Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Patrzeć i widzieć
2017-09-07
Anna Dąbrowska

Mieszkający w Polsce Ukraińcy mogą stać się kolejnym wykreowanym odgórnie wrogiem Polaków i zostać wykorzystanym w polskiej polityce. Już dziś często są ofiarami przemocy.

W Polsce rządzi się dziś za pomocą strachu, zawłaszcza się kolejne obszary wolności, tworząc wyimaginowanych wrogów. Tak powstał wyobrażony uchodźca–terrorysta, który ułatwił wprowadzenie zmian w prawie o zgromadzeniach oraz ograniczenie prawa do prywatności (tak zwana ustawa antyterrorystyczna). Wygląda na to, że podobną rolę odegrać ma wyobrażony Ukrainiec.

 

Nowy początek

Trudno nie zauważyć skali patologii, z jakimi borykają się dziś mieszkający w Polsce Ukraińcy. Na pograniczu niszczone są miejsca pamięci i profanowane są groby, w miastach częste są pobicia, znieważanie, niszczenie mienia, w internecie wulgarna nienawiść, na granicy bolączką są gigantyczne kolejki i traktowanie Ukraińców jak ludzi drugiej kategorii. Ataki na Ukraińców w ostatnim czasie miały miejsce między innymi w Łodzi, Kutnie, Brzeszczach, Legnicy, Rzeszowie, Wrocławiu, Świdnicy, Olsztynie, Rudniku nad Sanem, Nowej Hucie, Warszawie, Charzynie k. Gdańska, Szczecinie, Wodzisławiu Śląskim, Poznaniu, Częstochowie, Gdańsku i w Lublinie, gdzie pobity został niedawno Jewhen. 24–letniego, uczącego się w Polsce Ukraińca zaatakowała grupka chuliganów, którzy dowiedziawszy się, że pochodzi on z Ukrainy, odpowiedzieli: „Przyjechałeś do Polski, aby tu rządzić”. I dotkliwie go pobili.

Oczywiście problemy podłego traktowania Ukraińców, łamania ich praw pracowniczych, dyskryminacji w sferze usług i stosowania podwójnych standardów przez administrację nie pojawiły się po ostatnich wyborach. Te haniebne czyny są z nami od dawna. Różnica polega na tym, że dziś rządzi ugrupowanie populistyczne, więc dyskurs sprowadza się do żenujących haseł.

Co robić? Potrzebny jest nowy początek. W wielu sferach.

 

Uczyć o innych

Zmiany, które powinno się wprowadzić w sferze edukacji, są świetnie opisane. Organizacje działające na rzecz praw człowieka od lat postulują, aby w polskiej szkole prowadzić wieloaspektową edukację antydyskryminacyjną. Nie chodzi tylko o to, by z podręczników zniknęły krzywdzące stereotypy o kobietach, czarnoskórych,Żydach czy Ukraińcach – należy zacząć uczyć o różnorodności i złożoności świata.

Dziś uczymy się bowiem tylko i wyłączenie o sobie. Niewiele wiemy o naszych sąsiadach: o Słowakach, Czechach, Litwinach czy Ukraińcach. Jeśli mówi się o nich na lekcjach, to tylko w historycznym kontekście – w kulturowym czy obyczajowym nigdy, brakuje współczesnych rysów. Nic nie wiemy także o mieszkających dziś w Polsce mniejszościach. W szkołach pogranicza brakuje zarówno nauki o kulturze sąsiada, jak i otwartych spotkań.

Szkoła powinna dawać szansę na spojrzenie na świat z różnych perspektyw, uczyć, że istnieją inne niż nasz punkty widzenia. Tyczy się to zarówno teraźniejszości, jak i historii: to co dla nas w przeszłości było i stale jest powodem do dumy, inne narody mogą odbierać zgoła odmiennie. Bo rzeczywiście: bywaliśmy agresorami, sięgaliśmy po przemoc...

Z całym szacunkiem dla pamięci dziadów: nie używajmy bezrefleksyjnie ich retoryki. Aby zrozumieć czasy, w których przyszło im żyć i pobudki, którymi się kierowali, potrzebujemy zdecydowanie więcej niż kilku faktów i dwóch cytatów. Głupotą jest tworzenia na tych skrawkach wiedzy ważkich dla społeczeństwa rozwiązań, a następnie dumne maszerowanie z nimi na sztandarach przez miasta.

Powinniśmy uczyć młodych, jak czytać fakty, jak szukać rzetelnych informacji, jak je analizować; premiować posiadanie własnego zdania, dyskusje i współpracę; uczulać uczniów i uczennice na demagogię i populistyczne; pokazywać, że świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż się pozornie wydaje.

I wreszcie: gdyby polska szkoła zobaczyła migrantów, którzy siedzą w ławkach, musiałaby nieco zrewidować nie tylko sposób uczenia, ale także obszar świata, o którym uczy.

 

Inny dyskurs

Zmiana czeka też organizacje pozarządowe. Trzeci sektor nie może być tylko i wyłącznie dawcą pomocy. Przez ostatnie lata NGO łatały państwowe niedoróbki i dziury: udzielaliśmy porad prawnych, uczyliśmy polskiego, załatwialiśmy mieszkania, zgłaszaliśmy przestępstwa…

Intensywny napływ migrantów w ostatnich latach uświadomił nam, że Polska nie była gotowa na ich przyjazd: Polacy z trudem dawali się przekonać, że migrantami należy się zająć, usprawniając administrację publiczną, zatrudniając ludzi mówiących danymi językami, czy przeszkalając pracowników w zakresie obsługi klienta o innym niż polski bagażu kulturowym.

Oczywiście, migranci nigdy na nic się nie skarżyli: zwłaszcza ci przyjeżdżający z dawnych sowieckich miast. To my, trzeci sektor, upominaliśmy się o ich prawa. Chyba nadszedł czas, aby wyszli z cienia, abyśmy pozwolili im (i ułatwili) mówienie za siebie. Musimy przestać gettoizować migrantów w sferze wiecznej pomocy i wsparcia, sprawić, aby przestali być jedynie beneficjentami projektów „na rzecz”.

Pozbawione państwowego wsparcia, w najbliższym czasie liczne trzeciosektorowe organizacje, które zajmują się walką z dyskryminacją, będą walczyć o przetrwanie. Ważne, żebyśmy wciąż czuli misję zmieniania dyskursu publicznego i robili to z uporem.

Powinnam napisać też, w jaki sposób zmienić powinno się państwo. Problem polega na tym, że wówczas artykuł miałby kilkanaście stron. Ograniczę się zatem do jednej kwestii: postulatu oddzielenia bieżącej polityki migracyjnej i integracyjnej od dyskusji historycznych. Absurdalne jest, aby dzisiejszych migrantów z Ukrainy karać za Wołyń, aby Wołyniem usprawiedliwiać chamstwo pograniczników, niskie kary dla sprawców pobić na tle narodowym, czy nierówne traktowanie na rynku pracy.

 

Każdy jest świadkiem

Trudna sytuacja, z którą dziś się konfrontujemy, jest wyzwaniem i tak należy ją traktować. Wyzwaniem dla wszystkich: widzisz mowę nienawiści, zgłoś to; słyszysz, jak ktoś kogoś obraża na ulicy: podejdź do ofiary i wesprzyj ją (nie kłóć się z agresorami, to nic nie da), wezwij policję, a jeśli się boisz, poproś inną osobę, aby to zrobiła. Nie odwracaj oczu, bo kiedyś ktoś może również tobie uratować życie tym, że patrzy i widzi.

Boisz się zareagować? Zadzwoń lub napisz do organizacji pozarządowej, która zajmuje się prawami człowieka. Bez obaw: jest ich sporo i tak, odbiorą telefon. Są właśnie po to, żeby zawracać im głowę każdą najmniejsza nawet sprawą.

Jesteś cudzoziemcem, któremu dzieje się krzywda? Wiem, że to trudne, ale powiedz o tym. Bez twojego głosu to się nigdy nie skończy. Ujmę to brutalnie: organizacje walczące z dyskryminacją potrzebują dowodów, policyjnych interwencji, obdukcji lekarskich. Potrzebujemy twojej historii. Bez ciebie ten świat się nie zmieni.

 

Anna Dąbrowska jest filolożką, trenerką, animatorką społeczną, wykładowczynią akademicką, prezeską lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber. Ukończyła Szkołę Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Instytutu Nauk Prawnych PAN. W Homo Faber koordynuje Program Integracja, gdzie zajmuje się przede wszystkim wsparciem integracji młodych migrantów przyjeżdżających do Lublina. Prowadzi szkolenia z praw człowieka, antydyskryminacji, wrażliwości kulturowej.

Fot. Vladimir Yaitskiy (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu