Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zawrót głowy od sukcesów?
2017-11-20
Marcin Kaczmarski

Czy zwycięstwo w Syrii oznacza, że Moskwa zastąpi Waszyngton jako głównego rozgrywającego na Bliskim Wschodzie? Główną przeszkodą dla Rosjan będzie… zwycięstwo al-Asada w konflikcie syryjskim.

Rosyjska interwencja wojskowa w Syrii rozpoczęła się dwa lata temu. Była kulminacją polityki prowadzonej przez Moskwę od 2011 roku, kiedy to przetaczająca się przez arabski świat fala protestów i rewolucji objęła też Syrię.

Początkowo Rosjanie skupiali się na działaniach dyplomatycznych: osłaniali reżim Baszara al-Asada na forum Rady Bezpieczeństwa, używając prawa weta za każdym razem, gdy państwa zachodnie próbowały wymusić na syryjskim przywódcy zmianę polityki i rozmowy z rosnącą w siłę opozycją.

Kiedy amerykańska interwencja wydawała się nieuchronna (po tym jak al-Asad przekroczył nakreśloną przez Waszyngton „czerwoną linię” i użył broni chemicznej) Rosja zaproponowała USA wspólne usunięcie arsenału chemicznego z Syrii. Dwa lata później, gdy klęska al-Asada i triumf opozycji były bliskie, Moskwa zdecydowała się na bezpośrednie użycie rosyjskich sił zbrojnych – po raz pierwszy od 1991 roku poza granicami byłego ZSRR.

Zabiegi międzynarodowe Kremla nie sprowadzały się tylko do aktywności w ONZ i relacji z Waszyngtonem. W trakcie interwencji zacieśnieniu uległa współpraca rosyjsko-irańska. Doszło też do krótkotrwałego pogorszenia stosunków Rosji z Turcją; nie tylko nie przekształciło się ono jednak w dłuższą konfrontację, ale skłoniło Ankarę do uznania własnych ograniczeń i rosyjskich interesów w regionie. Co więcej, Moskwa zdołała nawet uruchomić odrębny od prowadzonego w Genewie proces pokojowy, ulokowany w Astanie i toczony pod auspicjami Rosji, Iranu i Turcji. Innymi słowy: można by oczekiwać „zawrotu głowy od sukcesów”.

 

Cios za cios

Rosyjska polityka wobec Syrii przez lata opierała się na dwóch głównych motywach. Po pierwsze, Kreml starał się pokazać, że nie można obalać władz w wyniku rewolucji i protestów. W tym kontekście rosyjska elita rządząca za duży błąd uznała „opuszczenie” Libii i wyrażoną w 2011 roku zgodę na użycie siły przez koalicję państw zachodnich. Wrażenie to pogłębiła śmierć Mu’ammara al-Kaddafiego z rąk libijskiej opozycji. W słuszności prowadzenia „kontrrewolucyjnej” polityki Kreml utwierdzały także protesty skierowane przeciwko Władimirowi Putinowi, które przetaczały się przez ulice rosyjskich miast na przełomie lat 2011 i 2012. Z tego punktu widzenia obrona reżimu al-Asada była przede wszystkim przedłużeniem własnej polityki wewnętrznej. Kreml chciał zademonstrować gotowość do obrony swojej władzy tak własnemu społeczeństwu, jak i otoczeniu międzynarodowemu.

Drugim czynnikiem, który napędzał politykę Moskwy wobec Damaszku, była chęć zademonstrowania Stanom Zjednoczonym, że ich potęga ma swoje granice, a wyznaczać będzie je Rosja. Rosyjska interwencja zbrojna w Syrii – formalnie przeprowadzona na prośbę rządu syryjskiego – miała stać się ostatecznym potwierdzeniem powrotu Rosji na arenę międzynarodową w charakterze równorzędnego względem USA mocarstwa. Według moskiewskich elit kolejne działania Kremla były jedynie odpowiedzią na ruchy państw zachodnich: uznanie Abchazji i Osetii Południowej czy aneksja Krymu miały być rewanżem za interwencję w Serbii i uznanie Kosowa, a interwencja w Syrii odpowiedzią na zaatakowanie Libii.

Do zbrojnego zaangażowania się w Syrii Moskwę pchnęły też względy geopolityczne, a przede wszystkim chęć utrzymania jedynej poza granicami byłego ZSRR bazy wojskowej. Znajdowała się w syryjskim porcie Tartus, ułatwiała utrzymywanie obecności rosyjskiej marynarki wojennej na Morzu Śródziemnym oraz zapewniała Moskwie silny przyczółek dla obecności na Bliskim Wschodzie.

 

Coraz mniej przewidywalna

Dynamika konfliktu syryjskiego w ostatnich miesiącach była szczególnie korzystna dla reżimu al-Asada: klęskę za klęskę ponosiły „Państwo Islamskie” i antyasadowska opozycja. Pojawiają się w związku z tym pytania: czy Rosja wciąż będzie chciała angażować się w Syrii oraz jak zmieniają się jej zamiary?

Zasadniczy cel rosyjskiej interwencji, jakim było przeciwdziałanie rewolucji i niedopuszczenie do obalenia al-Asada, został osiągnięty. Na dzień dzisiejszy syryjski reżim funkcjonuje sprawnie, nawet jeśli odzyskanie przezeń kontroli nad całością terytorium Syrii nie wydaje się prawdopodobne. Moskwa osiągnęła też inny cel: zwiększyła swoje znaczenie jako gracz międzynarodowy i rywal Stanów Zjednoczonych. Kreml skutecznie przejął inicjatywę dyplomatyczną, sprawia też wrażenie, jakoby jego interwencja w Syrii była skuteczniejsza niż amerykańska. Wobec tych sukcesów dalsza rosyjska obecność w Syrii będzie w coraz większym stopniu zależała od ambicji Kremla, jakie ten zyskuje na Bliskim Wschodzie oraz od jego chęci wykorzystania Syrii jako karty przetargowej w globalnym targu ze Stanami Zjednoczonymi. Moskwa będzie mogła prowadzić taką politykę, gdyż udzielone al-Asadowi poparcie umożliwiło jej utrzymanie wieloletniej obecności wojskowej w regionie. O ile kilka lat temu Rosjanie posiadali tylko wspomnianą bazę w porcie Tartus, o tyle dziś mają kolejną: lotniczą (a jeśli zajdzie konieczność – lądową) w Chmejmim.

Nowa sytuacja oznacza, że rosyjska polityka stanie się dużo mniej przewidywalna i w większym stopniu kierować się będzie taktyczną koniecznością niż długofalową strategią. Zwiększa się pole manewru Moskwy. O tym, jak duża jest jej elastyczność, przekonujemy się na przykładzie rosyjskiej polityki wobec parapaństwa Kurdów syryjskich, czyli Rożawy: Moskwa na przemian współpracuje z Kurdami i przymyka oczy na tureckie próby ich osłabienia.

Niepewna jest przyszłość regionalnych sojuszy. Nie wiadomo, jak ułożą się relacje turecko-rosyjskie. Dziś współpraca dwustronna obejmuje zarówno sferę energetyki (gazociąg Turecki Potok), jak i bezpieczeństwa (kontrakt na zakup przez Turcję rosyjskich systemów obrony przeciwrakietowej S-400). Wolty Ankary, do których dochodziło na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, pokazują, że stosunki dwóch państw są oparte na dość wątłym fundamencie. Odmienną kwestią jest współpraca Rosji z Iranem. Moskwa jest (obok Pekinu) kluczowym partnerem Teheranu w jego rozgrywce z państwami zachodnimi, w pierwszym rzędzie z USA. W porównaniu z Turcją, która wciąż pozostaje członkiem NATO, Iran ma dużo mniejsze możliwości manewru w polityce międzynarodowej i musi ostrożniej układać swoje relacje z Rosją.

Mimo zainicjowania astańskiego procesu pokojowego, nie wydaje się, by po stronie rosyjskiej istniał inny plan rozwiązania konfliktu, niż utrzymanie przy władzy Baszara al-Asada i wymuszenie ustępstw ze strony opozycji. Tym niemniej – mając pewność, że reżimowi al-Asada nie grozi upadek – Moskwa może dziś wykazywać się większą elastycznością i łatwiej pozorować gotowość do uwzględniania innych wariantów zakończenia konfliktu w Syrii.

***

Czy zwycięstwo w Syrii oznacza, że Moskwa zastąpi Waszyngton jako głównego rozgrywającego na Bliskim Wschodzie? Główną przeszkodę stanowić będzie… zwycięstwo al-Asada w konflikcie syryjskim. Mimo prób utrzymania dobrych relacji ze wszystkimi istotnymi aktorami w regionie – od arcywrogów Iranu Arabii Saudyjskiej i Izraela do Turcji – Moskwa wyraźnie opowiedziała się po jednej stronie toczącego się między krajami regionu konfliktu. Powrót na pozycję neutralnego obserwatora nie będzie łatwym zadaniem.


Marcin Kaczmarski jest wykładowcą akademickim, kierownikiem projektu Chiny-Unia Europejska w Ośrodku Studiów Wschodnich. Stale współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”.

Fot. Elizabeth Arrott, VOA (public domain)


Powrót
Najnowsze

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

Walka z Ukrainą i czasem

24.11.2017
Tadeusz Iwański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu