Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ormianie idą do urn
2017-03-24
Ewa Polak

Nadchodzące wybory parlamentarne mają być dla przechodzącej z systemu prezydenckiego na parlamentarny Armenii kluczowe. Tymczasem: w sondażach partia władzy przegrywa.

Gdyby wyniki sondaży z połowy marca przełożyły się na rezultat wyborów, które zaplanowano na 2 kwietnia, do legislatywy weszłyby jedynie dwa ugrupowania: Blok Carukjana oraz rządząca Partia Republikańska Serża Sarkisjana. Ani żadna z pozostałych czterech partii, ani żaden z trzech bloków nie przekroczyłby progu wyborczego, który wynosi 5 procent i 7 procent: odpowiednio dla ugrupowań i sojuszy. Do wyborów pozostał jeszcze tydzień, podczas którego będzie można obserwować dwa główne pojedynki: walkę o wejście do Zgromadzenia Narodowego oraz o to, kto zdobędzie najwięcej mandatów. W tle zaś słychać oskarżenia o kupowanie głosów, zastraszanie i stosowanie fizycznej przemocy wobec aktywistów i krewnych kandydatów.

 

Między nami oligarchami

Gagik Carukjan to potężny oligarcha i przewodniczący partii Kwitnąca Armenia oraz bloku wyborczego, któremu dał swoje imię. Relacje pomiędzy Partia Republikańską a Carukjanem nie należą do prostych i przejrzystych. Kwitnąca Armenia w trakcie kończącej się kadencji parlamentu dokonała wolty: zaczynała jako koalicjant, kończy jako główna partia opozycyjna. Sam oligarcha został zmuszony do rezygnacji z roli lidera ulicznych protestów, które przechodziły przez armeńskie ulice zimą 2014 roku i udania się na polityczną banicję: rosnący w siłę biznesmen został zneutralizowany, gdy zarzucono mu unikanie płacenia podatków.

Carukjan trzy lata temu wycofał się z polityki, co skutecznie osłabiło Kwitnącą Armenię. Jesienią zeszłego roku przez Armenię przetoczyła się fala „spontanicznych” mitingów, na których nawoływano oligarchę do powrotu na scenę polityczną. Gagik powrócił, zapowiedział utworzenie szerokiego bloku wyborczego, w którym pod swoim nazwiskiem miał jednoczyć siły opozycyjne i rzucić wyzwanie Partii Republikańskiej (ostatecznie jednak idea szerokiego sojuszu upadła i poza Kwitnącą Armenią w skład bloku wchodzą mało znaczące ugrupowania Alians i Misja). Ormiańscy komentatorzy zadają jednak pytanie: co stało się z „hakami” na Carukjana, dlaczego już nie jest trzymany w szachu? Wiele wskazuje na to, że oligarcha dostał przyzwolenie na ponowne wejście do gry: lider Kwitnącej Armenii mimo deklarowanej opozycyjności nie pozwala sobie na otwartą krytykę partii rządzącej; zdjęcia, na których polityk występuje w towarzystwie prezydenta Serża Sarkisjana sugerują, że politycy nie żywią już do siebie urazy.

Paradoksalnie powrót Gagika Carukjana może przysłużyć się Partii Republikańskiej. Koncesjonowana opozycja może zneutralizować zapał bardziej rewolucyjnie nastawionych przeciwników władzy. Co więcej: może stać się pretekstem do czystki w coraz głębiej podzielonych szeregach republikanów.

 

Ciężkie dwanaście miesięcy

Rok przedwyborczy był dla partii rządzącej wyjątkowo trudny. Zaczął się od kwietniowej wojny czterodniowej (walk z Azerbejdżanem w Górskim Karabachu), następnie latem Armenią targały niepokoje związane ze zbrojnym zajęciem posterunku w Erebuni i towarzyszącymi mu protestami. Odwołany z rządu minister obrony Sejran Ohanjan odszedł z partii i przeszedł do opozycji (obecnie kandyduje z list opozycyjnego sojuszu Ohanjan-Raffi-Oskanjan). Z kolei premier Howik Abrahamjan, po nieudanych próbach znalezienia sojuszników przeszedł na polityczną emeryturę. Abrahamjana zastąpił były dyrektor Gazpromu Karen Karapetjan. Wkrótce okazało się, że popularność Karapetjana – zarówno wśród Ormian, jak i na Kremlu – może stanowić zagrożenie dla prezydenta Sarkisjana. Przedstawiciele Partii Republikańskiej podkreślają, że po wygranych wyborach premier ma utrzymać swoje stanowisko (choć ze względów formalnych nie może kandydować z listy partyjnej, przewodniczy jej kampanii). Ewentualne zajęcie drugiego miejsca przez republikanów pozwoliłoby im w białych rękawiczkach pozbyć się niewygodnego szefa rządu, któremu „nie udało się poprowadzić partii do zwycięstwa” oraz oczyścić się z „niepewnych elementów” (z frakcji Abrahamjana i Ohanjana). Kontrolę nad sytuacją pomógłby utrzymać urzędujący do kwietnia 2018 roku prezydent Serż Sarkisjan, który już trzy lata temu zademonstrował, jaki wpływ ma na Carukjana, gdy zmusił go do politycznej banicji. Zajmująca od 1999 roku najwięcej miejsc w parlamencie Partia Republikańska wciąż posiada jednak duże szanse na wygraną.

Armeńskie władze odczuwają dużą presję ze strony społeczności międzynarodowej, by nadchodzące wybory odpowiadały międzynarodowym standardom. Wygrana dawałaby republikanom ważny argument faktycznej legitymizacji społecznej. Partia zaś mogłaby spokojnie przygotowywać się do wyborów prezydenckich w 2018 roku.

 

Dwa tercety

W trakcie przedwyborczego roku na armeńskiej scenie politycznej pojawiły się także nowe siły, znani politycy zdecydowali się przystąpić do wyborów w nowo powołanych sojuszach i niejednokrotnie zaskakujących konfiguracjach. Szczególną uwagę mediów przykuwają bloki wyborcze Ohanjan-Raffi-Oskanjan oraz Wyjście. Mimo że żaden z nich w sondażach nie przekracza progu wyborczego, wywołują duże emocje, które najpewniej przełożą się na dodatkowe punkty procentowe i głosy niektórych niezdecydowanych.

Połączenie sił trzech byłych ministrów (Wardana Oskanjana i Raffiego Howannisjana – byłych ministrów spraw zagranicznych, Sejrana Ohanjana – byłego ministra obrony) samo w sobie budziło kontrowersje i doprowadziło do rozłamu w partii Dziedzictwo, której przewodniczy Howannisjan. Dla niektórych jej członków sojusz z byłym ministrem Partii Republikańskiej był równoznaczny ze zdradą ideałów. Nie mniej emocji budzi fakt, że sprawujący przez ostatnie lata wysokie funkcje państwowe Ohanjan zdecydował się wystartować w wyborach jako kandydat opozycyjny. Sprawia to, że jest on łatwym celem ataków. Partie opozycyjne podważają jego wiarygodność, wskazując na jego polityczną proweniencję. Obóz rządzący natomiast wykorzystuje w kampanii Ohanjana jako piorunochron, mający na sobie skupić wszelkie kierowane pod adresem republikanów pretensje. Wydawałoby się, że z takim bagażem trudno będzie o dobry wynik w wyborach.

Tercet ministrów zaangażował się jednak w budzącą duże emocje nad Hrazdanem kwestię bojowników z ekstremistycznej grupy, odpowiedzialnej za lipcowe zajęcie posterunku w Erebuni, Sasna Tsrer (Śmiałkowie z Sasunu). Wsparcie, jakiego blok ORO udziela Śmiałkom, jest w stanie zjednać mu sympatię Ormian – ci bowiem w znacznej mierze opowiedzieli się po stronie bojowników, których lider – Żirajr Selifljan – z więzienia przekazał wyrazy poparcia dla sojuszu. Sprawa Sasna Tsrer nabrała w ostatnich dniach aktualności ze względu na śmierć Artura Sarkisjana (zbieżność nazwisk z prezydentem przypadkowa), zwanego „Żywicielem”. Sarkisjan podczas kryzysu w Erebuni przedarł się samochodem przez kordon policji, żeby dostarczyć żywność okupującym posterunek Śmiałkom, czym zdobył szacunek współobywateli. Po poddaniu się grupy, „Żywiciel” był dwukrotnie aresztowany, mimo złego stanu zdrowia. W areszcie przez dwadzieścia pięć dni prowadził strajk głodowy i dopiero po interwencji miejscowych polityków został na początku marca zwolniony za kaucją. Aktywista zmarł po dziesięciu dniach od wyjścia z aresztu. Śmierć „Żywiciela” wywołała powszechne oburzenie i rozgoryczenie oraz stała się okazją do protestów. Poświęcenie Sarkisjana uczyniło z niego symbol, który w przededniu wyborów może być wykorzystany politycznie.

Na opinię najbardziej proeuropejskiego i inteligenckiego ugrupowania zasłużył sobie blok wyborczy Wyjście (Yelk), w skład którego wchodzą partie Republika (nie mająca związku z rządzącą Partią Republikańską), Jasna Armenia i Umowa Społeczna. Blok zajmuje obecnie trzecie miejsce w sondażach, mimo że jego poparcie nie przekracza 5 procent. Szacuje się jednak, że zbierze głosy w dużych miastach (Erywań, Wanadzor, Giumri) i najprawdopodobniej uda mu się wejść do parlamentu. Co charakterystyczne dla życia politycznego w Armenii, partie współtworzące sojusz są w głównej mierze skupione wokół liderów, głównych sił napędowych ugrupowania. Pierwszym jest sceptyczny zarówno wobec Europy, jak i wobec Rosji Nikol Paszinjan (Umowa Społeczna). Zdobył on dużą popularność w czasie kryzysu w Erebuni: przez kilka dni prowadził negocjacje ze Śmiałkami z Sasunu, zyskując sympatię protestujących na ulicach Erywania. Drugim przywódcą bloku jest wywodzący się z trzeciego sektora Edmon Marukjan (Jasna Armenia): odniósł on znaczące, choć niepełne zwycięstwo w Wanadzorze, gdzie w lokalnych wyborach zwyciężyły siły opozycyjne (by potem wybrać… prorządowego mera miasta). Liderem Republiki jest natomiast Aram Sarkisjan – były premier i brat legendarnego Wazgena Sarkisjana, premiera zamordowanego podczas ataku na parlament w 1999 roku. Wszyscy trzej politycy są barwnymi, rozpoznawalnymi i obecnymi w mediach postaciami, a partie, którym przewodzą, nie miały jeszcze szansy zaistnieć w parlamencie. Blok najpewniej przyciągnie wyborców sceptycznie nastawionych wobec członkostwa w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i niechętnych pogłębianiu współpracy z Rosją. Może być też atrakcyjny dla proeuropejskiej młodzieży, która nie zdecyduje się na poparcie żadnej z dwóch głównych sił politycznych.

 

Walka na gesty, walka na słowa?

Tym, co wzbudza poważane zaniepokojenie międzynarodowej opinii publicznej, jest niewątpliwie wysoki poziom przedwyborczej przemocy. W mediach było głośno o kilku przypadkach pobić, ugodzeń nożem, a nawet postrzałów aktywistów i osób powiązanych z kandydatami do parlamentu. Kilka osób przebywa w szpitalach. Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego oraz partii opozycyjnych jednoznacznie wiążą te incydenty z prowadzoną walką przedwyborczą, jednak policja nie potwierdza ich interpretacji. Także rzecznik partii rządzącej odrzuca zarzuty o stosowanie przemocy przez osoby powiązane z Partią Republikańską, tłumacząc (poniekąd zgodnie z prawdą), że w niewielkiej Armenii nietrudno wykazać powiązania pomiędzy wszystkimi mieszkańcami kraju.

Liczne są również doniesienia o próbach kupowania głosów wyborców. Prokurator Generalny powołał specjalną grupę roboczą, która bada informacje o związanych z wyborami przestępstwach. Jak dotąd prokuratura zajęła się około 176 takimi przypadkami (to głównie oskarżenia o kupowanie głosów), jednak jedynie czterdzieści osiem z nich zostało przekazanych policji do dalszego zbadania – pozostałe doniesienia uznano za bezpodstawne.

Zupełnie inaczej wygląda ideologiczna strona sporu politycznego lub raczej: jej brak. Partie przedstawiły bliźniaczo podobne programy, będące mieszanką populistycznych postulatów z neoliberalnymi koncepcjami. Nieliczne różnice w proponowanych reformach nie stały się przedmiotem medialnej dyskusji, powodując że trudno wskazać inne cele poszczególnych partii niż przejęcie władzy. Ta dość powszechna w dzisiejszym świecie tendencja może się okazać niekorzystna dla niektórych ormiańskich partii: zwłaszcza tych, które przeszły do opozycji wobec władz, ale nie ogłosiły programu, który by uzasadniał polityczną woltę. Dość ospała dyskusja może jeszcze nabrać tempa dzięki emocjom, które wywołują symbole – tematem może być między innymi rocznica wojny czterodniowej, która przypada dokładnie w dzień wyborów – 2 kwietnia.

Choć – może to właśnie brak znaczących ideologicznych różnic jest przyczyną skupiania się na emocjach i pomijania rzetelnej debaty?


Ewa Polak

Fot. European People's Party CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu