Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Janukowycz musi zejść na ziemię (cz. 2)
2011-03-09
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko
Zobacz także:
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko  Janukowycz musi zejść na ziemię (cz.1)

Jakie są prognozy dalszego rozwoju sytuacji na Ukrainie?


Prognozować można zależnie od tego, jaki będzie finał spraw kryminalnych prowadzonych przeciw przedstawicielom poprzedniego rządu – czy będzie sąd nad Julią Tymoszenko, czy nie. Jeśli tak, to jej działania będą ulegać radykalizacji. Jeśli nie, to obierze bardziej spokojną taktykę i rozpocznie aktywniejszą działalność na rok przed wyborami. To znaczy, że sytuacja może rozwijać się spokojnie do jesieni bieżącego roku. Tymoszenko będzie czekała na spadek poparcia dla Janukowycza, należy bowiem spodziewać się niepopularnych kroków ze strony władzy. A jesienią opozycja spróbuje wziąć inicjatywę w swoje ręce, bo rok przed wyborami rozpoczyna się kampania wyborcza. Do tego istotne będą zmiany dotyczące systemu emerytalnego, podwyższenie opłat komunalnych, reformy opieki zdrowotnej. W tych kwestiach opozycja może odgrywać rolę prowokatora społecznego gniewu.

Opozycja może się zjednoczyć?

Nie, wszyscy nie są w stanie się zjednoczyć. Ugrupowanie Ołeha Tiahnyboka będzie znajdować się w radykalnej niszy prawicowych sił. Tymoszenko zjednoczy wokół siebie partie, które wchodzą obecnie w skład jej bloku. Następne wybory parlamentarne odbędą się według ordynacji mieszanej i będą mogły brać w nich udział tylko partie, a nie bloki. To również sposób władzy – nastąpi proces grupowania się wokół głównych partii. Trzecią po p { margin-bottom: 0.21cm; } Swobodzie i partii Tymoszenko będzie ugrupowanie na czele z Arsenijem Jaceniukiem, do którego mogą przyłączyć się partie Wiaczesława Kyryłenki (Za Ukrainę!) i Anatolija Matwijenki (Sobor). Do nich dołączy Petro Poroszenko ze swoim ekonomiczno-informacyjnym resursem, a także mniej znaczący politycy, jak Mykoła Katerynczuk czy Anatolij Hrycenko.

Dlaczego nie udało zmienić się Ukrainy po 2004 roku?

To skomplikowane pytanie. Nie wiem dlaczego. Na początku Wiktor Juszczenko myślał, że jak rzuci jakieś hasło polityczne, to ono od razu wejdzie w życie. Zabrakło systemowej pracy, a później rozpoczął się wewnętrzny konflikt w rządzącej ekipie i to prowokowało wszystkie dalsze negatywne zjawiska.

Paradoksem jest to, że Juszczenko największą pomyłkę popełnił pierwszego dnia swojej prezydentury – zaproponował kandydaturę Tymoszenko na stanowisko premiera. Prawdopodobne jest, że gdyby tego nie zrobił, to wszystko w jego karierze politycznej potoczyłoby się inaczej.

To właśnie Tymoszenko była jednym z poważniejszych powodów destabilizacji prezydentury Juszczenki. To zresztą jest zrozumiałe, bo jest indywidualistką i chciała rządzić samodzielnie.

Tymoszenko bardziej cynicznie wykorzystywała podział ról między sobą i prezydentem. Zawsze była ofiarą, a on katem. Reasumując, konflikt wewnętrzny ich niszczył. Juszczenko nie był psychologicznie gotowy do tego, żeby codziennie zajmować się „czarną robotą”. Był raczej osobą wymyślającą manifesty, które wcielać w życie mają inni. Do tego miał słabe otoczenie.

O Janukowyczu mówiono, że nie lubi zajmować się ciężką codzienną pracą i będzie przypominał swojego poprzednika.

Też o tym słyszałem, ale myślę, że Janukowycz ma przede wszystkim efektywniejszą ekipę i bardziej autorytarny charakter, który wywołuje pewne poczucie strachu przed nim. To powoduje, że ludzie skupiają się wokół niego. Wszystkie wewnętrzne konflikty, które na pewno istnieją, nie przedostają się na zewnątrz. Chociaż na przykład ostatnio pogłębia się konflikt pomiędzy grupą doniecką a RosUkrEnergo.

Czy w takim razie istnieje możliwość rozpadu Partii Regionów?

Można powiedzieć, że istnieje wewnętrzna konkurencja w obozie władzy. Za półtora roku będą wybory parlamentarne. Pytanie, kto będzie formułował listy wyborcze. Obecnie Rinat Achmetow kontroluje 60 deputowanych, ale następne wybory odbędą się według mieszanej ordynacji. Jeżeli w ostatnich wyborach Partia Regionów otrzymała 34 procent i zdołała wprowadzić 170 deputowanych, to w następnych, nawet jeśli powtórzy ten wynik, to wprowadzi jedynie 87 deputowanych. Natomiast jeśli otrzyma tylko 25 procent, to uzyska 60 miejsc w parlamencie. I mamy teraz grupę RosUkrEnergo, która zechce na przykład otrzymać 20 miejsc w „przechodniej” części listy wyborczej, Janukowycz zechce 20 i Achmetow 20. To może stać się przyczyną wewnętrznego konfliktu. Poszczególne grupy mogą zająć się poszukiwaniem politycznych satelitów, aby wprowadzić swoich ludzi poprzez Serhija Tihipkę czy Arsenija Jaceniuka. Podział miejsc w parlamencie będzie odbywał się w szarej strefie, rozpoczną się wzajemne oskarżenia. To jednak raczej nie doprowadzi do podziału.

Czy w takim razie można mówić o osłabieniu pozycji Achmetowa? On sam tworzy wizerunek biznesmena dalekiego od polityki.

Tak, jego pozycja słabnie, ale on sam jest jak najbardziej zainteresowany polityką, po prostu nie zajmuje się nią publicznie. Wszystkim opowiada, że nie ma z nią nic wspólnego. W parlamencie nie był ani razu, poza pierwszym posiedzeniem, podczas którego deputowani składali przysięgę, ale w rzeczywistości bierze bardzo aktywny udział w polityce.

A skąd taka siła grupy Firtasza-Lowoczkina?

Stąd, że oni byli ostatnimi, którzy pozostali przy Janukowyczu w 2009 roku. Wtedy toczyły się rozmowy z Tymoszenko i istniał scenariusz, według którego Janukowycz miał zostać prezydentem – z bardzo ograniczonymi pełnomocnictwami – wybranym przez parlament. Tymi, którzy przekonali Janukowycza, by się na to nie zgodził, byli właśnie ludzie z RosUkrEnergo. Namówili go, żeby startował i walczył samodzielnie w wyborach, wierząc w jego sukces. W tym czasie grupa Achmetowa, reprezentowana przez Borysa Kołesnikowa, prowadziła rozmowy z Tymoszenko i była częścią tego procesu negocjacyjnego. Zapewne ta grupa straciła w oczach Janukowycza. Dodatkowo, ze strony Janukowycza, jest to też pewnie próba pozbycia się ludzi, od których był kiedyś zależny. Janukowycz był produktem klanu donieckiego. Achmetow rekomendował go na stanowisko zastępcy gubernatora, potem gubernatora. Teraz Janukowycz chce pokazać, że jest niezależny. To można zrobić drogą wzmocnienia innych grup wpływu, stworzenia balansu.

Dzisiejszy szef administracji Serhij Lowoczkin to Wiktor Medwedczuk z czasów Kuczmy?

Medwedczuk stał się odrażającą figurą. Lowoczkin jest ostrożny, boi się reputacji Medwedczuka. Doświadczenie Medwedczuka pokazało, że po takiej działalności droga prowadzi tylko na polityczny cmentarz. A Lowoczkin chce zostać premierem, a może i prezydentem. W każdym razie ma duże ambicje polityczne. Dlatego unika sytuacji konfliktowych. Nie chce, by jego imię negatywnie się kojarzyło. Stwarza wrażenie otwartego, ale jest to udawana otwartość.

Otoczenie wpływa na prezydenta czy też Janukowycz stara się je kontrolować?

Lowoczkin bezpośrednio na prezydenta wpływać nie może. Podczas spotkania w Administracji Prezydenta dotyczącej omówienia Ustawy o dostępie do informacji byłem świadkiem, jak do Lowoczkina dzwonił Janukowycz. Odczuwalne było to, że Lowoczkin boi się Janukowycza. Rozmawiał z dużym dystansem. To była rozmowa podległego z kierownikiem. „Tak, Panie Prezydencie!” – meldował jak żołnierz przed generałem. Ale szef administracji może wywierać wpływ na głowę państwa poprzez stworzenie wokół niej odpowiedniego informacyjnego i kadrowego środowiska. Pojawiła się już publikacja, że na posadach kierowniczych w Administracji Prezydenta nie ma żadnych „donieckich” (oprócz Stanisława Skubaszewskiego). Lowoczkin może też wpływać poprzez organizację roboczego dnia, odpoczynku, ustalanie składu delegacji. Kiedy Janukowycz jeździł za granicę, to „donieccy” mu nie towarzyszyli. W Davos nie było żadnego, we Francji i w Niemczech także. Lowoczkin ogranicza wpływ „donieckich”, kontrolując skład delegacji.

Czyli taka sytuacja może doprowadzić do konfliktów w strukturach władzy?

Tak, ale w otoczeniu Janukowycza nie wiedzą, czego chce sam prezydent. To nie jest po prostu intryga Lowoczkina, ale może i świadome życzenie Janukowycza.

Janukowycz ma szansę wejść do ukraińskiej historii jako wielki polityk. Hanna Herman mówiła o tym w jednym z wywiadów.

To śmieszna teza podległego urzędnika, który przebywa w systemie zależności od swojego naczelnika. Oczywiście, Janukowycz wejdzie do historii, ale jako paradoks, fenomen konfuzji. Nie sądzę, żeby dokonał jakichś wielkich systemowych zmian.

Jednym z głównych problemów ukraińskiej rzeczywistości jest przenikanie się polityki i wielkiego biznesu. Czy można na Ukrainie ten problem rozwiązać?

Wczoraj rozmawiałem z jednym ze znanych urzędników – Mychajłem Brodskim. Powiedział, że biznes i polityka przestaną się wzajemnie przenikać, gdy zamiast dzisiejszych oligarchów do władzy przyjdą ich dzieci – ich wpływ nie będzie już tak wielki. Czyli trzeba poczekać jeszcze 20 lat na zmianę sytuacji. Myślę, że to jest bliskie prawdy.

Można zatem pozostawać umiarkowanym optymistą co do rozwoju sytuacji na Ukrainie?

Historia tworzy inne warunki niż kiedyś. Teraz rozwija się środowisko internetu, w którym jakakolwiek informacja rozpowszechnia się momentalnie i w którym formułuje się opinia społeczna. Internet będzie coraz bardziej dostępny i coraz trudniej będzie go kontrolować. Ludzki rozwój stwarza środowisko, które daje nam optymizm.

Wielu ludzi na Ukrainie robi paralele pomiędzy sytuacją nad Dnieprem i wydarzeniami w Afryce Północnej.

Tam jest teraz etap naszego Majdanu, który my już mamy za sobą. Jednak przykład Afryki Północnej pokazał, że klucz do protestu społecznego leży obecnie nie we władaniu kanałami telewizyjnymi albo gazowymi koncernami, a w tworzeniu opinii publicznej poprzez platformy internetowe.

Czego oczekują ukraińscy dziennikarze od Europy albo od Polski?

Żeby coś się działo, to musiałyby być jakieś osobiste relacje pomiędzy prezydentami obu krajów, a pomiędzy Janukowyczem i Komorowskim takich relacji nie ma. Oni nie są przyjaciółmi, nie rozumieją się wzajemnie.

Potrzebny jest zespołowy nacisk europejski, który przekonałby Janukowycza, że ograniczanie demokracji doprowadzi do pełnej porażki wszystkich programów europejskich. Jeśli nawet wydaje się, że nie ma związku pomiędzy reżimem wizowym a demokracją, to w rzeczywistości nikt nie pozwoli na ruch bezwizowy, gdy Janukowycz będzie budował system autorytarny. Spełnienie tylko formalnych warunków jest niewystarczające, a ukraińskie władze myślą, że jeśli to zrobią, będą mogli położyć po kowbojsku nogi na stół i powiedzieć: „dajcie nam bezwizowy reżim”. Zakładają, że wszyscy powinni darzyć sympatią Ukrainę, bo inaczej pójdzie pod opiekę Rosji i nawet jeśli ukraiński prezydent będzie zachowywał się jak Aleksander Łukaszenka, to nikt od Ukrainy się nie odwróci.

Janukowycz musi zrozumieć, że otrzymał już pierwszy sygnał w postaci Bohdana Danyłyszyna. Zbytnia pewność siebie nie opiera się na rzeczywistości. Janukowycz musi zejść na ziemię.

Serhij Łeszczenko jest dziennikarzem śledczym „Ukrajinśkiej Prawdy”. Ostatnio Wiaczesław Pichowszek sugerował, że może zostać kolejnym zabitym dziennikarzem (więcej o tej sprawie w tekście Piotra Andrusieczki Dziennikarze na celowniku?).

--
Zobacz także:
Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko Janukowycz musi zejść na ziemię (cz.1)


Polecamy inne artykuły autora: Z Serhijem Łeszczenką rozmawia Piotr Andrusieczko
Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu