Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Opowieść o ukrytym Wilnie
2017-09-01
Krzysztof Kolanowski

Z autorem książki Cień słońca Aleksandrem Radczenką poznaliśmy się w czasie mojego kilkuletniego pobytu w Wilnie. Były to początki funkcjonowania jego pełnego spostrzegawczych komentarzy i błyskotliwych wniosków bloga „Inna Wileńszczyzna jest możliwa”. Radczenko poświęcił go tematom ważnym dla litewskich Polaków, proponował, jak sprawić, by z jednej strony Polacy w większym stopniu czuli odpowiedzialność za współkształtowanie Litwy, a z drugiej – by wśród ludności litewskiej byli odbierani jako współobywatele. Blog ten pisany jest do dziś z dużym polotem, a osądy są wyważone i dobrze uargumentowane, pozbawione zacietrzewienia. To ostatnie – zwłaszcza kilka lat temu – charakteryzowało styl wszelkiej maści zaangażowanych komentatorów po „obu stronach”.

Po co piszę ten wstęp o autorze? Nie ukrywam, że właśnie przytoczone fakty zmotywowały mnie, by sięgnąć po debiutancką powieść Aleksandra Radczenki. Chciałem się dzięki niej zanurzyć w rzeczywistości Wilna lat dziewięćdziesiątych. Oczekiwanie to było tak silne, że zignorowałem zastrzeżenie zawarte w opisie książki, że akcja dzieje się w „niewymienionym z nazwy kraju ZSRR”. Ale o tym później.

Na początku nie było łatwo: mnóstwo postaci, wiele wątków, które jawiły mi się niczym pojedyncze, niepowiązane ze sobą migawki. Bohaterowie nie stronią od soczystego języka i alkoholu, zaś autor nie stroni od opisu ich stanu po jego nadużyciu – dlatego książka może się wydać niekiedy mało „estetyczna”, może też przypominać momentami twórczość Wiktora Jerofiejewa.

Później jednak lektura zaczęła mnie coraz bardziej wciągać. Czytelnika czekają barwne i – co ważne – nieschematyczne opisy sytuacji, aury czy stanu umysłu bohaterów. Znamienny jest też świetnie poprowadzony dialog odwiecznych adwersarzy Juniora i Luke’a (być może chodzi o Chrystusa i Lucyfera): dialog niebanalny, niejako odtwarzający sceny biblijnego kuszenia Chrystusa na pustyni, a jednak pełen humoru i luzu, całkowicie pozbawiony patosu.

Głównym bohaterem książki jest Aleks, dobry i rzetelny dziennikarz, erudyta prowadzący imprezowe życie, a jednocześnie pragnący nadać życiu sens. Tym sensem jest – wydaje się – częściowo trzymanie się z dala od banału i kiczu, częściowo miłość, a częściowo – spełnienie swej misji w zawodzie. Właśnie na tym ostatnim polu Aleks może się wykazać, wpadając (niezupełnie samodzielnie) na trop powiązań pewnego polityka i jego partii ze światem przestępczym. Polityk ten bez trudu, drogą przekupstwa, zjednuje sobie różne osoby: zarówno z redakcji, jak i prywatnego otoczenia Aleksa. Jeśli Aleks nie zejdzie ze swej drogi, grozi mu niebezpieczeństwo, zaś jeśli ulegnie pokusie – sam może poprawić swój status materialny. Ot, typowy wybór między bezkompromisową młodzieńczością a ugodową dorosłością.

Ciekawi, w jakim mieście osadzona jest akcja. Nigdzie nie pada nazwa miasta czy państwa, jedyna waluta to „dolce”, mało jest też litewskich imion. Łatwo jednak rozpoznać sporo śladów wileńskich i litewskich. Pewne knajpy rzeczywiście istniały w tym czasie w Wilnie (na przykład Przy parlamencie/Prie parlamento), zaś nazwiska niektórych osób (Maciej Ryś) wyraźnie nawiązują do rzeczywistych postaci (choć oczywiście wszelka zbieżność jest czysto przypadkowa!). Na kartach książki wspomina się nawet, że Aleks niekiedy miewał w miejscu pracy oprócz kawy buteleczkę trejos devynerios, a trunek ten – zwłaszcza w tamtych czasach – był trudny do kupienia poza Litwą. Szkoda zatem, że autor zdecydował się zrezygnować z jasnego osadzenia akcji powieści w danym miejscu. Sprawia to, że nie mógł posunąć się w opisach przestrzeni do zbytnich szczegółów, przez co czytelnikowi trudniej się zanurzyć w tę rzeczywistość. Po drugie, jako że z autopsji z tamtych czasów autor zna przede wszystkim Wilno, a nie Tallinn czy Kiszyniów, to ukrycie miejsca akcji i tak nie mogło się w pełni udać. W tej wileńskiej powieści brakuje mi Wilna i Litwy.

Ciekawy jest motyw faustowski. W Cieniu słońca to bowiem nie główny bohater otrzymuje propozycję transakcji z diabłem, lecz ludzie z jego otoczenia. Jednocześnie Radczenko kładzie nacisk na to, jak bardzo człowiek, zwłaszcza młody, ceni sobie wolną wolę i potrafi z niej korzystać. Charakterystyczne jest tu słowo „Spierdalaj!”, wypowiedziane do Luke’a (Lucyfera) przez Andrzeja, jednego z przyjaciół Aleksa, w obliczu pokusy łatwiejszego materialnie życia i realizacji ambicji zawodowych. Wydaje się zatem, że książka ta jest nie tyle odtworzeniem Fausta, co opowieścią o tym, jak bardzo młody człowiek nie chce się rozstawać ze swoją wolnością, gdy przyjdzie mu wejść w trybiki zwykłego życia: gdy „dopadną” go praca, rodzina i gonitwa, aby ją utrzymać.

Książka skłania, aby zadać sobie pytanie: czy młody człowiek w pewnym sensie nie umiera z chwilą, gdy porzuca bezkompromisową walkę z wiatrakami, „opowiada się po drugiej stronie” (według Luke’a), „dorośleje”? Chwila ta wywołuje na pewno żal, chęć opłakiwania etapu życia, który się skończył i bezpowrotnie minął.

W książce, poza tytułową powieścią, znalazły się również opowiadania Radczenki. Spośród nich najciekawsza jest Golonka i rewolucja: to kombinacja urywku z życia bardzo znanej osobistości z historii Polski i Litwy z akcją znanego filmu. Z kolei Głowa Murzyna i baśń Masochiści i wiedźmy to kreatywnie napisane mini–opowiadania z dowcipną pointą.

Książka dostarcza dobrej zabawy i pożywki intelektualnej. Udany debiut. Mam nadzieję na więcej.


Krzysztof Kolanowski


Polecamy inne artykuły autora: Krzysztof Kolanowski
Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu