Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Edukacyjna wojna o Zakarpacie
2017-10-18
Marek Wojnar

Ukraińsko-węgierski konflikt o szkoły jest coraz ostrzejszy. Budapeszt zapowiada blokowanie integracji Ukrainy z Unią Europejską, jednak nie jest powiedziane, że to uczyni.

Konflikt między Kijowem, a Budapesztem trwa od początku września. Kością niezgody jest artykuł 7. ukraińskiej ustawy O oświacie, który znacząco ogranicza możliwości pobierania nauki w językach mniejszości narodowych.

Przyjęta przez ukraiński parlament 5 września i podpisana przez prezydenta Petra Poroszenkę dwadzieścia dni później regulacja faktycznie tworzy trzy oddzielne rodzaje przepisów dla przedstawicieli różnych narodowości. I tak osoby należące do tak zwanych rdzennych narodów Ukrainy (czyli Tatarzy Krymscy, Krymczacy oraz Karaimowie) będą posiadać prawo do nauczania w swoich językach (razem z językiem państwowym) aż do poziomu szkoły średniej. Osoby należące do mniejszości narodowych otrzymają takie same prawo, ale tylko do stopnia szkoły podstawowej. Z kolei dla przedstawicieli mniejszości pochodzących z krajów Unii Europejskiej pozostawiono „furtkę”. Jest nią punkt 4. artykułu 7., zgodnie z którym przedstawiciele tych grup mają możliwość nauczania w swoim języku kilku przedmiotów. Niejasne jest jednak, jak przepis ten będzie funkcjonował w praktyce: odpowiednie regulacje będą wprowadzane już na poziomie programów szkolnych. Ponadto nowe prawo zakłada de facto likwidację szkół mniejszości i prowadzenie edukacji przedstawicieli mniejszości w oddzielnych klasach (a tym samym likwidację funkcjonujących na poziomie szkoły form życia kulturalnego – akademii, apeli, rocznic i temu podobnych).

 

Zakarpacie i Katalonia

Komentatorzy zgodnie podkreślają, że celem przyjętych przepisów jest derusyfikacja ukraińskiego szkolnictwa; wielu podkreśla też, że poprawi się znajomość języka ukraińskiego wśród mniejszości narodowych. Zarazem krytycy nie bez racji wskazują, że poszczególne zapisy ustaw przeczą międzynarodowym zobowiązaniom Ukrainy, umowom dwustronnym zawartym przez Kijów, a nawet poszczególnym punktom Konstytucji Ukrainy. Przyjęte regulacje spotkały się z krytycznymi uwagami ze strony Bułgarii, Grecji, Polski, a zwłaszcza Rosji, Rumunii i Węgier – te ostatnie zareagowały najostrzej.

Węgierski parlament jednogłośnie potępił 19 września nowe ukraińskie prawo. Dzień po podpisaniu ustawy przez Poroszenkę minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto ogłosił, że Budapeszt będzie blokował dalsze zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską.

Nie było to ostatnie słowo Budapesztu. Na 10 października zaplanowano spotkanie Szijarty z organizacjami mniejszości węgierskiej w zakarpackim Użhorodzie. Szef ukraińskiego MSZ Pawło Klimkin dowiedziawszy się o wizycie węgierskiego kolegi zaproponował mu spotkanie w celu omówienia reformy oświatowej. Do rozmowy nie doszło. Szijarto stwierdził, że Klimkin się spóźnił, a negocjacje powinny mieć miejsce przed przyjęciem ustawy. Węgierski minister w Użhorodzie spotkał się z przedstawicielami mniejszości oraz z gubernatorem obwodu zakarpackiego Hennadijem Moskalem; następnie ogłosił, że Węgry rozpoczną proces rewizji umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Miejsce ogłoszenia tej deklaracji sprawia, że jest ona bezprecedensowa.

Szijjarto mimo wszystko spotkał się z Klimkinem 12 października w Budapeszcie. Szef ukraińskiego MSZ nie osiągnął sukcesu, lecz raczej przeżył kolejne upokorzenie: podczas konferencji prasowej wysłuchiwał węgierskiego kolegi mówiącego o „nożu”, który Ukraina wbiła w plecy podejmującym „ryzykowne decyzje” na jej korzyść Węgrom. Budapeszt zgodził się na rewersy gazu na Ukrainę i przyjmował na leczenie ukraińskich żołnierzy. Jego politykę trudno jednak uznać za proukraińską: szczególnie w kontekście prowadzonej przez Rosatom rozbudowy elektrowni jądrowej w Paks i regularnych spotkań Viktora Orbána z Władimirem Putinem.

Węgrzy nie zakazali również organizowanej przez skrajnie prawicowy Jobbik akcji „samookreślenie dla Zakarpacia”, która odbyła się 13 października. Kijów wystosował notę protestacyjną, którą Budapeszt zignorował. Demonstracja Jobbiku zgromadziła zaledwie 100 osób, lecz jej rezonans był znacznie większy z uwagi na podnoszone hasła. Ukraińskie władze określono mianem „puczystów”, a jeden z czołowych polityków Jobbiku Tamás Gaudi-Nagy przyszedł w koszulce z napisem Transcarpatia legally belongs to Hungary. Przyniesiono również flagę Katalonii, co w obecnej sytuacji ma dość jednoznaczną symbolikę.

 

Ukraina a sprawa węgierska

W sporze Kijowa z Budapesztem warto zwrócić uwagę na kilka faktów.

Po pierwsze, konflikt w znacznym stopniu napędzany jest przez sytuację wewnątrzpolityczną na Węgrzech. Wiosną 2018 roku odbędą się tam wybory, w których najważniejszym przeciwnikiem prawicowego Fideszu będzie nacjonalistyczny Jobbik. Obie partie konkurują o mniej więcej ten sam segment elektoratu. Należy też pamiętać, że obywatelstwo węgierskie, a tym samym możliwość udziału w wyborach, posiada 70 procent Węgrów mieszkających na Zakarpaciu (formalnie Ukraina zabrania posiadania podwójnego obywatelstwa, lecz w praktyce jest to tolerowane). Mowa tu o około 110 tysiącach obywateli, których interesy są w Budapeszcie uwzględniane. Tak więc działalność Węgier (choć w znacznym stopniu warunkowana bieżącą koniunkturą) nie ogranicza się do pustej retoryki obliczonej wyłącznie na mobilizację prawicowego elektoratu (jak w przypadku oświadczeń polskich polityków: „z Banderą do Europy nie wejdziecie”).

Po drugie, pomimo powtarzalnych, bezkompromisowych wypowiedzi szefa węgierskiej dyplomacji, ciągle istnieje droga do porozumienia. W sprawie ukraińskiej ustawy oświatowej praktycznie nie zabiera głosu premier Viktor Orbán. Sprawia to, że – jak twierdzą niektórzy ukraińscy komentatorzy – istnieje możliwość osiągnięcia kompromisu, ale dopiero podczas rozmów na najwyższym szczeblu.

Doprowadzenie przez Węgry do rewizji umowy stowarzyszeniowej nie wydaje się realne. Budapeszt faktycznie dysponuje instrumentami prawnymi, ale wątpliwe, aby zdołał uzyskać poparcie innych państw europejskich dla swoich postulatów. Wystarczy wspomnieć, że minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius określił rewizję umowy mianem nierealnej. W podobnym duchu wypowiedzieli się też przedstawiciele sprawującej prezydencję w UE Estonii. Nieoficjalnie wiadomo, że do węgierskiego ultimatum krytycznie nastawione są również koła dyplomatyczne w Berlinie. Także Polska – mimo deklarowanej sympatii wobec Węgier – oficjalnie zapowiedziała, że nie poprze propozycji rewizji umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Budapesztowi nie udało się wciągnąć do antyukraińskiej krucjaty nawet Rumunów, pomimo że ci jednoznacznie krytykowali przyjęcie ustawy, a prezydent Klaus Iohannis odwołał nawet po jej podpisaniu przez Poroszenkę swoją wizytę w Kijowie.

Jedynym partnerem, który stanął w jednym szeregu z Węgrami jest Rosja, czego świadectwem była niedawna wspólna krytyka ustawy ze strony przewodniczącego węgierskiego parlamentu László Kövéra i przewodniczącej Rady Federacji Walentyny Matwijenko. Sytuacyjny sojusz Budapesztu i Moskwy nie oznacza jednak, że Węgry zaczną blokować przedłużenie unijnych sankcji przeciwko Rosji. Póki co Budapeszt wyraźnie wyklucza taką możliwość.

 

Pomniki węgierskie i ukraińskie

Osobna rozgrywka toczy się w instytucjach międzynarodowych. Minister Klimkin jeszcze 28 września wysłał do rozpatrzenia Komisji Weneckiej 7. artykuł ustawy O oświacie. Krok ten został pozytywnie przyjęty na arenie międzynarodowej. Ogłoszone 12 października stanowisko Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy jest jednak raczej niekorzystne dla Kijowa. Krytyce poddano między innymi ograniczenie osobnego szkolnictwa mniejszości do poziomu szkoły podstawowej.

Ciekawa jest też sytuacja na samym Zakarpaciu, gdzie Ukraina nie może liczyć nawet na własnego gubernatora. Hennadij Moskal w istocie zajmuje stanowisko znacznie bliższe oficjalnemu Budapesztowi aniżeli Kijowowi. Przed podpisaniem ustawy Moskal apelował do Poroszenki o jej zawetowanie. Gubernator przekonywał, że przyjęte prawo nie odpowiada Konstytucji Ukrainy, Europejskiej Karcie Języków Regionalnych oraz umowom dwustronnym zawartym z Rumunią, Mołdawią i Węgrami. Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że gubernator jest członkiem rządzącego Bloku Petra Poroszenki, który na Zakarpaciu ściśle współpracuje z organizacjami mniejszości węgierskiej. W efekcie Moskala można regularnie zobaczyć na uroczystościach odsłaniania węgierskich pomników, lecz już niekoniecznie ukraińskich (nie było go na przykład na odsłonięciu kompleksu memorialnego bojowników Siczy Karpackiej na Przełęczy Wereckiej). Podobne stanowisko zajmuje również Zakarpacka Rada Obwodowa.

Wszystko wskazuje na to, że dla większości państw europejskich w ocenie ukraińskiej ustawy oświatowej kluczowa będzie opinia Komisji Weneckiej. Niezależnie jednak od tego, czy będzie ona korzystna dla Ukrainy, czy też nie, trudno spodziewać się szybkiego wygaszenia sporu z Budapesztem, który wówczas nabierze prawdopodobnie bardziej lokalnego charakteru. Jedno jest pewne – sprawa Zakarpacia prędko nie ucichnie.

 

Marek Wojnar jest asystentem w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Współpracownik „Nowej Europy Wschodniej” i „Nowej Konfederacji”.

Fot. Michal Gorski (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu