Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Spór na linii partia rządząca-opozycja
2011-04-11
Wojciech Wojtasiewicz
PRZEGLĄD GRUZIŃSKI

Wzrasta napięcie pomiędzy rządzącym Zjednoczonym Ruchem Narodowym a opozycją w Gruzji. Obecny spór koncentruje się wokół reformy prawa wyborczego, problemu wysokiej inflacji i rewolucji, która doprowadzi do obalenia prezydenta Micheila Saakaszwilego.

30 kwietnia siedem spośród ośmiu ugrupowań opozycyjnych zbojkotowało spotkanie z przedstawicielami partii rządzącej (Zjednoczony Ruch Narodowy) w sprawie reformy kodeksu wyborczego. Na posiedzeniu grupy roboczej pojawił się tylko przedstawiciel opozycyjnego Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego, który miał przewodniczyć obradom. Ruch chce być mediatorem między partią prezydenta Micheila Saakszwilego a pozostałymi siłami opozycyjnymi, które zapowiedziały, że nie wrócą do rozmów, jeśli partia prezydencka nie uwzględni ich postulatów.

Prace grupy roboczej rozpoczęły się w listopadzie ubiegłego roku. Swoje propozycje zmian osiem partii opozycyjnych (tak zwany nurt umiarkowany) przedstawiło miesiąc wcześniej. W rozmowach nie biorą udziału partie opozycyjne reprezentujące tak zwany nurt radykalny.

Postulaty opozycji (niezwykle rozdrobnionej) koncentrują się przede wszystkim wokół sposobów na zwiększenie jej szans wyborczych i na ograniczeniu dominującej pozycji Zjednoczonego Ruchu Narodowego na gruzińskiej scenie politycznej. Obecnie parlament liczy 150 deputowanych, z czego połowa wybieranych jest w jednomandatowych okręgach wyborczych w systemie większościowym, a pozostali z list partyjnych w systemie proporcjonalnym. Opozycja proponuje zmianę sposobu wyboru 75 deputowanych z systemu większościowego na tak zwany proporcjonalny system regionalny, który zakłada wprowadzenie okręgów wielomandatowych. Dystrybucja mandatów pomiędzy poszczególnymi listami wyborczymi odbywałaby się na zasadzie proporcjonalnej, a próg wyborczy, który musiałaby przekroczyć dana partia lub koalicja, wynosiłby pięć procent. Pozwoliłoby to ugrupowaniom antyrządowym na zwiększenie ich liczebności w parlamencie.

5 kwietnia opozycja przedstawiła jeszcze dwie koncepcje reformy kodeksu wyborczego. Pierwsza z nich zakłada wprowadzenie zasady uczciwego odzwierciedlenia liczby mandatów w stosunku do liczby uzyskanych głosów przez daną partię w wyborach. Druga propozycja zakłada zachowanie obecnego systemu uzyskiwania mandatów, jednak liczba jednomandatowych okręgów wyborczych zostałaby zmniejszona z 75 do 50, a kandydat wygrywałby w okręgu w pierwszej turze, uzyskując 50 procent plus jeden głos, a nie – jak obecnie – 30 procent plus jeden głos. Ponadto opozycja domaga się zmian dotyczących składu Centralnej Komisji Wyborczej, wprowadzenia biometrycznego systemu głosowania w całym kraju i modyfikacji we wnoszeniu skarg wyborczych.

Partia rządząca nie godzi się na postulaty opozycji i proponuje reformę kodeksu idącą w odwrotnym kierunku, w trzech możliwych wariantach. Pierwszy z nich polega na zachowaniu obecnej liczebności parlamentu, jednak 83 deputowanych wybieranych byłoby w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), a 67 – z list partyjnych. Drugi zakłada zwiększenie liczby deputowanych do 158 (83 JOW, 75 z list partyjnych), a trzeci – 166 (83 JOW, 83 z list partyjnych). Ponadto okręgi wyborcze liczące 100 tysięcy mieszkańców (miasta: Kutaisi, Zugdidi, Gori, Rustawi, Batumi i pięć dzielnic stołecznego Tbilisi) mają zostać podzielone na dwie części. Propozycje strony rządowej mają na celu zwiększenie liczby mandatów Zjednoczonego Ruchu Narodowego w następnych wyborach parlamentarnych i zapewnienie stabilnej większości parlamentarnej dla gabinetu ministrów najprawdopodobniej pod kierownictwem Micheila Saakaszwilego, który nie będzie mógł po raz trzeci ubiegać się o urząd prezydenta, a będzie chciał zachować władzę.

Rozmowy opozycji z partią rządzącą zapewne nie wyjdą już z obecnego impasu, gdyż cele i koncepcje obydwu stron są diametralnie różne. Zjednoczony Ruch Narodowy przeforsuje zmiany w pożądanym przez siebie kierunku, podobnie jak było to przed wyborami samorządowymi w maju 2010 roku. Nowy kodeks wyborczy utrzyma dominującą pozycję partii Micheila Saakaszwilego na gruzińskiej scenie politycznej, co przy rozdrobnieniu opozycji i wewnętrznych animozjach wydaje się bardzo prawdopodobne.

***

Od kilku miesięcy najpoważniejszym problemem dla gruzińskiej gospodarki pozostaje bardzo wysoka inflacja. Jak 1 kwietnia poinformował Gruziński Państwowy Urząd Statystyczny, inflacja w marcu bieżącego roku wyniosła 13,9 procent, co oznacza wzrost o 1,2 procent w porównaniu ze styczniem – 12,7 procent. Ceny owoców wzrosły o 65,5 procent, warzyw o 41,1 procent, chleba i produktów pszennych o 25 procent, a mięsa o 21,8 procent w porównaniu do marca zeszłego roku.

Opozycja, która od kilku lat bezskutecznie próbuje odsunąć od władzy prezydenta Micheila Saakaszwilego i jego partię Zjednoczony Ruch Narodowy, we wzrastających kosztach życia upatruje źródła niezadowolenia społecznego, które może pomóc jej w przejęciu władzy w kraju. W ostatnim czasie w Tbilisi odbyły się protesty właścicieli marszrutek. Wzrost niezadowolenia można było również odnotować pośród gruzińskich uchodźców z Abchazji i Osetii Południowej, którzy znaleźli się w tak zwanej Gruzji właściwej po przegranym konflikcie z Federacją Rosyjską w sierpniu 2008 roku. Obecnie cierpią z powodu trudnych warunków mieszkaniowych i braku pracy.

Przywódcy radykalnego nurtu opozycji, liderka partii Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja Nino Burdżanadze i lider Partii Gruzji Lewan Gaczecziladze, zapowiedzieli, że wiosną tego roku dojdzie do protestów społecznych, które doprowadzą do odsunięcia Saakaszwilego od władzy. Jednak scenariusz taki wydaje się mało prawdopodobny. Społeczeństwo gruzińskie nie jest gotowe na rewolucyjny zryw. Jest raczej pogrążone w apatii spowodowanej przegraną wojną z Rosją i trudnymi warunkami codziennego życia. Poza tym, reszta opozycji jest przeciwna demonstracjom ulicznym (odbyły się wiosną 2009 roku i zakończyły się kompletnym fiaskiem opozycji) i opowiada się za zmianą władzy wskutek demokratycznych wyborów.    

Pomimo że deklaracje części sił opozycyjnych mają charakter raczej życzeniowy, prezydent Micheil Saakaszwili zapowiedział podjęcie działań mających na celu zapobieżenie ewentualnym protestom. Po pierwsze, od września minimalna emerytura zostanie podniesiona z 80 do 100 lari. Po drugie, wprowadzone będą jednorazowe talony na żywność w wysokości 30 lari i na elektryczność w wysokości 20 lari dla miliona najbiedniejszych Gruzinów. Ponadto prezydent w swoim corocznym przemówieniu z 11 lutego zapowiedział dalsze reformy i przedstawił cele władzy do 2015 roku – między innymi podwojenie produkcji rolnej, eksportu, budżetu państwa, zmniejszenie o połowę obecnego poziomu bezrobocia, podniesienie o 50 procent średniego poziomu zarobków, budowę 17 nowych hydroelektrowni i zwiększenie liczby Gruzinów do 5 milionów.

Mimo wzrastającego niezadowolenia społecznego nie wydaje się, żeby władza Micheila Saakaszwilego w Gruzji była zagrożona. A zapowiadana przez Nino Burdżanadze i Lewana Gaczecziladze „rewolucja” najprawdopodobniej zakończy się niepowodzeniem.

Wojciech Wojtasiewicz

Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Gruzja - sezon polityczny w pełni

27.06.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Polska-Białoruś. By historia nie dzieliła

26.06.2017
Czytaj dalej

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu