Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Piotr Pogorzelski

Blog wyraża prywatne opinie Piotra Pogorzelskiego, niezależne od jego pracy dziennikarza Polskiego Radia. 

Gdzie się podziała tamta sympatia
2017-02-23

Mijają trzy lata od zakończenia aktywnej fazy rewolucji godności. Czas zadać sobie pytanie: gdzie podziała się sympatia Polaków do Ukraińców, którą było widać w czasie protestów na Majdanie?

Mieszkańcy Ukrainy wciąż pamiętają polskie zaangażowanie w czasie niedawnej rewolucji. Chodzi nie tylko o deklaracje polskich polityków, w tym tych stojących na czele obecnego obozu rządzącego, ale także o gesty solidarności zwykłych Polaków: manifestacje poparcia dla proeuropejskich aspiracji Ukraińców, przekazywane ubrania, produkty spożywcze czy nawet elementy wyposażenia wojskowego, przyjmowanie rannych (najpierw tych w czasie rewolucji, a potem wojny). Między innymi, dlatego mieszkańcy Ukrainy pytani o naród, który dażą największą sympatią, najczęściej wskazują Polaków. Jest to jednak miłość nieodwzajemniona. W badaniach CBOS z wiosny zeszłego roku Ukraińcy znaleźli się na szesnastym miejscu wśród „ulubionych” narodów Polaków. Można tylko przypuszczać, że teraz, po debacie wołyńskiej związanej z parlamentarnymi uchwałami i filmem Wołyń Wojciecha Smarzowskiego, ten wynik byłby jeszcze gorszy.

Sądzę, że jest to efekt dwóch czynników. Pierwszym jest polityka historyczna ukraińskich władz, które nie chcą przyznać, że formacje zbrojne, takie jak UPA, mają w swojej historii także czarne karty. Drugim jest fakt zręcznego wykorzystywania niedojrzałości rządzących w Kijowie przez polskich polityków. Wizerunek przeciętnego Ukraińca przedstawiany przez tych ostatnich to obraz człowieka, który znaczek z Leninem na czerwonym tle w klapie zastąpił czarno–czerwoną flagą i portretem Stepana Bandery. Słuchając wypowiedzi rządzących w Polsce można też dojść do wniosku, że dekomunizacja na Ukrainie polega na zastępowaniu pomników Lenina pomnikami przywódcy nacjonalistów. Takie uogólnienie jest absurdalne biorąc pod uwagę przeprowadzane nad Dnieprem badania socjologiczne pokazujące, że ocena Bandery wśród Ukraińców jest niejednoznaczna, a także dane dotyczące liczby pomników stawianych nacjonalistom, czy nawet liczby ulic, którym nadano ich imiona. Według danych ukraińskiego IPN, przytoczonych przez dziennikarza i historyka Ołeksandra Zinczenkę, w ramach dekomunizacji zmieniono nazwy 51493 placów i ulic. Z tego imię Stepana Bandery nadano 34 z nich. W tym czasie zdemontowano 2389 pomników, przywódcy ukraińskich nacjonalistów postawiono cztery. Pieniądze zostały przekazane przez miejscowe władze, a nie centralne. Oczywiście, z punktu widzenia Warszawy, lepiej żeby ani nazw ulic, ani pomników w ogóle nie było. Jednak mówienie na podstawie tych liczb o banderyzacji Ukrainy jest daleko posuniętym wnioskiem.

Żaden z polskich polityków nie będzie się zagłębiać w szczegóły ponieważ samo hasło banderyzacji jest nośne, brzmi mocno i mobilizuje nacjonalistycznie nastawiony elektorat. Trudno zatem wymagać, aby ktokolwiek w Polsce z polityków (ponieważ historycy to robią) przyznał, że UPA zajmowała się nie tylko mordowaniem Polaków, ale także walką z ZSRR i III Rzeszą.

Zaskakujące jest także to, że rządząca obecnie w Polsce formacja, dla której tak ważna jest kwestia dekomunizacji, nie nagłaśnia istniejących przykładów współpracy w tej dziedzinie. A ta istnieje na przykład na poziomie Instytutów Pamięci Narodowej z obu krajów.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie powinniśmy zwracać uwagi na negatywne tendencje w ukraińskiej polityce historycznej – nie należy tylko uogólniać. Wrzucając wszystko do jednego worka doprowadzimy tylko do radykalizacji stanowiska Ukraińców. Na Ukrainie historia jest traktowana jeszcze bardziej instrumentalnie niż u nas i z mniejszym wyczuciem jej ważności dla społeczeństwa. Przy czym jest to instrument o o wiele mniejszym zasięgu niż w Polsce, przede wszystkim ze względu na nikłe zainteresowanie historią.

Zostawmy jednak sprawy historyczne i przejdźmy do współczesności. Polscy politycy stykają się tutaj z pewnym dysonansem poznawczym. Z jednej strony mówią o „banderyzacji”, a z drugiej nad Wisłą mieszka około miliona Ukraińców, którzy mają opinię dobrych pracowników i nie muszą walczyć z takimi stereotypami, z jakimi musieli mierzyć się Polacy na Zachodzie: nierobów i pijaków zjadających łabędzie w parkach. Rządzący traktują ich jednak instrumentalnie mówiąc o „uchodźcach”, którym jakoby pomaga Polska. Pytanie kto komu pomaga: czy Warszawa wpuszczając miliony Ukraińców, czy Ukraińcy ratując polską gospodarkę w czasie, gdy politycy nie są w stanie zapewnić takich warunków pracy, aby miliony Polaków pracujących za granicą wróciły do kraju. Sytuacja wydaje się jednak wygodna dla Warszawy, przede wszystkim dlatego, że obecność Ukraińców ma stanowić argument na rzecz nieprzyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Tutaj można mrugnąć okiem i powiedzieć: dokonując wyboru między dżumą a cholerą, wybieramy ukraińską dżumę zamiast muzułmańskiej cholery.

Takie manipulacje i gra polityką historyczną mają też konsekwencje dla wewnętrznego bezpieczeństwa Polski. Budowanie negatywnego obrazu milionowej mniejszości w naszym kraju może doprowadzić do napięć, czy nawet zamieszek. Pierwsze incydenty mają już miejsce. Można się tylko pocieszać, że często o trzeciej w nocy, pod sklepem albo klubem nocnym.

Wszystko to sprawia, że trzy lata po zakończeniu rewolucji godności, zapominamy, iż Ukraińcy ginęli walcząc o lepsze życie, życie zgodne z europejskimi standardami, a nie za Banderę czy Szuchewycza. Dziś z kolei prowadzą wojnę z Rosją w obronie własnego terytorium, a nie po to żeby w Zagłębiu Donieckim wyburzyć pomniki Lenina i upamiętnić zbrodniarzy z UPA. Walczą, aby Moskwa nie dyktowała im warunków i nie zmuszała do życia w postsowieckim bagnie. Polacy jednak coraz częściej nie chcą tego dostrzegać i nie stykając się nawet na co dzień z tępą rosyjską propagandą, zaczynają wierzyć w jej przekaz. Słuchając polskich polityków można dojść do wniosku, że rewolucja godności walczyła o Banderę i Szuchewycza. Teraz o to samo Ukraińcy niby walczą w Zagłębiu Donieckim.


Powrót
Najnowsze

Gruzja - sezon polityczny w pełni

27.06.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Polska-Białoruś. By historia nie dzieliła

26.06.2017
Czytaj dalej

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu