Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Femen, czyli jak się tanio nie sprzedać
2011-03-29
Paweł Pieniążek
Ruch kobiecy Femen bardzo szybko zyskał światowy rozgłos. Już w prawie każdym państwie opowiadano o niekonwencjonalnych metodach protestu tej organizacji. Dziewczyny z Femen można było oglądać w niemieckim RTL czy polskim TVN. Mogli ich spotkać przechodnie na japońskich ulicach. Czekają na zaproszenie z Białorusi. Jednak na co dzień rozbierają się na Ukrainie. Po co?

Działaczki Femen stały się sławne w 2010 roku, gdy podczas wyborów prezydenckich zdejmowały bluzki przy urnach i wyciągały transparenty z hasłami w rodzaju „Dość gwałcenia kraju”. Drugim nośnym wydarzeniem był protest w PinczukArtCenter (galerii należącej do jednego z zamożniejszych oligarchów Wiktora Pinczuka) przeciwko wystawie prac rosyjskiego artysty Serhija Bratkowa. Powodem sprzeciwu była Chortycja – zdjęcie ukazujące leżącą kobietę w tradycyjnym ukraińskim stroju ludowym pokazującą waginę. Natomiast wczoraj jedna z działaczek rozebrała się pod Prokuraturą Generalną ze względu na „narodową farsę”, jaką jest wszczęcie sprawy przeciwko byłemu prezydentowi Leonidowi Kuczmie i zamieszanie wokół śmierci dziennikarza Georgija Gongadzego.

Głównym założeniem ruchu Femen jest walka z prostytucją i jej odmianą: popularną na Ukrainie seksturystyką. Aby osiągnąć te cele, działaczki Femen powołały kilka programów, między innymi „Ukraina to nie burdel” i „Seks nie jest na sprzedaż”, których nazwy brzmią dosyć dziwnie na tle metod podejmowanych przez aktywistki. Równie trudno jest zrozumieć te działania, gdy zajrzymy do – od niedawna promowanego na ich stronie – sklepu internetowego, w którym możemy kupić kubki z wizerunkami aktywistek, koszulki z ich logo, antystresowe piłki w kształcie piersi, kalendarze z działaczkami w wersji topless czy kolorowymi odciskami piersi. Dziewczyny sporo sobie liczą za gadżety i rozumiem, że kierują je przede wszystkim do zagranicznych klientów (potencjalnych seksturystów?), a przynajmniej wskazują na to wygórowane ceny: odcisk piersi – 100 dolarów, T-shirt – 40, torba – 30, a kubek – 20.

Również troska Femen o los kobiet wydaje się złudna, o czym świadczy choćby nieobecność działaczek na kijowskiej manifestacji feministycznej z okazji 8 marca. Agnieszka Graff napisała, że były „wielkimi nieobecnymi manify”. Sądzę jednak, że nikt się ich tam nie spodziewał, bo to dla nich zbyt słabe show i nie do końca wiadomo, w którym momencie się rozebrać. Nie prowadzą także żadnej działalności oświatowej ani nie uczestniczą w spotkaniach, które tłumaczyłyby problematykę dyskryminacji płciowej – podobnie jak w Polsce – przeważnie niedostrzeganej.

Często członkinie organizacji są podejrzewane o to, że planują zrobić skok na władzę, a przynajmniej na kilka miejsc w Radzie Najwyższej. To chyba bardziej cyniczne podejście – przede wszystkim chodzi o pieniądze i tanią autopromocję, żeby sprzedać więcej koszulek i odstresowujących piersi. Jeśli nadarzy się okazja zdobycia władzy, to Femen bez wątpienia ją wykorzystają, ale zapewne nie po to, aby zmienić los ukraińskich kobiet.

Paweł Pieniążek

Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu