Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Endek na Wschodzie
2016-05-04
Adam Balcer

W Polsce drugą młodość przeżywa obecnie myśl endecka i jej radykalniejsze odmiany. Apologetyczny stosunek dużej części Polaków do tej tradycji może bardzo poważnie utrudnić prowadzenie polskiej polityki wobec wschodnich sąsiadów.

Fot. Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych (cc) commons.wikimedia.org

Artykuł ukazał się w numerze 3-4/2016 „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze w numerze?

 

Od kilku lat możemy zaobserwować w Polsce renesans dziedzictwa Romana Dmowskiego, narodowej demokracji oraz Narodowych Sił Zbrojnych założonych między innymi przez faszystowski Obóz Narodowo-Radykalny. Rządząca prawica nie poddała ich poważniejszej krytyce i uznała za równie wartościowe jak tradycję piłsudczykowską. Prawo i Sprawiedliwość oraz ruch Kukiz‘15 twierdzą, że są w takim samym stopniu spadkobiercami obu tych zdecydowanie przeciwstawnych tradycji. W rzeczywistości znajdziemy w programie Prawa i Sprawiedliwości oraz ruchu Kukiz ‘15 i wypowiedziach jego liderów znacznie więcej odwołań do myśli endeckiej (stosunek do narodu, liberalnego Zachodu, Niemiec, Europy Środkowej, Kościoła rzymskokatolickiego, teorii spiskowych, oponentów politycznych). Dziedzictwo narodowo-radykalne stało się elementem kultury masowej. W koszulce Narodowych Sił Zbrojnych biega nie tylko Paweł Kukiz, lider trzeciej partii w sejmie, w której szeregach znajduje się spora reprezentacja skrajnie prawicowego Ruchu Narodowego, a także wielu młodych ludzi. Nie negując niepodważalnych zasług Romana Dmowskiego w odzyskaniu przez Polskę niepodległości, należy przyznać, że w tradycji endecji są elementy ksenofobiczne, które są poważnym zagrożeniem dla polskiej tożsamości narodowej i pamięci historycznej. Jednym z nich jest polskocentryczna i szowinistyczna wizja Wschodu. Bez krytycznej refleksji nad tym dziedzictwem trudne będzie prowadzenie skutecznej polityki wschodniej.

 

Dwie Polski

Zrozumienie myśli endeckiej i jej stosunku do Wschodu najlepiej rozpocząć od krótkiej genealogicznej wyprawy w przeszłość i przyjrzenia się korzeniom jej twórcy, Romana Dmowskiego. Jego rodzina od strony ojca wywodziła się z wioski Dmochy położonej na pograniczu Mazowsza i Podlasia (Łomżyńskie). Ten biedny region porośnięty przez gęste lasy, pokryty bagnami był zamieszkany w dużym stopniu przez drobną szlachtę zagrodową, żyjącą w gniazdach lub przysiółkach – wspólnotach wiejskich o charakterze rodowym. Region był przez wieki bastionem ortodoksyjnego katolicyzmu. Olbrzymią większość mieszkańców stanowili Polacy. Jedyną mniejszością byli Żydzi, mieszkający w miastach, wobec których niechęć była bardzo silna. Rodzina Dmowskiego pochodziła z najbardziej na Wschód wysuniętego polskiego obszaru etnicznego. Pra-heimat Dmowskiego graniczył z multikulturowym Podlasiem, a wielu jego mieszkańców (Mazurzy) odegrało istotną rolę niczym konkwistadorzy w ekspansji na Wschód, docierając aż do Dźwiny.

Sam Dmowski urodził się w Kamionku, wówczas przedmieściu warszawskiej Pragi. Jeśli miał większy kontakt z Innym, to był nim Żyd nierzadko pochodzący z Litwy (Litwacy) i niemówiący po polsku. Wystarczy zestawić background Dmowskiego z korzeniami Józefa Piłsudskiego, żeby zrozumieć, dlaczego ci politycy i ich wizje Polski były tak różne. Ten ostatni pochodził ze spolonizowanej rodziny należącej do średniej szlachty żmudzińskiej. Urodził się na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim, gdzie mieszkało wielu Żydów, ale także Tatarów i Karaimów. Piłsudski mówił o sobie: „jestem Litwinem, a więc należę do rasy więcej umiarkowanej niż Francuzi i Polacy, którzy są sobie podobni pod wieloma cechami charakteru”. Znakomicie różnicę między Dmowskim i Piłsudskim oddałwybitny polski dziennikarz Ksawery Pruszyński, pisząc: „gliny ludzkie, z jakich tych dwóch ulepiła Opatrzność, były najbardziej różne w swym składzie glebowym ze wszystkich różnych glin, jakie zna ziemia polska”.

Ta uderzająca różnica dziedzictwa małych ojczyzn, która ukształtowała Dmowskiego i Piłsudskiego, dotyczyła także ich współpracowników. Wokół Marszałka spotkamy Polaków pochodzących przede wszystkim z Kresów, a jak on sam nieskromnie stwierdził: „Polska jest jak obwarzanek. Wszystko, co najlepsze na Kresach, a w środku pustka”. Piłsudski przyciągał także wyznawców różnych odmian chrześcijaństwa, judaizmu, a nawet islamu, nie-Polaków lub osoby z rodzin etnicznie mieszanych czy też świeżo zasymilowane w polskości. Natomiast Dmowskiego otaczali niemal wyłącznie rzymscy katolicy, Polacy pochodzący przede wszystkim ze zdecydowanie etnicznie polskich Kongresówki, Wielkopolski i Małopolski.

 

Wschód i Zachód

Endecja w sporze między dwoma archetypami, Polską piastowską i jagiellońską, opowiadała się za tą pierwszą. Wybór Polski piastowskiej wynikał z jej marzenia o Polsce jako państwie czystym etnicznie, osadzonym mocno na Zachodzie i powstrzymującym Drang nach Osten Germanów – największych wrogów Polaków. Jednak, paradoksalnie, Wschód był dla endecji tym samym, czym Polska dla Germanów: przedmiotem ekspansji i warunkiem sine qua non polskiej potęgi. Jak stwierdził Jan Popławski, jeden z najważniejszych ideologów endecji: „na wschodzie tylko mamy obszar odpowiedni do rozwoju naszej potęgi, naszej twórczości narodowej”. Joachim Bartoszewicz, prezes Stronnictwa Narodowego w latach 1928-1937, stawiał sprawę ostrzej: „Polska może się utrzymać tylko jako wielkie i silne mocarstwo i dlatego musi posiadać ziemie swoje wschodnie, do których ma odwieczne i historyczne prawo”. Dlatego idealnie na centralną postać panteonu endeckiego nadawał się król Bolesław Chrobry, który przesuwając najbardziej na zachód granice Polski, jednocześnie zdobył na Wschodzie Kijów. Nie przypadkiem symbolem endecji stał się Szczerbiec – miecz koronacyjny, który według legend Chrobry wyszczerbił, uderzając w Złotą Bramę w Kijowie. Stosunek endecji do Wschodu był jednak pełen sprzeczności. Wschód stanowił także wielkie zagrożenie i obciążenie dla Polski. Według Dmowskiego, dokonując ekspansji, „Polska zwróciła się frontem ku Wschodowi, gdzie zjawiło się dla niej niebezpieczeństwo w hordach tatarskich, w Turcji, wreszcie w Moskwie”. Dmowski walczący z różnymi mitami sam przyczynił się do umocnienia mitu Polski jako odwiecznego przedmurza chrześcijaństwa.

Polska była dla endeków częścią Zachodu, który miał jako synonim cywilizacji stać na zdecydowanie wyższym poziomie rozwoju niż barbarzyński Wschód. Jednak Dmowski dostrzegał, że ścisła granica między Polską a Rosją „zatraciła się”. Według lidera endecji, „między nami a Rosją wytworzył się szeroki pas do nikogo cywilizacyjnie nienależącej ziemi”. Ta sytuacja była niebezpieczna, gdyż naród polski przez wieki „wciągnięty (…) w walkę ze Wschodem, zniżał się (…) stopniowo do swych przeciwników, kultura na wielu polach się cofnęła, a z wpływami cywilizacyjnymi Zachodu coraz bardziej walczyły wpływy wschodnie, zmieniając obyczaje, upodobania, ubiór nawet, obniżając stopę umysłowego życia”.

Dlatego Dmowski przyznawał, że między Polską i resztą Zachodu istnieją ogromne różnice i Polska powinna iść własną drogą, nie naśladując ślepo wzorców zachodnich. Stanisław Grabski, jeden z liderów endecji, dostrzegł także negatywny wpływ Wschodu na polską państwowość: „po unii lubelskiej (…) ciążyła nad Polską samowola panów litewskich i ruskich z ich klientelą zrównaną z polską szlachtą w prawach, ale nie zespoloną z nią kulturą i jedną myślą państwową tak samo i dziś państwotwórcze energie mają swe źródło na zachodzie, rozkładowe na wschodzie”. Brzemię bycia imperium – warunku przetrwania narodu – okazywało się ponad siły Polaków. Lęk przed pochłonięciem Polaków przez „prymitywny” Wschód tkwił głęboko w podświadomości endeków. Paradoksalnie obnażał on, niewypowiedziane wprost, poważne wątpliwości endeków co do zachodniego charakteru Polski oraz do rzekomej oczywistej wyższości Zachodu nad Wschodem. Strach przed Wschodem stanowił dla Dmowskiego uzasadnienie zdecydowanej opozycji z pozycji cywilizacyjnych wobec idei federacyjnej Piłsudskiego. Dla Dmowskiego odtworzenie Rzeczypospolitej Wielu Narodów groziło „zmiksowaniem” narodu polskiego i przekształceniem go w naród typu zachodnio-wschodniego poprzez przeniesienie do Polski cech azjatyckich i w efekciezepchnięcie Polaków poza strefę cywilizacji łacińskiej. Jednak, z drugiej strony, endecy zdawali sobie sprawę, że Wschód ukształtował w wielkim stopniu tożsamość Polaków. Jędrzej Giertych, najważniejszy ideolog partii w latach trzydziestych XX wieku, przyznawał, że „usunięcie pierwiastków kresowych z życia polskiego, sprowadzenie tego życia w ramy Polski etnograficznej, byłoby nie tylko uszczupleniem terenów polskiej ekspansji, lecz zachwianiem tych podstaw, na których się całość życia polskiego opiera”. Podobna schizofrenia dotyczyła stosunku endecji do dziedzictwa Jagiellonów. Dmowski, wielbiciel Piastów, uważał monarchię Jagiellonów za… apogeum polskiej potęgi, pisał o niej: „świetny okres jagielloński, kiedy naród polski stał kulturalnie na równi z resztą Europy”. A przecież wielonarodowe i wieloreligijne państwo było według Dmowskiego szkodliwą aberracją.

W Polsce popularne jest przekonanie, że po I wojnie światowej endecja miała bardziej realistyczne podejście do granic Polski niż Piłsudski, chcąc stworzyć w większym stopniu homogeniczne etnicznie państwo narodowe. W rzeczywistości Polska promowana przez Dmowskiego miała mieć 480 tysięcy kilometrów kwadratowych: o ponad 90 tysięcy więcej niż II Rzeczpospolita, zaś Piłsudski był gotów na ustępstwa terytorialne wobec sąsiadów w zamian za utworzenie federacji. Polska Dmowskiego miała obejmować na wschodzie całą Litwę i Białoruś oraz kawałek Łotwy. Na odcinku ukraińskim granica Polski miała być o kilkadziesiąt kilometrów przesunięta na wschód w porównaniu z granicą ustanowioną przez traktat ryski. Wizja potężnej Polski jako warunku jej istnienia stała w zdecydowanej sprzeczności z endeckim ideałem jednolitego państwa narodowego, gdyż w granicach wyobrażonych przez Dmowskiego Polacy stanowiliby niewiele więcej niż połowę mieszkańców.

Zdecydowanie bardziej megalomańska i fantastyczna była wizja Wielkiej Katolickiej i Narodowej Polski organizującej Polskie Katolickie Imperium, promowana przez Narodowe Siły Zbrojne podczas II wojny światowej. Jej granica miała biec od południowego wschodu rzekami Prutem i Dunajem, od wschodu Dnieprem, od północnego wschodu Dźwiną. W efekcie Polska miała znowu rozciągać się od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego oraz stać się największym państwem w Europie.

 

Rzymskokatolickie Państwo Narodu Polskiego

Problem wieloetniczności Polski endecy rozwiązywali na papierze, odmawiając prawa do bycia narodami Białorusinom, Litwinom i Ukraińcom. Według „Przeglądu Wszechpolskiego” słowa Białoruś i Białorusini były sztucznymi i bałamutnymi nazwami. Natomiast sprawiedliwe i dobitne były określenia Białolechia i Białolachy. Endecy pisali słowo Ukraińcy z małej litery jako określenie sztucznej wspieranej przez Niemców formacji politycznej próbującej oderwać Rusinów, podgrupy Polaków, od ich polskich korzeni. Tych ostatnich jako nie-naród, ale kresowych Kaszubów też często pisywali małą literą. Ta postawa negacji utrzymywała się bardzo długo. Na przykład dopiero w 1943 roku po rzezi wołyńskiej Stronnictwo Narodowe uznało Ukraińców za naród. Stosunek endeków do narodów Wschodniej Europy był równie schizofreniczny jak do samego Wschodu. Białorusini, Litwini i Ukraińcy, rzekomi nieuświadomieni Polacy, byli opisywani językiem pełnym nienawiści i pogardy, co świadczyło o tym, że podświadomie postrzegano ich jako odrębne narody. Dmowski uważał, że mieszkańcy Wschodu między Polską i Rosją są biernymi i amorficznymi masami stanowiącymi podatny materiał dla dyktatury jednostek i grup oligarchicznych. Te narody stały na zdecydowanie niższym poziomie rozwoju niż Polacy. Były one dla endecji Indianami Europy Wschodniej. Polska ekspansja na Wschód była w tej sytuacji misją cywilizacyjną. Polonizacja była dla Białorusinów czy Ukraińców wyjątkową szansą awansu cywilizacyjnego – dołączenia do Zachodu. Alternatywą było pogrążenie się w Azji.

Według endeckiej prasy Litwini byli mieszańcami. Przed zawarciem unii z Polską stanowili jedynie hordę wojenną. Polska musiała zaopiekować się tymi „leśnymi rabusiami”. W okresie międzywojennym endecy uważali, że Litwa nie ma prawa do niepodległości. Powinna zostać włączona do Polski. Endecy nazwali ją „miniaturowym krajem” i „państwem nieporozumieniem”. Ich zdaniem Litwa powstała w wyniku niemiecko-żydowskiego spisku. Szczególnie negatywny był stosunek endeków do Ukraińców. Ci ostatni byli według Dmowskiego kiepskim gatunkiem… Polaków. Byli „z natury jeszcze bardziej bierni i leniwsi od nas” oraz politycznie ciemni i nieokrzesani. Według Dmowskiego Ukraińcy to „dziesiątki milionów ludzi rozpadających się na bardzo różnorodne grupy etnograficzne”. Natomiast ukraiński ruch narodowy był tandetny, niezdolny do stworzenia państwa, lecz jedynie „międzynarodowego domu publicznego”. Stanisław Grabski twierdził, że „cała literatura ukraińska zmieści się w jednym niedużym pokoju”. Jeszcze w okresie międzywojennym kluczowy polityk endecki Joachim Bartosiewicz pisał, że Ukraińcy „to społeczeństwo rolniczo-pasterskie z wszystkimi cechami pierwotności.” Dmowski czy Grabski i tak byli politycznie poprawni. Jan Zamorski, wiceprezes endecji, nie owijał w bawełnę: „Z Rusinów [sic!] najwyżej stoi albo analfabeta, albo człowiek nietknięty ukraińską kulturą, a wychowany w obcej, polskiej lub niemieckiej. Postępowanie w kulturze ukraińskiej jest równoznaczne z cofaniem się we wszystkich dziedzinach człowieczeństwa do stanu gorszego niż jaskiniowiec. Ten ostatni zabijał i rabował, ale się nie znęcał, bo nie znał sadyzmu”.

Emanacją duszy ukraińskiej była kozaczyzna utożsamiona z okrucieństwem, rabunkiem i ukształtowana przez Tatarów. Odwieczną cywilizacyjną misją Polski wobec Ukraińców było zatem ujarzmianie anarchistycznego kozactwa pozbawionego tradycji państwowych, a warunkiem polonizacji wytępienie dziedzictwa kozackiego. Nie może dziwić, że po I wojnie światowej endecy zdecydowanie sprzeciwiali się niepodległości Ukrainy, uważając tę ideę za zdradę interesów narodowych. Po wylaniu tego kubła pomyj na Ukraińców musi bawić promowana przez endeków idylliczna wizja zgodnej koegzystencji rusińskich chłopów z polskimi panami. Przeszkadzała im jedynie grupka ukraińskich radykałów, która nie powstałaby i nie mogła przetrwać bez wsparcia Niemców. Ta idylla wynikała w opinii Dmowskiego z „wrodzonej skłonności Polaków do jałowego humanitaryzmu wobec wschodnich sąsiadów”. Natomiast, aby zbudować Wielką Polskę, trzeba było przykręcić śrubę. W II RP endecy głosili program katolicyzacji i polonizacji Ukraińców i Białorusinów oraz asymilacji Litwinów. Dmowski od początku kariery politycznej był zdecydowanym przeciwnikiem jakichkolwiek ustępstw wobec nich. Jego formacja podtrzymała to stanowisko przez następne sto lat. Endecja opowiadała się za wprowadzeniem cenzusu ograniczającego prawa wyborcze tych narodów. Popierała także masową kolonizację przez polskich osadników wschodnich województw. Ta polityka przymusowej asymilacji stawiała pod znakiem zapytania endecką wizję atrakcyjności potężnej polskiej kultury oraz rzekomej stuprocentowej polskości Kresów. Idea zasymilowania grekokatolików i prawosławnych, stanowiących ponad 20 procent mieszkańców kraju, była przejawem skrajnie naiwnego myślenia życzeniowego formacji, którą dziś w Polsce często przedstawia się jako stronnictwo trzeźwych aż do bólu realistów. Polska z endeckich marzeń o „Rzymskokatolickim Państwie Narodu Polskiego”, czyli wyznaniowo-nacjonalistycznym autorytarnym reżimie, była zupełnie oderwana od realiów II RP. Co więcej, w razie przejęcia pełnej władzy przez endecję i prób wprowadzenia w życie tej idei stanowiłaby ona bardzo poważne zagrożenie dla przetrwania Polski. Tę kwadraturę koła można było rozwiązać, tylko wypędzając Ukraińców i Białorusinów z Polski. Ta idea zyskała poparcie Narodowych Sił Zbrojnych podczas II wojny światowej, zamierzających po zakończeniu działań zbrojnych zastosować odpowiedzialność zbiorową wobec ukraińskich „rezunów” i białoruskich komunistów. Wielu endeckich zwolenników radykalnego rozwiązania kwestii mniejszości narodowych znalazło następnie miejsce w szeregach żołnierzy wyklętych.

 

Pogarda i pragmatyzm

Obsesyjny lęk wobec Niemiec sprawił, że Rosja jawiła się Dmowskiemu jako mniejsze zło, nawet rządzona przez bolszewików, i w efekcie potencjalny sojusznik przeciw Teutonom. Dmowski uważał, że zagrożenie ze strony sowieckiej jest na Zachodzie wyolbrzymione. Twierdził, że kwestią czasu jest ułożenie, bez względu na ustrój w Moskwie, relacji polsko-rosyjskich na bazie wspólnych interesów. Wojnę z lat 1919-1920 tłumaczył awanturnictwem Piłsudskiego („Jeżeliśmy widzieli bolszewików pod Warszawą w r. 1920, było to tylko konsekwencją wyprawy kijowskiej”), którego jednocześnie nie wahał się nazywać… moskiewskim bolszewikiem. Wrogi stosunek endecji do niepodległości Ukrainy wynikał z dążenia do uniknięcia konfrontacji z Rosją. Najlepiej sposób myślenia endeków w tej kwestii wyraził Jędrzej Giertych: „Niewątpliwie najpożądańszym dla nas sąsiadem jest Rosja jednolita – wszystko jedno bolszewicka czy narodowa”.

Traktowanie Rosji jako mniejszego zła wynikało z ogromnej pogardy wobec Rosjan niepostrzeganych jako realne zagrożenie. Rosjanie byli dla endecji totalnym orientalnym Obcym, rodzajem neandertalczyka. Dmowski tak o nich napisał do Ignacego Paderewskiego: „bydło, do którego nikt większego wstrętu ode mnie nie miał”. Innym razem stwierdził: „mam pogardę do Moskali za ich azjatycką skłonność niszczycielską, za tę bezceremonialność, z jaką tratują po niwach wiekowej pracy cywilizacyjnej, za tę wschodnią nieodpowiedzialność przed własnym sumieniem”. W opinii lidera endecji Rosja pod względem niemoralności, zimnego okrucieństwa i cynizmu była wyjątkowa w dziejach świata. Grabski opisywał Moskwę zgodnie z najprostszymi orientalistycznymi kliszami jako mongolską despocję i turańskorosyjski nihilizm przemieszany ze zdegenerowanym Bizancjum. W rezultacie stawali się oni w oczach endeków „azjatycką bezmyślną masą trwale zdeformowaną przez wieki tyrańskiego jarzma i niezdolną do życia w cywilizowanych warunkach”.

Piłsudski nienawidził Rosji, jednak nigdy nie używał tak ostrego języka wobec samych Rosjan. Paradoksalnie najbardziej prorosyjska politycznie formacja niepodległościowa odegrała negatywną rolę w ugruntowaniu się w Polsce silnych stereotypów wobec Rosjan i pośrednio innych narodów żyjących w Eurazji (na przykład Tatarów i Mongołów).

 

Endecja w XXI wieku

Dziś możemy często w Polsce usłyszeć, że oceniając dziedzictwo endecji, musimy uwzględnić kontekst historyczny. Jednak, nawet biorąc pod uwagę inne realia historyczne, trzeba przyznać, że mimo wad dziedzictwo Piłsudskiego nadaje się zdecydowanie bardziej na źródło inspiracji dla polskiej polityki wschodniej niż spuścizna największego przeciwnika Marszałka. Co więcej, bezrefleksyjne kultywowanie w poskim mainstreamie tradycji Dmowskiego i Narodowych Sił Zbrojnych to przepis na niepotrzebne napięcia ze wschodnimi sąsiadami. Nie da się tak po prostu przejść nad pragnieniem dominacji, nienawiścią i pogardą wobec wschodnich sąsiadów, które stanowiły istotę myśli endeckiej. Niestety apologetyczny stosunek do tradycji narodowo-radykalnych jest coraz powszechniejszy w elitach władzy i znajduje wyraz w postrzeganiu przez nich Wschodu. Profesor Jan Żaryn, wydawca dodatku historycznego do czasopisma „wSieci”, senator PiS i członek Rady Historycznej Związku Żołnierzy NSZ, jest bardzo dobrym przykładem tego neoendeckiego spojrzenia na Wschód. W wywiadzie udzielonym zaraz po wyborach dla portalu Kresy.pl profesor stwierdza, że Kresy są sercem Polski, zaś nasze dziedzictwo kulturowe bardzo silnie i jednoznacznie terytorialnie pokrywa się z ich terytorium. Litwini, Białorusini i Ukraińcy są jedynie ich „dzisiejszymi gospodarzami”. Senator Żaryn nie zauważa znaczenia tych ziem w dziejach wymienionych narodów. Kresy są polskie i już. Protesty przeciw mapie przedstawiającej „Wielką Polskę” powstałą z połączenia przedwojennej z dzisiejszą zawieszonej – na krótko – w polskim MSZ jeszcze przez Platformę Obywatelską uważa za niezrozumiałe. „Cóż tu komentować. Wiadomo, jakie były granice Polski przedwojennej, chyba, żebyśmy uważali, że to nie była Polska”.

Senator PiS nie kryje poczucia wyższości i nie próbuje zrozumieć punktu widzenia wschodnich sąsiadów, którzy mają uznać nasze stanowisko na zasadzie „dialogu do jednej bramki”. Według profesora Żaryna „naród ukraiński nie jest zdolny do samorefleksji bz pomocy Polski i Polaków”. Natomiast UPA zostaje przez niego porównana do cyklonu B. Tę opinię o Ukraińcach historyka będącego bezkrytycznym apologetą NSZ i Dmowskiego oraz nieskalanej polskiej historii można by odczytać jako przejaw autoironicznego dystansu. Niestety senator Żaryn był śmiertelnie poważny.

Pułapki afirmacyjnego stosunku do narodowo-radykalnego podziemia pokazała afera wokół Marszu Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce. Organizatorem marszu był między innymi skrajnie prawicowy Obóz Narodowo-Radykalny. Głównym „bohaterem” marszu został kapitan Romuald Rajs pseudonim „Bury” należący do Narodowego Związku Wojskowego. „Bury” popełnił zbrodnie na Białorusinach uznane przez Instytut Pamięci Narodowej za noszące znamiona ludobójstwa. Marsz był przez kilka tygodni reklamowany na stronie Kancelarii Prezydenta RP. Dopiero protesty „lewaków” spowodowały, że reklamę usunięto ze strony Kancelarii. Problem jest jednak poważniejszy i dotyczy akceptacji w debacie publicznej przez PiS radykalnych publicystów i historyków, którzy negują lub relatywizują zbrodnie popełnione przez Rajsa i innych partyzantów narodowego podziemia na Białorusinach, Ukraińcach czy Żydach. Przejawem tej tendencji był wydany w marcu specjalny dodatek „Naszego Dziennika” poświęcony Rajsowi. Wśród czołowych obrońców Rajsa i podobnych do niego narodowych „wyklętych” znajdziemy Leszka Żebrowskiego, autora samego pojęcia „żołnierze wyklęci”. Jest on antysemitą, członkiem Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Rady Historycznej Związku Żołnierzy NSZ, honorowego komitetu wyborczego Jana Żaryna oraz doradcą Ruchu Narodowego. W styczniu 2010 roku Klub Jagielloński, zaplecze intelektualne PiS przyznał mu wyróżnienie dla historyków zajmujących się dziejami najnowszymi. W 2016 roku Żebrowski był jednym z najważniejszych prelegentów podczas imprez zorganizowanych w ramach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych (1 marca) odbywających się pod patronatem prezydenta RP. Niestety kokietowanie przez władzę skrajnej prawicy nie dotyczy tylko niektórych historyków, ale także nacjonalistycznych organizacji i związanych z nimi środowisk kibicowskich. 11 listopada 2015 roku prezydent RP po raz pierwszy napisał list poparcia do uczestników Marszu Niepodległości odbywającego się pod hasłem „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski”, w którego komitecie honorowym pierwsze skrzypce grają przedstawiciele Ruchu Narodowego. Marsz został w nim nazwany „pięknym świętem młodych żarliwych polskich serc”. W oficjalnym przemówieniu z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych prezydent „pochylił głowę” przed środowiskami kibiców, dziękując im gorąco za podtrzymanie pamięci o żołnierzach wyklętych. PiS powinien zdawać sobie sprawę, że w ten sposób wprowadza na salony środowiska, których stosunek do wschodnich sąsiadów to często kopia poglądów Romana Dmowskiego i jego współpracowników. Natomiast im bardziej takie poglądy będą obecne w polskiej debacie, tym trudniejsze będzie budowanie przyjacielskich relacji z Ukrainą czy Litwą. Polska afirmująca Dmowskiego i Narodowe Siły Zbrojne nie będzie miała także szans, aby przekonać Ukraińców czy Litwinów do krytycznego spojrzenia na ciemne strony własnej historii.

 

Artykuł ukazał się w numerze 3-4/2016 „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze w numerze?

 

Adam Balcer jest dyrektorem programowym konferencji „Polska Polityka Wschodnia” organizowanej co roku przez Kolegium Europy Wschodniej.


Polecamy inne artykuły autora: Adam Balcer
Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu