Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Donbas: taktyka zamiast strategii
2017-04-20
Jewhen Mahda

Operacja antyterrorystyczna na Donbasie trwa już trzeci rok i nikt nie odważy się wróżyć, kiedy się zakończy. Kijów już dziś może jednak podjąć kroki na rzecz reintegracji kraju.

Ukraińskie władze nie zdecydowały się na wprowadzenie na Donbasie stanu wojennego. Kwestia ta elektryzuje nad Dnieprem wielu polityków, którzy chętnie ją podnoszą. Trudno jednak nie zgodzić się z tym, że wiosną 2014 roku nie było politycznych ani prawnych przesłanek, aby ogłosić stan wojenny w zapalnym regionie. Później, w sierpniu owego roku, zbrojna interwencja Rosji uniemożliwiała Ukrainie sięgnięcie po tradycyjne instrumenty prawa międzynarodowego – Kijów musiałby wypowiedzieć Moskwie wojnę, a do tego ani on, ani Zachód nie byli gotowi.

To prawda, na przestrzeni ostatnich przeszło dwóch lat, które minęły od zakończenia walk o Debalcewe i wypracowania mińskich porozumień (to specyficzny przykład hybrydowej dyplomacji) intensywność walk na wschodzie kraju spadła. Mińsk-2 jest jednak martwy. Nie dziwi to zresztą: o ile Paryż, Berlin i Kijów starają się, aby wypełnić jego postanowienia, o tyle Moskwa uważa się raczej za gwaranta niż adresata porozumień. Dziś Niemcy i Francja nie zamierzają opuszczać mińskiego formatu rozmów – nie zważając na jego nieefektywność. Europejscy liderzy nie mogą przyznać, że nie posiadają instrumentów pozwalających im efektywnie wpływać na Rosję i rozwiązać największy wojskowy konflikt w Europie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad.

Aby w pełni zrozumieć sytuację wokół możliwej reintegracji separatystycznego regionu z Ukrainą, należy pochylić się nad kilkoma aspektami. Zacznijmy od mediów: to właśnie na Krymie i Donbasie rosyjskie środki masowego przekazu były szczególnie aktywne w ostatnich latach przed interwencją Rosji w 2014 roku. Polityczny monopol, jakim cieszyła się trzymająca kurs na Moskwę Partia Regionów, pozwalał rosyjskiej propagandzie popularyzować wyobrażenia o „żądnych krwi banderowcach” i „brackiej Rosji”. Gleba przygotowywana była długo i dlatego ukraińskie próby pokonania dziś rosyjskiej propagandy na wschodzie Ukrainy mają niewielkie szanse powodzenia.

Moim zdaniem złym pomysłem była też rozpoczęta przez Kijów blokada połączeń transportowych z separatystyczną częścią Donbasu. Podczas gdy wcześniej rzeczywiście istniały tam przedsiębiostwa działające według ukraińskiego prawa i wypłacające robotnikom pensje w hrywnach, to blokada zmusiła ukraińskie władze do zrezygnowania z przyjmowania tej produkcji i zerwania relacji. Szkoda, że Kijów zapomniał, iż wojny – tym bardziej: współczesne – wygrywa się nie tyle na polu walki, co w starciu gospodarek. Ten, kto twierdzi, że blokadka doprowadzi do powstania donbaskich górników i robotników (którzy po jej wprowadzeniu faktycznie stracili pracę) niedocenia efektywności służb specjalnych separatystów. Kieruje nimi czekista Władimir Antjufiejew, który doświadczenie zbierał w Naddniestrzu i w Abchazji. Spokój donbaskie służby zapewniają utrzymując atmosferę strachu i wymuszając posłuszeństwo.

Na Ukrainie już niemal od roku mówi się o konieczności przyjęcia strategii powrotu Donbasu i Krymu pod kontrolę Kijowa – dokumentu, który powinien być przyjęty na najwyższym państwowym poziomie. Póki co nie powstał on jednak, a istniejącą pustkę próbuje się zapełnić krokami podejmowanymi ad hoc. Pozwolę sobie zaproponować kilka rozwiązań, które mogłyby się w takim dokumencie znaleźć. Jedną z istotniejszych kwestii powinna być aktywność informacyjna i zaoferowanie planu na przyszłość tym mieszkańcom „separatystycznego Donbasu”, którzy chcą go wysłuchać. Tak, wojna propagandowa nie będzie prosta, ale nie można zamykać się na obywateli Ukrainy, którzy pozostali po drugiej stronie. W tym przypadku Ukrainie z pomocą mogą przyjść liberalizacja rezimu wizowego Unią Europejską oraz edukacyjne i twórcze perspektywy, jakie Ukraina daje młodzieży i klasie kreatywnej. Zresztą, tutaj istotne jest też wsparcie ze strony krajów unijnych. Ukraińskie władze nie korzystają ponadto z możliwości wysyłki wiadomości SMS na Donbas, w których przekazywałyby pozytywne informacje o pokojowym życiu na kontrolowanych przez Kijów terenach. Można też wykorzystać potencjał donbaskich migrantów wewnętrznych, którzy wyjechali z „separatystycznego Donbasu”: na przykład przy tworzeniu regionalnych ciał przedstawicielskich.

Jest jeszcze jeden aspekt: nie można mówić o realnych zmianach w Zagłębiu Donieckim bez podejmowania dyskusji o deoligarchizacji. Wczorajszy „król Donbasu” Rinat Achmetow ma w zwyczaju w najbardziej dramatycznych momentach zajmować zupełnie niejednoznaczne stanowisko – ukraińskie władze powinny o tym pamiętać, brać pod uwagę tę zmienną.

Dziś Donbas, dawna ostoja władzy Wiktora Janukowycza i jego drużyny, przeżywa kryzys, który zażegnać można tylko po ustaniu konfliktu zbrojnego. Niestety: po stronie Kijowa taktyka wciąż bierze górę nad strategią.

 

Jewhen Mahda

Fot. Qypchak (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Rosjanie przestają się bać

23.08.2017
Lilia Szewcowa Mateusz Dobrek
Czytaj dalej

Litewski kalejdoskop

21.08.2017
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Skandal „rakietowy”?

18.08.2017
Paweł Kost Mychajło Samus
Czytaj dalej

Dlaczego Europa nie rozumie Rosji?

15.08.2017
Michael Romancev
Czytaj dalej

Wykopcie i zlikwidujcie ten polski, szpiegowski brud

11.08.2017
Andrzej Nowak Ireneusz Dańko
Czytaj dalej

Nie z pozycji siły

10.08.2017
Aleksander Radczenko
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu