Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nie ma zbrodni, ale są kary
2017-03-09
Artiom Filatow, Olga Romanowa

Z Olgą Romanową, obrończynią praw człowieka, twórczynią organizacji Ruś Sidiaszczaja, rozmawia Artiom Fiłatow.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze w numerze?

 

ARTIOM FIŁATOW: Memoriał – stowarzyszenie zajmujące się badaniami historycznymi, obroną praw człowieka – podał w 2016 roku liczbę więźniów politycznych w Rosji. Miała ona wzrosnąć dwukrotnie: z 50 osób do 102. Kto, według Pani informacji, posiada dziś status więźnia politycznego w naszym kraju?

OLGA ROMANOWA: To trudne pytanie w kontekście prawnym oraz społecznym, bowiem oficjalnie za przekonania polityczne nie idzie się w Rosji do więzienia: chcąc „wsadzić” kogoś za politykę, trzeba postawić mu inne zarzuty. W kodeksie karnym nie figuruje artykuł, który mówiłby o działalności politycznej, inakomyslju – myśleniu w sposób odmienny, niż nakazuje to linia partii. Takie zapisy znajdowały się w prawie radzieckim. W rosyjskich więzieniach siedzą jednak na przykład przedsiębiorcy, którym odebrano biznes, albo których konkurenci postarali się, aby wylądowali oni za kratkami. Czy są to więźniowie polityczni? Można tę sytuację porównać do 1930 roku w ZSRR, kiedy przeprowadzano „rozkułaczenie”. Wtenczas aresztowano między innymi ludzi ukrywających ziarno. Niewygodnych obywateli wtrąca się do więzień, sięgając po prowokacje, na przykład podrzuca im się narkotyki. W rosyjskich więzieniach siedzą setki tysięcy skazanych za rzekome ich posiadanie. Rosyjski sposób prowadzenia śledztwa oraz system sądowniczy sprawiają, że za kratki trafiają niewinni obywatele. Śledczy, prokuratorzy, sędziowie – wszyscy zdają sobie sprawę, że niszczą ludzi. Ale przecież zatrudnieni w aparacie sprawiedliwości muszą dobrze wypaść w sprawozdaniach, awansować, otrzymać premię. Liczą się więc statystyki.

 

Europa śledzi losy ukraińskiego reżysera Ołeha Sencowa, który od dłuższego czasu przebywa w rosyjskim więzieniu, oraz Ildara Dadina – opozycjonisty skazanego za nieodpowiednie zachowanie podczas mityngu. Czy historia tych dwóch skazanych różni się od losów innych ludzi, którzy znaleźli się za kratami z powodu przekonań politycznych?

Ołeh Sencow oraz Ildar Dadin są przykładami więźniów politycznych. Dadin jako pierwszy w Rosji został skazany na mocy nowego artykułu kodeksu karnego. Artykuł ten mówi, że jeśli obywatel kilka razy wziął udział w spontanicznym mityngu czy demonstracji, to za którymś kolejnym razem (czwartym albo dziesiątym – prawo tego nie precyzuje) może zostać skazany na kilka lat więzienia. Do więzienia można więc trafić dokładnie za to samo wykroczenie, za które było się już ukaranym – mandatem albo kilkudobowym aresztem. W cywilizowanym świecie niemożliwe jest, aby taki artykuł znalazł się w kodeksie karnym, w Rosji – owszem. Dadin bez wątpienia jest ofiarą machiny represji, został ukarany za głoszenie swoich poglądów. Historia Ołeha Sencowa także ma podtekst polityczny, jest związana z aneksją Krymu przez Rosję. Sencow został skazany na dwadzieścia lat za rzekomy zamiar wysadzenia w powietrze pomnika Lenina. Nawet ów „zamiar” nie został Sencowowi udowodniony, ponieważ podczas procesu świadkowie zeznali, że w czasie śledztwa byli bici – w ten sposób wymuszano na nich zeznania. Żywiliśmy nadzieję, że dojdzie do wymiany Sencowa: ukraiński więzień za rosyjskiego, jak było w przypadku przetrzymywanej w Rosji pilotki Nadieżdy Sawczenko. Nadzieja ta słabnie jednak z każdym dniem. Mam wrażenie,że ukraińskie władze także powoli zapominają o swoim obywatelu.

 

Autorytety z całego świata apelowały do Władimira Putina, aby uwolnił Sencowa. Wstawił się za nim nawet rosyjski reżyser Aleksander Sokurow. Dlaczego – nie bacząc na te apele – nasze władze wciąż trzymają ukraińskiego reżysera za kratkami?

Upór i brutalność rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości biorą początek w wydarzeniach z 6 maja 2012 roku – był to dzień inauguracji trzeciej kadencji Putina, w stolicy Rosji doszło do masowych protestów oraz przepychanek. Patrząc na ten bunt, Putin podjął decyzję, jak należy postępować z ludźmi, którzy chcą wychodzić na place swoich miast i protestować, z tymi, którzy „myślą inaczej”. Postanowił, że trzeba ich karać, karać ostro, aby tych protestów zaniechali. Rosyjskiemu prezydentowi się udało: po 6 maja 2012 roku protesty rzeczywiście ucichły, ludzi przejął strach. I trudno się im dziwić – zdarzało się, że ktoś wyszedł na mityng, który odbywał się za przyzwoleniem władz, a potem wszczynano przeciwko niemu postępowanie. Młodych ludzi sadzano do więzień ot tak, nie tłumacząc dlaczego i nie przedstawiając zarzutów. Na przykład Jarosław Bielousow rzucił cytryną. I za to trafił do więzienia na trzy lata. Po 6 maja 2012 roku śledczy, prokuratorzy i sędziowie zrozumieli, czego oczekują od nich władze – te ostatnie chciały, aby zademonstrowano społeczeństwu brutalność. Ołeh Sencow siedzi za Krym, aresztowano go na półwyspie w 2014 roku, jego wyrok to jasny komunikat: „Krym jest nasz, a jeśli ktoś ma na ten temat inne zdanie, znajdzie się w więzieniu”. Nasz system sprawiedliwości represjonuje także Tatarów krymskich. W ich sprawach nie można wskazać motywów, którymi kierował się sąd, nakładając na nich kary, zarzuty są absurdalne, przekaz skierowany do Tatarów brzmi: „zobaczcie, co z wami będzie, jeśli odważycie się wystąpić przeciwko Rosji”.

 

W jakim stopniu strach przed aresztowaniem, odsiadką, wpływa na aktywność polityczną rosyjskiego społeczeństwa?

Strach paraliżuje. Niestety, nasze elity polityczne składają się z ludzi mądrych, którzy z każdym dniem są doskonalsi i bardziej doświadczeni w tym, co robią. Wróćmy do sprawy Ildara Dadina. Ileż wysiłków władze włożyły w to, żeby ludzie mieli tej sprawy dość, aby nie musieli już więcej słuchać o mityngach, więzieniu, torturach. Mężczyzna, który zajmuje się operacją oczerniania Dadina, jest byłym funkcjonariuszem FSB, obecnie pracuje w więzieniu. Nauczony jest myśleć w kategoriach operacji specjalnych, dlatego też rezultat jego działań jest tak straszny.

 

Ukraińcy zarzucają Rosjanom: „Nie odważyliście się na protesty, dlatego zasługujecie na władzę, którą macie”. W jakim stopniu takie oskarżenia uwzględniają kontekst rosyjskiej rzeczywistości?

Takie zarzuty – pojawiające się na przykład na Facebooku – czytają przede wszystkim ludzie biorący udział w protestach, osoby, które nie godzą się na wojnę czy okupację Krymu. To ludzie, którzy zdecydowali się zaryzykować. Oczywiście, aktywna postawa – prezentowana przez część Rosjan – nie zmienia stosunku Ukraińców do naszego społeczeństwa jako masy. W ostatnim czasie ja również straciłam kilku ukraińskich przyjaciół. Nasz podziw dla protestujących na Majdanie Ukraińców był szczery, życzyliśmy im zwycięstwa. Obecnie Rosjan wrażliwych na ukraińską krzywdę jest bardzo, ale to bardzo mało.

 

Kto dziś bardziej ryzykuje trafienie do więzienia – działacz polityczny, biznesmen czy każdy z nas przejawiający aktywność w jakiejś sferze życia?

Wszyscy ryzykują w takim samym stopniu. Niedawno byłam na Syberii, tam sędziowie wysyłają ludzi do aresztu na dziesięć lat, zatrzymanym nie przedstawia się żadnych dowodów winy i wtrąca za kraty bez procesu. Niektórzy umierają za kratami, nie doczekawszy procesu. Starałam się zrozumieć, dlaczego coś takiego ma miejsce? Nowosybirsk jest dużym miastem, ale bardzo długo nie było w nim odpowiedniego uniwersytetu kształcącego prawników ani szkoły Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Uczelnie powstały nagle, a ich absolwenci szybko zrozumieli, że można służyć, ale można też się dosłużyć. Można przeprowadzić śledztwa dotyczące czterech kradzieży i ukarać winnych, ale jeśli wpadniesz na trop bandy zajmującej się handlem narkotykami albo bandy oszustów – szybko dosłużysz się tytułu majora. Nikogo nie interesuje walka z drobną przestępczością. Dlatego – na papierze – przestępcy popełniający niewielkie wykroczenia urastają do rangi bandytów działających w zorganizowanej szajce.

 

Czy owa dowolność stosowania represji i wskazywania winnych jest związana z faktem „rozwiązania rąk” rosyjskim resortom siłowym w sprawach politycznych? Funkcjonariusze zrozumieli, że można „naginać” sprawy nie tylko w interesach władzy, ale i dla własnych korzyści.

To oczywiście kwestia polityki. Nasz system prawny – przede wszystkim władza sądownicza – stoi na straży reżimu. Dochodzenia w sprawach dotyczących fałszerstw wyborczych (lub innych naruszeń, do których dochodzi podczas głosowania), czy szerzej: we wszystkich kwestiach odnoszących się do polityki, są przez sądy ostro blokowane. W Rosji sąd zawsze stanie po stronie władzy. I to umożliwia poważne naruszenia: dzięki łapówce do więzienia można wsadzić każdego, sędziowie nie muszą znać prawa, mogą popełniać błędy. Sędziom „wybacza się”, że biorą łapówki, ponieważ kiedy będzie trzeba, orzekną na korzyść państwa.

 

Czy prawidłowe jest nazywanie tego systemu „putinowskim”, jako że Putin zajmuje w nim najważniejsze miejsce?

Jeśli weźmiemy pod uwagę „kolektywnego Putina”, to tak. Ponieważ Putin – jako jednostka – nie ma praktycznie żadnych mechanizmów, by wpływać na system. Na corocznej wielkiej telekonferencji rosyjskiego lidera padło pytanie dotyczące szokującej sprawy Jewgieni Czudnowiec. Czudnowiec to przedszkolanka, samotna matka, która umieściła w sieci nagranie wideo, na którym ktoś znęca się nad dzieckiem. Kobieta skomentowała to zachowanie, jej słowa pełne były oburzenia. Trafi ła na pół roku do więzienia, rozłączono ją z dzieckiem, a na jej karierze postawiono krzyżyk. Gołym okiem widać: historia jak z utworów Franza Kafki, niesprawiedliwy wyrok. Kiedy więc podczas wspomnianej konferencji zapytano o sprawę Czudnowiec, prezydent nakazał sprawdzić, jak wyglądało śledztwo. Dosłownie dzień później odbyła się rozprawa w sądzie apelacyjnym, ale wyrok został utrzymany. Wszyscy bowiem rozumieją zasady gry – niech sobie gadają, a my będziemy wsadzać ludzi do więzień. Putin stworzył system zamknięty, który nie reaguje na żadne zewnętrzne bodźce.

 

Czy rosyjski system więziennictwa w jakimś stopniu nawiązuje do czasów stalinowskich? A może takie analogie są jedynie „artystycznym” porównaniem wykorzystywanym przez dziennikarzy, szczególnie na Zachodzie?

Porównywanie pracy organów śledczych i sądów obecnie z ich odpowiednikami w czasach stalinowskich jest przesadą: rzeczywistość wygląda inaczej. Słuszne jest jednak porównanie dzisiejszego systemu więziennictwa z ówczesnymi łagrami. Obecne łagry i więzienia zostały zbudowane w czasach stalinowskich – do tej pory nic się tam nie zmieniło. Panuje dokładnie taki sam stosunek wobec osadzonych: są traktowani jak niewolnicy, jak nieludzie. W rosyjskich więzieniach nie resocjalizuje się osadzonych, ich się niszczy. W tej rzeczywistości nie istnieją takie pojęcia, jak: godność ludzka czy prawa człowieka. Czci się więźniów, którzy odbyli karę w łagrze, odsłania się tablice: „Łagier został otwarty w 1937 roku”. System więziennictwa był reformowany ostatnim razem w 1953 roku, wtenczas istniał jeszcze GUŁAG. Od 1953 roku nic – oprócz nazw – nie uległo zmianie. Ludzie nie widzą w tym nic haniebnego, łagier uważają za wielkie osiągnięcie cywilizacyjne swoich dziadów i ojców. Kolejne pokolenia nie dokonują historycznych ocen, nasze społeczeństwo nie umie odróżnić dobra od zła. Kat, który w łagrze rozstrzeliwał obywateli radzieckich, jest dziś takim samym bohaterem jak żołnierz, który walczył na froncie i rzucał się pod czołg, aby ocalić ojczyznę.

 

Czy wynika to z faktu, że system ten jest zamknięty? Czy może władza uchyla się od adekwatnej oceny totalitarnej radzieckiej historii?

Każde społeczeństwo można zmanipulować i to przy użyciu skromnych środków. Wystarczy spojrzeć na hitlerowskie Niemcy: 50 milionów ludzi stało się apologetami Hitlera. Podobne procesy mają miejsce w społeczeństwie rosyjskim. W Rosji zupełnie zachwiał się system wartości. Przez ostatnie siedemnaście lat od przedstawicieli naszych elit politycznych możemy usłyszeć: „morduj, a otrzymasz mieszkanie, order, wyższą pensję”. W kontakcie z organami państwowymi: „kłam, a wyjdzie ci to na dobre”; „kto nie kłamie, ten przegrywa”. To samo można powiedzieć odnośnie do więzień: jeśli ktoś łamie prawo, ale wykazuje się sprytem, to nie znajdzie się za kratami. Natomiast ktoś, kto wyszedł na manifestację z hasłem dotyczącym „żuli i złodziei”, trafi za kraty. Naród się do tego systemu dostosował.

 

W Rosji żyje 700 tysięcy więźniów, ludzie ci mają rodziny, z subkulturą więzienia związani są także pracownicy wymiaru sprawiedliwości. W jakim stopniu subkultura ta wpływa na rosyjskie społeczeństwo i nasz kraj?

Rosja jest krajem kultury więziennej. Proszę zwrócić uwagę, że cała wielka literatura rosyjska w jakimś stopniu dotyczy więzienia. Sądzono i zsyłano: Aleksandra Puszkina, Michaiła Lermontowa, Fiodora Dostojewskiego; Mikołaj Czernyszewski został skazany na katorgę. Antona Czechowa nie wsadzili, ale on sam udał się na Sachalin, by stworzyć katorżnicze opowiadania. Także w biografiach członków radzieckiego rządu – Włodzimierza Lenina, Józefa Stalina, Lwa Trockiego – są więzienne epizody. Doświadczyliśmy wielu fal represji. W okresie powojennej odwilży pojawili się dysydenci, których także spotykały kary: Andriej Siniawski, Julij Daniel, Aleksander Sołżenicyn, Warłam Szałamow. Mogłabym wymieniać bez końca. W Rosji nie można być zasłużonym, nie odsiedziawszy wyroku w więzieniu. Putin, który w wystąpieniach wykorzystuje więzienne powiedzonka, jest społeczeństwu bliski, jest swój.

 

Rosja stara się wyjść spod jurysdykcji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jeśli do tego dojdzie, jak odbije się to na losach obywateli naszego kraju?

Dziś wiele decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie jest w Rosji respektowanych, ale zawsze żywi się nadzieję, że „Strasburg nam pomoże”. Podobne ironiczne zdanie, brzmiące: „Zachód nam pomoże”, pada w powieści satyrycznej Dwanaście krzeseł autorstwa Ilji Ilfa i Eugeniusza Pietrowa. Jest jeszcze jedna kwestia: dziś ciężko uzyskać zgodę na widzenie z więźniem – rosyjskie więzienia są zamknięte. Trybunał może to umożliwić. Jeśli złoży się w tej instytucji odpowiedni wniosek, to przedstawiciel więźnia może odwiedzić osadzonego i zobaczyć, w jakich warunkach jest przetrzymywany. Rodziny często nie mogą w inny sposób skontaktować się ze swoimi bliskimi. Teraz zostaną pozbawione również tego.

 

Czy uprawniona jest teza, że Rosjanie rozumieją wagę praw człowieka, ale stają się aktywni politycznie tylko wtedy, gdy z nimi samymi albo z ich bliskimi stanie się coś złego?

Tak, jest to prawda, stają się wówczas rewolucjonistami amatorami. Jeden z młodych współpracowników organizacji Ruś Sidiaszczaja odsiedział wyrok, a zanim trafił do więzienia, był aktywistą Jednej Rosji. W więzieniu odnalazł siebie, uporządkował myśli. Obywatela Rosji formują trzy instytucje: szkoła, armia i więzienie. To instytucje bardzo do siebie podobne. Jeśli człowiek na danym etapie życia z żadną z nich się nie spotka, nie zrozumie, w jaki sposób skonstruowany jest russkij mir. Aby zmienić sytuację w kraju, konieczna jest reforma właśnie w szkole, armii, więzieniu. Jednak aby do tego doszło, potrzebna jest nowa władza.

Przełożyła Małgorzata Nocuń

 

Olga Romanowa jest dziennikarką, obrończynią praw człowieka, twórczynią organizacji Ruś Sidiaszczaja. Komentatorka „Nowej Gaziety”.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze w numerze?

Wykorzystane zdjęcie: Jerry Stratton / http://hoboes.com/Mimsy / CC BY-SA 4.0

 


Polecamy inne artykuły autora: Artiom Filatow
Powrót
Najnowsze

Czy Giedroyc jest aktualny?

25.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Kresentymentalizm

25.05.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

24.05.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Spotkanie: Wojna, która nas zmieniła

22.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Europa Wschodnia – polska specjalność?

18.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Political fiction rodem ze średniowiecza

18.05.2017
Maxim Rust
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu