Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Górę nad faktami bierze mitologia
2017-04-28
Piotr Tyma

Wiele wskazuje na to, że siedemdziesiąta rocznica akcji „Wisła” stanie się kolejnym epizodem dialogu polsko-ukraińskiego, który zamiast łączyć, potężnie podzieli oba narody i wywoła falę populistycznych wystąpień w duchu znanym z czasów PRL.

Wystąpienia części posłów neoendeckich i historyków związanych ze „środowiskami kresowymi” nie pozostawiają w tej kwestii złudzeń. Wszak zgłaszali oni postulat unieważnienia uchwały Senatu Rzeczpospolitej z 1990 roku potępiającej akcję „Wisła”. Problem usprawiedliwiania stosowania zasady zbiorowej odpowiedzialności wobec ludności ukraińskiej nigdy nie był zjawiskiem marginalnym w polskim dyskursie publicznym. Świadczy o tym częściowo praktyka działania władz Polski po 1989 roku w kwestii likwidacji skutków akcji „Wisła”. Do tej pory Sejm nie napiętnował tej stalinowskiej zbrodni, zaś wielu polityków z partii głównego nurtu wyrażało aprobatę dla decyzji władz komunistycznych z 1947 roku. To bulwersuje, bo przecież o akcji „Wisła” wiemy dużo, żyją świadkowie wydarzeń, ofiary wysiedlenia oraz ich potomkowie. W wielu miejscach Polski południowo-wschodniej pozostały rozliczne ślady obrazujące skutki deportacji Ukraińców.

 

Komunistyczne imponderabilia

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku zachodziły w Polsce dwa sprzeczne procesy. Z jednej strony podjęto gigantyczny wysiłek na rzecz odejścia od spuścizny pozostawionej przez PRL, ukazując również zło uczynione obywatelom Polski innych narodowości. Pomimo licznych mankamentów (brak ustawy reprywatyzacyjnej i w związku z tym zwrotu mienia osobom fizycznym, nieukaranie sprawców zbrodni) można mówić o znaczącej zmianie. Dla społeczności ukraińskiej symbolem tego była uchwała senatu z 1990 roku, odsłonięcie w maju 1998 roku pomnika ofiar Centralnego Obozu Pracy Jaworzno (z udziałem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy). Było to szczególnie ważne, bo w latach 1947-1949 w obozie więziono – w większości bez wyroków sądowych – 3873 Ukraińców (w tym 100 dzieci, 800 kobiet, 27 duchownych). Więźniów torturowano, morzono głodem, poniżano. Aktem sprawiedliwości stało się rozpoczęcie śledztwa w sprawie zbrodni tam popełnionych. W tym kontekście istotne znaczenie miała publikacja wielu wartościowych pozycji historycznych z fundamentalną pracą Eugeniusza Misiły na temat akcji „Wisła” – Akcja „Wisła” 1947 (Warszawa 2012).

Jednoznaczne potępienie deportacji ludności ukraińskiej napotykało szczególne problemy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i na początku następnej dekady. Zdecydowała o tym obrona „imponderabiliów” – jak zjawisko to nazywał Jacek Kuroń – przez środowiska postkomunistyczne, czyli obrona słuszności decyzji podjętych przez Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej w dniu 28 marca 1947 roku. Za symboliczną w tym względzie należy uznać ogromną aktywność Edwarda Prusa, który z propagandysty komunistycznego płynnie przeistoczył się w lidera rodzącego się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku „ruchu kresowego”. 28 kwietnia 1990 roku na Dworcu Głównym w Gdańsku młodzież ukraińska zorganizowała akcję pod tytułem „Wiec Przesiedleńców”. W odpowiedzi Prus opublikował w „Gazecie Gdańskiej” artykuł, w którym zaprzeczał istnieniu obozu koncentracyjnego w Jaworznie oraz oskarżał mniejszość ukraińską o antypolskie działania. Po artykule w „Gazecie Gdańskiej” pojawiły się jego kolejne publikacje, w tym wydawane w dużych nakładach książki poświęcone także akcji „Wisła”. Do władz państwowych kierował rozliczne apele z żądaniem potępienia odradzającego się „banderyzmu”. Innym symbolem tego typu aktywności był protest senatorki Sojuszu Lewicy Demokratycznej Marii Berny przeciwko odsłonięciu pomnika ofiar obozu w Jaworznie oraz przyznania przez władze odszkodowań osobom więzionym bez wyroków sądowych w tym obozie.

 

Akcja „Wisła” vs Kresy

W dyskusjach w sprawie potępienia bądź niepotępiania wysiedlenia ludności ukraińskiej, zwolennicy niepotępiania szybko wymyślili tezę o zależności przeprowadzenia deportacji od masakr ludności polskiej na Wołyniu. Za symbol tego zjawiska można uznać pracę pod redakcją Władysława Filara Przed akcją „Wisła” był Wołyń (Warszawa 1997). Profesor Filar, były żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji AK z Wołynia, był zwolennikiem porozumienia z Ukraińcami, tym niemniej tytuł publikacji ukazał zjawisko źle pojmowanej rywalizacji ofiar.

Ponadto w opinii wielu polskich publicystów, szczególnie sympatyzujących ze środowiskami kresowymi, Ukraińcy z Polski powinni być wdzięczni za deportację, gdyż z kurnych bieszczadzkich chat przenieśli się do murowanych domów na Warmii i Mazurach oraz Pomorzu. Tego typu tezy głoszą nie tylko „sieroty po PRL”, lecz także historycy z tytułami profesorskimi. Powielanie tych tez przez Światowy Związek Żołnierzy AK stało się przyczyną odstąpienia Związku Ukraińców w Polsce od organizacji międzynarodowych seminariów historycznych „Polska. Ukraina. Trudne Pytania”. Seminaria były wyjątkowym przykładem dialogu polsko-ukraińskiego, jednak problem polegał na tym, że Światowy Związek Żołnierzy AK uznał, iż można zupełnie zignorować ocenę prawną, moralną i polityczną zastosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec Ukraińców i przyłączyć się do obozu tych, którzy usprawiedliwiali decyzje PPR. Swoją drogą, zadziwia łatwość, z jaką argumenty o słuszności akcji „Wisła” rodem z PRL-owskich dokumentów z lat czterdziestych XX wieku (jako „karze” za Wołyń) nabrały mocy w demokratycznej Polsce.

 

Awans cywilizacyjny i inne fakty

Wskazuję na ten problem ze względu na jego szersze reperkusje, które wydają się umykać zwolennikom teorii „dobrodziejstwa”. Przecież nikt nie mówi, że po 1945 roku Polska w znaczący sposób zyskała na stopniu urbanizacji, bo zamiast poleskich błot, wołyńskich bezdroży, zaniedbanych wsi i miasteczek zyskała silnie zurbanizowane terytoria, w tym Gdańsk, Szczecin i Wrocław. A przecież od ćwierćwiecza półki polskich księgarń uginają się od nostalgicznych opisów „kresowej Arkadii”. W tym zalewie literatury nostalgicznej giną próby zgodnego z faktami opisu lat 1918-1939 w województwach wschodnich II Rzeczpospolitej, nie tylko konfliktów narodowych, lecz także fatalnego stanu gospodarki i oświaty. Od dziesięcioleci na ten temat pisze Daniel Beauvois, przestrzegając przed „syndromem kresowym”. Jego głos okazał się jednak przysłowiowym „wołaniem na puszczy”.

Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku górę nad faktami bierze mitologia. Za ilustrację tego zjawiska może posłużyć sprawa odbudowy Cmentarza Orląt we Lwowie, który pierwotnie był określany Panteonem Chwały Oręża Polskiego. W ten sposób priorytetem był nie dialog z Ukrainą i kwestia godnego upamiętnienia spoczywających tam żołnierzy i ofiar, które zginęły z rąk ukraińskich i sowieckich), lecz rodzaj demonstracji symbolicznej w mieście, które miało również obecnie pozostać semper fidelis. Tylko nieliczni Polacy, na przykład Jacek Kuroń, mieli odwagę głośno mówić o szkodliwości tego projektu.

Innym zabiegiem rozmywającym i utrudniającym rozliczenie się ze spuścizną powojennych deportacji własnych obywateli było zbudowanie i ugruntowanie w świadomości społecznej opozycji: Wołyń – akcja „Wisła”. Skutek jest również taki, że nawet liczba ukraińskich strat wśród ludności cywilnej w okresie 1944-1947 jest wypierana z dyskursu społecznego, bo jak stwierdził w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jeden z wpływowych prawicowych polityków: „Jest znacząca różnica między przesiedleniem w ramach akcji »Wisła« a masowymi mordami”. W rzeczywistości ta dychotomia służyła i służy do zacierania zarówno kwestii nierozliczenia się w Polsce z odpowiedzialności (nawet symbolicznej) za ukraińskie ofiary wśród ludności cywilnej, jak i ukazywania zaniedbań w tej kwestii po 1989 roku (w sferze upamiętnień, czy też ustalenia sprawców zbrodni wojennych). Jak dowodzą ukraińscy historycy z Polski, w latach 1939-1947 w granicach obecnej Rzeczpospolitej z rąk Polaków zginęło około 13 tysięcy ukraińskich cywili.

 

Lech Kaczyński czy endecy?

Kolejnym zagadnieniem nieobecnym w polskim dyskursie na temat deportacji Ukraińców z 1947 roku jest brak refleksji na temat ciągłości projektów „rozwiązania kwestii ukraińskiej” przez władze II RP, rządu w Londynie i władz powojennego państwa polskiego, w których składzie do 1946 roku ważną rolę odgrywał Stanisław Mikołajczyk. Wspomnieć można projekty zmiany struktury narodowej na ziemiach południowo-wschodnich II RP z lat 1937-1939, w tym przesiedlanie świadomych narodowo Ukraińców, a także poglądy na sprawę ukraińską w powojennym państwie formułowane podczas II wojny światowej przez polskie partie polityczne na emigracji. Wymienić trzeba akcję „deukrainizacji” terenów Chełmszczyzny i Nadsania, którą realizowały oddziały podziemia z Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, Narodowej Organizacji Wojskowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz formacje państwowe: Milicja Obywatelska, Ludowe Wojsko Polskie, Urząd Bezpieczeństwa, Wojsko Ochrony Pogranicza. I wreszcie realizowaną przez władze komunistyczne koncepcję Polski jako państwa jednolitego narodowo. Akcja „Wisła” nie była wydarzeniem jednostkowym, lecz finalizacją „ostatecznego rozwiązania kwestii ukraińskiej”, jak napisano w jednym z wojskowych dokumentów z 1946 roku.

Polskie elity polityczne będą musiały zmierzyć się z oceną i dziedzictwem akcji z 1947 roku. Po raz pierwszy miało to miejsce w 1956 roku, jednak po krótkim okresie liberalizmu szybko nastąpił powrót do ortodoksyjnego jej pojmowania (utrudnianie powrotów, represje wobec autentycznych liderów społeczności, „przypisywanie” Ukraińców za pomocą kredytów do nowych miejsc zamieszkania). Obecnie w tej kwestii pojawia się wiele znaków zapytania. Czy zatem zwycięży duch oświadczenia podpisanego w sześćdziesiątą rocznicę akcji „W” wspólnie przez świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenkę, czy też linia spadkobierców komunistów i endeków?

Piotr Tyma jest prezesem Związku Ukraińców w Polsce.


Artykuł ukazał się w numerze marcowo-kwietniowym „Nowej Europy Wschodniej” (2/2017).

Fot. Beemwej (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Piotr Tyma
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu