Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Opowiadanie Wiatrowycza „Ludzie”
2017-12-27
Wołodymyr Wiatrowycz

Prezentujemy miniopowiadanie Wołodymyra Wiatrowycza w przekładzie Izy Chruślińskiej, które odwołuje się do tragicznych wydarzeń lata 1943 roku na Wołyniu

Opowiadanie ukazało się w książce Wołodymyra Wiatrowycza Ne-istoryczni myti. Narysy pro mynuli sto rokiv istoriji. Więcej o książce przeczytać można w artykule Izy Chruślińskiej Inna twarz Wołodymyra Wiatrowycza.

***

Lato było w zenicie. Początek sierpnia, ale zieleń wszędzie wkoło wyblakła, pożółkła, miejscami zbrązowiała. Zmęczona słońcem przyroda jakby zanurzyła się w siebie – wysokie trawy przywiędły, liście na drzewach pozwijały się. Większe zwierzęta chowały się w leśnych chaszczach, gdzie nie dochodziły palące promienie słońca, a małe – w chłodnych norkach na polach. Nie było słychać śpiewu tak lubiących słoneczko ptaków, ani cykania świerszczy.

Jedynie, wiecznie niestrudzony człowiek ośmielał się rzucać wyzwanie przyrodzie. Stary, zgarbiony od ciężkiej pracy człowiek, szedł w unoszącym się pyle powoli drogą wzdłuż pola. W ślad za nim, podobnie powolnie, noga za nogą, szedł tak samo staro wyglądający koń, ciągnąc wóz napełniony sianem. A w stogu skoszonej trawy chowając się od słońca spał chłopczyk. Zbudził się o świcie, a potem zmęczył się pomagając dziadkowi w polu, a teraz odpoczywał. Powolny ruch wozu, ciche poskrzypywanie kół, niesamowita południowa cisza wokół, całkiem uśpiły chłopczyka. Zdawało się, że dziadek także śpi idąc. Choć w rzeczywistości sen już od dawna do niego nie przychodził ani w dzień, ani w nocy. Nawyk snu stopniowo znikał, gdyż sen niósł niebezpieczeństwo. Zwłaszcza – w nocy. Ciemna część doby przestała być czasem spokoju i odpoczynku. Przeciwnie – napełniała się intensywnym życiem i jakimiś tajemniczymi wydarzeniami. Chętnych do tego, aby sprawdzić, co właściwie odbywało się pod osłoną nocy, było niewielu. I to właśnie oni najczęściej nie dożywali do świtu. Inni, usiłowali, tak jak to tylko było możliwe, cicho przetrwać niespokojną noc. Tym bardziej, że później, rano i tak wszyscy dowiadywali się, kto tym razem został zabity.

Nie widzieć, nie słyszeć, nie starać się zrozumieć nic z tego, co odbywało się dokoła – stało się zwykłym stanem ducha starego człowieka. Jego życie pozbawione snu, bez oznak reakcji na otaczający świat, samo przypominało utracony sen. Południowy skwar mu nie zaważał, ciężka fizyczna praca, jaką był zajęty przez cały ranek, pozwoliła mu wolno zanurzyć się w stan odrętwienia. Stan ten nagle przerwał nieprzyjemny szum dochodzący gdzieś z niedaleka. Szum ten stopniowo narastał. W końcu całkowicie przerwał błogosławioną południową ciszę. Podobny dźwięk stary słyszał jedynie kiedyś na dworu kolejowym, tak brzęczała skrzynka elektrycznego transformatora. Ale jakżeż tu w gołym polu mogłaby wziąć się taka skrzynka, kiedy w okolicznych wsiach nie było nawet elektryczności? Ten dziwny szum zbudził również chłopczyka, który usiadł na stogu siana na wozie, rozglądając się dookoła i krzyknął, pokazując na pobocze drogi: - Dziadku, spójrz, jaka tam chmura!

Stary, przeszedłszy kilka kroków także spostrzegł dziwną chmurę. Dziwną dlatego, że znajdowała się nie na niebie, a przeciwnie wisiała nisko nad ziemią. Niepokojący, nieustający szum pochodził właśnie stamtąd. –Zostań tutaj – wykrzyknął stary do wnuka. To była już druga wielka wojna w ciągu jego życia i zdążył napatrzyć się niemało dziwów. Szczególnie tych, które zabijały ciekawskich. Ale to dziwo nie zagrażało nikomu śmiercią, choć było przez nią zrodzone. Podchodząc bliżej stary zobaczył, że była do chmura składająca się z setki much. Oblepiły nierozpoznawalne szczątki, jakie leżały przy drodze. Rozrzucone po poboczu szczątki na tyle wabiły muchy, że nawet podejście bliżej starego nie przymusiło ich do odlotu. Jeszcze nie dochodząc zbyt blisko, stary zrozumiał przyczynę takiej natrętności much. W nozdrza uderzył go silny trupi zapach. Straszny odrażająco-mdły zapach, jaki zawsze przypominał mu pierwszą wojnę światową. On razem z innymi, wówczas wcielonymi jako żołnierze do carskiej armii, siedzieli w okopach, bojąc się wysunąć nos, a dokoła nich gniły ciała tych, którzy odważyli się zaryzykować i wyjrzeć. Wówczas także był sierpień. Choć w tej wojnie on nie siedzi już co prawda w okopach, nie brał broni do rąk, ale nie ratuje go to od kontaktu ze strasznym zapachem. Teraz ludzi zabijano nie tylko na polach bitew i nie tylko tych, którzy mieli broń. W końcu jego stare zmęczone oczy przyjrzały się dobrze leżącym resztkom oblepionym muchami. Poznał! To były ludzkie ciała! Ludzie! Głównie kobiety i dzieci, choć zobaczył także ciała kilku mężczyzn. Wszyscy byli martwi, musieli tu leżeć przynajmniej od kilku dni, nie pochowani. Zabójcy nie zakopali ciał nie dlatego, że zabrakło im na to czasu – skoro wystarczyło im go na to, aby przywieść tu ciała zamordowanych i rozrzucić na poboczu drogi. Zrobili to naumyślnie! Niepochowane ciała zamordowanych miały o czymś przestrzec żyjących, nastraszyć ich, zmusić do czegoś. Ale co by zabójcy nie mieli na myśli, ich krwawe przesłanie już nie dawało się odczytać. Ciała były w złym stanie, że nie można było już nikogo rozpoznać. Nie można było zrozumieć, kto i za co zamordował tych ludzi i jaką nauczkę miała ona stanowić dla innych!

Z zamyślenia wyrwał starego wnuczek, który podszedł i śmiało zbliżył się do trupów zamordowanych ludzi przyglądając się im bez strachu. „Straszne to czasy, - pomyślał stary, patrząc na wnuka – kiedy dzieci nie boją się śmierci”. – Dziadku, czy to nasi, czy Polacy? – zapytał chłopczyk. – Synku, to są ludzie! Ludzie! – wykrzyknął stary i zawrócił do wozu po łopatę. Kopać ziemie było ciężko, ale stary nie mógł, czy nawet nie chciał się zatrzymać. Dół, jaki stopniowo powiększał się, był dla niego nie tylko miejscem ostatniego pochówku, oddaniem szacunku zabitym, ale dowodem na to, że on sam pozostał, jak dotąd, człowiekiem.

 

Lato, 2015

Tłum.: Iza Chruślińska

 

Opowiadanie ukazało się w książce Wołodymyra Wiatrowycza Ne-istoryczni myti. Narysy pro mynuli sto rokiv istoriji. Więcej o książce przeczytać można w artykule Izy Chruślińskiej Inna twarz Wołodymyra Wiatrowycza.


Polecamy inne artykuły autora: Wołodymyr Wiatrowycz
Powrót
Najnowsze

VII Kongres Inicjatyw Europy Wschodniej

18.09.2018
NEW
Czytaj dalej

Niekończąca się lekcja historii

27.08.2018
Jakub Herold
Czytaj dalej

Paryżanka w Tbilisi

22.08.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu