Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK

Dyskusje

Prymusi inter pares

04.12.2013
zr

Wilno bez umowy stowarzyszeniowej?

25.11.2013
zr

Umowa bez „krwi, potu i łez” nic nie zmieni

22.11.2013
Piotr Andrusieczko

Gruziński serwis wyborczy

25.10.2013
zr

Dyskusja wołyńska na łamach new.org.pl

11.07.2013
zr

Wołyń: jak rozmawiać o historii?

06.05.2013
zr

Rosjanie to Azjaci czy Europejczycy? Żadne z powyższych?

26.11.2012
Zbigniew Rokita

Dyskusja wokół ukraińskiej „ustawy językowej”

05.07.2012
zr

Kto straci na Dniepropietrowsku – Janukowycz czy Ukraińcy?

08.05.2012
Swiatosław Chomenko

Ukraina: Euro 2012, wybory, Dniepropietrowsk i Tymoszenko

07.05.2012
zr

Wybuchy w Dniepropietrowsku

29.04.2012
zr

Bomby informacyjne czy polityczne?

29.04.2012
Marek Wojnar

Zamachy na Ukrainie – kilka hipotez

28.04.2012
Andrzej Szeptycki

Kontrolowana destabilizacja czy bandycka przemoc?

27.04.2012
Piotr Andrusieczko

Wybuchowy dramat albo spektakl

27.04.2012
Andrzej Brzeziecki

Komentatorzy bezradni, wyborcy mniej

04.03.2012
Andrzej Brzeziecki
NEWowski specjalny serwis wyborczy Rosja 2012:

Jako, że wynik dzisiejszych wyborów znany był od września ubiegłego roku, trudno się dziwić, że większość obserwatorów mówi i pisze od kilku tygodni niemal to samo. Głosowanie nie było tu poważną cezurą, jako że wygrana Putina była pewna. To, że wszystko wyjaśni się już w pierwszej turze, że nikt premierowi nie zagrozi, że kontrkandydaci nie zamierzali na serio rzucić Putinowi rękawicy – to wszystko również było jasne. Nawet Michaił Prochorow – kandydat względnie liberalny i odpowiedzialny – twierdził, że nie jest przeciwnikiem Putina – pozycjonował się raczej jako jego uzupełnienie/alternatywa.

Więcej emocji dostarczyły grudniowe wybory do Dumy, które były prawdziwym ciosem dla rządzącej Rosją partii. Putin w wyborach prezydenckich na taki słaby wynik nie mógł sobie po prostu pozwolić. Tym razem nowym elementem były liczne demonstracje w dużych miastach – nie powstrzymały one jednak starego-nowego prezydenta przed powrotem na Kreml.

Ciężko dorzucić coś nowego nawet z polskiej perspektywy. Rosją rządzi ta sama ekipa, która pozostaje u sterów od ponad dekady, więc i na stosunki polsko-rosyjskie te wybory drastycznie nie wpłyną.

Tylko rosyjscy wyborcy mogą wyrwać komentatorów z bezradności. Z informacji napływających z Rosji wynika, że tym razem Rosjanie głosowali bardziej aktywnie niż w 2008 roku. Co to oznacza? Oczywiście rodzi się podejrzenie, że frekwencja była „podkręcana”, jednak to, co przejdzie na Kaukazie, niekoniecznie możliwe będzie w Moskwie, czy Petersburgu. Tam ludzie mogli pójść głosować, aby naprawdę wyrazić swoje zdanie i jeśli zorientują się, że ich głosy zostały „skradzione”, wówczas mogą wyjść na ulice. Rosyjskie władze poważnie biorą to pod uwagę, skoro skierowały do stolicy siły porządkowe. Tyle, że rosyjscy wyborcy nie mają swojego Wiktora Juszczenki: kogoś, kto dawał nadzieję na zmiany i komu skradziono zwycięstwo. Ich motywacja będzie więc słabsza, a jak niedawno w Radiu Swoboda powiedział jeden z rosyjskich (niezależnych) dziennikarzy: namiotowego miasteczka z pewnością nie będzie, bo to nielegalne. W miarę jak napływają wyniki z zachodnich części Rosji rośnie słupek z poparciem dla Prochorowa: to też być może sposób na przekonanie mieszkańców wielkich miast, że ich głosy zostały policzone uczciwie.

Już teraz jednak panuje przekonanie, że manifestacje w Rosji, będą miały długofalowy wpływ na politykę w tym kraju. Jeśli będą się nasilać, to Rosja znów stanie się nieprzewidywalna (a my komentatorzy, będziemy mieli co robić). Tyle, że nieprzewidywalność należy rozumieć w sensie dosłownym, a także w tym najgorszym. Wśród najbardziej popularnych polityków opozycji (zarówno tej prawdziwej, jak i tolerowanej przez Kreml) nie ma ani jednego, którego nazwalibyśmy demokratą z krwi i kości. Nie znaczy to oczywiście, że najlepszym rozwiązaniem jest reżim Putina, ale jeśli Rosja ma wkroczyć na drogę demokratyzacji, to na pewno nie z taką opozycją, jaka dziś nadaje ton na manifestacjach. Aleksiej Nawalny z pewnością nie jest politykiem, któremu ktokolwiek odpowiedzialny dałby do potrzymania atomową walizeczkę choćby na pięć minut…

                                                                                                      Andrzej Brzeziecki


  

Jestem optymistą

04.03.2012
Witalij Portnikow

NEWowski specjalny serwis wyborczy Rosja 2012:

Podejmowanie próby oceny rosyjskich wyborów prezydenckich to wyjątkowo niewdzięczne zadanie dla obserwatora. Wyniki były zdeterminowane doborem kontrkandydatów i kondycją w jakiej na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat znajduje się system w Rosji, a dokładniej od 1996 roku, kiedy Borys Jelcyn został po raz drugi prezydentem. Ten system funkcjonuje w taki sposób, że obywatele nie tyle uczestniczą w wyborach, co raczej w plebiscycie zatwierdzając jedynie osobę, którą wyznacza wąski krąg nikomu bliżej nie znanych ludzi. I w tym kontekście to, że Putin zostanie wybrany już w pierwszej turze było oczywiste, tak samo jak to, że równie dobrze zatwierdzona mogłaby być inna osoba związana z polityczną elitą: Dmitrij Miedwiediew, Siergiej Iwanow czy Michaił Prochorow. Ktokolwiek kogo wyznaczyłaby wierchuszka. Wobec tego posługiwanie się terminem „wybory prezydenckie” nie odpowiada rzeczywistości: obywatele Federacji Rosyjskiej nie mieli żadnej alternatywy. Trzeba zrozumieć kim byli pozostali kandydaci: Żyrinowski, Mironow, Ziuganow i Prochorow są w takim samym stopniu przedstawicielami tego biurokratyczno-oligarchicznego systemu jak każdy inny członek nomenklatury.

Społeczeństwo zaczyna jednak rozumieć, że powinno brać udział w rządzeniu Rosją i od tego zaczyna się społeczna rewolucja, która może doprowadzić do zasadniczych przemian na poziomie prawnym, politycznym, mogą pojawić się niezależni kandydaci w przyszłości. To początek procesu, który być może zakończy się za dwadzieścia, trzydzieści lat. Jestem optymistą.

Putin stoi przed poważnymi problemami natury politycznej i gospodarczej. Nie sądzę, żeby on sam był w stanie się zmienić: jako polityk jest dość emocjonalny, wybuchowy i agresywny. Putin był odpowiednią osobą we wcześniejszych latach, ale działalność polityczna wymaga zdolności do podejmowania dialogu, szacunku dla postulatów drugiej strony. On tego nie potrafi i dlatego czekają go trudne czasy.


Witalij Portnikow jest stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej” i komentatorem Radio Swoboda

 

Co przyniosą rosyjskie wybory?

04.03.2012
zr

Powrót do Imperium?

27.12.2011
pp
Wraz z końcem roku dwudziestoleci nadchodzi jedna z ważniejszych rocznic – oficjalne rozwiązanie Związku Radzieckiego. Jego polityczne centrum przekształciło się w Federację Rosyjską. Po dwudziestu latach wielu komentatorów wciąż widzi sporo elementów wspólnych dla dzisiejszej Rosji i Związku Radzieckiego.

W przekazach medialnych dominuje pogląd moskiewski, jednak warto czasami posłuchać głosów z peryferii. Kaukaz Północny jest problematycznym regionem, który może w przyszłości zagrażać stabilności Rosji.

Jaki jest bilans tych dwóch dekad? Czy zapowiedzi starego-nowego prezydenta Władimira Putina o stworzeniu Związku Radzieckiego bis należy traktować z przymrużeniem oka, czy może zachodzą tam procesy, których nie dostrzegamy, i taki scenariusz jest możliwy, a przynajmniej pożądany?


Dmitrij Babicz: „Burżuazyjny aspekt rewolucji powiódł się, ale nie można tego samego powiedzieć o aspekcie drugim – demokratyzacji. Tak zwani rosyjscy liberałowie szybko zdali sobie sprawę, że wprowadzenie neoliberalnych reform tak naprawdę jest łatwiejsze bez demokracji. Ziaren nowego autorytaryzmu nie zasiał Władimir Putin, lecz cała klasa rządząca”.

Iwona Kaliszewska: „Jeszcze w połowie pierwszej dekady XXI stulecia na Kaukazie Północnym trudno było usłyszeć otwartą krytykę pod adresem państwa. Każda rozmowa o polityce kwitowana była stwierdzeniem: »Nie myślcie, że jest tu tak źle, było gorzej«. Wzrost gospodarczy w całej Federacji Rosyjskiej, skuteczna propaganda medialna sprawiły, że wierzono w Putina, wierzono w zmiany i obietnice”.

Ryzyko fałszerstwa

05.12.2011
Tomasz Kułakowski
Walka rosyjskich władz z niezależnymi mediami i społeczeństwem obywatelskim przeniosła się do sieci. Hakerzy zaatakowali niezależne strony internetowe, bo władze chcą „podreperować” wyniki.

Przez całą niedzielę nie można było odwiedzić między innymi strony internetowej niezależnego radia Echo Moskwy. O cyberataku poinformował na Twitterze redaktor naczelny stacji. Aleksiej Wieniediktow napisał, że blokada strony internetowej miała na celu zapobieżenie publikacji informacji o nieprawidłowościach podczas wczorajszego głosowania.

Na placu Triumfalnym w centrum Moskwy trwały nielegalne protesty, organizowane przez Inną Rosję, ruch skupiający liberalne i lewicowe partie, niedopuszczone do wyborów parlamentarnych. Policja zatrzymała około stu osób, w tym Eduarda Limonowa, jednego z najzagorzalszych krytyków Kremla, lidera radykalnej, lewicowej Partii Narodowo-Bolszewickiej.

Tymczasem niezależni dziennikarze odnotowali wiele przypadków łamania przepisów wyborczych. Gazieta.ru opisała między innymi „karuzelę” – proceder polegający na wielokrotnym głosowaniu przez te same grupy osób, które wożono do kolejnych lokali wyborczych.

Mimo nielicznych protestów, aktywności internautów i niezależnych dziennikarzy wybory do Dumy i tak wygra partia władzy Jedna Rosja. Stawką w wyborczej grze jest to, czy partia „oszustów i złodziei” – jak nazywają Jedną Rosję – uzyska większość konstytucyjną.

Wydaje się, że władze zaatakowały w sieci po to, by nikt nie przeszkodził w operacji „podreperowania” wyników wyborów na korzyść rządzącej partii. W wyborach z 2007 roku Putinowskie ugrupowanie uzyskało 64 procent głosów, zdobywając 315 z 450 mandatów do izby niższej rosyjskiego parlamentu.

Tandem Miedwiediew-Putin woli mieć konstytucyjną większość we własnych szeregach, by nie musieć dzielić się przywilejami sprawowania władzy z „dekoracyjną” opozycją. Tym bardziej że nadciąga druga fala kryzysu światowego, a sterowane ręcznie rosyjskie państwo i gospodarka potrzebują „stabilizacji”, czyli całkowitej kontroli przez elity władzy.

Najbliższe dni pokażą, jak daleko posuną się w fałszerstwach rosyjskie władze i czy hasło Stalina: „nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”, znów stanie się aktualne w przypadku Rosji.

Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia; stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

--
Sławomir Popowski  Żółta kartka dla Kremla
Iwan Preobrażeński Konserwacja systemu przy utracie poparcia
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu