej artystki rosyjskiej, która niespodziewanie pół wieku po swojej śmierci stała się najdroższą malarką na świecie, a ceny jej obrazów sięgnęły dziesięciu milionów dolarów.

Fenomen współczesnego kolekcjonerstwa dobrze oddaje przykład rosyjskiego oligarchy Romana Abramowicza. Kilka lat temu zaczął on kolekcjonować dwudziestowieczną sztukę, wyznając zasadę, że jak się do czegoś weźmie, to musi być „pierwszy” (klub piłkarski Chelsea Londyn), „największy” (jacht Eclipse), „najlepszy” (kolekcjoner). „ARTnews”, najstarsze na świecie pismo o sztuce, szybko uznało go za jednego z dziesięciu największych żyjących kolekcjonerów. Tajemnica sukcesu Abramowicza jest wprost proporcjonalna do zasobności jego konta. Abramowicz szczególnie upodobał sobie twórczość Francisa Bacona i Luciana Freuda i najprawdopodobniej to on odpowiedzialny jest za wzrost cen ich prac. W 2008 roku na aukcji Christie’s nabył Tryptyk Bacona za 86,3 miliona dolarów i estetycznie dwuznaczną Śpiącą pracownicę społeczną Freuda z 1995 roku za 33,6 miliona dolarów. Kolekcjonuje on ponadto dzieła Alberto Giacomettiego – za jedną z jego rzeźb zapłacił niedawno czternaście milionów euro. Prasa spekulowała również, że Abramowicz jest anonimowym nabywcą, który za trzysta dziesięć milionów dolarów kupił w 2009 roku kolekcję obrazów Marka Rothko, której właścicielem był wcześniej finansista Ezra Merkin, bliski współpracownik Bernarda Madoffa. W zeszłym roku zbiory były pokazywane w należącym do Abramowicza i jego partnerki Darii Żukowej moskiewskim „Garażu” (patrz niżej). Z jednej strony szastający pieniędzmi Abramowicz wywołuje pogardliwy uśmiech wśród elit zachodnich, których częścią chce się stać i którym trudno jest zaakceptować rosyjskiego nuworysza. Z drugiej – jego kolejne hobby, jak piłka nożna czy sztuka, i relacjonowana przez prasę bulwarową działalność wzbudzają skrywany podziw.

Sztukę kolekcjonują nie tylko słynni przedsiębiorcy, ale również... mafiosi. W świetnym filmie dokumentalnym o rosyjskiej mafii Wory w zakonie (2010) jeden z bohaterów, Leonid Biłunow, z dumą pokazuje swoją kolekcję dzieł sztuki, do których należy oryginalna piętnastowieczna ikona Andrieja Rublowa.

... i patrioci
Dla niektórych oligarchów kupno sztuki może być swoistą manifestacją patriotyzmu i postawy obywatelskiej czy po prostu usprawiedliwieniem dla bogactwa. Sztandarowym tego przykładem jest magnat metalurgiczny Aliszer Usmanow, który w 2007 roku wykupił na aukcji Sotheby’s całą kolekcję słynnego wiolonczelisty Mścisława Rostropowicza i jego żony Galiny Wiszniewskiej. Cena była tajemnicą, ale wartość czterystu pięćdziesięciu dzieł sztuki, głównie rosyjskiej, oszacowana została na około siedemdziesiąt dwa miliony dolarów. Moskiewska prasa spekulowała wówczas, że Usmanow, który nie był wcześniej znany jako miłośnik sztuki, spełnił „prośbę” Władimira Putina. Jakby na potwierdzenie tych domysłów po kilku miesiącach miliarder przekazał kolekcję w darze Pałacowi Konstantynowskiemu w Strelnie pod Petersburgiem, ulubionej rezydencji ówczesnego prezydenta Rosji.

Wcześniej „patriotycznym” nabytkiem wykazał się Wiktor Wekselberg, jeden z akcjonariuszy koncernu naftowego TNK-BP, który w 2004 roku na aukcji Sotheby’s wykupił od rodziny Forbesów kolekcję jaj Fabergé. Ich twórca, Peter Carl Fabergé, był carskim złotnikiem, a jego dzieła, wcześniej należące do Romanowych, uległy rozproszeniu po rewolucji. Wekselberg za „jedyne” sto dziesięć milionów dolarów stał się właścicielem aż jedenastu jaj Fabergé. Jego fundacja oświadczyła, że ich wykupienie to „powrót do Rosji cennych przedmiotów kultury, wywiezionych za granice kraju w XX wieku”.

Innym miłośnikiem Fabergé jest Aleksander Iwanow, który w 2007 roku kupił jajo z kolekcji Rothschildów za „jedyne” 18,5 miliona dolarów. Ten mało znany biznesmen dorobił się na sprzedaży komputerów w końcu lat osiemdziesiątych XX wieku, a następnie zajął się handlem antykami. Dzisiaj jest posiadaczem największej na świecie prywatnej kolekcji dzieł Fabergé i innych zabytkowych wyrobów jubilerskich, której wartość szacowana jest na co najmniej dwa miliardy dolarów. Swoje zbiory planował wystawić w prywatnym muzeum w Moskwie, otworzył je jednak w 2009 roku w Baden-Baden. W niedawnym wywiadzie dla „The Independent” Iwanow tłumaczył, że nie powiodło mu się w Rosji z powodu „masy barier administracyjnych i ciągłej zależności od kogoś. Nie ma pewności, że kolekcja będzie chroniona od zakusów państwa lub bandytów”.

Popyt na obrazy, szczególnie wielkich rosyjskich malarzy XIX wieku, przewyższa ich podaż. Rynek próbuje sprostać zapotrzebowaniu, dlatego prawdziwą plagą stały się falsyfikaty. Model jest prosty. Fałszerz kupuje oryginalny obraz drugo- lub trzeciorzędnego XIX-wiecznego malarza niemieckiego, austriackiego czy duńskiego za sumę od tysiąca do pięćdziesięciu tysięcy dolarów i po jego „rusyfikacji”, czyli naniesieniu odpowiedniej sygnatury, sprzedaje za cenę nawet kilkuset tysięcy dolarów. Czasami o pasji kolekcjonerskiej niektórych biznesmenów robi się głośno, gdy stają się oni ofiarą fałszerzy. W ubiegłym roku spotkało to miliardera Wiktora Wekselberga – okazało się, że kupiony przez niego w 2005 roku na aukcji Christie’s za 2,9 miliona dolarów obraz Odaliska Borysa Kustodijewa jest umiejętnym falsyfikatem.

Kolekcjonerzy oświeceni
Niezależnie od panującej w Rosji „mody na sztukę” w ostatnich kilkunastu latach pojawiła się wcale niemała grupa świadomych kolekcjonerów, którzy kupują dzieła sztuki nie na pokaz, ale z pasji i potrzeb estetycznych. Podobnie jak ich wielcy przedrewolucyjni poprzednicy, dysponują nie tylko odpowiednimi możliwościami finansowymi, ale i wiedzą połączoną z dobrym smakiem. Można ich znaleźć zarówno wśród miłośników sztuki dawnej, jak i współczesnej, którzy odkrywają nowe nazwiska, stają się mecenasami nieznanych na razie artystów. Podobnie jak Siergiej Szczukin był mecenasem młodego Henriego Mattise’a. Jak na razie niemal wszyscy trzymają swoje oszołamiające kolekcje w zamknięciu. Zastanawiać może, że w Moskwie po 1991 roku powstało tylko jedno, niewielkie prywatne muzeum, specjalizujące się przy tym w sztuce nowej.

Do kategorii kolekcjonerów „oświeconych” należy Piotr Awen, szef i jeden z głównych akcjonariuszy Alfa-Banku, największej w Rosji prywatnej instytucji finansowej. Jego zbiory malarstwa rosyjskiego przełomu wieków XIX i XX uznawane są za najważniejszą prywatną kolekcję w Rosji. W niedawnym wywiadzie dla rosyjskiego pisma „Art+Auction” Awen zdradził: „Jeśli zdecyduję, aby coś kupić, to nie stawiam sobie żadnych granic, dla mnie nie jest to kwestia pieniędzy”. Tajemnica jego sukcesu tkwi jednak nie tylko w wielkich możliwościach finansowych, ale i w tym, że zaczął kolekcjonować obrazy jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, przed szalonym wzrostem cen dzieł sztuki i jako jeden z pierwszych rosyjskich miliarderów, a więc nie miał konkurencji. Dzisiaj jego kolekcja (między innymi obrazy Michaiła Wrubla, Natalii Gonczarowej, Walentina Sierowa, Konstantina Korowina) może z powodzeniem rywalizować ze zbiorami z muzeów państwowych, a Awen wyrobił sobie opinię „jednego z najbardziej kulturalnych miliarderów w Rosji”, jak oceniła go BBC.

Drugim przykładem może być Wiaczesław Kantor, magnat chemiczny i przewodniczący Rosyjskiego Kongresu Żydowskiego, co jest w tym kontekście o tyle ważne, że kolekcjonuje on wyłącznie prace rosyjskich artystów pochodzenia żydowskiego. W 2009 roku po raz pierwszy pokazał publicznie część swojej wielkiej, choć zebranej zaledwie w ciągu dziesięciu lat, kolekcji. Znalazły się w niej dzieła: Marca Chagalla, Chaima Soutine’a, Amedeo Modiglianiego, Marka Rothko, Ilii Kabakowa – czyli absolutnej ekstraklasy światowej. Kantor jest również „współwinny” wzrostowi cen obrazów tych malarzy, między innymi kupił Siedzącą dziewczynę w czarnym ubraniu Modiglianiego za 15,6 miliona dolarów, Obdartego ze skóry Soutine’a za 13,8 miliona czy Żuka Kabakowa za 5,8 miliona dolarów, co było rekordem cenowym za powojenną pracę rosyjskiego malarza. Ze swoich czterystu obrazów Kantor stworzył prywatne Muzeum Awangardowych Mistrzów z siedzibą w Genewie, które jednak na razie muzeum jest tylko z nazwy, gdyż zbiory udostępniane są wyłącznie na wystawach czasowych.

Rosjanie kolekcjonują nie tylko obrazy, na przykład biznesmen Maksim Wiktorow jest posiadaczem unikalnej kolekcji starych skrzypiec, w tym oryginalnych instrumentów wielkich muzyków (między innymi Niccola Paganiniego). Oprócz znanych kolekcjonerów istnieje też spora liczba takich, którzy nie chwalą się swoimi zbiorami, woląc – również dla bezpieczeństwa – pozostać anonimowi. Opinia publiczna dowiaduje się o ich kolekcjach przypadkiem, czasem przy okazji kradzieży, jak było na przykład w styczniu 2011 roku, kiedy obrabowano podmoskiewską rezydencję Aleksandra Tarancewa, szefa firmy Russkoje Zołoto. Skradziono między innymi obrazy Iwana Ajwazowskiego, Ilii Repina, Iwana Szyszkina i inne dzieła sztuki, których część miała należeć niegdyś do rodziny carskiej. Straty wyceniono na pięćdziesiąt milionów dolarów.

Garaż Abramowicza
Od września 2008 roku jednym z najmodniejszych miejsc w Moskwie jest Centrum Kultury Współczesnej „Garaż” z siedzibą w zabytkowej zajezdni autobusowej z 1927 roku. Jego właścicielką jest modelka i projektantka mody Daria Żukowa, sponsorem zaś jej partner i jeden z najbogatszych Rosjan – Roman Abramowicz. Na 8,5 tysiącach metrów kwadratowych znajdują się przestrzeń wystawiennicza, świetnie zaopatrzona księgarnia, sala kinowa, medioteka, kawiarnia. Garaż nie jest muzeum, ale galerią organizującą wystawy czasowe najgłośniejszych artystów XX i XXI wieku. W ciągu nieco ponad dwóch lat istnienia Żukowa i Abramowicz zorganizowali jedną z największych na świecie w ostatnich latach ekspozycji prac Marka Rothko i Ilii Kabakowa oraz wystawy Carstena Höllera i Takashi Murakami. Wiele z tych wernisaży stało się wydarzeniami o międzynarodowym znaczeniu. Pod względem rozmachu działania, umiejętności pozyskiwania największych artystów i niemal nieograniczonych możliwości finansowych Garaż nie ma w Rosji konkurencji, włączając w to galerie państwowe. Nowoczesny mecenat czy zachcianka obrzydliwie bogatych? Żukowa w jednym z wywiadów przyznała: „Nie studiowałam historii sztuki, nie pamiętam nazwisk artystów. Lubię jednak obrazy i je pamiętam” (za: „New York Times”). Otoczenie się profesjonalnymi doradcami i pieniądze Abramowicza pozwoliły jednak stworzyć ważne miejsce na kulturalnej mapie Moskwy, określane nawet „rosyjską odpowiedzią na Tate Modern” („Guardian”). Zresztą wygląda na to, że jego twórcom od początku przyświecał taki zamysł. Garaż odwiedzają nie tylko miłośnicy sztuki, ale i publiczność glamour, zainteresowana nie tyle nową wystawą, ile chęcią pokazania się w modnym miejscu. Przy okazji swojego wernisażu Ilja Kabakow, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, nazwał ich... „różowym gnojem”.

Garaż jest najbardziej znanym miejscem prezentacji sztuki współczesnej w rosyjskiej stolicy, ale nie jedynym. Większe pod względem powierzchni jest działające od 2007 roku Centrum Sztuki Współczesnej „Winzawod”, założone przez biznesmena Romana Trocenkę. Na około dwudziestu tysiącach metrów kwadratowych przestrzeni pofabrycznej znajdują się trzy wielkie sale wystawiennicze (obecnie jest tam prezentowana sztuka Korei Północnej) i kilka czołowych rosyjskich galerii, w tym Regina, XL, Proun i galeria Marata Gelmana. Ta ostatnia jest o tyle ciekawa, że jej prowadzący to nie tylko znany rosyjski kolekcjoner, ale i politolog, jeden z doradców Wiktora Janukowycza w trakcie pomarańczowej rewolucji. W sztuce współczesnej specjalizuje się również galeria Baibakov Art Projects z siedzibą w dawnej fabryce czekolady Krasnyj Oktiabr, należąca do Olega Baibakowa, potentata na rynku nieruchomości i kolekcjonera, który w zeszłym roku wspólnie ze swoją dwudziestotrzyletnią córką został uznany przez „ARTnews” za jednego z dwustu najważniejszych kolekcjonerów na świecie.

Inny charakter ma powstałe cztery lata temu Muzeum Sztuki Aktualnej Art4.ru, jedyne prywatne muzeum w Moskwie. Jego ekscentryczny właściciel Igor Markin dorobił się na produkcji wyrobów z plastiku i zaczął z prawdziwą pasją kolekcjonować rosyjską sztukę współczesną. Jego celem jest, jak sam twierdzi, okrycie swojego muzeum sławą na miarę Galerii Tretiakowskiej. Choć jest ono niewielkie pod względem powierzchni (sześćset metrów kwadratowych), to znane ze swojej otwartości na zwiedzających i z liberalnych reguł (można pić alkohol i żuć pestki). Markin ma przy tym dobrą prasę. Dziennik „Wiedomosti” pisał o nim: „Gdzie są nasi nowi Tretiakowowie i Morozowowie? On jest właśnie taki – kolekcjoner sztuki współczesnej z pasją, charakterem i ambicjami, oświecony dyletant tracący pieniądze na sztukę, a nie zarabiający na niej, który zbudował dla swoich imponujących zbiorów ogólnie dostępne (choć płatne) muzeum”.

Garażem, Winzawodem, Baibakov Art Projects i Art4.ru lista moskiewskich miejsc prezentacji sztuki oczywiście się nie wyczerpuje. Istnieje wiele innych prywatnych galerii, mniejszych, ale również odnoszących sukcesy, choćby Fundacja Jekatierina czy istniejąca od 1991 roku Fundacja Sztuki Kolodzei. Gorączka sztuki udziela się również rosyjskiej prowincji. W zeszłym roku w Petersburgu powstało Nowe Muzeum Sztuki Współczesnej założone przez Asłana Czechojewa. Dobrze zapowiada się również otwarte niedawno Permskie Muzeum Sztuki Współczesnej, głównie dzięki staraniom senatora i biznesmena Siergieja Gordijewa. W Rostowie nad Donem od kilku miesięcy działa Centrum Sztuki Współczesnej „Fabryka Tytoniu”, a w Samarze Leonid Michelson, szef i główny akcjonariusz koncernu gazowego Nowatek oraz kolekcjoner, stworzył Galerię Wiktoria zajmującą się wspieraniem i prezentacją rosyjskiej sztuki.

Niedawny kryzys finansowy przygasił nieco ambicje rosyjskich kolekcjonerów, którzy stali się mniej aktywni na międzynarodowych aukcjach sztuki. Ta „zadyszka” wydaje się jednak chwilowa. W Rosji widać ożywienie gospodarcze, ceny surowców znowu zaczęły rosnąć, a rosyjski kapitał prywatny nadal szerokim strumieniem wypływa poza granice kraju, szukając bezpiecznych przystani (w zeszłym roku wywieziono 38,3 miliarda dolarów). Kupno sztuki natomiast jest i będzie jednym z najbardziej atrakcyjnych sposobów inwestycji. Nie wygląda więc na to, aby Rosjanie zrezygnowali z kolekcjonowania lub aby moda się odwróciła. Być może rosyjska gorączka sztuki nieco osłabła, ale temperatura wciąż jest wysoka.

Wojciech Konończuk jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich.

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Nowa Europa Wschodnia” 2/2011.

Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu