Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Oligarcha u władzy
2017-10-23
Mateusz Kubiak

Od czterech lat Bidzina Iwaniszwili nie pełni w Gruzji żadnej funkcji publicznej. Mimo to dla większości gruzińskiego społeczeństwa pozostaje niezmiennie oczywistym, że to założyciel Gruzińskiego Marzenia faktycznie rozdaje karty w krajowej polityce, a jego władza wciąż rośnie.

Gdy kilka lat temu Iwaniszwili przejmował władzę od Micheila Saakaszwilego, nie brakowało skrajnych opinii na jego temat. Jedni widzieli w nim ekscentrycznego filantropa, inni kontrolowaną z Moskwy marionetkę. Dziś, mimo pięciu lat, jakie upłynęły od początku rządów Gruzińskiego Marzenia, rzeczywiste motywacje Iwaniszwilego wciąż pozostają nieznane.

 

Droga na szczyt

Biografia Bidziny Iwaniszwilego to klasyczne success story. Faktem jest, że – niezależnie od posiadanego talentu – znalazł się on w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie: w Moskwie schyłku imperium radzieckiego. To tam w czasie studiów doktoranckich poznał swojego późniejszego partnera w interesach, Witalija Małkina (dziś także miliarder, przez wiele lat senator za rządów Władimira Putina). Obaj biznesmeni szybko zbili potrzebny kapitał na handlu elektroniką i już w 1990 roku rozpoczęli działalność w sektorze finansowym. Założony przez nich Rossijskij Kredit w ciągu ledwie kilku lat stał się jednym z największych banków Federacji Rosyjskiej.

Iwaniszwili wykorzystał możliwości, jakie dawała prywatyzacyjna gorączka. Błyskawicznie nabywał kolejne aktywa w Rosji (konsolidowane później między innymi w ramach holdingów Metałłoinvest oraz Unikor) oraz w rodzinnej Gruzji (skupiały się wokół stworzonej przez niego grupy Kartu). Oligarcha przetrwał zarówno rosyjski kryzys finansowy 1998 roku, jak i związaną z dojściem do władzy Władimira Putina zmianę „zasad gry”.

O wielkości jego imperium biznesowego świadczą liczby. Przyszły premier osiadłszy po rewolucji róż w rodzinnej Imeretii zaczął wyprzedawać swoje spółki: jedynie w 2004 roku Iwaniszwili uzyskał z tego tytułu 2,5 miliarda dolarów przychodu. Pozwoliło mu to znaleźć się na liście najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”. Jcztery lata później jego majątek wyniósł bagatela 6,4 miliarda dolarów. Ostatnie rosyjskie aktywa sprzedał w 2012 roku, wraz z zaangażowaniem się w gruzińską politykę.

 

Rosyjska karta

Oligarcha podkreśla – wręcz do przesady – że był jedynym krystalicznie czystym biznesmenem w całej poradzieckiej Rosji. Z drugiej strony Iwaniszwilego łączyły interesy z osobami o dwuznacznej opinii: chociażby z Arkadijem Gajdamakiem, który w latach dziewięćdziesiątych szmuglował broń do pogrążonej w wojnie domowej Angoli, a brudne pieniądze prał za pośrednictwem Rossijskiego Kreditu (tak zwana Angolagate).

Niewiele więcej wiadomo o związkach Iwaniszwilego z rosyjskimi politykami. W ramach podziału biznesowych obowiązków to Witalij Małkin odpowiadał za lobbing i kontakty z decydentami. Mimo to gruziński oligarcha również osobiście aktywnie działał na rzecz utrzymania przy władzy Borysa Jelcyna. Według dostępnych relacji miał on osobiście przekonać generała Aleksandra Lebiedzia, by ten wziął udział w wyborach prezydenckich 1996 roku, zebrał część głosów środowisk antyjelcynowskich i przekazał je następnie urzędującemu prezydentowi.

Najwięcej kontrowersji bud możliwe powiązania Iwaniszwilego za rządów Władimira Putina. Sam biznesmen deklaruje, że w czasie swojej kariery nie utrzymywał bezpośrednich kontaktów z rosyjskim prezydentem, jednak u wielu komentatorów budzi to wątpliwości. Przekonują oni, że Iwaniszwili musiał posiadać poparcie Kremla, by na krótko wejść w posiadanie 1 procenta akcji Gazpromu (połowa lat dwutysięcznych) oraz by z zyskiem sprzedać posiadane aktywa. W poprzednich latach przedstawiciele rosyjskiej oligarchii (w tym żyjący jeszcze wówczas Borys Bieriezowski) sugerowali, że Iwaniszwili może cieszyć się „życzliwą neutralnością” oficjalnej Moskwy i nie być postrzeganym tam jako zagrożenie. Jednocześnie zastrzegali, że były gruziński premier z pewnością nie jest też zwykłą marionetką w rękach Kremla.

 

Odsunąć Saakszwilego

Jesienią 2011 roku Iwaniszwili opublikował list otwarty do gruzińskiego społeczeństwa. Był to jego pierwszy kontakt z szerzej rozumianą opinią publiczną od 2005 roku (wówczas udzielił swego jedynego sprzed 2011 roku wywiadu; rozmawiał z rosyjskim dziennikiemVedomosti”). W ponad dziesięciostronicowej odezwie oligarcha przekonywał, że kierowany patriotyzmem oraz namowami najbliższych zdecydował się pozbawić władzy Micheila Saakaszwilego, prowadzącego – zdaniem autora manifestu – Gruzję w stronę dyktatury. Iwaniszwili wezwał do współpracy dziennikarzy i polityków. Obiecał, że wygra wybory.

Najbogatszy obywatel Gruzji (jego majątek oscyluje dziś w granicach jednej trzeciej wartości PKB kraju) spełnił złożoną obietnicę. Stało się tak nawet pomimo bezpardonowego ataku ze strony Saakaszwilego (pozbawienie Iwaniszwilego obywatelstwa, blisko 100 milionów dolarów grzywny, nałożenie aresztu na aktywa biznesowe). Na bazie Gruzińskiego Marzenia powstała szeroka koalicja skupiająca szerokie spektrum sił politycznych: od liberałów (Irakli Alasania, Dawid Usupaszwili) po jednostki otwarcie prorosyjskie. Jej program nie obfitował w konkrety, można było uznać go za populistyczny, jednak trafił do serc obywateli. Gruzińskie Marzenie odniosło zwycięstwo w wyborach parlamentarnych 2012 roku, zaś sam Iwaniszwili objął tekę premiera. Oligarcha obiecał przy tym, że wkrótce zrzeknie się sprawowanej funkcji i wycofa się z polityki. Również i tym razem dotrzymał danego słowa – ponownie usunął się w cień po tym, gdy w 2013 roku wygasła ostatnia kadencja prezydencka Saakaszwilego.

 

Między filantropią a pragmatyzmem

Zwycięstwo być może nie przyszłoby Iwaniszwilemu tak łatwo, gdyby nie posiadany majątek i gotowość do swobodnego nim dysponowania. Od wielu lat zapewnia on stypendia sportowcom, artystom czy zwykłym mieszkańcom z rodzinnych stron. Opłaca budowę infrastruktury i rewitalizację licznych zabytków (choćby charakterystycznego budynku opery w stolicy) oraz wspiera państwo w momentach klęsk żywiołowych – jak w czasie powodzi w 2015 roku. W efekcie jedynie w latach 2005-2010 oficjalne dotacje ze strony Iwaniszwilego wyniosły około 700 milionów dolarów. Ostatnio najbardziej spektakularną inwestycją stała się budowa nowego kampusu uniwersyteckiego w Kutaisi o wartości miliarda dolarów.

Ważne miejsce w filantropijnej działalności Iwaniszwilego zajmowały projekty realizowane na rzecz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Przez lata za jego pieniądze odnowiono dziesiątki cerkwi oraz setki fresków. Najbardziej znanym jest wkład w budowę górującego nad Tbilisi soboru katedralnego. Co ciekawe, Iwaniszwili realizował te inwestycje mimo że jeszcze w 2005 roku określał się jako „niewierzący w życie pozagrobowe materialista”. Później, już po wejściu do polityki, precyzował jednak, że czuje się chrześcijaninem, choć z wcześniejszych słów się nie wycofał.

Niezależnie od motywacji Iwaniszwilego, jego hojność przekłada się na sympatie wyborców. W rodzinnych stronach biznesmena (wpompował tam szczególnie duże sumy) poparcie dla Gruzińskiego Marzenia wyniosło w 2012 roku 93,4 procent, cztery lata później było niewiele niższe. Iwaniszwilemu zarzuca się więc, że kupuje on sobie wyborców (co więcej: przed wyborami płacił także ludziom określającym się jako „ofiary reżimu Saakaszwilego”).

Nie bez znaczenia dla sukcesu oligarchy było też poparcie, jakie otrzymał on ze strony gruzińskiej Cerkwi. Gdy Micheil Saakaszwili odbierał mu obywatelstwo, oligarchę poparł katolikos Gruzji Eliasz II – osoba o największym autorytecie w całym kraju. Trudno wyobrazić sobie, by na zawiązanie się tego sojuszu nie miały wpływu wcześniejsze dotacje Iwaniszwilego.

 

Gruzińskie latyfundium

Często można usłyszeć opinie, że Iwaniszwili traktuje Gruzję jako swoje latyfundium czy prywatny biznes. Dziś, z perspektywy kilku lat rządów Gruzińskiego Marzenia, widzimy, że jest w tym dużo prawdy. Wynika to z przynajmniej dwóch czynników.

Po pierwsze, oligarcha pozycjonuje się jako osoba stojąca ponad resztą rodaków. Bidzina Iwaniszwili ma rzekomo uważać, że zdołał pojąć tajniki ludzkiej natury, miał nawet napisać na ten temat nieopublikowaną po dziś dzień książkę. Jednocześnie oligarcha deklaruje, że chce nauczyć gruzińskie społeczeństwo jak wybierać polityków (w tym celu stworzył między innymi organizację pozarządową Obywatel) oraz jak myśleć w sposób krytyczny (projekt programu telewizyjnego Society 20/30, w którym tłumaczono bieżącą rzeczywistość polityczną, a cotygodniowym komentatorem miał być pierwotnie także sam Iwaniszwili). Co więcej, już sama działalność filantropijno-biznesowa Iwaniszwilego prowadzi w pewnym sensie do zacierania się granicy pomiędzy obowiązkami państwa oraz jego samego.

Po drugie, mimo formalnego odejścia Iwaniszwilego z polityki w 2013 roku, koncentruje on w swoich rękach coraz więcej władzy (kolejnym krokiem w tym kierunku były październikowe wybory samorządowe). Oligarcha kontroluje Gruzińskie Marzenie, które posiada dziś w parlamencie większość absolutną i w ostatnich tygodniach zdołało uchwalić kontrowersyjną zmianę konstytucji kraju (prowadzącą między innymi do marginalizacji prezydenta). Co więcej, kluczowe funkcje w państwie pełnią jego zaufani współpracownicy z przeszłości. Przykładowo: premier Giorgi Kwirikaszwili przez lata kierował należącym do Iwaniszwilego Kartu Bank, zaś szef służb bezpieczeństwa kraju Wachtang Gomelauri odpowiadał za prywatną ochronę biznesmena. Na przestrzeni ostatniego roku znacznie zwiększyły się też wpływy Iwaniszwilego w mediach. Oligarcha pozostając w cieniu umacnia swoją władzę.

***

Trudno wyrokować, jak może wyglądać przyszłość Bidziny Iwaniszwilego. Biografia oligarchy uczy, że podejmowane przez niego działania są starannie zaplanowane i stanowią część szerzej zakrojonego planu. Obecnie wydaje się, że chce on nadal zarządzać krajem z „tylnego siedzenia”. To, czy model ten zostanie zachowany, może natomiast zależeć od tego, czy gruzińska opozycja zdoła wyłonić nowych, niepowiązanych z Saakaszwilim liderów, którzy byliby w stanie przerwać dominację Gruzińskiego Marzenia.

 

Mateusz Kubiak jest absolwentem Studiów Wschodnich i Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Pracuje jako analityk w firmie Salvor i Wspólnicy.

Fot. Saeima (CC BY-SA 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Mateusz Kubiak
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu