Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pyrrusowe zwycięstwo Kremla
2017-04-10
Marcin Kaczmarski, Katarzyna Kaczmarska
Początkowy imidż Trumpa jako prorosyjskiego prezydenta należy zrewidować. Czarę goryczy przelał amerykański atak rakietowy na siły Baszara Asada.

 

Zwycięstwo Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich zostało początkowo zinterpretowane jednoznacznie jako triumf rosyjskiej polityki zagranicznej. Rosyjscy komentatorzy i politycy nie ukrywali satysfakcji z wyniku. Jednocześnie wzrastała liczba poszlak, wskazujących na zaangażowanie rosyjskich struktur państwowych we włamania komputerowe, przynoszące coraz to nowe kompromitujące informacje o Partii Demokratycznej i jej kandydatce Hillary Clinton. Nic zatem dziwnego, że w chwili ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich w Stanach na Kremlu strzelały korki od szampana, zaś rosyjscy parlamentarzyści zaczęli spontanicznie bić brawo.

 

Powolny odwrót

Radości włodarzy Rosji towarzyszyło narastające w zachodnich elitach i mediach przerażenie, momentami graniczące z histerią. Wyrażano obawy o możliwość nastania „nowej Jałty” i przehandlowania przez Trumpa krajów Europy Wschodniej i Środkowej, a może nawet całego systemu bezpieczeństwa europejskiego w imię dealu z Rosją. Nowy prezydent jedynie wzmacniał te obawy, wstrzymując się od krytyki tak Putina, jak i polityki Kremla.

Słowem, wszyscy uznawali, że Rosja pomogła wybrać swojego kandydata, a może nawet ma na niego przysłowiowe „haki”. Przed oczyma stanęła wizja z klasyki thrillera politycznego Przeżyliśmy wojnę. Minęły jednak niemal trzy miesiące i entuzjastyczne oceny, dominujące jak dotąd w rosyjskiej telewizji, zaczęły być zastępowane przez ostrożną kpinę z Donalda Trumpa. Coraz trudniej ukryć narastające rozczarowanie i zniecierpliwienie rosyjskich decydentów.

Mimo że Rosja jako jeden z nielicznych krajów popierała kampanię prezydencką Trumpa, a Władimir Putin jako pierwszy wykonał telefon gratulacyjny, efektów dla rosyjskiej polityki zagranicznej nie widać. Ba, nawet sekretarz stanu, Rex Tillerson, kawaler rosyjskiego orderu, nie wykonał żadnego pozytywnego gestu. Sankcje pozostały w mocy, a Waszyngton nie chce uznać aneksji Krymu. Rozmowy z rosyjskim ambasadorem, prowadzone jeszcze w trakcie kampanii przez osoby z obozu Trumpa, stały się toksyczne. Po ich ujawnieniu, sympatyk Kremla, generał Michael Flynn, musiał opuścić świeżo zajęte stanowisko szefa Narodowej Rady Bezpieczeństwa. Co więcej, osobą odpowiedzialną za Rosję w tym organie została Fiona Hill, długoletnia krytyk Kremla i pozbawiona złudzeń analityczka. W najbliższych dniach dojdzie do spotkania Trumpa z liderem Chin, Xi Jinpingiem, natomiast o bezpośredniej rozmowie Trumpa z Putinem nie słychać. Na domiar złego, w końcu marca Departament Stanu nałożył kolejne sankcje na rosyjskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe, oskarżając je o współpracę w sferze broni masowego rażenia z Iranem, Koreą Północną i Syrią. Czarę goryczy przelał amerykański atak rakietowy na siły Baszara Asada.

 

Rosyjskie pudło

Czyżby kolejny sukces Rosji (do tego możliwe, że osiągnięty przez ingerencję w amerykański proces wyborczy) okazywał się „potiomkinowską wioską”? Putin z trudem ukrywa rozczarowanie, wskazując, że obecne stosunki rosyjsko-amerykańskie są „niemal zerowe”. Wydaje się, że Kreml nie docenił dwóch elementów. Po pierwsze, nie dostrzeżono słabości intelektualnej i braku pomysłu na politykę zagraniczną Donalda Trumpa. Podczas gdy frazesy wyglądają dobrze w kampanii wyborczej, ich przełożenie na konkretne działania jest dużo trudniejsze. Bardzo dobrze zobrazowały to relacje amerykańsko-chińskie w ostatnich dwóch miesiącach. Trump zaczął z wysokiego C, przyjmując jako pierwszy amerykański prezydent telefon od urzędującej prezydent Tajwanu i sugerując, że Waszyngton może odejść od polityki „jednych Chin”, zgodnie z którą uznaje wyłącznie rząd w Pekinie. Jednak po kilku tygodniach w rozmowie telefonicznej z Xi Trump potwierdził, że nie ma mowy o zmianie tejże polityki. Co więcej, wojowniczy w trakcie przesłuchania w Senacie sekretarz stanu Tillerson w trakcie pierwszej wizyty w Pekinie powtórzył niemal słowo w słowo magiczną frazę chińską o konieczności budowy „stosunków mocarstwowych nowego typu”, co tamtejsza prasa jednoznacznie obwieściła jako koncesję ze strony nowej administracji i jej pogodzenie się z realiami.

Drugim czynnikiem, który umknął uwadze Kremla, okazała się siła amerykańskich elit i instytucji, wpływających na kreowanie polityki zagranicznej. Nie są one antyrosyjskie w prostym tego słowa znaczeniu. Większość z nich po prostu uznaje, że Rosja nie ma potencjału pozwalającego jej równać się z USA, w związku z czym nie ma powodów, by Rosji ustępować. Przekonanie o rosyjskim zaangażowaniu w amerykańskie wybory wzmocniło te nastroje i pozwoliło ubrać zwyczajowe przekonanie o amerykańskiej wyższości w szaty dbania o bezpieczeństwo narodowe i integralność amerykańskiej demokracji.

Żadna z tych przyczyn szybko nie zniknie. Moskwa musi przygotować się na kolejne rozczarowania. Nie znaczy to oczywiście, że Trump nie podejmie próby korekty swojej polityki. Rosyjskie elity rządzące – choć jak dotąd nie udało im się odnieść konkretnych korzyści z ogólnego chaosu w amerykańskiej polityce zagranicznej – postarają się z pewnością lepiej wykorzystać brak decyzyjności Waszyngtonu.

 

Katarzyna Kaczmarska jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Aberystwyth.

Marcin Kaczmarski jest adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim, współpracownik NEW, koordynator projektu Chiny-UE w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Fot. Gage Skidmore (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Marcin Kaczmarski
Powrót
Najnowsze

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Aktualność Giedroycia w Krakowie

08.06.2017
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Debata: „Wybory bez wyboru? Czy rok 2018 przyniesie zmiany w Rosji?”

08.06.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu