Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zwycięstwo Republikanów, upadek republikanizmu
2017-04-11
Ewa Polak

 

Rządząca w Armenii Partia Republikańska zwyciężyła w wyborach parlamentarnych. Po raz pierwszy od ponad dekady nikt nie kwestionuje wyników wyborów: trudno protestować przeciwko społeczeństwu, które – jak twierdzi wielu – sprzedało swoje głosy.

58 miejsc w liczącym 105 deputowanych Zgromadzeniu Narodowym – ten wyjątkowo dobry wynik zaskoczył chyba nawet przedstawicieli zwycięskiej Partii Republikańskiej prezydenta Serża Sarkisjana. Przede wszystkim jednak wytrącił z rąk opozycji argument o braku legitymizacji społecznej dla rządu: plasujący się na drugim miejscu Blok Carukjana zdobył jedynie 31 mandatów, Wyjście (Yelk) 9, a dotychczasowy koalicjant Republikanów, Dasznacy – 7. Przeprowadzone 2 kwietnia wybory społeczność międzynarodowa oraz konkurenci rządzących sił uznali za faktyczne odzwierciedlenie woli wyborców (niezależnie od ogólnej dość krytycznej ewaluacji). Wpływ na taką ocenę miała przede wszystkim znacząco mniejsza liczba naruszeń przy urnach wyborczej niż miało to miejsce w latach poprzednich. W dużej mierze przyczyniły się do tego zabezpieczenia procesu wyborczego wynegocjowane przez przedstawicieli władzy, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego: elektroniczne czytniki weryfikujące tożsamość wyborców, kamery w lokalach oraz publikacja podpisanych list głosujących. Dzień wyborów był wyjątkowo spokojny. To, co miało największy wpływ na ich wynik, wydarzyło się wcześniej.

 

Kto da więcej?

Wynik tegorocznej elekcji jest szczególnie ważny. Armenia przechodzi z systemu prezydenckiego na system parlamentarny, w którym Zgromadzenie Narodowe będzie posiadało realną władzę. Społeczność międzynarodowa dość podejrzliwie obserwowała przeprowadzone w grudniu 2015 roku referendum konstytucyjne, a świat obiegły plotki, jakoby zmiana ustroju miała być sprytnym sposobem na utrzymanie władzy przez ustępującego w 2018 roku prezydenta Serża Sarkisjana. Władze Armenii musiały zatrzeć złe wrażenie, a przeprowadzenie wyborów, które zostaną powszechnie uznane za uczciwe, było najlepszym rozwiązaniem.

Kampania wyborcza nie wywołała dyskusji o programach startujących ugrupowań i bloków czy o ich wizjach rozwoju kraju. Ideową pustkę wypełniły personalne ataki i oskarżenia, media zaś skupiły się na odtwórczym relacjonowaniu przebiegu kampanii poszczególnych partii. Mogło to jedynie pogłębić poczucie apatii większości wyborców, którzy w znacznej mierze utracili wiarę, że nad urnami mogą przyczynić się do zmiany sytuacji w Armenii (wierzą jednak w aktywność na ulicach, na których to z roku na rok coraz żywiej znajduje ujście ich frustracja).

Partie polityczne zastosowały więc najprostsze instrumenty w walce o głosy zubożałego społeczeństwa: pieniądze i prezenty. Nawet ostrożne w swoich ocenach OBWE w raporcie z misji obserwacyjnej potwierdza masowość zjawiska kupowania głosów. Organizacji wtórują politycy największych ormiańskich partii, którzy sami przyznają, że trudno im odróżnić działalność charytatywną od przedwyborczego łapownictwa. Dla wielu Ormian taki nagły zastrzyk gotówki to jedyna – pojawiająca się raz na kilka lat – szansa, by podreperować domowy budżet. Wielu z nich nie tylko nie oburza się na wieść o kupowaniu głosów przez partie, ale wręcz czeka na najlepszą ofertę: wypatruje, które ze stronnictw politycznych da najwięcej. Kupiony głos to jednocześnie kupione milczenie po wyborach – przynajmniej gdy w grę wchodzą zarzuty dotyczące uczciwości procesu wyborczego.

 

Niebezpieczne bezpieczeństwo

Słowem-kluczem tych wyborów jest „lista”: były one tworzone przez nieomal wszystkich. Przedstawiciele partii politycznych chodzili od domu do domu i tworzyli listy (ze wszystkimi danymi personalnymi) dotyczące poparcia dla poszczególnych ugrupowań. Praktyka ta była dość powszechna, burzę jednak wywołało ujawnienie przez miejscową organizację pozarządową Sojusz Poinformowanych Obywateli zjawiska tworzenia list wśród pracowników szkół i przedszkoli, a więc instytucji budżetowych. Przedstawiciel organizacji, podszywając się pod działacza Partii Republikańskiej, zatelefonował do ponad stu szkół z pytaniem, czy dyrektorzy sporządzili listy osób popierających Republikanów. Większość rozmówców zapewniła bez wahania o wykonaniu zadania. Złapana za rękę partia rządząca nie wyparła się tej praktyki, a jedynie próbowała tłumaczyć, że identyfikacja potencjalnych wyborów jest naturalną częścią przygotowań do wyborów. Nikt nie ma pewności, w jaki sposób listy zostały wykorzystane. Raport misji obserwacyjnej OBWE mówi jednak o zastraszaniu pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej (w tym nauczycieli) i w prywatnych przedsiębiorstwach oraz o wymuszaniu oddania głosu na konkretną siłę polityczną.

Innym zagadnieniem są listy wyborców, które po elekcji zostały oficjalnie upublicznione w internecie. Decyzja o opublikowaniu podpisanych list głosujących była kompromisem wypracowanym przez przedstawicieli opozycji i partii rządzącej. Była ona cześcią pakietu rozwiązań, mającego na celu zwiększenie zaufania do procesu wyborczego oraz zminimalizowanie ryzyka fałszerstw.

Dążącym do zwiększenia transparentności wyborów ustawodawcom umknęła jednak kluczowa kwestia: poczucie bezpieczeństwa samego głosującego. W Armenii panuje dramatycznie niski poziom zaufania do instytucji państwowych. Wielu Ormian jest przekonanych, że władza działa przeciwko nim, nie zaś w ich interesie. Stąd powszechne jest przekonanie, że dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii oraz skomplikowaniu wieloetapowego procesu weryfikacji tożsamości głosującego, można ustalić, kto na kogo głosuje. Brak wiary w tajność głosowania w połączeniu ze zjawiskiem kupowania głosów i wymuszania na pracownikach dokonania z góry ustalonego wyboru musiały wywrzeć wpływ na ostateczny wynik wyborów oraz wysoką frekwencję. Trudno jednak zmierzyć, w jakim stopniu atmosfera przełożyła się na decyzje Ormian.

Organizacja wyborów została ogólnie oceniona pozytywnie, a w dzień elekcji nie zanotowano większych zakłóceń. Społeczność międzynarodowa odnotowała znaczny postęp, jakiego dokonała Armenia w ostatnich latach – mimo że wciąż istnieją sfery wymagające większej uwagi i przeprowadzenia koniecznych reform. Również opozycja zgodziła się z wynikiem wyborów i po raz pierwszy od lat nie zainicjowała protestów. Powszechnie uznano zatem, że rezultat odzwierciedla wolę wyborców. Wiele wskazuje jednak na to, że obraz ten znacząco odbiega od faktycznego ducha republikanizmu.

Ewa Polak

 

Fot. Jan Brodowski


Polecamy inne artykuły autora: Ewa Polak
Powrót
Najnowsze

Apel w 70 rocznicę akcji „Wisła”

28.04.2017
ZUWP
Czytaj dalej

Górę nad faktami bierze mitologia

28.04.2017
Piotr Tyma
Czytaj dalej

Podróż przez Międzymorze

26.04.2017
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

26.04.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Niebezpieczne związki

24.04.2017
Dominik Wilczewski
Czytaj dalej

Spotkania z Maciejem Jastrzębskim w Krakowie

21.04.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu