Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Test na europejskość
2017-06-06
Aneta Strzemżalska

W Gruzji miała miejsce sytuacja bez precedensu – wczesnym wieczorem nieopodal swojego domu w Tbilisi został porwany niezależny azerbejdżański dziennikarz Efgan Muchtarly. W sprawie pojawia się wiele niejasnych wątków.

Stało się to w zeszłym tygodniu. Nieznani sprawcy wepchnęli Azerbejdżanina do samochodu, wywieźli do lasu, założyli worek na głowę, zakneblowali i ciężko pobili. Poszkodowany odnalazł się po dobie w Baku. Władze aresztowały go na okres trzech miesięcy pod zarzutem nielegalnego przekroczenia granicy (w momencie porwania nie posiadał przy sobie paszportu), kontrabandy i stawiania oporu policji.

Efgan od 2015 roku mieszkał w Tbilisi, gdzie dzięki swoim licznym znajomościom i charyzmatycznej osobowości stał się nieformalnym animatorem życia społecznego azerbejdżańskich dysydentów, swoistą skrzynką kontaktową lokalnej diaspory. Z Baku do Tbilisi przeniósł się wraz z żoną Lejlą, również dziennikarką śledczą, po tym jak kilku jego kolegów po fachu miało niemiłe – delikatnie mówiąc – doświadczenia z azerbejdżańską policją i służbami specjalnymi. Pisane przez Efgana teksty dotyczyły schematów korupcyjnych największych oligarchów i wysoko postawionych przedstawicieli administracji rządowej. Budziły wielkie zainteresowanie i kontrowersje. Od jakiegoś czasu stale go śledzono, parokrotnie mu grożono. Ostatni wpis, o tym że obawia się o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny, zamieścił na kilka dni przed porwaniem. Przypuszczał, że wpływy azerbejdżańskiego biznesu, powiązanego ze strukturami władzy w sąsiedniej Gruzji, są zbyt silne, aby mógł tam bezpiecznie żyć.

 

Inwazja SOCARu

Relacje gruzińsko–azerbejdżańskie od rozpadu Związku Radzieckiego są określane jako bardzo zażyłe, a nawet strategiczne dla bezpieczeństwa i suwerenności obu republik. Kiedy w rezultacie wojny sierpniowej 2008 roku Kreml podważył bezpieczeństwo energetyczne Gruzji, windując cenę gazu z 110 dolarów do 235 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, na pomoc przyszło Baku – zaproponowało dostawę surowca po dogodnych cenach. Od tego czasu Państwowa Naftowa Spółka Azerbejdżanu SOCAR przejęła kontrolę nad rynkiem gazowym Gruzji, w kwietniu tego roku całkowicie wyrugowując Rosję z biznesu. Ponadto SOCAREnergy Georgia przejęła akcje lokalnych pośredników, takich jak chociażby ITERAGeorgia i dzięki temu zdobyła również monopol na dystrybucję „błękitnego paliwa”.

Sprawowanie kontroli nad gruzińskim rynkiem gazowym, a także olbrzymie wpływy w innych branżach – energii elektrycznej, dostaw sprzętu specjalistycznego i materiałów budowlanych (w zeszłym roku Gruzini zakupili u swojego wschodniego sąsiada 59 ton spychaczy, ładowarek, koparek i rolek, a od początku tego roku ponad 20 ton gipsu i sztukaterii) powodują, że Azerbejdżanie w Gruzji czują się coraz pewniej. Zdarza się nawet, że ich działalność nie mieści się w granicach prawa.

 

Długie ręce Alijewa

Już w zeszłym roku przedstawiciele azerbejdżańskiej diaspory w Tbilisi żalili się, że Gruzja przestaje być dla nich bezpiecznym krajem.

Zdecydowałem się na wyjazd do Niemiec jako uchodźca, bo w Tbilisi nie czułem się bezpiecznie. Śledzono mnie – opowiada E., jeden z azerbejdżańskich dziennikarzy, który od prawie roku przebywa w Europie Zachodniej; ze względów bezpieczeństwa prosi o anonimowość. – W międzyczasie odmówiono mi przedłużenia pozwolenia na pobyt. Biuro migracyjne odrzuciło mój wniosek, chociaż byłem oficjalnie zatrudniony, ubezpieczony i płaciłem podatki – opowiada E. Mężczyzna dodaje, że Alijew przekupuje Gruzinów, żeby ci rzucali kłody pod nogi azerbejdżańskim opozycjonistom, nie wydawali pozwoleń na pracę i zgód na oficjalny pobyt. W zamian za to SOCAR finansuje szereg projektów społecznych i kulturalnych, dopłaca do młodzieżowych programów edukacyjnych i działalności Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

Wpływy Alijewa w Gruzji są bardzo duże – przyznaje również Giultekin, aktywistka na stałe mieszkająca w Baku. – Wspólnie z moimi krewnymi chcieliśmy wydawać gazetę dla naszej mniejszości w Gruzji. To nie było nic specjalnego, kilka stron o problemach lokalnej społeczności, po azerbejdżańsku, bo nie wszyscy Azerbejdżanie w Gruzji znają gruziński. Wyszedł jeden numer. Potem w naszej gruzińskiej redakcji zjawili się pewni ludzie i kazali zmienić treść pisma. Ma być mniej o doraźnych problemach i pochlebniej o rządach prezydenta Alijewa – powiedzieli – mówi dziewczyna.

***

Sytuacji analogicznych do wyżej opisanych w Gruzji na przestrzeni ostatnich lat było wiele. Mrożą one krew w żyłach, ale nigdy nie wywołały skandalu – niesłusznie były uważane za wewnętrzną sprawę Azerbejdżanu. Porwania Efgana nie da się tak łatwo zamieść pod dywan. Media podają, że w sprawę mogą być zaangażowane gruzińskie służby specjale. Samo podejrzenie stawia Gruzję w bardzo niekorzystnym świetle i nasuwa szereg trudnych pytań. Czy ten niewielki kaukaski kraj rzeczywiście zbliża się do Europy? Czy wprowadzenie ruchu bezwizowego między nim a Unią Europejską nie było ruchem na wyrost?

Tbiliskie władze starają się załagodzić sytuację – zapewniają, że ich służby specjalne z porwaniem Efgana nie mają nic wspólnego. Gwarantują, że dołożą wszelkim starań, by wyjaśnić okoliczności haniebnego zajścia. Jestem ciekawa, czy dotrzymają słowa i pozytywnie zdadzą test na europejskość.

 

Aneta Strzemżalska

Fot. Frank Miller (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Aneta Strzemżalska
Powrót
Najnowsze

Litewski kalejdoskop

21.08.2017
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Skandal „rakietowy”?

18.08.2017
Paweł Kost Mychajło Samus
Czytaj dalej

Dlaczego Europa nie rozumie Rosji?

15.08.2017
Michael Romancev
Czytaj dalej

Wykopcie i zlikwidujcie ten polski, szpiegowski brud

11.08.2017
Andrzej Nowak Ireneusz Dańko
Czytaj dalej

Nie z pozycji siły

10.08.2017
Aleksander Radczenko
Czytaj dalej

Petersburg. Miasto Snu

09.08.2017
Joanna Czeczott
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu