Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Zbigniew Rokita

Zbigniew Rokita jest redaktorem „Nowej Europy Wschodniej”, współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Klub podróżników
2017-06-08

Niedawno Rosję obiegła nowina: w najbliższym sezonie w rosyjskiej piłkarskiej ekstraklasie wystąpi SKA Chabarowsk. Zespół wyeliminował w barażach jeden z klubów, które składają się na wciąż rosnące sportowe imperium Gazpromu – Orenburg.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Chabarowsk mieści się względnie blisko Korei Północnej, na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Fakt, to nie pierwsza taka sytuacja, gdy w ekstraklasie pojawiają się drużyny z najdalszych zakątków kraju – ale pierwsza od dość dawna. Dla porównania: z Gliwic do Aleppo są 3 tysiące kilometrów, do Ułan Bator – 7500 kilometrów. Tymczasem z Petersburga do Chabarowska – aż 8700 kilometrów. To dystans większy więc niż ten, który na przykład Piast Gliwice musiałby pokonywać grając w jednej lidze z drużynami z Pakistanu, Indii czy Nepalu. Oczywiście, do takich pojedynków dochodziło w minionym sezonie w I lidze, gdzie niedawno spotkały się na przykład zespoły z – dosłownie – dwóch krańców państwa: Kaliningradu i Władywostoku. Ale I liga to nie ekstraklasa.

Czy to problem dla rosyjskich zespołów? Spory, choć te do Chabarowska na stadion im. Lenina udadzą się tylko raz w roku. Zmieniły się nastroje: o ile w latach dziewięćdziesiątych pojawiały się głosy, że zespoły z Dalekiego Wschodu Rosji powinny występować w mistrzostwach Japonii, o tyle dziś wszyscy tolerują ich obecność. Szczególnie kłopotliwe były pojedynki z występującym przez pewien czas po rozpadzie ZSRR w ekstraklasie klubem z Władywostoku: skarbce wielu drużyn świeciły wówczas pustkami, niejeden zespół nie miał pieniędzy, aby udać się nad Pacyfik i oddawał mecze walkowerem (czasem mógł liczyć na wzajemność). W ostatnich latach takie przypadki zresztą również się zdarzały.

Z kolei SKA będzie musiało pokonać te odległości wielokrotnie. Rozmawiałem o tym ze Stapanem Czernowem z fan klubu chabarowskiej drużyny.

W zeszłym sezonie klub SKA różnymi środkami transportu pokonał 400 tysięcy kilometrów – to tak jakby okrążyć planetę dziesięć razy – opowiada Czernow. – Przy odrobinie szczęścia droga z Chabarowska do miasta w europejskiej części kraju zajmuje dwanaście–piętnaście godzin z przesiadkami.

A ile pieniędzy trzeba wydać na same podróże? W zeszłym sezonie kilkanaście milionów rubli. W przyszłym – kilkadziesiąt.

Pytam Czernowa, czy są jakieś plusy płynące z geograficznej sytuacji SKA.

Przecież w I lidze bywało, że „znęcaliśmy” się nad zachodniorosyjskimi drużynami, wyznaczając rozpoczęcie meczu na piętnastą według lokalnego czasu – to ósma godzina w Moskwie. Wątpię, czy pozwolą nam tak postępować w ekstraklasie – tłumaczy Czernow.


Powrót
Najnowsze

Wybory w parlamentarne w Finlandii: wygrana z lewa i z prawa

19.04.2019
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Belgradzka Lady Makbet nie żyje

16.04.2019
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Polityczni znachorzy

15.04.2019
Andrzej Szeptycki Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Integracyjne napięcia

15.04.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Białorusini znowu bronią Kuropatów

12.04.2019
Tomasz Mróz
Czytaj dalej

Quo vadis, Zełenski?

11.04.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu