Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Podróż przez Międzymorze
2017-04-26
Ziemowit Szczerek

Prezentujemy fragment książki Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowita Szczerka, która nakładem Wydawnictwa Czarne i Wydawnictwa Agora oraz pod patronatem „Nowej Europy Wschodniej” ukaże się już 10 maja. Więcej

 

Cóż poradzić, na „wilcze haki” nikt już nawet uwagi nie zwraca. Wszystkim wystarczy wyjaśnienie, że to skrót od „Idei Nacji” i tyle. Tak tłumaczą ci z batalionu Azow, którzy ten kojarzący się z nazistami symbol przyjęli sobie za godło. „Idea Nacji”, nic więcej. Tak, łacinką pisana. Azowcy co prawda to nie zachodnioukraińscy autonomiści, którzy chętnie przerzuciliby się z cyrylicy na łacinkę, raczej odwrotnie, ale tu akurat wyjaśnienie pasuje i wszystko jest okej.

Na blokpoście przed Ługańskoje spokojnie, żołnierze, poubierani w mundury, jakie kto miał i jakie komu dali, kręcą się i się nudzą. Trzeba czekać, więc czekamy. Wąsy kozackie i osełedce nie wychodzą z mody.

Trochę straszne – pokazuję jednemu ten „wilczy hak”.

E tam, straszne – wyszczerza się. – Ruscy straszniejsi.

No i siedzimy, patrzymy, jak w siebie strzelają. Co chwila ktoś puszcza plotkę, że będą podchodzić. Tego się ludzie najbardziej boją: niewoli. Bo że jakaś zabłąkana kula zabije albo rakieta, to na nikim już nie robi specjalnego wrażenia. Nawet się nie poczuje. A jak rani – to szpital, a potem w domu sława. Co innego jak wezmą do niewoli. Litości nie ma. Nikt tego głośno nie mówi, ale po cichu czasem ktoś powie, że dobrze by było, gdyby ukraińska artyleria nie waliła po blokach mieszkalnych. To może by się tak nie znęcali. Choć znęcali się zawsze. Ukraińcy zresztą też różne podejście mają. Raz – dżentelmeńskie wobec jeńców, raz – wpierdol spuszczą. Siedzimy w upale, w tle słychać kanonadę. Siedzę w zamaskowanym obozie przy linii frontu. Maskujące siatki między drzewami, kuchnia polowa, kucharz – wesoły chłopaczek, poczucie humoru trochę jak u francuskiego mima – miny robi, oczy wybałusza, i w ogóle jest w nim coś mimowatego. Upał. Muchy. Armaty. Żołnierze latają w samych wojskowych portkach. Jeden odwrotnie – w bluzie mundurowej i w majtkach. Luz jak na filmach z Wietnamu. I wszyscy z karabinami. Jeden z nich, podoficer w niebieskich klapkach na gołe stopy, opowiada, że złapali separa. Śmiał się, że chłopak chciał, żeby go „po ludzku” traktować.

Co się z nim stało? – spytałem potem.

Z tym separem? – Z kim? – udawał, że nie rozumiał, podoficer w klapkach.

Upał. Muchy. Armaty. Przysypiam na jakimś starym tapczanie, który cholera wie skąd tu przywleczono. Już o nic nie chodzi, ale strzelają. I to nie tak, że jedni źli, drudzy dobrzy: jedni w drugich. Bo sprzęt stoi. – Kto zaczyna? – pytam. – A różnie.

Nocą się nasila. Żołnierz mówi: biegnijcie, biegnijcie, biegnijcie! Bo niby szosa pod ostrzałem. Więc biegniemy. Nie wiem, czy pro forma tak mówi, żebyśmy sobie pobiegali, czy szosa faktycznie pod ostrzałem. Na logikę może być pod ostrzałem. Czemu nie.

Leżymy na workach z piaskiem. Ciemno. Każą nam przyciemnić ekrany komórek, a jak palimy, to tak, żeby ognika nie było widać.

Tam – pokazują miejsce, z którego błyskają ogniki wystrzałów – towarzysze z Prawego Sektora. Tam – też. Tam – wojsko. Tam, o – pokazują miejsce, z którego też co chwila coś wystrzeliwuje – separy. I tam separy, i tam.

Kanonada nad łysymi pagórkami trwa. Psy w okolicznych wsiach szczekają jak oszalałe. Co chwila zapędzają nas do okopów. Bo idzie ostrzał. Leżymy w glinie. Nie odzywamy się. Na leżąco zapalam papierosa. Nikt nic nie mówi. Strzały tylko. Napięcie. Oczekiwanie. Żołnierz, który siedzi w kucki obok, to napięcie przerywa.

Ej, chłopaki, a wy z telewizji jesteście czy z gazety?

No ale biją, strzelają. Przy dziennikarzach to się powstrzymywali, ale jak schodziliśmy z pozycji, to zaczęli napieprzać na poważnie. Droga – trzeba biec, snajperzy. Potem – ziemianka. W wojnie XXI wieku wojsko siedzi pod ziemią, jak koboldy. Zapach piwnicy, zapach ziemi zabija ludzkie wyziewy. Do pewnego stopnia. Stare koce, matki boskie, dziecięce rysunki na ścianach, zdjęcia dziewczyn. Karabiny, amunicja, hełmy, kamizelki. Radiostacja w ziemiance obok.

Kurwa – słychać co chwila z okolic radiostacji. A co „kurwa”, to się ludzie zbiegają.

Co, co? – pytają.

O dwudziestej drugiej wyłączają generatory i w ziemiance jest ciemność taka, że choćby sobie palec do oka wsadzić, to się go nie zobaczy. Palić się wychodzi przed ziemiankę. Kuca się i się słucha, jak trepy młodym opowiadają historie. Jak ich kolegę zabiło, jak sami o mało nie zginęli. Młodzi słuchają i nabierają nienawiści do skurwysynów z drugiej strony. A po drugiej stronie to samo. W tle warkocze kanonada.

Ale z tą nienawiścią to też przecież nie zawsze jest tak samo. Przecież Donbas jest przecięty przez front na połowę. To tak jakby Śląsk przeciąć. Katowice tu, Gliwice tam, Bytom tu, Chorzów tam. Przecież ci ludzie się znają. Lubią. Podobno, tak tu wszyscy mówią, ja nie widziałem, ale tak mówią, czasem się jedni z drugimi zdzwaniają, starzy kumple, separy z ukropami, przejeżdżają przez blokposty i na ziemi niczyjej palą pety, piją, co mają. Romantyzm frontu. Gwiazdy nad ziemiankami. Kawałek dalej wkurwieni do szczętu ludzie czekają na dowóz pomocy humanitarnej, a ich podwórkowe psy oszczekują pociski. Klną na Poroszenkę, klną na Zacharczenkę. Niektórzy pewnie też na Putina. Na wszystkich, bo to się chyba robi już wiedza powszechna, że na Ukrainie czy w Rosji można być tylko przeciw wszystkim. Tak, to się wie. Jeden z kandydatów na prezydenta Ukrainy zmienił sobie nawet nazwisko na Protywsich, co znaczy „przeciw wszystkim”, żeby na niego głosowali. No i cóż, czterdzieści tysięcy ludzi zagłosowało. To miasteczko średniej wielkości. Ile by to było kompanii wojska?

Lufa działa, którego według porozumień mińskich raczej tu być nie powinno, sterczy w niebo. Separatyści mają takie same działa i ich też być nie powinno. Kto pierwszy je tutaj przytarabanił? Albo raczej inaczej – kto pierwszy podjął decyzję, żeby ich stąd nie wycofywać po tym, jak Mińsk to nakazał? Da się to zbadać? Obliczyć? Zmierzyć? Ta wojna, jak cały sposób funkcjonowania Europy Wschodniej z Zachodnią, obliczona jest przede wszystkim na wychujanie. Frajerzy kontra cwaniacy. Tak to działa, i przecież nie od dziś. Kiedy umarł poczciwy i coraz bardziej pierdołowaty Związek Radziecki, między innymi dlatego, że mówiąc „tak żyć się nie da”, odsłonił niefrasobliwie swoje ludzkie oblicze, sukces odnieśli ci, którzy go zawsze odnoszą w sytuacji, w której nie ma władzy: najcwańsi. Najbardziej bezwzględni. Podszyci radziecką i poradziecką kryminalną, więzienną, błatną kulturą. Ja drug, ty drug – my kryminalnyj krug. Tak się śpiewa od Lwowa po Władywostok i od Azerbejdżanu po Murmańsk. Każdy taksiarz słucha pierdelnego szansona. W chuja zrobić, łocha oszukać. Frajerów, tych biedaków z OBWE, którzy tu się kręcą od dawna, bezsilnie i bezskutecznie donosząc, że i jedna, i druga strona ani myśli zaprzestać nawalania do siebie wzajemnie z artylerii, łamie ustalenia z Mińska. Ale dlaczego akurat reguły mińskie miałyby być przestrzegane, jeśli żadne inne nie są? Cywilne społeczeństwo stara się tu stworzyć własne, normalne, ludzkie struktury. Odmienne od tych postwięziennych. Majdan to w dużym stopniu była ich rewolucja, ale jak wszystkie rewolucje znów została skradziona przez tych, którzy mają siłę.

A z drugiej strony idzie ukraińskość. Idea. Idea Nacji. Idea, którą zachód Ukrainy niesie na wschód. Którą próbuje wypełnić ten gigantyczny ukraiński balon otrzymany w spadku po Ukraińskiej SRR. I którego rozmiar chyba go samego zaskoczył, bo – z jednej strony – mówi się co prawda o Ukrainie od Krakowa prawie po Kubań, ba, czasem aż po Kaukaz, ale tak naprawdę Ukrainie ledwie udaje się utrzymać to, co ma. I – z pomocą Rosji czy bez – wcześniej czy później mogą od niej odpaść te miejsca, w których ta Idea Nacji nie jest specjalnie popularna. Balon jest wielki i wynika raczej z wyobrażeń Ukrainy o sobie samej niż z rzeczywistych możliwości. Ukraina wyobraziła sobie siebie samą wtedy, kiedy wszyscy sobie siebie wyobrażali i – ku swojemu zaskoczeniu – dostała, co chciała. Ciąg dalszy właśnie następuje.

Więc jeździłem po Donbasie i słuchałem, jak ludzie na siłę się powstrzymują od eksplozji. I jak się szamoczą. Na początku lat dziewięćdziesiątych ludzie na wschodzie Ukrainy głosowali za niepodległością od ZSRR i się zawiedli, bo cóż oni mieli wspólnego z tymi, którzy na zachodzie Ukrainy dmą w ten wielki balon. A innej panukraińskiej idei, przekonującej wszystkich, stworzyć się do końca nie dało. Przez chwilę istniała „trzecia Ukraina”, ale po jakimś czasie okazała się po prostu uproszczoną wersją tej zachodniej. Donbas się tego wystraszył. Gdy przyszli separatyści, Donbasyci przywiązywali do anten samochodów gieorgijewskie wstążki, ale szybko znów się rozczarowali, kiedy się okazało, że rządy separatystów to mafijne państwo, z samowolką, bucostwem, manifestacją siły tych, którzy sobie radzą, i gnojeniem tych, którzy nie. Czyli generalnie przeciwieństwo tego wyśnionego ZSRR, co to miał powrócić jak Chrystus w paruzji – cały na biało i w lepszym wydaniu. Potem przyszła Ukraina z żółto-niebieskim malowaniem czego się da i korupcją, która jak była, tak jest. I słabymi widokami na przyszłość. I właśnie sobie Donbasyci przypominają, dlaczego się rozczarowali Ukrainą. I Ukraina może spać spokojnie, ale tylko do momentu, aż zapomną, dlaczego się rozczarowali separatystami.

 

Prezentujemy fragment książki Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowita Szczerka, która nakładem Wydawnictwa Czarne i Wydawnictwa Agora oraz pod patronatem „Nowej Europy Wschodniej” ukaże się już 10 maja. Więcej


Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu