Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
O Forum, które odbyło się w Europie
2011-04-11
Zbigniew Rokita
Forum Ekonomiczne odbyło się w kraju, w którym trzeba odpowiedzieć jeszcze na wiele poważnych pytań. Na przykład, w jakim języku mówi się w Mołdawii – czy mołdawski to odmiana rumuńskiego, czy oddzielna mowa? Czy istnieje naród mołdawski, czy to jednak Rumuni? Czy mołdawscy politycy będą starać się o uznanie neutralności państwa, czy o akcesję do NATO? Kto będzie rządził w tym kraju – komuniści czy liberalni demokraci? Czy w ramionach Brukseli będzie najcieplej?

Pośrednio lub bezpośrednio podczas konferencji w Kiszyniowie szukano odpowiedzi na te i inne wątpliwości. Donald Tusk zaznaczył, że „nikt w tej części świata nikomu łaski nie robi, mówiąc, że to Europa”. Wartości bliskie Unii Europejskiej nie są z pewnością obce też w Kiszyniowie. W Mołdawii, jako kraju romańskim o bliskich więzach z Rumunią, której „europejskość” już została usankcjonowana, problemem na drodze do eurointegracji nie jest odmienna od brukselskiej kultura i w tym sensie forum z pewnością odbyło się w Europie. Problem z akcesją do Unii leży przede wszystkim w separatyzmie Naddniestrza, niestabilności politycznej i kiepskiej kondycji gospodarczej.

Ciekawy punkt widzenia przedstawił Daniel Nord ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, prognozując, że reformująca się Mołdawia, mająca w perspektywie wstąpienie do Unii Europejskiej, może stać się atrakcyjną alternatywą wobec rosyjskiego patronatu dla Naddniestrza. Według takiego scenariusza, zrobienie porządku na własnym podwórku będzie upieczeniem dwóch pieczeni na jednym ogniu – „Naddniestrzanie” sami przyjdą. Mniej optymistyczny był Aleksander Kwaśniewski. Żartobliwie zaproponowano mu stanowisko mediatora w konflikcie naddniestrzańskim. Były polski prezydent stwierdził, że byłaby to interesująca praca, bo „długoczasowa”. Konflikt na lewym brzegu Dniestru mimo zaangażowania dyplomatycznego Brukseli pozostaje nierozwiązany od rozpadu Związku Radzieckiego, a jest istotny chociażby dlatego, że nikt nie weźmie do Unii państwa niekontrolującego całości swojego terytorium.

Podkreślano, że Mołdawia sama musi chcieć tego, żeby Unia Europejska ją przyjęła. Obecnie, obie siły na mołdawskiej scenie politycznej – Partia Komunistów Mołdawii i Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej – opowiadają się za wstąpieniem kraju do struktur unijnych. Państwo tkwi jednak w kryzysie politycznym – wobec podziału nastrojów społecznych i braku porozumienia w parlamencie od dwóch lat nie można wybrać prezydenta. Wskazują go deputowani w wyborach pośrednich, co sprawia, że konieczna jest duża przewaga jednej opcji politycznej albo gotowość pójścia na ustępstwa. Obecnie nie ma ani jednego, ani drugiego. Dużo mówiono o konieczności czerpania z doświadczeń transformacyjnych Polski i Rumunii. W tym kontekście Aleksander Kwaśniewski zauważył, że tym, co pozwoliło Polsce przejść zmianę systemową, był właśnie konsensus polityczny różnych środowisk. Zdaniem byłego mołdawskiego prezydenta Petru Lucinschiego: „Mołdawia nie była gotowa do niepodległości”. Poza pewnymi trudnościami nie wszystko jednak maluje się w czarnych barwach. Analityk Nicu Popescu, mówiąc o państwach objętych Partnerstwem Wschodnim, trafnie zauważył, że „Mołdawia to jedyny kraj, w którym w ciągu ostatnich pięciu lat widać postęp”. Rozmawiając z ludźmi na mołdawskich ulicach, zdziwił mnie ich stosunek do perspektyw akcesyjnych. W Polsce przed 2004 rokiem dominowało podejście: „co możemy zrobić, żeby nas chcieli”. Natomiast kioskarze, przechodnie i chłopcy zbierający na struny do gitary widzieli to odwrotnie: „a jaki oni będą mieli z nas pożytek?”. Unia Europejska najbardziej przyciąga Mołdawian wtedy, kiedy nic nie robi, żeby ich przyciągnąć. Zwykłych ludzi nie przekonują „sukcesy Partnerstwa Wschodniego” czy perspektywa podpisania umowy stowarzyszeniowej z Brukselą, ale zachęcająca jest dla nich Unia jako taka – dająca możliwość wzbogacenia się za cenę reform.

Tym, czego zabrakło na spotkaniu, były głosy sceptyczne wobec mołdawskiej eurointegracji. Skupiano się przede wszystkim na „mołdawskiej historii sukcesu”, jak było to określane, na szansach i osiągnięciach, mniej mówiąc o trudnościach i możliwych niepowodzeniach. Jak zatem należy myśleć o przyszłości Mołdawii, o tym, czy zostanie zaproszona do „Europy” jako równy partner, o tym, czy wszystkie poruszane problemy zostaną rozwiązane? Nikt mi na to nie chciał odpowiedzieć podczas Forum, a wyjaśnił dopiero mężczyzna sprzedający na ulicy stare monety: „pożyjemy, zobaczymy”.

Zbigniew Rokita

***
Forum Ekonomiczne UE-Mołdowa odbyło się w dniach 29-31 marca 2011 roku w Kiszyniowie. Organizatorzy: Instytut Studiów Wschodnich i Stowarzyszenie Polityki Zagranicznej Mołdawii.

Forum odbyło się pod patronatem medialnym „Nowej Europy Wschodniej”.

Powrót
Najnowsze

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

Walka z Ukrainą i czasem

24.11.2017
Tadeusz Iwański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu