Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Palone mosty
2017-11-10
Michał Potocki

Trwa absurdalna eskalacja polsko-ukraińskiego sporu o historię. Wciągnięty na czarną listę Ukraińców objętych zakazem wjazdu do Polski miał zostać szef Ukraińskiego IPN Wjatrowycz. Grudniowa wizyta Dudy w Charkowie zaczyna wyglądać niczym misja ostatniej szansy.

Pogłębiający się konflikt Warszawy i Kijowa o historię jak w soczewce skupia wszystkie najgorsze cechy elit politycznych obu naszych państw – niedojrzałość, niekonsekwencję, krótkowzroczność i źle pojętą bezkompromisowość.

Najnowszą rewelacją jest – jak ujawnił Dziennik.pl – zakaz wjazdu do Polski dla Wołodymyra Wjatrowycza, kontrowersyjnego dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UINP). Oficjalnego potwierdzenia tej informacji ze strony resortu dyplomacji nie ma i nie będzie, przynajmniej dopóki historyk nie spróbuje przekroczyć granicy z Polską. Czarna lista ukraińskich polonofobów ma być tajna, choć nie wiadomo nawet, jaka jest jej podstawa prawna.

 

Kruszenie kopii

Pomysł – jak wiele w ostatnim czasie – sprawia wrażenie wymyślonego na poczekaniu. Nie wiadomo choćby, jak mielibyśmy w warunkach członkostwa w strefie Schengen go wyegzekwować. Wiadomo za to, że zakaz wjazdowy dla Wjatrowycza pomoże Witoldowi Waszczykowskiemu w budowie wizerunku twardego gracza; to istotne w kontekście zapowiadanej rekonstrukcji gabinetu Beaty Szydło. A nie jest tajemnicą, że właśnie Waszczykowski jest jednym z „faworytów” do dymisji.

Sytuacja, w której polityka zagraniczna staje się już nie tylko funkcją polityki wewnętrznej, ale wręcz rozgrywek frakcyjnych w Prawie i Sprawiedliwości, jest trudna do usprawiedliwienia. Zwłaszcza, że na pewnym poziomie ogólności i Waszczykowski, i inni liderzy opinii w PiS rozumieją przecież – bo nieraz dawali temu wyraz – że dobre relacje z Ukrainą są jednym z najważniejszych czynników warunkujących bezpieczeństwo Polski.

Niedawno w rozmowie z TVP Info minister spraw zagranicznych zapewniał, że nie ma mowy o porzucaniu Ukrainy. Wcześniej pisał pojednawczy tekst dla „Rzeczpospolitej”. Minęło parę dni, by rządzący przestali mieć ochotę na jakiekolwiek rozmowy z Ukraińcami. Jak przekonywać Ukraińców do naszych racji, nie rozmawiając z nimi? Skoro naczelnym problemem są trudności w komunikowaniu polskiej wrażliwości historycznej, trudno ten problem rozwiązywać, zrywając komunikację w ogóle.

Wołodymyr Wjatrowycz nie jest polonofobem, choć relacjom z Polską rzeczywiście szkodzi. Jego wizja historii, którą lansuje jako dyrektor UINP, jest nie do przyjęcia dla polskich historyków. Tyle że Wjatrowycza nie można traktować jako reprezentatywnego przedstawiciela ukraińskich badaczy. Uczynienie z niego kozła ofiarnego i symbolu polityki pamięci tylko pomoże mu w umocnieniu własnej pozycji nad Dnieprem i legitymizacji nacjonalistycznej wizji przeszłości. O to chodziło? Nie sądzę.

Polityka ukraińska ministra Waszczykowskiego nie znajduje wielu obrońców nawet na prawicy. W poniedziałek w Polsacie News 2 zgodnie krytykowali ją przedstawiciele mediów kojarzonych właśnie z tą stroną: Wojciech Mucha z „Gazety Polskiej Codziennie” i Paweł Bobołowicz z Radia Wnet. Ten pierwszy kontrastował arogancję szefa dyplomacji z udanymi – bo spokojnymi – negocjacjami w sprawie nowej ustawy oświatowej, które podjęła szefowa resortu edukacji Anna Zalewska. Zamiast kruszyć kopie, niczym Węgrzy, Zalewska po prostu się dogadała.

 

Z armaty do wróbla

Nie znaczy to jednak, że winy nie ma po stronie Ukraińców. Wjatrowycz lansujący tezy o rzezi wołyńskiej jako polsko-ukraińskiej wojnie domowej to tylko jedna strona medalu. Inną jest kompletne zaniedbanie przez Ukrainę polityki regionalnej i relacji z sąsiadami. Wielu politykom z Kijowa wydaje się, że problemy w relacjach z mniejszymi państwami UE można przeczekać, opierając się o sojusz z Berlinem; że da się ignorować wrażliwość sąsiadów i wbrew międzynarodowym trendom beztrosko promować biało-czarną wersję historii, wybielającą oczywiste zbrodnie.

Polsko-ukraiński konflikt o pamięć najlepiej chyba zdefiniował – w rzadkiej przerwie między polowaniem na agentów – Jerzy Targalski. „Nie będzie żadnego porozumienia polsko-ukraińskiego, dopóki Polacy nie przyznają, że UPA, owszem, dokonała ludobójstwa na Wołyniu, ale UPA również walczyła o niepodległość Ukrainy przez piętnaście lat z Sowietami, a z drugiej strony, dopóki Ukraińcy nie przyznają, że UPA walczyła przez piętnaście lat z Sowietami o niepodległość Ukrainy, ale wcześniej dokonała ludobójstwa na Wołyniu” – powiedział portalowi Fronda.pl.

Nie chodzi przecież o to, by – wzorem ostatniego ćwierćwiecza – zrezygnować z artykułowania polskiej wrażliwości w kontaktach z Ukrainą. Lata zaniedbań, wynikających wprawdzie z dobrych intencji (nie można jasno stawiać sprawy naszej wizji Wołynia, bo Ukraina jest młoda, bo tuż po pomarańczowej rewolucji, bo z Janukowyczem nie wypada o tym rozmawiać, bo trwa wojna itd.), doprowadziły do sytuacji, w której Ukraińcy zwyczajnie nie rozumieją, o co nam teraz właściwie chodzi, skoro do tej pory było dobrze. A sprzeczne komunikaty płynące z Warszawy bynajmniej nie pomagają im tego zrozumieć.

Jednym z wielu paradoksów ostatniej eskalacji jest fakt, że rozpoczęła się ona od porównania przez Wiktora Juszczenkę UPA do Armii Krajowej. Warszawa wystrzeliła z armaty do wróbla, bo Juszczenko to polityczny bankrut, skompromitowany eksprezydent bez najmniejszego wpływu na bieżące działania Kijowa. To tak, jakby Ukraińcy wprowadzili sankcje na Polskę za to, że Leszek Miller nie ma nic przeciwko udzielaniu wywiadów propagandystom z rosyjskiego Sputnika.

W tej sytuacji ostatniej nadziei na uspokojenie sytuacji można upatrywać w ośrodkach prezydenckich obu krajów. Trwające przygotowania do grudniowej wizyty Andrzeja Dudy w Charkowie zaczynają wyglądać niczym misja ostatniej szansy. Jeśli zbliżająca się zima nie ostudzi emocji, zamrozi polsko-ukraińskie relacje na dobre.

 

Michał Potocki jest szefem działu opinie „Dziennika Gazety Prawnej” i współautorem dwóch książek o Ukrainie: Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę (Wołowiec 2015) oraz Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki (Wołowiec 2016).

Fot. EU2017EE Estonian Presidency (CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

Walka z Ukrainą i czasem

24.11.2017
Tadeusz Iwański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu