Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Dlaczego Europa nie rozumie Rosji?
2017-08-09
Michael Romancov

W sprawach historycznych Rosja dziś kłamie z taka samą intensywnością i pomysłowością, z jaką Związek Radziecki walczył o pokój. Jeśli jednak odrzucimy rosyjską wersję, zostaniemy uznani za nieprzyjaciół i faszystów.

 

W zeszłym roku rosyjski minister spraw zagranicznych Sergiej Ławrow w czasopiśmie Russia in Global Affairs opublikował artykuł Historyczne podstawy rosyjskiej polityki zagranicznej. Po jego przeczytaniu lepiej zrozumiemy, dlaczego Europa w swoim własnym interesie nie powinna rozumieć Rosji. We wstępie Ławrow pisze: „Odezwały się liczne głosy, również takie, które ostrzegały, że rosyjskie spojrzenie na sytuację międzynarodową jest zniekształcone, zaś nasze poglądy nie odpowiadają rzeczywistości. (…) Każda prawdziwa polityka musi wynikać z historii. W naszym wypadku chodzi o całkowicie uprawnione założenie, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę niedawne rocznice. W 2015 roku obchodziliśmy siedemdziesiątą rocznicę zakończenia II wojny światowej, a rok wcześniej setną rocznicę wybuchu I wojny światowej. W 2012 roku przypomnieliśmy sobie dwusetną rocznicę bitwy pod Borodino i czterechsetną rocznicę oswobodzenia Moskwy od Polaków. Jeśli dokładnie zbadamy te wydarzenia, w sposób jednoznaczny dojdziemy do wniosku, że rola Rosji w historii Europy i świata jest unikatowa”…

 

Rosja to nie Europa!“

Tekst Ławrowa do dziś można znaleźć na stronie rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zarówno w języku rosyjskim, jak i angielskim. Obie wersje zawierają wprawdzie te same myśli, ale pomimo że mamy do czynienia z profesjonalnym tłumaczeniem, nie są one identyczne. Na przykład w wersji angielskiej zastosowano określenie „zwycięstwo w II wojnie światowej”, podczas gdy w wersji rosyjskiej napisano o „wielkim zwycięstwie”. Mogłoby się wydawać, że chodzi o nieistotny szczegół, w rzeczywistości jednak różnica jest zasadnicza, bowiem historia, a tym bardziej jej interpretacja nie jest ani w Rosji, ani w Europie taka sama. Często jedyne, na co możemy się zgodzić to data i miejsce jakiegoś wydarzenia. Kto i co tam zrobił pozostaje jednak przedmiotem sporu. Wcale nie chodzi tu tylko o zasadniczo znane rozdziały II wojny światowej, jak na przykład pakt Ribbentrop–Mołotow, zimowa wojna między Finlandią i ZSRR, zbrodnia w Katyniu czy poziom (nie)ważności pomocy sojuszniczej Związku Radzieckiego.

Nie tylko Ławrow twierdzi, że Rosja w europejskich stosunkach międzynarodowych odegrała ważną rolę już w czasach zawarcia Pokoju Westfalskiego w 1648 roku albo że Kongres Wiedeński 1814–1815 był dziełem Rosji. Jednocześnie istotni protagoniści tego kongresu: Metternich, Talleyrand i Castlereagh z Wellingtonem albo w ogóle są pomijani, albo w najlepszym razie występują w roli statystów „geniusza pokoju” cara Aleksandra I, który wyzwolił i ustabilizował Europę po upadku, do którego doprowadził „geniusz wojny” Napoleon.

Podczas gdy Rosjanie są w ujęciu Ławrowa zawsze wyzwolicielami, obrońcami pokoju i humanistami, Europejczycy są agresorami, którzy niszczą, plądrują i kradną. Właśnie ta idea jest lejtmotywem oficjalnego dyskursu historyczno–politycznego, który wykorzystują czołowi przedstawiciele rosyjskiej elity politycznej i który wyraźnie dominuje w tamtejszej przestrzeni publicznej. W kwietniu 2014 roku, czyli po aneksji ukraińskiego Krymu, rosyjskie Ministerstwo Kultury otrzymało zadanie, by wypracować wiążące standardy rosyjskiej polityki kulturalnej, której motywem przewodnim jest teza, że Rosja to nie Europa.

W rosyjskiej, a ściślej radzieckiej historii z pewnością to nie pierwszy raz, gdy „niewdzięczna” Rosja odwróciła się od Europy plecami. Nie po raz pierwszy również Rosja i Europa wypracowały zasadniczo odmienny punkt widzenia na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Po raz pierwszy stało się tak po przegranej przez Petersburg wojnie krymskiej w 1856 roku, przy czym ówczesne stanowisko Rosji najlepiej oddaje opinia kanclerza Aleksandra Gorczakowa: „Rosja się nie obraziła, Rosja się koncentruje!”. Aż do wojny z Imperium Osmańskim w 1877 roku Imperium Rosyjskie wycofało się z Europy i zajmowało się udaną ekspansją w Azji.

Drugi raz stało się tak w 1917 roku, kiedy do władzy doszli bolszewicy. Współpraca z zachodnimi sojusznikami w walce przeciwko nazizmowi była zaledwie krótkim epizodem. Opuszczenie żelaznej kurtyny, kiedy po lutowym przewrocie w Czechosłowacji nawet dla największych marzycieli stało się jasne, że współpracę między sojusznikami zastępuje konfrontacja, poprzedzało ogłoszenie nowej polityki kulturalnej w 1946 roku, której twórcą był Andriej Żdanow. Był pierwszym z dowódców bolszewickich, który głosił, że świat dzieli się na dwa obozy: „demokratyczny” z ZSRR na czele oraz „imperialistyczny” pod przewodnictwem USA. Artyści musieli w swoich dziełach przestrzegać oficjalnej linii politycznej i poprzez artystyczne środki wyrazu podkreślać, że radziecka polityka jest nakierowana na konsekwentną likwidację pozostałości faszyzmu i umacnianie demokracji; z kolei polityka amerykańska miała próbować narzucić światu swą dominację.

Obecna polityka rosyjska – zagraniczna i kulturalna – we wszystkich istotnych aspektach nie tylko wychodzi z tradycji rosyjskich i radzieckich, ale celowo je reprodukuje i rozwija stare wzorce. Niedługo po tym, jak Władimir Putin został w 2000 roku prezydentem, stało się oczywistym, że budowany przez niego reżim swą legitymizację i autorytet będzie wyprowadzać z ciągłości rosyjskiej/radzieckiej historii. Rozległość terytorium i wielkość osiągniętych zwycięstw były i są w centrum uwagi. Jeszcze w 2000 roku państwo rosyjskie powróciło do radzieckiego hymnu państwowego, choć z nowymi (już trzecimi) słowami. Ponieważ w konstytucji jest zapisane, że Rosja nie może mieć żadnej oficjalnej ideologii państwowej ani państwowej religii, zadeklarowano, że „ideą” rosyjskiego państwa jest po prostu patriotyzm.

 

Rosyjska nieświadomość, problem ich i nasz

Rosyjskim, ale przede wszystkim naszym problemem, jest to, że Rosjanie nie znają swojej historii, a ściślej mówiąc: znają tylko wersję, którą tworzy dla nich władza państwowa. Podejście to nie zostało wymyślone przez obecny reżim, a trwa od roku 1547, kiedy Wielkie Księstwo Moskiewskie zjednoczyło rosyjskie księstwa i w miejsce Moscovii pojawiło się carstwo rosyjskie. To z kolei zmieniło się w imperium, które wprawdzie po dojściu do władzy bolszewików w 1917 roku zyskało wyraźnie odmienną formę, jednak jego przekaz pozostał niezmienny.

Po rozpadzie ZSRR w 1991 roku nastał krótki okres, gdy Rosjanie mogli się nie tylko interesować historią swojego kraju, ale wręcz mogli ją swobodnie badać, dyskutować i pisać o niej. To się skończyło. Swobodna dyskusja jest w zasadzie niemożliwa, zaś w przestrzeni publicznej dominuje państwowa polityka „kulturalna”, a dokładniej: wykład historii. Znana wypowiedź hiszpańsko–amerykańskiego filozofa George’a Santayany – „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie” – którą standardowo interpretuje się jako ostrzeżenie przed powtórzeniem błędów, w Rosji jest rozumiana dokładnie odwrotnie. Elity zasadniczą część historii zatajają – większość archiwów dotyczących okresu radzieckiego nigdy nie została udostępniona w celu przeprowadzenia niezależnych badań – reszta jest systematycznie „deformowana”.

Dzisiejsza Rosja, podobnie jak wcześniej Związek Radziecki, staje się najbardziej zmilitaryzowanym państwem Europy. Środki przekazu każdego dnia przynoszą informacje o nowej broni i ćwiczeniach wojskowych, na dodatek Rosjanie walczą w Syrii u boku prezydenta Baszara al–Asada. Pomimo problemów gospodarczych w resortach dotyczących sił zbrojnych i tak zwanego kompleksu przemysłu obronno–zbrojeniowego nie dochodzi do cięć.

Rosyjskie elity oraz znaczna część opinii publicznej życzą sobie, żeby historia się powtórzyła. Cytowana wypowiedź Ławrowa dość wymownie to zresztą ilustruje. Dlaczego tak jest? Najpewniej dlatego, że gdyby odebrać Rosji sukcesy wojskowe, to co zostanie? Oczywiście można natychmiast zaprotestować, że Mendelejew i Pawłow, Czajkowski i Glinka, Puszkin i Lermontow oraz setki innych naukowców i artystów, do których po II wojnie światowej dołączyli liczni sportowcy – wszyscy oni są powodem do narodowej dumy. Jednak w oczach rosyjskich elit nikt spośród wymienionych nie uczynił niczego tak istotnego, aby świat wstrzymał oddech. Zdobycie Paryża czy Berlina, bitwy pod Stalingradem i Kurskiem – to są ikoniczne momenty w historii rosyjskiej/radzieckiej, które nie byłyby możliwe do zastąpienia przez układ okresowy pierwiastków, powieść pisaną wierszem czy balet. Dopełnić, owszem, można, ale nie zastąpić.

 

Wolność gorsza niż więzienie

Trafnie zauważył rosyjski dziennikarz Oleg Panfilow: „Propaganda jest w dzisiejszej Rosji tak samo jak w ZSRR bronią informacyjną. Kiedy przeczytacie doktrynę bezpieczeństwa informacyjnego Federacji Rosyjskiej dowiecie się z niej, że wolność słowa jest nieprzyjacielem propagandy rosyjskiej i trzeba z nią walczyć z użyciem wszelkich sił i budżetu państwa. Czy pamiętacie, jaki tytuł nosił jeden z pierwszych dekretów Lenina? Dekret o prasie… Bolszewicy natychmiast rzucili się na umysły obywateli – na kontrolę myśli i słów. Cenzura i propaganda były wykorzystywane w tandemie: cenzura zakazywała ludziom myśleć po staremu, propaganda uczyła ich myśleć na nowo… Kłamstwo, cenzura i propaganda ukształtowały nowy gatunek człowieka – Homo sovieticus, który bezwarunkowo wierzy kłamstwom i nigdy nie pozwoli sobie na zwątpienie, że jego kraj nie jest tak wielki, jak to wymyślono w bajkach pod tytułem Historia Rosji. Około piętnaście lat po rozpadzie ZSRR Homo sovieticus żył w przestrzeni, które było dla niego nieprzyjemne i niewygodne – otrzymał wolność… Okazało się, że wolność jest dla niego gorsza niż obóz koncentracyjny…”.

Dzisiejsza Rosja, mówiąc za Olegem Panfilowem, jest wyposażona w broń informacyjną i aktywnie ją wykorzystuje. Czy pamiętacie, co stało się z okrętem podwodnym Kursk? Dzisiaj już Moskwa nie twierdzi, że zatopili go Amerykanie, ale w sierpniu 2000 roku, gdy doszło do katastrofy, Kreml początkowo milczał, aby następnie obwinić USA i NATO. Dopiero później niechętnie przyznał, że było inaczej. Pamiętacie Krym, gdzie nie było rosyjskich żołnierzy, ale potem zostali odznaczeni? Albo zestrzelony samolot malezyjski nad wschodnią Ukrainą, wojny w Donbasie i w Syrii? W każdym z tych przypadków Kreml kłamał.

Rosja dziś kłamie z taka samą intensywnością i pomysłowością, z jaką Związek Radziecki walczył o pokój. W roku 1961, czyli wtedy, gdy w Berlinie postawiono mur, poeta Jewgienij Jewtuszenko napisał słowa słynnej antywojennej pieśni Czy Rosjanie chcą wojny. Świat poznał ją latem 1962, na kilka tygodni przed wybuchem kryzysu kubańskiego. Chór Aleksandrowa natychmiast wciągnął ją do swego repertuaru. W refrenie brzmią słowa: „I wtedy musicie zrozumieć, czy Rosjanie chcą wojny”. Podobnie jak wtedy, również dziś musimy w pierwszej kolejności zrozumieć, że Rosja co innego mówi, a co innego robi.

I właśnie tu skrywa się największy problem dla naszych starań o zrozumienie Rosji. Nie można bowiem zrozumieć tego, co nieustannie kryje się między jednym a drugim celem, a tym czymś jest sukces, władza i potęga. Sergiej Ławrow całkiem jednoznacznie deklaruje, że rosyjska polityka zagraniczna wynika z rosyjskiej historii. Jeśli przyjąć tu wariant historii, którą tworzy Kreml, zostaniemy przez Rosję albo pochłonięci, albo będziemy przez nią sterowani. Dlaczego? Ponieważ decydenci w Moskwie są przekonani, że tak ma być, że mają do tego prawo, a my mamy obowiązek to prawo respektować. Jeśli je odrzucimy, zostaniemy uznani za nieprzyjaciół i faszystów. To wprawdzie nie jest pochlebne, ale jednocześnie w tym jest nasza jedyna szansa, jeśli chcemy pozostać sobą. Zrozumienie Rosji w takim sensie, jakiego sobie życzy Moskwa oznacza bowiem ulegnięcie jej.

Przełożyła Anna Wanik

Michael Romancov


Oleg Panfilow był cytowany z: Oleg Panfilov: Antisovětské příběhy. Portál, 2016 (str. 27 - 30).

Artykuł powstał w ramach projektu „Nowej Europy Wschodniej” i pisma Demokratický střed dzięki wsparciu w ramach projektów Polsko-Czeskiego Forum Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rep. Cz.

Fot. Caroline Maybach (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu