Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Międzymorska „geoideologia”
2017-06-21
Kamil Całus

Międzymorze Ziemowita Szczerka nie jest zwyczajną książką, która opowiada tylko o podróżach i wrażeniach. Stanowi raczej przykład zaangażowanego reportażu podróżniczego.

Już sam jej tytuł zdradza nie tylko, przez które obszary autor wędrował i których terytoriów opis w niej umieścił. Za sprawą tytułu Szczerek wysyła czytelnikowi wyraźny sygnał, że chce zabrać głos w toczącej się od wielu miesięcy w naszym kraju (i nieco mniej intensywnie: poza jego granicami) dyskusji nad racjonalnością i zasadnością promowanego przez obecny rząd w Warszawie konceptu „Międzymorza”. Szczerek wprost mówi o „wyśnionym (…), a niemożliwym Międzymorzu” i nie ukrywa swoich politycznych sympatii i antypatii. Jego stanowisko w tej debacie jest jednoznacznie krytyczne. Krytyce autor poddaje przy tym nie tylko samą ideę (jakkolwiek rozumianą) międzymorskiego sojuszu, ale także (a może przede wszystkim) jej potencjalnych realizatorów: i to zarówno tych w Polsce, jak i poza jej granicami.

Przez ponad 300 stron (z 343 jakie liczy sobie książka) Szczerek w charakterystycznym dla siebie stylu – lekkim, pełnym humoru, choć nie stroniącym od dosadności i wulgaryzmów – stara się opisać rzeczywistość szeroko pojętego międzymorza oraz tych przylegających do tej „geoideologicznej” krainy terenów, które stanowią dla niej ostateczne i nieprzekraczalne granice. Książka poprowadzi czytelnika od niemal samego centrum Berlina na zachodzie aż po moskiewskie Czyste Prudy na wschodzie; od skandynawskich Helsinek na północy aż po leżące na południowym skraju słowiańskiej Europy Skopje.

Podejmując próbę przybliżenia czytelnikowi realiów tego obszaru autor zdaje się skupiać jednak przede wszystkim nie na regionalnej i lokalnej rzeczywistości politycznej i społecznej (choć od niej nie ucieka), a na tym co można by nazwać rzeczywistością „socjomentalną”. Szczerek szuka odpowiedzi na pytania: skąd biorą się różnice w percepcji sytuacji międzynarodowej oraz związanych z nią zagrożeń i szans?; dlaczego mieszkające obok siebie od setek lat społeczności, grupy etniczne a wreszcie narody postrzegają swych sąsiadów tak, a nie inaczej?; dlaczego „międzymorzanie” coraz częściej rozczarowani są tym, co w warstwie ideologicznej oferuje im Zachód? Szczerek odpowiada na te pytania za pomocą zgrabnej mieszanki własnych przemyśleń i rozmów z autochtonami: przedstawicielami miejscowych środowisk intelektualnych i politycznych, a czasem ze zwykłymi, przypadkowo napotkanymi przedstawicielami dalece „nieelitarnych” warstw społecznych. Z kolejnych stron książki wyłania się w rezultacie obraz fascynującej, wielobarwnej, lecz zupełnie niedopasowanej do siebie międzymorskiej układanki. Od wieków żyją na tym obszarze obok siebie grupy ludzi, które były wychowane na styku cywilizacji, religii i kultur (w tym także – a może właśnie przede wszystkim – kultur politycznych); są one obciążone bagażem trudnych doświadczeń historycznych, wciąż starają się w pełni zdefiniować swoją tożsamość. Grupy te nijak nie tworzą jednolitej wspólnoty, a także – co jeszcze ważniejsze – uparcie nie dostrzegają (bo – jak zdaje się sugerować autor – może nie mają czego dostrzegać?) wspólnych interesów, wspólnych wrogów i wspólnych celów. To fundamentalny zarzut wypowiadany przez Szczerka pod adresem idei międzymorskiej.

Jednocześnie zdaniem autora sama różnorodność i, czasem, „niekompatybilność” państw „międzymorskich” utrudnia, lecz nie przekreśla nadziei na głęboką współpracę polityczną, gospodarczą czy wojskową. W opinii Szczerka ową współpracę uniemożliwia jednak zmieniający się od lat w regionie klimat polityczny (wobec którego nie kryje on zresztą niechęci). Klimat ten wyniósł do władzy niechętnych zachodniemu liberalizmowi konserwatystów pokroju Victora Orbána. „Znienawidzeni przez nacjonalistów liberałowie i uprawiający »pedagogikę wstydu« Środkowoeuropejczycy pewnie by się dogadali, ale nacjonaliści nie, a co ciekawe, to oni najbardziej krzyczą o Międzymorzu” – pisze wprost autor w ostatnim rozdziale, pełniącym przewrotnie rolę wstępu. Następnie konkluduje: „Nacjonalistyczni Węgrzy nie porozumieją się na dłuższą metę z żadnym ze swoich nacjonalistycznych sąsiadów, nacjonalistyczna Polska nie porozumie się z nacjonalistyczną Litwą czy Czechami, Chorwaci z Serbami etc.”

Międzymorze składa się z szeregu pozornie niezwiązanych ze sobą kadrów. Niektóre z owych ujęć to krótkie – ledwie kilku lub kilkunastozdaniowe – migawki przedstawiające wrażenia autora z miast, miasteczek i zupełnych peryferii środkowej, wschodniej i południowej Europy. Inne z impresji stają się małymi esejami historycznymi lub etnologicznymi. Chaotyczne – bo nie znajdujące ani geograficznego, ani tematycznego uzasadnienia – ułożenie poszczególnych fragmentów jest, jak się wydaje, celowym zabiegiem autora, alegorią wzajemnie zazębiającej się, różnorodnej i skomplikowanej etnicznie oraz kulturowo mozaiki Międzymorza”.

O ile układ książki nie tylko nie budzi zastrzeżeń, ale i daje możliwość dość swobodnego poruszanie się po niej (zupełnie dopuszczalne jest na przykład czytanie jej od końca, a więc od… wstępu), o tyle pewnym niedostatkiem wydaje się fakt, że Szczerek nieproporcjonalnie dużo uwagi poświęca jednym krajom, a zbyt mało innym. Niektórych państw – zwłaszcza w zestawieniu z szeroko omówionymi jak Węgry czy Litwa – autor dotyka zaledwie symbolicznie, co rodzić może u czytelnika ogromny niedosyt.

Najnowsza książka Szczerka – prócz bardzo dobrej warstwy reportersko–podróżniczo–analitycznej kryje też w sobie manifest polityczny: ideowe „wyznanie wiary” i ostry, bezpośredni komentarz do bieżącej sytuacji politycznej w Polsce i całej Europie „międzymorskiej”. Trudno uznać to za zarzut w przypadku autora, który znany jest z tego, że w tekstach publicystycznych i literackich chętnie ujawnia swoje poglądy. Czytelnik pragnący nieco bardziej ponadczasowego ujęcia omawianych tematów lub po prostu zmęczony debatą polityczną może jednak odczuć lekki przesyt. Z kolei czytelnik o konserwatywnych poglądach może zaś w ogóle przez książkę Szczerka nie przebrnąć.

Choć niewątpliwie – jak każdy, kto nie chce spojrzeć na rzeczywistość oczami „innego” – wiele wówczas straci.

 

Kamil Całus


Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu