Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nowe otwarcie?
2017-11-14
Antoni Radczenko

W tym roku w stosunkach polsko-litewskich udało się wyjść z impasu. Niedawne słowa ministra Szczerskiego również są przełomowe: po raz pierwszy od wielu lat polski polityk tak wysokiej rangi klarownie określił kierunek polskiej polityki względem Wilna.

Wywiad sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP, którego udzielił portalowi Nowa Konfederacja, podzielmy na dwie części. Pierwsza dotyczy stricte relacji Warszawy z Wilnem, druga – stosunku Warszawy do mniejszości polskiej, która de facto jest trzecią stroną w międzypaństwowych stosunkach polsko-litewskich.

 

PiS i przełom

Większa część litewskich elit politycznych z entuzjazmem powitała dojście Prawa i Sprawiedliwości do władzy. Żywiono nadzieje na odrodzenie strategicznego partnerstwa z czasów Lecha Kaczyńskiego i Valdasa Adamkusa. PiS cieszył się (i wciąż się cieszy) sporą popularnością – szczególnie po prawej stronie litewskiej sceny politycznej, która w polskiej partii widzi wzór do naśladowania i antidotum na zbiurokratyzowaną, kosmopolityczną i politycznie poprawną Unię Europejską.

Szybko jednak litewski establishment otrzymał zimny prysznic. Przez pierwsze dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości polska strona ignorowała wszelkie próby Wilna nawiązania kontaktów i ocieplenia stosunków z Warszawą. Wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak często odwiedzał Litwę, ale nie spotykał się ze swymi kolegami z litewskiego MSZ, a tylko z przedstawicielami polskiej mniejszości na Litwie (uściślając – z politykami AWPL). W kuluarach zaczęto przebąkiwać, że stan relacji jest gorszy nawet niż za Radosława Sikorskiego, który dla Litwy chyba na zawsze pozostanie już symbolem „złego Polaka”.

Pracownicy litewskiego MSZ łapali się za głowy i nie wiedzieli, jak reagować na takie zachowanie polskich kolegów. W tym roku na potrzeby mediów w Polsce dwukrotnie przeprowadzałem wywiad z ministrem spraw zagranicznych Litwy Linasem Linkevičiusem. W marcu minister był niemrawy, o przyszłości relacji polsko-litewskich mówił z dużą rezerwą, bez konkretów, było czuć, że zakulisowe rozmowy z Warszawą utknęły w martwym punkcie. Z kolei pod koniec sierpnia (kiedy już uzgodniono wizytę premiera Sauliusa Skvernelisa w Warszawie, co jest ważne, gdyż od kilku lat nie dochodziło do dwustronnych wizyt polityków wysokiej rangi) był bardziej optymistyczny i chętniej wypowiadał się o dalszych planach.

W bieżącym roku rzeczywiście udało się przełamać impas w stosunkach polsko-litewskich. Na początku rozwiązano wieloletni spór pomiędzy polskim Orlenem Lietuva i kolejami litewskimi. Jak wynika z przecieków prasowych, do porozumienia doszło podczas spotkania Sauliusa Skvernelisa z Jarosławem Kaczyńskim jesienią 2016 roku, a więc jeszcze zanim Skvernelis i jego partia wygrali wybory parlamentarne, a sam jeszcze zanim Skvernelis został szefem rządu. Warto też pamiętać, że jeszcze w czerwcu ubiegłego roku prezydent Dalia Grybauskaitė (bez której to zgody na Litwie nic nie może się wydarzyć) oświadczyła, iż litewskie koleje państwowe są „państwem w państwie”, zaś spory z Orlenem negatywnie wpływają na wizerunek Litwy. Dodała, że konflikt ma być zażegnany. Próby porozumienia się z Polską trwały więc od dłuższego czasu i były podejmowane na wielu szczeblach. Krótko mówiąc: po obu stronach była chęć dialogu.

 

Porozumienie

Warto teraz przywołać obszerny fragment wypowiedzi Szczerskiego ze wspomnianego wywiadu: „Z polityki litewskiej Lecha Kaczyńskiego wyciągnąłem jedną lekcję, którą uważam za uniwersalną. Mianowicie naszym pierwotnym zadaniem w relacjach polsko-litewskich jest zbudowanie treści w naszych stosunkach, stworzenie sytuacji, w której obydwa państwa mogą mówić o konkretnych wzajemnych projektach, na tyle ważnych, że ich realizacja leży w żywotnym interesie obu stron. Dopiero gdy uda się nam to osiągnąć, będziemy mogli oczekiwać pozytywnego rozwiązania kwestii praw Polaków na Litwie. Stąd też inwestycja Orlenu w Możejkach czy rozmowy o współpracy energetycznej. Niestety ten paradygmat myślenia o polsko-litewskich relacjach uległ zmianie za czasów rządu Platformy Obywatelskiej, kiedy minister Radosław Sikorski odnosił się względem Litwinów z nieukrywaną wyższością. Dzisiaj pan prezydent Duda stara się szczególnie w oparciu o politykę bezpieczeństwa wypełnić stosunki polsko-litewskie konkretną treścią. Mamy podobną percepcję zagrożeń z kierunku wschodniego, współpracujemy w ramach NATO i udzielamy sobie wsparcia w ramach wzmacniania potencjału odstraszania na wschodniej flance podkreślił Krzysztof Szczerski.

To ważna deklaracja. Wynika z niej, że zdaniem Warszawy (a przynajmniej prezydenta, którego Szczerski reprezentuje) dobre relacje polsko-litewskie, uwzględniając zaistniałą sytuację międzynarodową, są niezbędne do normalnego funkcjonowania obydwu państw. Relacje te jednak powinny opierać się nie na sloganach, a na konkretnych projektach w dziedzinie bezpieczeństwa, gospodarki czy energetyki.

Oczywiście nie warto popadać w przesadny optymizm. Strategiczne projekty są istotne, ale prawdziwym testem dla relacji dwustronnych będzie przyjęcie bądź odrzucenie przez litewski sejm Ustawy o oryginalnej pisowni nazwisk – Warszawa oraz polska mniejszość na Litwie od dawna się jej domagają. Projekt miał zostać przegłosowany w trakcie wiosennej sesji litewskiego parlamentu, następnie procedowanie przełożono na sesję jesienną, jednak jego autorzy nadal nie są pewni, czy dysponują wymaganą większością głosów. Zresztą: nawet jeśli projekt przeszedłby w sejmie, nie ma pewności, czy prezydent nie zawetuje ustawy jako niezgodnej z konstytucją. Wszyscy rozumieją, że powtórka z 2010 roku, kiedy litewski sejm w trakcie ostatniej zagranicznej wizyty Lecha Kaczyńskiego odrzucił podobny projekt, byłaby katastrofą dla relacji polsko-litewskich.

 

Monopol AWPL i flirt z Kremlem

Zmienia się również stosunek Warszawy do polskiej mniejszości. W tym roku podczas rozdzielania corocznych wyprawek szkolnych dla pierwszoklasistów z polskich szkół na Litwie wiceminister Jan Dziedziczak kilkakrotnie przypomniał litewskim Polakom o obowiązku lojalności wobec kraju zamieszkania i nareszcie spotkał się ze swoim litewskim odpowiednikiem.

Dowodem na zmianę owego nastawienia jest również druga część wypowiedzi Krzysztofa Szczerskiego na temat Litwy: „Prowadząc politykę względem Polaków na Litwie musimy pamiętać o zróżnicowaniu tamtejszej społeczności polskiej. Istnieją przynajmniej trzy grupy Polaków na Litwie i każda z nich posiada odmienną strategię działania, podczas gdy do polskich mediów przebijają się głównie emocje czy argumenty jednej z tych grup. Podczas diagnozy sytuacji Polaków na Litwie warto wystrzegać się stereotypów i uproszczonych schematów.

Przed dziesięcioma laty (może nawet ciut wcześniej) w Warszawie postanowiono postawić wszystko na jedną kartę, a kartą tą był Waldemar Tomaszewski i AWPL – Akcja miała zostać jedyną reprezentantkę polskich interesów nad Wilią i Niemnem. W tamtym czasie polska partia na Litwie coraz bardziej wzmacniała swoją pozycję i przekształcała się z ugrupowania regionalnego i marginalnego w partię ogólnokrajową.

Takie podejście Warszawy de facto spacyfikowało całą opozycję, która pojawiała się wśród przedstawicieli mniejszości polskiej wobec AWPL. Krytykowanie Waldemara Tomaszewskiego w lokalnych polskojęzycznych mediach de facto było niemożliwe. Tymczasem Akcja nie stała się siłą lobbującą polskie interesy na Litwie, a raczej tworem w dużym stopniu dyrygującym polską dyplomacją i coraz bliżej flirtującym z Kremlem oraz lokalnymi rosyjskimi działaczami o promoskiewskiej orientacji.

Nowa ambasador jako symbol zmiany

Słowa ministra Szczerskiego nie są pustą deklaracją, czego dowodem jest nowa ambasador RP na Litwie Urszula Doroszewska oraz jej ekipa. „Na wschód od Polski, w krajach, w których obecna była propaganda sowiecka, celebruje się 9 maja jako Dzień Zwycięstwa. Jesteśmy temu przeciwni, ponieważ nie było to zwycięstwo ani Polski, ani Litwy, nie jest to okazja do celebracji” – powiedziała podczas spotkania z dziennikarzami na Litwie Urszula Doroszewska. Wysłała w ten sposób wyraźny sygnał Waldemarowi Tomaszewskiemu, Edmundowi Szotowi i innym działaczom AWPL-ZChR, którzy w ostatnich latach, już po aneksji Krymu, paradowali 9 maja ze wstążkami świętego Jerzego.

Słowa Doroszewskiej były gestem, na który nie zdobył się jej poprzednik Jarosław Czubiński. Nie zdobył się, chociaż ród ówczesnej w szeregach wówczas rządzącej Platformy Obywatelskiej było wystarczająco głosów krytykujących zachowanie Tomaszewskiego. Wystarczy przypomnieć słowa ówczesnego marszałka senatu Bogdana Borusewicza, które wypowiedział podczas spotkania z dziennikarzami polonijnymi latem 2014 roku: Ta gieorgijewska lentoczka Tomaszewskiego bardzo mi się nie podobała. Powiedziałem to w czasie debaty na tematy polonijne w senacie. Rozumiem tę grę o wyborców, ale to było przekroczenie pewnej granicy. Nie będziemy popierali wszystkiego niezależnie, czy to, co robi partia polityczna Polaków na Litwie jest zgodne z naszą linią polityczną, czy nie. To akurat nie było zgodne. To jest wbrew naszej polityce międzynarodowej.

Trwała zmiana stosunku Warszawy do polskiej mniejszości nie będzie łatwa, podobnie jak niełatwa będzie trwała zmiana kształtu relacji międzypaństwowych. AWPL (od 2016 roku AWPL-ZChR), która przestaje być głównym reprezentantem Polski na Litwie, będzie próbowała się odegrać: przy pomocy różnorakich radykalnych grup („spóźnionych kresowiaków” i narodowców), których retoryka często bywa antylitewska, będzie próbowała odzyskać pozycję „monopolisty”. Przed kilkoma tygodniami Związek Polaków na Litwie zaatakował Instytut Polski w Wilnie zamieszczając na swojej stronie internetowej anonimowy tekst. Bezpodstawnie twierdzono w nim, że polska placówka dyplomatyczna ignoruje litewskich Polaków.

Wszystko to nie zmienia faktu, że słowa Krzysztofa Szczerskiego są niezwykle ważne. Pokazują, że w Warszawie zrozumiano, iż Polacy na Litwie nie są monolitem, a powierzony AWPL monopol na reprezentację interesów polskiej mniejszości prowadzi do patologii.

 

Antoni Radczenko z Wilna

Fot. Beny Shlevich (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Antoni Radczenko
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu