Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Walka o Kuropaty
2017-03-01
Julia Aleksiejewa, Marta-Daryia Klinava

Kuropaty były świadkiem stalinowskich represji (mogło tu zginąć około ćwierć miliona ludzi), jest miejscem ich upamiętnienia. Nie przeszkadza to białoruskim władzom niszczyć kolejne fragmenty uroczyska. Trwa kolejna odsłona tej walki, na skraju Mińska powstało miasteczko namiotowe.

Cześć uroczyska niedawno ogrodzono płotem, wydano zgodę na budowę na tym terenie centrum biznesowego. Z ustaleń białoruskiego blogera Eduarda Palczysa wynika, że za projektem stoi jeden z najbogatszych Białorusinów, Igor Oniszczenko. Białorusini spróbowali wziąć sprawy w swoje ręce.

 

Świadek rzezi

Dokładna liczba ofiar NKWD, które w tym miejscu dokonywało masowych egzekucji, nie jest znana. Według Zianona Paźniaka (późniejszego lidera Białoruskiego Frontu Ludowego) i Jauhiena Szmyhalowa, autorów artykułu Kuropaty – droga śmierci, dzięki którym w 1988 roku świat dowiedział się o tych mordach, liczba ta może wahać się od 100 do 250 tysięcy. Według Normana Daviesa przekracza ćwierć miliona. Z kolei białoruska prokuratura pod koniec lat dziewięćdziesiątych stwierdziła, że na uroczysku zginęło nie więcej niż 7 tysięcy osób. Temat stalinowskich represji wciąż jest na Białorusi „nieprzepracowany”, owiany tajemnicą

Miejsce, w którym miało dojść do masowych mordów, nie zostało wybrane przypadkowo. Wówczas teren uroczyska był odgrodzony trzymetrowym płotem, gapie nie mogli zobaczyć, co dzieje się po jego drugiej stronie. Więźniowie kopali sobie zbiorowe groby, po czym szybko ich rozstrzeliwano – po rosyjsku nazywa się to bracka mogiła. Kres mordom przyniosło wkroczenie Niemców na Białoruś. Okoliczni mieszkańcy zaczęli demontować płot, aby spalić go i ogrzać domy. Wówczas po raz pierwszy natrafiono na ślady hekatomby.

Od razu po wojnie służby specjalne Związku Radzieckiego zaczęły zacierać ślady. Część z nich zasypano, zasadzono tam drzewa. W latach sześćdziesiątych zbudowano przebiegającą przez uroczysko drogę, przez groby przebiegał też gazociąg. Później powstawały kolejne zabudowania.

Radzieckie organy odpowiadają za masowe egzekucje w około 120 miejscach na terytorium Białorusi. Kuropaty były miejscem jednej z najtragiczniejszych zbrodni.

 

Zagrożona pamięć

Od czasu odkrycia zbiorowych mogił białoruskie władze kilkukrotnie próbowały rozpocząć budowę na terenie uroczyska. Mieszkańcy Mińska nie zgadzają się jednak na to, nie chcą, aby pamięć zaginęła.

Społeczeństwo zareagowało i tym razem. Prędko koło memoriału Kuropat zebrali się aktywiści, później dołączyli okoliczni mieszkańcy. Protesty trwają od 20 stycznia. Aktywiści tuż obok słynnej alei z krzyżami zbudowali miasteczko namiotowe i nie chcą ustąpić. Na pobliskim płocie powieszono portrety osób, które w tym miejscu rozstrzelano. W miasteczku namiotowym przebywa przewodnik, który zainteresowanym opowiada historię Kuropat. Aktywiści organizują demonstracje oraz zebrania, na których ludzie dyskutują, jak można obronić uroczysko. Podobnie jednak jak w analogicznych sytuacjach w przeszłości, obronie Kuropat towarzyszy przemoc. Uzbrojeni w kije chuligani stale napadają na miasteczko namiotowe.

Kilka dni temu doszło do symbolicznego incydentu. W geście protestu młody Białorusin przkuł się kajdankami do zderzaka ciężarówki, która chciała zajechać na teren budowy. Powiedział później, że w tym miejscu byli rozstrzelani jego krewni i nie pozwoli go zabudować.

Dziś doszło do spotkania aktywistów z merem Mińska. Portal Tut.by poinformował, że mer Andriej Szoriec obiecał, iż budowa zostanie wstrzymana na minimum tydzień, a w tym czasie przeprowadzone zostaną rozmowy na poziomie ministerialnym.

Pomnik dla żywych

Od czasu dojścia Aleksandra Łukaszenki do władzy próbuje się obniżyć rangę tego miejsca, a nawet udowodnić, że za rozstrzelania odpowiadają naziści. Próby te spełzły jednak na niczym. Weźmy podobną sytuację z początku lat dwutysięcznych – wówczas chciano zbudować na tej ziemi mińską obwodnicę. Protesty ciągnęły się długo, a 8-9 października 2001 roku brutalnie je zduszono. Instytut Historii Państwowej Białoruskiej Akademii Nauk oświadczył, że na terenie uroczyska nie ma żadnych mogił.

Niestety, droga do oficjalnego ujawnienia tajemnicy tych mordów jest jeszcze daleka, a rządzący robią wszystko, żeby jak najmniej osób znało prawdę. Wciąż spacerujemy ulicami, które noszą imiona katów, mordujących mieszkańców Białorusi. Wciąż mamy miejsca upamiętniające Feliksa Dzierżyńskiego, a w zeszłym miesiącu białoruski minister spraw wewnętrznych oświadczył, że szczyci się tym, iż może nosić mundur funkcjonariusza NKWD.

***

Obrona Kuropat to krok w stronę dekomunizacji, która na Białorusi nie została przeprowadzona. To pamięć o tym, kim jesteśmy i przeciw czemu walczymy. Kuropaty dowodem na to, że Białorusini przeżyli dwa XX-wieczne systemy totalitarne i nie dali się złamać. Kuropaty to nie tylko pomnik zamordowanych, to też pomnik żywych.

 

Julia Aleksiejewa jest białoruską dziennikarką,

Zdjęcia: Marta-Daryia Klinav


Polecamy inne artykuły autora: Julia Aleksiejewa
Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu