Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Historia z polityką w tle
2017-10-03
Dominik Wilczewski

Na stosunkach polsko-litewskich nadal cieniem kładą się zbrodnie popełnione przez obie strony w czasie okupacji niemieckiej. Litwinów i Polaków dzieli ocena postaci majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze znajdziecie w numerze?


Uczestnictwo w takich organizacjach, jak Armia Krajowa pozostawia piętno na całe życie” – tak radny rejonu wileńskiego Gintaras Karosas pod koniec marca zaprotestował przeciwko propozycji nadania ulicy w jednej z podwileńskich miejscowości imienia Tadeusza Konwickiego. Urodzony w Nowej Wilejce pisarz rzeczywiście należał do Armii Krajowej. Partyzancki epizod opisał w powieści Rojsty i w swojej twórczości wiele razy wracał do tej tematyki.

Opór radnego na nic się jednak nie zdał i rada rejonu – zamieszkanego głównie przez Polaków – zdecydowała o nadaniu ulicy nowej nazwy. Sprawą przez kilka dni żyły lokalne media, głównie polskojęzyczne. Wielu Litwinów przypominało przy tej okazji o przyjaznym stosunku Konwickiego do Litwy, zwracano uwagę, że sam pisarz miał dość krytyczny stosunek do swojego młodzieńczego zaangażowania w konspirację. „Kiedy Bóg chce pokarać człowieka, odbiera mu rozum” – skwitował wystąpienia Karosasa znany litewski publicysta Rimvydas Valatka w artykule na portalu Delfi.



Czarna legenda

Przykład sprawy ulicy Konwickiego pokazuje zmianę stosunku Litwinów do Armii Krajowej, jaka zaszła w ciągu minionego ćwierćwiecza. Dziś ten temat nie budzi już tak dużych emocji, jak u progu litewskiej niepodległości. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku odżywały litewsko-polskie urazy i animozje, powróciły najbardziej kontrowersyjne kwestie historyczne: zajęcie Wilna w 1920 roku, polskie rządy na Wileńszczyźnie i wreszcie konflikt z okresu okupacji niemieckiej. Armię Krajową oskarżano wówczas wręcz o eksterminację Litwinów.

Dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat temu Armia Krajowa była postrzegana jako organizacja wroga – wyjaśnia Norbertas Černiauskas, historyk z Uniwersytetu Wileńskiego. – Problem polegał wówczas na tym, że ten temat został zdominowany przez radykałów, którzy stawiali AK w jednym rzędzie z Niemcami i Sowietami.

Wielu z ówczesnych litewskich polityków i publicystów nie stroniło od ferowania oskarżeń pod adresem Armii Krajowej: o mordowanie cywilnej ludności litewskiej, o kolaborację czy to z Niemcami, czy to z Armią Czerwoną. Dla bieżących celów politycznych sięgali po doświadczenia litewskich mieszkańców Wileńszczyzny, którym w wielu przypadkach nie sposób było odmówić autentyczności. Tak o tamtych sporach pisał litewski poeta i eseista Tomas Venclova w wydanej w 2005 roku książce Opisać Wilno:

Wspomnienia o porachunkach okresu wojennego są nadal bardzo drażliwe dla obu wspólnot: żyją jeszcze świadkowie krwawych potyczek w lasach i miasteczkach Wileńszczyzny, i po obu stronach nie braknie ludzi, którzy uważają za swój święty obowiązek o tym przypominać. Litwini mówią o tym, że Armia Krajowa mordowała mówiących po litewsku chłopów, nauczycieli i księży; Polacy odcinają się, że niszczeni byli kolaboranci nazistów, a jeśli ginęli niewinni, to tylko z tego powodu, że partyzanci brali odwet za takie same działania policji litewskiej. Obie wersje, ogólnie rzecz biorąc, są zgodne z prawdą, aczkolwiek nie przynosi to ulgi”.

Wobec dominującej wówczas w litewskiej narracji historycznej „czarnej legendy” AK trudne stawało się właściwe uhonorowanie zarówno poległych żołnierzy, jak i wciąż żyjących weteranów. Tym ostatnim odmawiano rejestracji własnego stowarzyszenia, argumentując, że działalność AK była wymierzona przeciwko Litwie.

Zasadniczym celem AK było odzyskanie niepodległości Polski w przedwojennych granicach, a zatem również z Wilnem i Wileńszczyzną – co było wbrew interesom państwa litewskiego.

To była główna przyczyna, dla której część Litwinów na działalność AK patrzyła wrogo czy negatywnie – tłumaczy Arūnas Bubnys, litewski historyk z Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy (LGGRTC) w Wilnie.

Jednak, jak wskazują wyliczenia Jarosława Wołkonowskiego, polskiego historyka z Wilna, większość akcji wileńskiej AK w latach 1943-1944 roku była skierowana przeciwko Niemcom, zaś około trzecią część stanowiły te wymierzone przeciwko litewskim formacjom kolaboracyjnym. Wiosną 1944 roku przeciwko AK (a także partyzantce sowieckiej) skierowano oddziały Lietuvos vietinė rinktinė (LVR) – Litewskiego Korpusu Lokalnego, utworzonego przez litewskich ochotników pod kontrolą Niemców. Litwini liczyli, że LVR – wobec nadchodzącej ofensywy Armii Czerwonej – stanie się zalążkiem przyszłej armii, która będzie walczyć o niepodległość kraju. Na początku maja 1944 roku żołnierze LVR dopuścili się napadów na polską ludność cywilną. Ponieśli też szereg porażek w bezpośredniej walce z AK – w opinii Litwinów była to jedna z przyczyn, dla których władze niemieckie zdecydowały o rozwiązaniu formacji. Jej członkowie wkrótce zostali poddani represjom: pod koniec maja kilkudziesięciu żołnierzy rozstrzelano w Ponarach.

Te trzy punkty: polityczne i wojskowe cele Armii Krajowej, mordowanie cywilów – nie tylko policjantów, ale także urzędników, nauczycieli czy osób, które uważały się za Litwinów, oraz porażka batalionów LVR w starciach z AK to główne przyczyny, dla których część historyków litewskich negatywnie oceniała działalność AK – wyjaśnia Arūnas Bubnys.



Brygada śmierci

W konflikcie polsko-litewskim w latach 1943-1944 ofiary cywilne padały po obu stronach. Najbardziej bolesnym epizodem są wydarzenia z końca czerwca 1944 roku: najpierw, 20 czerwca, w miejscowości Glinciszki oddział litewskiej policji zamordował trzydziestu ośmiu Polaków, a trzy dni później w nieodległych Dubinkach z rąk żołnierzy Armii Krajowej zginęło dwudziestu siedmiu mieszkańców, w tym jedna Polka. W obu przypadkach ginęły także kobiety i dzieci.

Akcję odwetową w Dubinkach przeprowadziły dwa szwadrony V Brygady AK, dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. To on w 1943 roku przejął dowództwo nad rozbitym przez sowiecką partyzantkę oddziałem Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” i przekształcił ją w V Brygadę. Znana pod nazwą „Brygady Śmierci” słynęła na Wileńszczyźnie z wysokiej sprawności bojowej i żelaznej dyscypliny. Odwet w Dubinkach położył się cieniem na jej legendzie.

Dziś w Polsce Łupaszkę otacza nimb bohatera i jest on jednym z najbardziej znanych i poważanych spośród żołnierzy wyklętych – uczestników zbrojnego podziemia, którzy po rozwiązaniu AK nie porzucili broni i kontynuowali walkę przeciwko komunistycznym władzom. Po odnalezieniu jego ciała na Łączce na warszawskich Powązkach, w kwietniu 2016 roku odbył się państwowy pogrzeb majora Zygmunta Szendzielarza z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Jeszcze za kadencji Lecha Kaczyńskiego Łupaszka został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Na Litwie honory, które spotkały dowódcę V Brygady, były przyjmowane z niesmakiem i oburzeniem.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku nie wszyscy Litwini wpisywali się w dominującą narrację, krytyczną wobec Armii Krajowej. Społeczny sąd nad AK zorganizowany w 1993 roku Tomas Venclova nazwał „godnym ubolewania widowiskiem”. „Antypolska kampania (…) służy siłom, które przeszkadzają postępowi Litwy i włączeniu jej do Europy” – Venclova przestrzegał w litewskiej prasie. Inny intelektualista, eseista i tłumacz Pranas Morkus, postulował budowę w Glinciszkach i Dubinkach pomników, które miałyby być widocznym znakiem pojednania. Do realizacji tego projektu zabrakło jednak woli politycznej.

Powoli rozwijał się mimo wszystko dialog historyków. Z coraz większą regularnością zaczęto organizować wspólne konferencje. Już po 2000 roku współpracę nawiązały LGGRTC oraz polski IPN. Na jednej z organizowanych przez obie instytucje konferencji w 2002 roku litewski historyk profesor Liudas Truska stwierdził, że: „zadaniem litewskich historyków jest rehabilitowanie Armii Krajowej”.

Arvydas Anušauskas, były pracownik LGGRTC, a dziś poseł centroprawicowego Związku Ojczyzny, potwierdza, że ocena AK wśród historyków zmieniła się w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat:

AK jest dziś uważana za formację antynazistowską i antysowiecką. Poziom pamięci związanej z AK w społeczeństwie znacząco się obniżył. I nie ma już takiego znaczenia.

Jego opinii wtóruje Norbertas Černiauskas:

Armia Krajowa nie jest już postrzegana jako wróg, choć także nie jako bohater – twierdzi historyk. – Ważne jest zrozumienie, że AK miała inne cele, choć ogólnie rzecz biorąc, walczyła przeciwko tym samym wrogom. Trzeba też starać się lepiej zrozumieć specyfikę Wileńszczyzny. Ludzie spoza tego regionu nadal nie rozumieją, dlaczego są tu groby z polskimi flagami czy pomniki poświęcone AK.

Dziś litewscy historycy podkreślają wagę symbolicznego gestu, jakim było uroczyste pojednanie weteranów AK i LVR, do którego doszło 3 września 2004 roku. Wydarzeniu patronował ówczesny prezydent Litwy Valdas Adamkus, a wspierał go premier Algirdas Brazauskas. Jarosław Wołkonowski, który brał udział w pracach nad treścią aktu pojednania, podkreśla, że sprawę wzięli na siebie sami weterani:

Kombatanci mogli przerzucić to na następne pokolenie, ale wówczas nie byłoby to już autentyczne pojednanie – zauważa. Zdaniem Wołkonowskiego lista nierozwiązanych polskich problemów na Litwie stała się dzięki temu o tę jedną sprawę krótsza.



Niewygodny temat

26 lutego w wileńskim parku Zakret odbył się bieg Tropem Wilczym. W ten sposób uczczono Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych (obchodzony 1 marca). Organizatorem była Wileńska Młodzież Patriotyczna. W tym roku po raz pierwszy partnerem wydarzenia było Wojsko Litewskie. Litewscy żołnierze przygotowali między innymi prezentację broni i sprzętu wojskowego. Uczestnicy biegu mieli na sobie koszulki z wizerunkami żołnierzy wyklętych.

Po rozbrojeniu większości oddziałów AK przez Sowietów w lipcu 1944 roku w okolicach Wilna ukrywało się jeszcze około dwóch tysięcy akowców. Kontynuowali oni walkę przeciwko oddziałom sowieckim, niektórzy aż do końca 1945 roku. Byli oni właśnie miejscowymi żołnierzami wyklętymi.

Oddawanie należnego hołdu żołnierzom wyklętym jest raczej przez Litwinów odbierane ze zrozumieniem, gdyż także na Litwie honoruje się powojenne podziemie antykomunistyczne „leśnych braci”, którzy zresztą też współpracowali z polskim podziemiem – uważa Rajmund Klonowski z Wileńskiej Młodzieży Patriotycznej, dziennikarz „Kuriera Wileńskiego”.

Po wejściu na Litwę Armii Czerwonej dochodziło do porozumień między oddziałami podziemia poakowskiego i litewskimi partyzantami, między innymi w marcu 1945 roku w okolicach Olkiennik.

Lokalna współpraca AK i partyzantki litewskiej to interesujące zjawisko. Jedni i drudzy zrozumieli, kto jest ich wspólnym wrogiem – zauważa Norbertas Černiauskas. – Oczywiście, mieli odmienne zdania na temat granic i przynależności państwowej Wilna, ale jeśli chodzi o walkę przeciwko Sowietom, to stali po tej samej stronie – stwierdza historyk.

Inny historyk, Karolis Zikaras, pracujący w Departamencie Komunikacji Strategicznej Wojska Litewskiego – które było partnerem biegu Tropem Wilczym – widzi sprawę w szerszym kontekście:

Litwini zaczynają rozumieć, że polsko-litewska konfrontacja w XX wieku była wielką historyczną pomyłką po obu stronach, co zostało skutecznie wykorzystane przez naszych wrogów: totalitarne imperia nazistowskie i sowieckie – wyjaśnia.

Wśród bohaterów podziemia, których wizerunki znalazły się na koszulkach uczestników biegu w parku Zakret, nie było Łupaszki. Jego postać nadal budzi na Litwie emocje, choć już nie tak duże, jak jeszcze kilkanaście lat temu.

O Glinciszkach i Dubinkach mało kto dziś pamięta. Ta sprawa straciła na aktualności wraz ze zmianą wizerunku AK – przyznaje historyk, profesor Alvydas Nikžentaitis. – Mnie osobiście sprawa Łupaszki denerwuje, ale ja należę do mniejszości, która w ogóle się tym interesuje – dodaje.

Arūnas Bubnys potwierdza, że dziś o Łupaszce na Litwie wie się niewiele, a ci, którzy wiedzą – podchodzą do tej kwestii z dezaprobatą.

Rozumiem, że dla Polaków jest on symbolem walki z komunistycznym reżimem. Ale dla Litwinów to oczywiście bolesna kwestia – uważa Bubnys. – Jeśli honorujemy jakieś historyczne postacie, to trzeba znać całość ich biografii, a nie tylko pojedyncze epizody. Bubnys dodaje, że w dramatycznych czasach wojennych, walki i oporu, terroru i represji mało jest ludzi, którzy czynią wyłącznie dobro.

Według Karolisa Zikarasa ze sprawy Glinciszek i Dubinek należy wyciągnąć lekcję, że żadne idee nie mogą usprawiedliwiać mordowania bezbronnych cywilów.

W tym przypadku mniej ważne jest to, kto zaczął masakrę, kto zabił więcej osób. Najważniejsze jest, aby to nigdy więcej się nie zdarzyło. Wszyscy niewinnie zamordowani powinni być uczczeni w obecności obu stron – uważa historyk.

Czy zatem rozwijający się w ostatnich latach w Polsce kult żołnierzy wyklętych może budzić na Litwie kontrowersje? Litewscy historycy, nawet jeśli krytycznie oceniają działalność Łupaszki, nie widzą powodów do obaw. Walka AK przeciwko okupacji sowieckiej zaczyna być odbierana przez Litwinów pozytywnie.

Pamięć o ruchu oporu ma dziś ogromne znaczenie dla obecnej kultury pamięci, która zawiera w sobie także polski opór antysowiecki. To nie jest już dla nas terra incognita. Dlatego nie powinno to budzić żadnych kontrowersji w stosunkach polsko-litewskich – uważa Arvydas Anušauskas.

Zmianę stosunku Litwinów do tych zagadnień dostrzega także Rajmund Klonowski:

Dostęp do szerszej wiedzy o Armii Krajowej zmienia percepcję Litwinów na ten temat i cieszę się, że w końcu się nam udało w bardziej intensywny sposób zająć tą kwestią – chociaż wielu rodaków z Polski odradzało nam rozmawianie z Litwinami o Armii Krajowej, bo to rzekomo „niewygodny temat”.

Weterani AK na Litwie doczekali się rejestracji swojego stowarzyszenia. Dziś nieliczni żyjący już byli akowcy mogą oficjalnie uczestniczyć w rozmaitych uroczystościach rocznicowych, w mundurach i pod sztandarami. Litewska telewizja publiczna LRT nadaje polski serial Czas honoru o żołnierzach AK. W przeddzień Dnia Żołnierzy Wyklętych na portalu Delfi ukazał się artykuł poświęcony polskiemu podziemiu antykomunistycznemu. Litewscy intelektualiści bronią decyzji o nazwaniu ulicy imieniem Tadeusza Konwickiego.

Mam nadzieję, że doczekam się czasu, kiedy w Wilnie będzie ulica wileńskiej Armii Krajowej – mówi Jarosław Wołkonowski, przypominając o walkach, jakie AK toczyła w czasie operacji „Ostra Brama” – 9 lipca 1944 roku połowa miasta została wyzwolona. – Ten wątek do dziś nie jest na Litwie doceniony. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że Litwini to dostrzegą.

Różnice zdań wśród polskich i litewskich historyków nadal są obecne. Ale nie utrudnia to współpracy. Owocem wspólnych badań prowadzonych przez IPN i LGGRTC jest publikacja zbioru dokumentów Sowiecki aparat represji wobec litewskiego i polskiego podziemia 1944-1945.

Możemy normalnie współpracować z polskimi kolegami – podkreśla Arūnas Bubnys. Współpraca badaczy z obu krajów potwierdza, że w kwestiach historycznych coraz mniej jest tematów tabu i nie muszą one być zarzewiem nowych sporów. Ale czy nie będą, to zależy od polityków – polskich i litewskich – i od ich dobrej woli.



Dominik Wilczewski jest redaktorem portalu Przegladbaltycki.pl, zajmuje się krajami bałtyckimi, relacjami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi.



Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”. Co jeszcze znajdziecie w numerze?


Polecamy inne artykuły autora: Dominik Wilczewski
Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu