Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Tomasz Mróz

Doktorant Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ciekawi go przestrzeń na wschód od Bugu.

Sannikau. Relacja z innego świata
2017-05-22
Tomasz Mróz

Andrej Sannikau, były wiceminister spraw zagranicznych Białorusi do 1996 roku i najważniejszy rywal Aleksandra Łukaszenki w wyścigu prezydenckim z 2010 roku, postanowił opisać wszystko, co spotkało go od czasu aresztowania podczas manifestacji na mińskim Placu Niepodległości 19 grudnia 2010 roku. W białoruskich więzieniach spędził łącznie 16 miesięcy. W maju 2011 roku Sannikau został skazany na 5 lat kolonii o zaostrzonym rygorze za „organizację masowych zamieszek”. Wyczerpany wielomiesięcznym pastwieniem się, po przeżytej próbie otrucia, został w końcu osadzony kolonii karnej w Witebsku, w celi, w której pozostawiono nylonowy sznur i ostrą metalową listwę. Wówczas Sannikau zwrócił się do Łukaszenki z prośbą o ułaskawienie i kwietniu 2012 roku został przedterminowo zwolniony. W obawie przed represjami wyjechał za granicę: uzyskał azyl polityczny w Wielkiej Brytanii, teraz mieszka w Warszawie.

Zaraz po aresztowaniu Sannikau trafił do więzienia, położonego w samym centrum Mińska, zwanym potocznie „amerykanką”. Gmach ten zbudowany pod koniec lat 20. dobrze pamięta stalinowskie represje, bowiem w jego podziemiach w drugiej połowie lat 30. rozstrzelano przedstawicieli białoruskiej elity. Z opisu Sannikawa wynika, że co najmniej od czasów Breżniewa niewiele się tam zmieniło.

Sannikau opisuje własną historię uwięzienia i prześladowań, lecz jest świadomy, że jego opowieść jest tylko częścią większej, ogólnonarodowej całości. Dlatego w książce znalazły się opisy pobytu w więzieniach innych białoruskich opozycjonistów: Ihara Aliniewicza czy Natalii Radziny. Została także zamieszczony znakomita, najlepsza ze wszystkich, relacja z więzienia białoruskiego KGB autorstwa anonimowego rosyjskiego przedsiębiorcy (s. 49-56), pokazująca, że więzienne mechanizmy wypracowywane od lat 30. zeszłego stulecia nadal działają bez zarzutu. W KGB-owskim więzieniu każdy szczegół architektoniczny ma znaczenie, zaś ograniczenie wolności oznacza także ograniczenie ilości dostępnego więźniowi tlenu.

Lista oprawców Sannikawa była długa: szef KGB Zajcew, naczelnik „amerykanki” Orłow, naczelnicy kolejnych więzień, specjalny zespół śledczych w każdym z zakładów karnych, a przede wszystkim „ludzie w maskach” czyli funkcjonariusze OMON, którzy pastwili się nad „politycznymi”. Sannikau pokazuje zgniły system sprawiedliwości, gdzie adwokaci są w zmowie z oskarżeniem.  Pokazuje ludzi, którzy najpierw wyznają mu, że go popierają i głosowali na niego w wyborach, później zaś publicznie występują przeciw niemu w sądzie.

Wachlarz metod stosowanych przez śledczych, które miały złamać więźnia, skłonić go do składania zeznań i przyznania się do winy, był bardzo szeroki: od próby odebrania rodzicom trzyletniego synka i umieszczenia go w domu dziecka, przez szantaż losem starych rodziców, po fizyczne znęcanie się mające na celu wyczerpanie fizyczne, psychiczne i przede wszystkim poniżenie więźnia. Zadziwiające, jak bardzo białoruskie więzienie znajduje poza obrębem normalnego świata.

Bo książka Sannikawa jest też mimowolnym traktatem o samej naturze więzienia, napisanym przez dojrzałego, wykształconego i aktywnego człowieka, który po raz pierwszy doświadczył długotrwałego pozbawienia wolności. „Więzienie to istnienie bez życia – pisze Sannikau, – to czas ukradziony życiu”. Wtórują mu głosy innych współwięźniów: „W więzieniu wpajają ci, że jesteś podczłowiekiem, bydlęciem. Ich celem jest zdeptanie twojego człowieczeństwa. Od razu  można zapomnieć, kim się było na wolności. Tu – jesteś nikim” – pisała cytowana przez Sannikawa Natalia Radzina. I choć oczywiście mowa tu o KGB-owskich zakładach karnych, to mury więzienia zawsze stanowią granicę pomiędzy tym i radykalnie innym światem, a w każdym z tych światów obowiązują inne prawa.

Czytając książkę Sannikawa, pozostaje przynajmniej ta nadzieja, że każdy kolejny reżim za wschodnią granicą okazuje się coraz mniej krwawy. Kilkadziesiąt lat wcześniej raczej nie czytalibyśmy tych wspomnień, działania aparatu państwowego byłyby bardziej  zdecydowane, a z łagru na rosyjskiej dalekiej północy o wiele trudniej byłoby wrócić. 

W książce znalazły się też obszerne fragmenty poświęcone kampanii prezydenckiej z 2010 roku. Czy relacja jest obiektywna? Trudno powiedzieć, biorąc pod uwagę, że jej autorem jest jeden z kandydatów na prezydenta. Przekonanie Sannikawa o jego pewnym zwycięstwie w tych wyborach może budzić wątpliwość czytelnika. Również nieszczególnie pochlebne opinie o innych kandydatach nie budzą zaufania, choć rzucają ciekawe światło na kampanię z 2010 roku. Można mieć też wątpliwości dotyczące realności postulatów Sannikawa, szczególnie ekonomicznych: „Za swoje główne zadanie – obiecywał podczas wystąpienia telewizyjnego – uważam poprawę życia ludzi nie w dalekiej przyszłości, ale w najbliższym czasie. Powinniśmy osiągnąć średni europejski poziom życia w ciągu siedmiu-ośmiu lat”.

Wszystkie te wątpliwości w gruncie rzeczy nie mają znaczenia: Białoruska ruletka nie jest opisem kampanii wyborczej: tak naprawdę to relacja o Łukaszenkowskim systemie represji i o prawdziwej naturze tego państwa. Według strony internetowej politviazni.info, od 1995 roku na Białorusi zostało skazane, bądź długi czas znajdowało się w miejscach zatrzymania ze względów politycznych, 190 osób. Liczba ta nie obejmuje oczywiście zabójstw politycznych. Oficerowie KGB przyznali w rozmowach z autorem, że wybory z 2010 roku zostały sfałszowane, przyznali się także do zabójstwa Aleha Biabenina, szefa kampanii prezydenckiej Sannikawa. Dlatego ta książka to obowiązkowa lektura, szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że nie ma demokracji prawdziwszej niż białoruska.

Jak twierdzi autor, rzeczywistą przyczyną jego zwolnienia były naciski UE i skandal dyplomatyczny, jaki wybuchł pod koniec lutego 2012 roku. Naciski doprowadziły do zwolnienia osób zaangażowanych w kampanię prezydencką 2010 roku, ale w żaden sposób nie przełamały straszliwego osamotnienia kraju. Bo Białoruś nadal zostaje, a może nawet staje się coraz bardziej, krajem samotnym i straszliwie zapomnianym.

Swietłana Aleksijewicz nazwała tę książkę najważniejszym opisem Łukaszenkowskiej Białorusi, jaki powstał w ciągu ostatnich dwudziestu lat. W komentarzu dla rosyjskiej „Nowoj Gaziety” pisała, że Sannikau został wtrącony do więzienia, gdzie przeszedł przez wszystkie kręgi piekła. „Książka ta – pisze Aleksijewicz – to lustro, w którym odbija się diabeł, żeby nie myślał, że jest niewidzialny”.

Polski wydawca zmienił tytuł z oryginalnego Moja historia na Białoruska ruletka. Ja wolę proste tytuły. Mam nadzieję, że zabieg przynajmniej się opłacił i czytelnicy skuszeni sensacyjnym tytułem tłumniej sięgnęli po książkę białoruskiego więźnia. Choć wątpię.

Białoruska ruletka, jak głosi redakcyjny wstęp, otwiera nową serię wydawniczą  Ośrodka KARTA – „Oblicza XXI wieku”. Oby kolejne pozycje w tej serii były nieco radośniejsze.

 

Andrej Sannikau, Białoruska ruletka. Opozycyjny kandydat na prezydenta o walce z dyktaturą, tłumaczenie z rosyjskiego Michał B. Jagiełło, Ośrodek KARTA, Warszawa 2016.


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Mróz

Powrót
Najnowsze

Wynik jak marzenie

23.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Spotkanie wokół książki „Białoruskie pytania w kontekście europejskich odpowiedzi”

23.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Kijów na starcie?

20.10.2017
Bohdana Kostiuk (z Kijowa)
Czytaj dalej

Edukacyjna wojna o Zakarpacie

18.10.2017
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Emerging Belarus: najciekawsze białoruskie inicjatywy

18.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Petersburg – miasto paradoksalne

16.10.2017
Zbigniew Rokita Joanna Czeczott
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu