Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Bariera nieufności
2017-03-23
Zbigniew Rokita, Michał Potocki

ZBIGNIEW ROKITA: Aleksander Łukaszenka oświadczył we wtorek, że przez Litwę i Polskę przechodzą pieniądze, które są wykorzystywane do finansowania bojowników na Białorusi, poinformował też o wykryciu obozów szkoleniowych. Dlaczego te słowa padły właśnie teraz?

MICHAŁ POTOCKI: To klasyczna i przewidywalna reakcja władz białoruskich, które obawiają się utraty wpływu na sytuację w kraju. Polityka Mińska – zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna – od lat jest sinusoidalna: najpierw poluzowuje się śrubę, naród przestaje się bać i wychodzi na ulice, wówczas zaostrza się represje, szuka się wroga wewnętrznego i zewnętrznego. W tym miejscu sinusoidy się znajdujemy.

 

Jakie są jej kolejne elementy?

Po przykręceniu śruby na ludzi pada strach, nastroje protestacyjne opadają, władze czują się pewniej, a po jakimś czasie znów zdecydują się na tymczasową liberalizację i cykl się zamyka.

Rzeczywiście, od zeszłego miesiąca ludzie wychodzą na ulice. To nie tylko protest w sprawie niszczenia miejsca pamięci w Kuropatach, ale przede wszystkim manifestacje w szeregu białoruskich miast – gromadzące od kilkuset do przeszło tysiąca ludzi – w związku z rozpoczęciem egzekwowania podatku dla bezrobotnych. Muszą uiszczać go osoby, które przepracowały w ubiegłym roku mniej niż 183 dni. Podatek był przyczyną wyjścia ludzi z domów?

Tak zwany podatek od darmozjadów był pretekstem – fatalnie przyjętym przez społeczeństwo i niegenerującym wcale wysokich wpływów budżetowych. Przyczyna leży głębiej, jest nią stan gospodarki, a przede wszystkim wysokość białoruskich zarobków. Ich realna wartość spada, co wynika nawet nie tyle z polityki Mińska, co z daleko posuniętej integracji gospodarek białoruskiej i rosyjskiej, a więc – ze spadku wartości rosyjskiego rubla i w konsekwencji białoruskiego. Do tego doszła recesja, która trwa na Białorusi już trzeci rok. Recesja doprowadziła do zwolnień czy do wysyłania pracowników na bezpłatne urlopy. Nastroje społeczne musiały ulec pogorszeniu, a katalizatorem protestów było rozpoczęcie rozsyłania wezwań do zapłacenia „podatku od darmozjadów”. Ci, którzy otrzymali te pisma, mogli poczuć się urażeni.

Pojawiały się głosy, że Łukaszenka wprowadził ów podatek szukając pieniędzy na podreperowanie kiepskich finansów państwa. Ty natomiast sugerujesz, że nie wygeneruje on wysokich wpływów budżetowych.

Mam wrażenie, że w tym przypadku deklaracje władz i rzeczywistość są zbieżne. Władze chcą odzyskać pieniądze od ludzi, którzy pracowali bądź na czarno, bądź zagranicą, przede wszystkim w Rosji – jedni i drudzy nie płacili więc podatków na Białorusi, ale oni i ich bliscy korzystali z publicznych świadczeń jak szkolnictwo czy służba zdrowia. Może przełoży się to na kilkadziesiąt milionów złotych, to nieznaczne pieniądze. Każda kopiejka się liczy, ale Mińsk nie pójdzie na dno bez wyegzekwowania tego podatku. Wszystko wskazuje na to, że Białoruś jeszcze w tym roku nie będzie miała problemu z obsługą długu zagranicznego, wiadomo, skąd wziąć pieniądze na jego obsługę. Ponadto Mińsk ma możliwość w tym roku zwiększenia jeszcze deficytu budżetowego.

 

Mówisz o sinusoidzie. Jeśli Łukaszenka łączy bojowników, próbę destabilizacji kraju i Polskę – czego możemy spodziewać się w relacjach polsko-białoruskich? Ostatnie miesiące przyniosły na tym odcinku znaczne ocieplenie, doszło do szeregu wizyt polskich polityków wysokiego szczebla na Białorusi.

Po pierwsze, trudno na razie powiedzieć, na ile wzmożenie represji przez Mińsk jest długoterminowe. Do pewnego momentu protesty – jak je nazwano: „marsze niedarmozjadów” – przebiegały spokojnie, milicja nie interweniowała, część była nawet legalna. Nagle Łukaszenka się ugiął i zapowiedział swoiste moratorium nałożone na podatek: obiecał, że w tym roku nie będzie on jeszcze egzekwowany. Władza pokazała słabość, musiała więc równocześnie pokazać siłę. Stąd z moratorium zbiegły się inne działania: represje wobec protestujących, dziennikarzy, również kreowanie zewnętrznego wroga. Mińsk nie chce, aby naród pomyślał, że władza jest słaba. Niewykluczone, że po serii twardych gestów, Białoruś wróci do polityki liberalizacji – szczególnie, że dziś także Zachodowi nie zależy na psuciu sobie relacji z Mińskiem.

Po drugie, jeśli mowa o stosunkach z Polską – te rzeczywiście na przestrzeni ostatnich miesięcy były dobre, ale tylko na poziomie retorycznym, brakowało konkretów. Jedynym konkretem była umowa o działalności edukacyjnej, ale w tym samym czasie białoruski resort szkolnictwa pracuje nad nowelizacją ustawy o edukacji, która umożliwi rusyfikację dwóch ostatnich polskojęzycznych szkół średnich na Białorusi. Ocieplenie polsko-białoruskie sprowadza się do licznych wizyt, ale wciąż nie przekłada się to na konkretne rozwiązania. Odwilż w wydaniu rządu Prawa i Sprawiedliwości kończy się więc powoli fiaskiem. Nie dlatego, że sam pomysł odwilży jest zły – jest dobry, ale z Białorusią nie można rozmawiać w ten sposób. Dwa państwa, które są wobec siebie nieufne, mogą się realnie zbliżyć, gdy wiadomo co za co i kiedy można otrzymać. Takiej mapy drogowej nikt jednak w tym przypadku nie przygotował, zabrakło planu taktycznego. Dla Łukaszenki tymczasowe pogorszenie relacji z Zachodem jest dziś zaś ceną, którą jest skłonny zapłacić, aby zapewnić sobie spokój wewnętrzny – tak zresztą było od zawsze. Dodatkowo może zachęcać go do takiej taktyki fakt, że po aneksji Krymu Zachód będzie mniej skory do nałożenia na Białoruś kolejnych sankcji.

 

Czy jakieś konkrety były jednak w ogóle dyskutowane, na przykład sfinalizowanie sprawy Małego Ruchu Granicznego, czy zupełnie je pominięto?

Dyskutowano o wszystkich ważnych kwestiach – między innymi o granicy, o inwestycjach, o prywatyzacji, o Biełsacie i TVP Polonia, o sprawach historycznych. Spektrum poruszanych spraw było szerokie, najszersze od lat. Nie zrobiono jednak nic, co mogłoby przełamać barierę braku zaufania.

Michał Potocki jest dziennikarzem, redaktor „Dziennika Gazety Prawnej”, współautor m.in. (wraz ze Zbigniewem Parafianowiczem) niedawno wydane książki Krzyształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki (Wołowiec 2016), współpracownik NEW.

Fot. Zwez / MSC (cc by 3.0 de) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Aktualność Giedroycia w Krakowie

08.06.2017
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Debata: „Wybory bez wyboru? Czy rok 2018 przyniesie zmiany w Rosji?”

08.06.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu