Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Powolne wchłanianie
2017-03-20
Wojciech Wojtasiewicz

W okresie rządów koalicji Gruzińskie Marzenie (2012-2016) nie udało się zasypać przepaści dzielącej Tbilisi od Abchazji i Osetii Południowej. Stało się wręcz przeciwnie: separatystyczne regiony stopniowo oddalały się od macierzy i integrowały z Rosją, stając się de facto jej częścią. Proces ten wciąż trwa.

 

 

Nieuznawane wybory

W Abchazji w pierwszej połowie marca odbyły się wybory parlamentarne. Społeczność międzynarodowa ich nie uznała, szczególnie zdecydowane stanowisko zajęły Unia Europejska, NATO i Azerbejdżan – wyjątkami była Rosja i garstka państw, które formalnie respektują niepodległość Suchumi. Tbilisi oskarżyło Moskwę o kolejną próbę zalegalizowania abchaskiej parapaństwowości, a więc: zalegalizowania konsekwencji kilku fal antygruzińskich czystek etnicznych, inwazji militarnej z 2008 roku oraz okupacji gruzińskich ziem przez rosyjskie wojska. Gruzińskie władze podkreśliły także, że Gruzini wygnani ze wspomnianych terytoriów (dziś: kontrolowanych przez Suchumi) w dalszym ciągu nie mogą powrócić do swoich domów.

Z kolei w drugiej gruzińskiej separatystycznej republice na początek kwietnia zaplanowane zostały wybory prezydenckie. Mieszkańcy Osetii Południowej będą mogli wybrać głowę swojego „państwa” spośród pięciu kandydatów, wśród których znalazł się obecny, rządzący od 2012 roku prezydent Leonid Tibiłow. Co ciekawe, z wyścigu został wyeliminowany rządzący w latach 2001-2011 prezydent Eduard Kokojty. Jego kandydatura nie była na rękę Moskwie, w efekcie czego osetyjska komisja wyborcza utrąciła ją, twierdząc, że wniosek o udział w wyborach był niekompletny. Ponadto Kokojty miał nie spełniać warunku zamieszkiwania Osetii Południowej przez ostatnie pięć lat.

Wybory w parapaństwach odbywają się regularnie od ćwierć wieku. Większe zaniepokojenie gruzińskich władz i społeczności międzynarodowej budzi zaplanowane wraz z wyborami prezydenckimi referendum w sprawie zmiany nazwy separatystycznej republiki z Osetii Południowej na Osetię Południową-Alanię – odbędzie się ono za zgodą Rosji. Byłoby to nawiązanie do nazwy rosyjskiej, północnokaukaskiej republiki Osetii Północnej-Alanii – podmiotu, z którym osetyjskie władze chciałyby się połączyć, wchodząc tym samym w skład Federacji Rosyjskiej. Osetii Południowej, w przeciwieństwie do Abchazji, nie zależy na chociażby formalnej niepodległości. Moskwa obecnie nie jest jednak zainteresowana takim rozwiązaniem; zdaje sobie sprawę, że aneksja gruzińskiego terytorium spotkałaby się z ostrym sprzeciwem społeczności międzynarodowej. Kreml woli realizować swoje interesy na tym terenie poprzez zwiększanie obecności militarnej i gospodarczej.

Izolacja i militaryzacja

Wybory i referendum to nie jedyne sposoby podkreślania samodzielności Suchumi i Chcinwali. Abchaskie władze podjęły na początku marca decyzję o zamknięciu dwóch z czterech „przejść granicznych” pomiędzy Abchazją a „Gruzją właściwą” (w przeszłości takich punktów było kilkanaście). Niekorzystnie wpłynie to na życie Gruzinów zamieszkujących leżący w Abchazji przygraniczny rejon galski. Często podróżują oni do niedalekiego Zugdidi w Megrelii po stronie gruzińskiej w celach zarobkowych, handlowych, zdrowotnych czy edukacyjnych. Strona abchaska podkreśliła, że dwa pozostałe punkty kontrolne przejdą modernizację i zwiększą swoją przepustowość.

Zaniepokojenie działaniami Suchumi oprócz Tbilisi wyraziły Waszyngton i Bruksela oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych. Podkreślono, że decyzja abchaskich władz doprowadzi do pogorszenia i tak trudnej sytuacji humanitarnej na „pograniczu” abchasko-gruzińskim. Została ona również oprotestowana przez ludność zamieszkującą rejon galski, która zorganizowała protest.

Dostęp Gruzinów do Osetii Południowej już od lat jest praktycznie niemożliwy. W tym czasie Rosja wciąż zwiększa swoją obecność wojskową na tym obszarze. Niedawno Władimir Putin zatwierdził porozumienie z Cchinwali, które przewiduje włączenia niektórych oddziałów osetyjskiej armii do rosyjskiego wojska. Krok ten ma na celu zwiększenie kontroli Moskwy nad budżetem osetyjskich sił zbrojnych. To problem, z którym Kreml boryka się nie od dzisiaj: miejscowi notable kradną napływającą z Rosji pomoc finansową. Pomoc ta nie jest mała i stanowi lwią część miejscowego budżetu.

Coraz więcej Rosji

Gruzińskie władze oraz społeczność międzynarodowa potępiając działania Moskwy, Suchumi i Cchinwali ograniczają się do wydawania za każdym razem identycznie brzmiących oświadczeń. Niestety, działania Tbilisi, mające na celu przyciągnięcie Abchazów i Osetyjczyków do Gruzji, kończą się fiaskiem. Większość mieszkańców separatystycznych krajów nie skorzysta z ruchu bezwizowego do krajów członkowskich UE, którym zostaną objęci pod koniec marca obywatele Gruzji – nie posiadają oni bowiem gruzińskich paszportów, które to w poprzednich latach zamienili na rosyjskie. Ponadto, pomimo umożliwienia Abchazom i Osetyjczykom korzystania ze służby zdrowia i szkolnictwa na terenie „Gruzji właściwej”, taka perspektywa staje się coraz mniej realna z powodu izolacji tych dwóch separatystycznych republik. Gruzja nie ma innych narzędzi, dzięki którym mogłaby przyciągnąć do siebie Suchumi i Cchinwali bądź zmusić do posłuszeństwa. Kolejna próba rozwiązania konfliktu metodą siłową mogłaby się zakończyć podobnie jak w roku 2008. Zachód, aby zmusić Moskwę do wypełnienia porozumień kończących wojnę pięciodniową, musiałby zdecydować się na znacznie ostrzejsze sankcje niż w przypadku aneksji ukraińskiego Krymu czy wręcz na konflikt zbrojny. Na to się nie zanosi, szczególnie w kontekście zmiany lokatora w waszyngtońskim Białym Domu oraz turbulencji wewnętrznych w Unii Europejskiej, której kluczowe państwa członkowskie czekają w najbliższych miesiącach rozstrzygające wybory prezydenckie lub parlamentarne.

Izolacji separatystycznych republik nie zmniejszy też inny pomysł władz gruzińskich: liberalizacja ustawy o terenach okupowanych. Nowelizacja przewiduje złagodzenia kary dla obcokrajowców wjeżdżających na tereny Abchazji i Osetii Południowej od strony Rosji – obecnie grozi im kara pieniężna w przypadku jednorazowego wjazdu bądź więzienia w przypadku wjazdu kilkukrotnego. Każdy turysta chcący dostać się do jednego z dwóch parapaństw jest zmuszony do ubiegania się o abchaską bądź osetyjską wizę, oczekiwania w wielogodzinnych kolejkach w „punktach kontrolnych”, na końcu jest przesłuchiwany przez ochraniających „granicę” rosyjskich pograniczników.

Sytuacja wokół Abchazji i Osetii Południowej wydaje się patowa i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych latach Tbilisi chociażby w najmniejszym stopniu zwiększyło swoje wpływy w separatystycznych republikach. Te ostatnie będą raczej nadal stopniowo wchłaniane w polityczno-gospodarczo-militarną strefę wpływów Federacji Rosyjskiej.

 

Wojciech Wojtasiewicz

Fot. Marcin Konsek (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu